środa, 27 listopada 2013

Rozdział 31. Ostatni.

Z racji, że ten rozdział jest ostatni, to SKOMENTUJCIE chociaż go.
PROSIMY.



*3 lata później*
<Alexis>

Myślałam kiedyś, że życie to najgorsze co dostałam od Boga. Ciągły ból i cierpienie. Borykanie się z problemami, które w głębszym znaczeniu nie mają sensu. Wszystko jest takie czarno białe, a jedyna osoba, której możesz ufać jesteś ty sam. Samiusieńki w tym ogromnym świecie. W pewnym momencie, płacz przestaje wystarczać. Potrzebujesz czegoś lepszego na wyładowanie swoich emocji. Niestety potrafisz zaangażować się w to tak bardzo, że nie wiesz kiedy przestać.
Jest coś co uratuję cię od tej rutyny. Malutki cień nadziei, który pozwala nam wierzyć, że będzie lepiej.
Na przykład przyjaźń. Przyjaźń to coś dla czego warto jest oddychać.
Coś, przez co dzień staje się piękniejszy. Wiem, że dzięki niektórym osobom jestem silniejsza. Louis, Niall, Zayn, Liam. Poznałam ich całkiem przypadkiem, a teraz nie wyobrażam sobie tego wszystkiego bez nich. Są dla mnie jak bracia. Wspierają. Dbają. Mimo, tego iż różnimy się wiekiem, płcią to i tak zawsze są. Tak po prostu.
Od czasu kiedy Fosher zaproponował Megan narkotyki, dziewczyna w końcu przejrzała na oczy. Stara się być ostrożniejsza w dobieraniu towarzystwa. Zgodziła się nawet razem z innymi dziewczynami, które też zostały omotane przez Josha zeznawać przeciwko niemu. Cała sprawa skończyła się pozytywnie, ponieważ gnój dostał wyrok. Ta na pozór zwykła brunetka stała się dla mnie kimś niezwykłym.
Jest jeszcze moja Leah. Rudowłosa dziewczyna, która totalnie przewróciła mój świat do góry nogami. Jest czymś więcej niż zwykłą przyjaciółką. Czuję jakbym znała ją wieki. Wiem o niej wszystko i ona wie o mnie. Chociaż rzadko się teraz spotykamy to nasza przyjaźń rozkwita z dnia na dzień. Staram się, bo wiem, że ona jest tego warta. Nie potrafię opisać słowami jak bardzo jej dziękuję. Jak bardzo jest mi potrzebna. I jak bardzo ją kocham.
Myśl o tym, że to może być koniec jest jedną z najprzyjemniejszych dotychczas, a za razem najbardziej przerażających myśli w moim życiu.
Jednak jest taka mała rzecz, z której jestem dumna. Moja praca była czymś w rodzaju hobby. Okładki gazet ze mną w roli głównej dawały mi poczucie spełnienia. Powodowały uśmiech na mojej twarzy. Wiedziałam w końcu, że to co robię nie idzie na marne. Że ktoś to jednak docenia. Widzi ile czasu, siły oraz zdrowia na to poświęcam. Może są ludzie, którzy jeszcze we mnie wierzą...
Mimo wszystko trzeba najpierw coś mieć, żeby o to walczyć. Ja niestety to coś już dawno straciłam. Straciłam kogoś, kto był dla mnie całym światem.
Nie chcę znowu cierpieć. Znowu płakać. Myśleć, że może być lepiej choć tak naprawdę jestem pewna, że to niemożliwe. Starać się na nowo. Nie chcę już tego czuć. Nie chcę już nigdy być zakochana !
Dlatego często zamykam oczy. Wierzę, że kiedyś to zrobię i nie będę musiała męczyć się z ich otwieraniem. Że kiedyś zrobię to i już nigdy ich nie otworzę. Jeszcze tylko troszkę. Jestem naprawdę blisko.
Jest to taki mały, malusieńki promyczek nadziei w tym moim szarym życiu.
- Panno Collins, dziś jest dzień odwiedzin - weszła do mojej szpitalnej sali pielęgniarka, która uśmiechała się do mnie ochoczo - Przyszedł ktoś do ciebie - odparła nieco już ciszej, a za nią ujrzałam wysoką sylwetkę
Myślałam kiedyś, że życie to najgorsze co dostałam od Boga.
Dziś jestem tego pewna.

<Leah>
- I jak się czuję? - zapytałam, znając już odpowiedź - Jest z nią lepiej? - wiedziałam, że nie, ale liczyłam, że tym razem będę zaskoczona.
- Jest ciężko - usłyszałam ochrypły głos mojego przyjaciela - Ale przynajmniej nie jest tragicznie.
Mimowolnie się uśmiechnęłam. Kiedy Alexis rok temu trafiła do szpitala psychiatrycznego nie chciała rozmawiać z Harry'm. W ogóle. Teraz pozwala mu nawet przychodzić do siebie na wizyty. To postęp.
Po tym, ile moja przyjaciółka przeszła i jak bardzo wykończyła się psychicznie jestem wstanie cieszyć się z takich małych kroczków.
Tak. Lexi nie wygrała z anoreksją. Ta choroba zabiera coraz więcej i więcej z niej. Trudno jest z nią wygrać. Wydawało się, że wtedy, trzy lata temu już miała te wszystkie problemy z chudnięciem za sobą. Ale to wróciło...
Była na szczycie. Na najlepszych okładkach gazet i nagle to wszystko do niej wróciło. Nie chciała się nam pokazywać, unikała nas. Wszystko przez jeden powód. 'Była zbyt gruba'.
I nawet teraz, kiedy jest pod opieką najlepszych specjalistów trudno do niej dotrzeć. Nienawiść do życia siedzi blisko niej. Tak blisko jak anoreksja.
Ale my walczymy. Wierzymy w nią, bo wiemy, że to dużo jej daje. Jesteśmy jej przyjaciółmi. Osobiście nie wyobrażam sobie co by było, gdybyśmy ją stracili...
- Leah? - z rozmyśleń wyrwał mnie Harry.
Zapomniałam nawet, że rozmawiam z nim przez telefon. Często tak mamy, kiedy gadamy o niej.
- Coś ci mówiła? - zapytałam, powoli kończąc rozmowę.
Skręciłam w uliczkę prowadzącą na cmentarz.
- Niewiele - westchnął - Ale obiecała mi, że kiedyś zobaczę ją na wybiegu - poczułam ucisk w sercu na słowa przyjaciela - O, Liam wrócił do domu.
Usłyszałam w tle głos mojego chłopaka. Mimowolnie się uśmiechnęłam.
- No to bawcie się - powiedziałam cicho - Będę w domu za jakieś dwie godziny.
- Liam się pyta, czy ma po ciebie przyjechać? - Harry urwał na chwilę rozmowę czekając na moją odpowiedź.
- Nie, wrócę sama.
- Aha. Mam ci przekazać, że on bardzo cię kocha - czułam jak głos Styles'a napełnia się pozytywną energią.
- Powiedz, że też go kocham - uśmiechnęłam się szczerze - Wszystkich was kocham.
- My ciebie też Leah - westchnął Harry - Pozdrów Justina. Cześć.
- Ok - zaśmiałam się krótko i rozłączyłam.
Weszłam na teren cmentarza. Był środek jesieni. Z wielu drzew pospadały już liście, które teraz zasypywały większą część drogi. Wszystko wydawało się  być szare, nawet niebo zakryte przez chmury, we właśnie tym kolorze. Na szczęście powietrze, pomimo, że mroźne było przyjemne. Mając na sobie czarny płaszcz i czapkę, częściowo zasłaniającą moje rude kosmyki włosów, mogę przyznać, że było dosyć ciepło. Zapewne bez tych dodatków do całego ubioru trzęsłabym się.
Usiadłam na jednej z ławek i przyglądałam się otaczającemu mnie krajobrazowi.
Wiele się zmieniło.
Po tym jak Cece mnie odnalazła widujemy się przynajmniej dwa razy w tygodniu. Siostra zabrała mnie do rodziców. W końcu wytłumaczyłam im wszystko i znowu mam rodzinę.
Byłam na odwyku. Przez tamten czas wydoroślałam, doszłam do wielu wniosków i wybrałam co chcę robić  w życiu. Zaraz po wyjściu z odwyku zaczęłam proponować różnym szkołą współpracę. Teraz odwiedzam różne placówki i opowiadam przygodę, jaką Justin i ja mieliśmy z narkotykami. Uświadamiam tym młodym ludziom ile mogą stracić przez to świństwo.
Ja straciłam wiele. Ale przez to, że w odpowiednim czasie poznałam pięciu cudownych chłopaków na pewno bym nie miała tego, co mam teraz.
Nasza przyjaźń nie zmieniła się. Chłopcy nadal są w zespole, który ciągle nie stracił swojej popularności.
Ja i Liam jesteśmy parą i muszę przyznać, że jest on najlepszym, co mnie spotkało. Kiedy codziennie go widzę mam ochotę skakać z radości, że to akurat mi przydarzyło się takie szczęście.
Dlatego teraz chcę pomóc każdemu innemu. Jednak na pierwszym miejscu stawiam sobie Alexis. Pomoc w wygraniu z jej chorobą jest moim priorytetem życiowym.
Wstałam z miejsca i podeszłam bliżej nagrobka Justina.
Na szarym marmurze widniało imię i nazwisko mojego przyjaciela, a także parę słów. Obok było postawione parę zniczy i leżała mała ilość liści. Rozbawił mnie widok stojącej na nagrobku pustej butelki whiskey. To w zabawny sposób symbolizuje jak bardzo Justin kochał imprezować.
Kucnęłam, aby być bliżej nagrobku.
- Tęsknię czasem, wiesz? - szepnęłam, przyglądając się marmurowej tablicy - Zdziwiłbyś się, ile u mnie się zmieniło. Jak bardzo ja się zmieniłam - zaśmiałam się cicho - Ale nadal jestem twoją najlepszą kumpelą. Brakuje mi ciebie - westchnęłam - Nikt już do mnie nie powie 'ruda' w sposób, jaki ty mówiłeś - przechyliłam głowę na jeden bok, widząc kontury mojej sylwetki, odbijające się w marmurze - Dziękuję, że we mnie wierzyłeś. Wiem, że jesteś ze mnie dumny. Ja sama jestem z siebie dumna - uśmiechnęłam się.
Po chwili poczułam jak pojedyncza łza spływa po moim chłodnym policzku.
- Udało mi się - szepnęłam, uśmiechając się bardziej, przez łzy, których było coraz więcej - Udało nam się Justin.
Wstałam i wyprostowałam się. Przetarłam mokre policzki i z uśmiechem na twarzy, pomachałam w stronę grobu Justina. Odwróciłam się i wróciłam do domu chłopaków, który także był moim domem.
Nazywam się Leah Baker i byłam narkomanką. Czasem mam trudne życie, ale zdecydowanie je kocham. I tak łatwo to się nie zmieni.


Mam nadzieję, że pomimo końca przeczytacie jeszcze parę słów od nas!
Nie odchodźcie!


Znowu kończymy kolejnego już bloga, a ja znowu w to nie wierzę! To był już nasz trzeci blog! Nieprawdopodobne, a jednak :) Mad Reckless Love był inny od naszych po przedniejszych 'dzieł'. Jest bardziej ponury i porusza naprawdę poważne problemy, z którymi boryka się wiele ludzi. Cieszę się, że wybrałyśmy na bohaterki narkomankę i anorektyczkę, ponieważ mogłyśmy przez to wyrazić dużo naszych emocji, wiążącymi się akurat z tymi przypadkami. Moja bohaterka, narkomanka, Leah. Bardzo ją pokochałam. Zżyłam się z nią. Pisanie z perspektywy uzależnionej dziewczyny było ciężkie. Te wszystkie typowe dla narkomanów problemy, samo branie narkotyków - to wszystko było nie lada wyzwaniem do opisania, ale mam nadzieję, że dałam radę ;) W następnym blogu moją bohaterką jest Carly, która nie pasuje ani charakterem, ani wyglądem do Leah. Liczę na to, że Carls pokochacie tak samo jak i rudą ;)
Chciałabym dodać, że pisanie, jest czymś, co sprawia mi ogromną radość. Cieszę się, że mam dla kogo pisać. Nigdy nie chciałabym robić czegoś innego! Dziękuję, że dajecie mi możliwość rozwijania pasji. Kocham was koty, do zobaczenia w Blue Wave California! <3 /Carly (wasza Leah)


Jeeeej, ostatni rozdział. Z jednej strony bardzo się cieszę bo uwielbiam zaczynać nowe opowiadania, a w dodatku nasze następne bardzo różni się od innych ff i  mam cudowną bohaterkę. Wiem, że niektóre osoby przywiązały się do tej historii. Jednak mam nadzieję, że lubicie nasz styl pisania i nadal będziecie czytać nasze blogi bo na razie nie mamy zamiaru z tym kończyć :) Jeżeli ktoś nie zrozumiał to Alexis nie jest z Harrym, ani nie udało jej się wygrać z chorobą. Od początku planowałam trochę smutniejsze zakończenie. Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba za równo z mojej jak i z Leah strony :) No to widzimy się na Blue Wave California słońca. Kocham was i witam jako Vivi :* /(po raz ostatni) Lexi

Dziękujemy za:
20.013 wejść
462 komentarzy
59 obserwatorów

Link do naszego następnego bloga - Blue Wave California

sobota, 23 listopada 2013

Rozdział 30

<Leah>


-Leah, chodź na dół! - usłyszałam krzyk Niall'a.
Dziś on miał za zadanie przygotować śniadanie, więc wnioskuje, że posiłek jest już na stole.
- Zaraz będę - wydarłam się równie głośno i poprawiłam na miejscu.
Przyjrzałam się jeszcze raz wizytówce, którą dostałam  od blond pielęgniarki, kiedy w wynikach badań mojej krwi znaleźli ślady narkotyków. Pamiętam, jak wtedy mi proponowała pomoc, a ja odmówiłam.
Dziś rano ciągle wlepiałam swój wzrok w wizytówkę. W nazwę kliniki, która zajmuje się pomaganiem ludziom z problemami, takimi jak moje.
Po prostu zastanawiam się nad odwykiem.
Wstałam z łóżka, chowając wizytówkę do tylnej kieszeni moich blado granatowych rurek. Dobrałam do nich białą koszulkę na ramiączkach i czerwone nike'i.
Zeszłam po schodach w kierunku jadalni, z której dobiegały coraz głośniejsze rozmowy. Wchodząc do pomieszczenia zauważyłam, że wszyscy tam już są.
- Dzień dobry - uśmiechnęłam się, siadając obok Liam'a.
Chłopcy odpowiedzieli mi ty samym, skupiając się głównie na opróżnianiu swoich talerzy. Faceci.
- Zrobiłem pyszne toasty - popatrzyłam się na Niall'a, który zaczął do mnie mówić z wielkim uśmiechem na twarzy - Jedz Leah, to będzie twoje najlepsze śniadanie w życiu.
- W to nie wątpię - odpowiedziała mu, już lekko rozbawiona.
Sięgnęłam po pierwszy kęs przysmażonej kanapki. Rzeczywiście były pyszne. Zabrałam się za jedzenie jej.
- Jakieś plany na dziś? - zapytał Louis, rozglądając się po każdym z nas.
- Idziemy na podpisywanie płyt w centrum handlowym Tommo - Liam jak zawsze znał ich plany - Wracamy popołudniu - spojrzał się na mnie, jakby chciał się upewnić, że czuję się dobrze z tym, że przez jakiś czas ich ze mną nie będzie.
- Ja idę się spotkać z Cece, a potem zajrzę do Lexi - uspokoiłam go - A teraz przepraszam, ponieważ muszę już wychodzić - napiłam się łyka soku i wstałam z miejsca - Cześć.
- Hej - chłopcy jak zawsze odpowiedzieli mi chórkiem.
Wyszłam z domu i zaczesałam włosy na swoje prawe ramię. Dzisiaj było bardzo ciepło, ale dało się wytrzymać w długich spodniach.
Zobaczyłam, że w moją stronę zmierza Cece, która uśmiechnęła się na mój widok.
- Hej - powiedziałam, gdy była dość blisko.
- Siemka siostrzyczko - przytuliła mnie do siebie, po chwili spoglądając mi na twarz dodała - Chłopcy w domu?
- Tak, zaraz wychodzą - pokiwałam głową - Chodź, tu niedaleko jest park - zaczęłam iść właśnie w tamtym kierunku.
- Długo z nimi mieszkasz? - zapytała, idąc zaraz przy mnie.
- Nie za bardzo - popatrzyłam na przejrzyste niebo - Ale wydaje się, jakbym mieszkała z nimi wieki.
- Widzę, że ci pomagają - zauważyła z uśmiechem.
- Potrafią zarażać swoim pozytywizmem - zaśmiałam się, na wspomnienie, jacy są zwariowani - Dużo mi pomagają.
- A co z Alexis? - Cece zmieniła ton głosu, kiedy o niej wspomniała.
Moja siostra nigdy za nią nie przepadała.
- Dużo się zmieniło - odparłam - Głównie nasze relacje. Zaczęłyśmy sobie pomagać i interesować się swoimi problemami.
- Ciekawe, jaka teraz jest - westchnęła siostra.
- Nie zmieniła się zbyt wiele - uśmiechnęłam się - Może jest bardziej krucha - dodałam ciszej.
- Ona zawsze wydawała się krucha, ale uparcie to ukrywała - podsumowała Cece.
Zobaczyłam pierwsze drzewa parku.
- Co u rodziców? - zapytałam po chwili ciszy.
Muszę przyznać, że odkąd zobaczyłam Cece chciałam o to zapytać. To było coś co najbardziej mnie interesowało. Przez lata, kiedy ich nie widziałam, ciekawość jak się trzymają lub czują, potrafiła mnie wykańczać. Wreszcie wzięłam się na odwagę. Po tym jak zostawiłam ich bez słowa. Ja, ich córeczka, o którą zawsze dbali, a która ich skrzywdziła. Interesuję się.
- Wiesz, było z nimi ciężko po twoim odejściu - po sposobie mówienie mojej siostry sądzę, że trudno jej o tym gadać - To były najgorsze momenty zarówno ich, jak i mojego życia. Tak bardzo się kłócili - westchnęła, patrząc na daleko postawione drzewo - Zarzucali sobie nawzajem winę za twój wyjazd. Byli wyczerpani.
Poczułam się paskudnie. Myślałam tylko o sobie. Tak bardzo chciałabym ich przytulić.
- Wiedzieli czemu zniknęłam? - spojrzałam na siostrę.
- Nie - odparła krótko - Powiedziałam im tylko, że się o coś pokłóciłyśmy, a ty byłaś zdenerwowana. Nie mogłam im się przyznać, że to przeze mnie opuściłaś ich - szepnęła, patrząc na swoje buty.
- Ej - zatrzymałam ją - To nie była twoja wina - podniosłam jej głowę, żeby popatrzyła na mnie - Ja tak wybrałam. Przez narkotyki mogłam więcej zniszczyć. Tak było lepiej.
-  Pomoglibyśmy ci - Cece chciała przekonać mnie do swojego zdania.
- Wydawało mi się, że sama sobie pomogę - podeszłam do ławki i usiadłam - Miałam ciężko, ale pewna osoba mnie do siebie zabrała. Zyskałam przyjaciela, który pokazał mi wiele wartości, pomimo, że sam nie wierzył w szczęście w życiu - uśmiechnęłam się, widząc w głowie Justina.
- Miałaś w końcu przyjaciela? - zaciekawiona Cece usiadła obok mnie.
- To był mój brat - sprostowałam - Zawsze we mnie wierzył. I wiesz co? - spojrzałam na nią.
- Co? - z oczu mojej siostry biła ciekawość.
- Często mi powtarzał, że kiedyś spotkam ciebie i rodziców - Cece się uśmiechnęła - Że znów będzie tak jak dawniej. Miał tak ciężko, a nadal we mnie wierzył. Też chciałam jego szczęścia.
- Znalazł w końcu je? - spytała cicho.
- Tak - uśmiechnęłam się, zamykając oczy - W końcu znalazł spokój.
- Będę mogła go poznać? - pytanie Cece mnie rozbawiło.
- Teraz jest ciągle w jednym miejscu - odpowiedziałam, mając na myśli cmentarz - Ale na pewno nie będzie miał za złe, jak go ze mną odwiedzisz.
- To świetnie - Cece przytuliła mnie do siebie.

- Leah - na twarzy Lexi widniało zaskoczenie - Co tu robisz?
- Przyszłam cię odwiedzić - uśmiechnęłam się - Jestem dziś samotna - dodałam.
- Świetnie, że jesteś - Lexi wpuściła mnie w drzwiach do środka - Chcesz coś do picia? Jedzenia? - pokierowała się do kuchni.
- Nie dzięki - odparłam się o jej blat.
- Na pewno? - naszą wymianę zdań przerwał dźwięk komórki Lexi.
Dziewczyna promiennie się uśmiechnęła.
- Kto to? - zapytałam z ciekawością.
- Cześć nowa koleżanko, jak się czujesz? - przeczytała wiadomość na głos, a ja się zaśmiałam. Wiadome, że chodzi o Harry'ego.
- Niedawno umówiliśmy się, że zaczniemy wszystko na nowo - wytłumaczyła mi zadowolona Lexi - Tak jest lepiej.
- Najważniejsze, żebyście byli szczęśliwi - popatrzyłam na nią - Nie chcesz do niego wrócić?
Na jej twarzy pojawiło się coś w rodzaju zakłopotania.
- Sama nie wiem - wzruszyła ramionami - Mam mętlik w głowie. Trochę zajmie, nim go poukładam.
- Masz czas - westchnęłam - Wiesz, że widziałam się z Cece? - chciałam powiedzieć jej o tym.
- Naprawdę? - blondynka, aż wciągnęła szybko powietrze do płuc z zaskoczenia - Znów widziałaś się ze swoją siostrą - uśmiechnęła się szeroko.
- Tak. Sama mnie znalazła - poczułam, że robi mi się ciepło na sercu, jak to opowiadam - Ona i rodzice za mną tęsknili.
- Wszystko ci się układa - oparła się o blat i przeczesała włosy ręką, po czym na mnie popatrzyła.
- Tak - przyznałam jej rację - Ale zastanawiam się nad pójściem na odwyk.
Długo ostatnio o tym myślę.
- Myślisz, że to dobry pomysł? - Lexi spoważniała.
- Najgorsze jest to, że nie będę mogła być ciągle z tobą i chłopakami - westchnęłam - Będziecie mogli tylko dzwonić i co jakiś czas mnie odwiedzać.
-To jest jedyny minus? - zapytała przyjaciółka.
- Tak - spojrzałam na jej ciemne oczy.
- Pamiętaj, że nieważne jaki będziesz miała wybór - złapała mnie za rękę - Będę przy tobie.
Mimowolnie uśmiechnęłam się. Na co Lexi odpowiedział mi tym samym.
- Dziękuję - obeszłam dookoła blat i wtuliłam się w jej chude ciało - Musę już iść.
- Pozdrów chłopaków - westchnęła - Trzymaj się - poczułam, że przyciska mnie mocniej.
- Ty też - odsunęłam się od niej i uśmiechnęłam.
Alexis odprowadziła mnie do drzwi. Pożegnałam się z nią jeszcze raz, po czym wróciłam do domu. Całą drogę myślałam nad swoją decyzją. Akurat pod drzwiami domu dotarło do mnie co chce zrobić.
- Jestem - krzyknęłam na całe mieszkanie, po czym skierowałam się do salonu.
- My też już wróciliśmy - powiedział Harry, który siedział obok Louis'a. Był tutaj także Niall, Liam i Zayn.
- Muszę wam o czymś powiedzieć - uśmiechnęłam się promiennie, patrząc na każdego z nich.
- Co się stało? - zapytał Louis.
To już. To ten moment.
- Postanowiłam jechać na półroczny odwyk do Bristol - ich miny od razu zmieniły się.
- Czemu? - spytał Liam.
- Bo wtedy ucieknę na dobre od tego świństwa - odparłam, patrząc na każdego - Tak będzie lepiej.
- Będziecie musieli przez jakiś czas pomieszkać sami - blado się uśmiechnęłam.
Zayn wstał z miejsca.
- Muszę zapalić - mruknął, po czym opuścił salon.
Niall chciał także wstawać, ale go powstrzymałam.
- Ja pójdę.
Wyszłam na taras, na którym pomimo zbliżającego się wieczoru było dalej ciepło. Zauważyłam, że Zayn stoi, oparty o barierkę.
Stanęłam obok niego, a ten na mnie spojrzał.
- Nie chcę, żebyś wyjeżdżała - był taki poważny - Zajmiemy się tobą. Przecież z nami nie miałaś źle.
- Masz rację - uśmiechnęłam się delikatnie - Tylko, że tam będą specjaliści. Poddam się zabiegowi odtruwania. Moje problemy znikną na dobre. Rozumiesz Zayn? Wrócę do was zupełnie czysta.
- Wszystko mi mówi, że masz rację - westchnął - Tyle, że jesteś moją przyjaciółką, chce ci jakoś pomóc.
- Już tak bardzo mi pomogliście - zapewniłam go - A jak wrócę z odwyku dalej będziecie mogli to robić.
- Obiecujesz, że do nas wrócisz? - zapytał z uśmiechem.
- Tak - przytuliłam go.
- Masz szczęście - mruknął w moich objęciach, na co się zaśmiałam - Dobra - odkleił się ode mnie - Idę do środka.
Malik opuścił taras, a ja głęboko westchnęłam.
- Teraz moja kolej - usłyszałam za sobą głos Liam'a i odwróciłam się.
- Też nie chcesz, żebym was opuszczała? - zapytałam, przyglądając mu się.
- Nie - podszedł bliżej - I tak wiem, że zrobisz to, co uważasz za słuszne.
- Znasz mnie.
- Dziwisz się? - złapał mnie za biodra - Jesteś tak niesamowita, że nie idzie cię nie poznać.
Uśmiechnęłam, się, czując lekką nieśmiałość.
- Obiecałem Justinowi - zaciekawiłam się  na jego słowa - Obiecałem mu, że zajmę się tobą, gdyby go nie było.
- Naprawdę? - nie mogłam uwierzyć w jego słowa.
- Tak - kiwnął głową - I mogę cię zapewnić, że zrobię wszystko, żebyś była szczęśliwa.
Patrzyłam w jego szczere oczy i czekałam aż skończy swoją wypowiedź.
- Bo cię kocham - dodał ciszej.
- Ja też cię kocham Liam - uśmiechnęłam się i lekko go pocałowałam.
Chłopak wtulił mnie do siebie i głęboko westchnął. Oparłam czoło o tors i zaciągałam się jego zapachem.
- Damy radę - szepnął - Będę cię często odwiedzać, będziemy do siebie dzwonić.
- Wiem - uśmiechnęłam się wiedząc, że chce zapewnić, że mnie nie opuści.
- Kiedy chcesz wyjechać? - zapytał po chwili ciszy.
- Jutro rano mam być w Bristol - odparłam cicho - Muszę się spakować.
- Mam pomysł - Liam złapał mnie za ramiona, abym na niego spojrzała - Któryś z chłopaków pojedzie po Lexi i zrobimy sobie małą, pożegnalną imprezę. Co ty na to?
- Z wami zawsze - odparłam z uśmiechem, po czym poszliśmy do salonu.
- Harry jedź po Lexi - Liam zwrócił się do lokowatego, a następnie spojrzał na Louis'a - A ty razem ze mną wybierasz się do sklepu.
- Dobra - Styles wstał z miejsca i poszedł na korytarz.
- Czyli szykuje się impreza? - zapytał podekscytowany Niall.
- Tak - odpowiedziałam mu.
- Trzeba się napić za Leah - dodał Lou, na co się nieśmiało uśmiechnęłam.
- Tak, tak - Liam popchnął Tomlinsona w stronę drzwi - Nie ma czasu, wychodzimy.
Kiedy chłopcy wyszli poszłam razem z Zayn'em i Niall'em po jakieś naczynia do kuchni. Zaczęliśmy rozkładać na stole miski, szklanki, gadając przy tym o różnych rzeczach.
Będę za tym tęsknić. Na szczęście oni trzymają mnie w jednym przekonaniu. Jeśli wyjadę, zawsze będę miała do kogo wracać.



Następny rozdział będzie rozdziałem ostatnim, więc komentujcie ten, żebyśmy miały siły, aby napisać wielki finał! Mam nadzieję, że spodobało wam się, że u Leah wszystko się układa. Czekajcie na emocjonującą końcówkę! Kocham was, do następnego! <3 /Leah

poniedziałek, 18 listopada 2013

Rozdział 29

<Alexis>

Ciepło dochodzące od słońca w przyjemny sposób ogrzewało moją twarz. Czułam świeże powietrze typowe dla plaży. Pierwszy raz od dłuższego czasu mam chwilę, w której jakoś niczym się nie przejmuję. Nie zastanawiam się nad tym co będzie jutro. Po prostu leżę i relaksuję się teraźniejszością.
- Obracamy ? - spytała nagle moja przyjaciółka, która znajdowała się tuż koło mnie
- Obracamy - stwierdziłam, po czym w tym samym czasie obróciłyśmy się
Aktualnie leżałam na brzuchu. Głośne westchnęłam i otworzyłam oczy. Spojrzałam na Megan i po chwili zauważyłam, że dziewczyna mi się przygląda.
- Nie chcę wracać - zaśmiałam się na jej słowa, ale w głębi duszy odczuwałam to samo
- Trzeba - westchnęłam - Idziemy już do hotelu ?
Hill lekko pokiwała głową na znak, że się zgadza.
- W tym mieście jest tak inaczej - stwierdziła brunetka
- Też to zauważyłam - uśmiechnęłam się lekko podnosząc się
- Nawet ludzie się lepiej zachowują - nie wszyscy, ale niech już jej będzie - Zauważyłaś jaka Kim jest dla nas miła - obserwowałam jak Meg wstaje z ręcznika i zaczyna się ubierać - Nie pamiętam kiedy ostatnio powiedziała jakąś przykrą rzecz
- Na przykład - poprawiłam się leżąc na boku - Ile ty dziś zjadłaś ? Jak już jesz śniadanie to obiad i kolacje sobie odpuść - Megan głośno się zaśmiała widząc, że naśladuję zachowanie i styl mówienia naszej menadżerki
- Na twoim miejscu zrobiłabym jeszcze jedną rundkę po tych schodach moja kochaniutka - odparła brunetka, po czym zachichotałam słysząc jej słowa
Gdy tylko się ubrałyśmy i spakowałyśmy ręczniki do toreb, ruszyłyśmy w prost do naszego hotelu.
Pod wieczór czekała jeszcze na nas ostatnia sesja w Miami. Muszę przyznać, że ten wyjazd totalnie mnie zrelaksował. Czuję się dobrze. Nawet bardzo dobrze. Zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Mam nadzieje, że ten stan utrzyma się jak tylko najdłużej się da.
*Kilka godzin później*
Przeglądałam instagram'a śmiejąc się z niektórych zdjęć moich znajomych. Stęskniłam się bardzo za Leahą i za tymi jej rudymi włosami. Za czterema głupkami, którzy na pewno poprawili by mi humor w takich momentach. No i oczywiście za Harrym. Za jego pięknymi dołeczkami, uroczymi loczkami, którymi tak bardzo kochałam się bawić. Przez ten okres rozłąki odkryłam, że nie tylko brakuje mi jego osoby jako chłopaka, lecz też potrzebuję jego wsparcia. Tej przyjacielskiej strony.
Nagle natrafiłam na zdjęcie, które przedstawiało Fosher'a z moją przyjaciółką. Domyśliłam się, że zostało ono zrobione całkiem niedawno. Chyba nietrudno stwierdzić, że nie jestem zadowolona z powodu ich znajomości. Ta cała sytuacja w klubie jeszcze bardziej mnie do niego zniechęciła. Mogę śmiało powiedzieć, że czuje do niego lekkie obrzydzenie. Nigdy, ale to przenigdy go nie zaakceptuję. Po tym co zrobił Leah i zapewne wielu innym dziewczynom. Wolę sobie nie wyobrażać przez co musiały przechodzić. Kutas bawi się uczuciami młodych dziewczyn. Jeśli w jakiś sposób sprawia mu to przyjemność to powinien się leczyć. To nie jest normalne.
- Alexis, wszystko gotowe. Chodź - odparł pospiesznie jakiś scenarzysta, po czym udałam się na miejsce, gdzie czekała już na mnie Megan.
Dziewczyna na mój widok szeroko się uśmiechnęła. Odpowiedziałam tym samym i po chwili do moich uszu doszedł głos John'a.
- Dobrze dziewczynki. Zrelaksujcie się
Czy mogę już zwymiotować ? Właśnie takie nachodzi mnie uczucie, gdy widzę tego pedofilskiego skurwiela.
Boże, gdyby babcia słyszała moje myśli nie byłaby ze mnie dumna. No cóż, z jednej strony te słowa są jak najbardziej trafne.
Nie pozostało mi nic innego jak pozowanie i udawania, że ta sytuacja wcale nie jest dla mnie niezręczna. A uwierzcie mi była. Wzrok tego pajaca czułam na każdym centymetrze mojego ciała. Na szczęście miałam na sobie strój kąpielowy, a na to długą, zwiewną sukienkę. Moja przyjaciółka była podobnie ubrana.
- Okej, a teraz ściągnijcie te narzuty - odparł Fosher zmieniając obiektyw
Serio ? Narzuty ?
Nie dość, że głupi to i ślepy. Ostatnią rzeczą na jaką bym się zgodziła to rozebranie się przy nim.
Megan jednak nie miała z tym problemu. W kilka sekund ściągnęła swoją sukienkę pozostawiając w samym jasno niebieskim stroju kąpielowym.
- Dalej Lexi - klasnęła w moją stronę Kim, po czym spiorunowałam ją wzrokiem
- Trochę zimno - westchnęłam udając, że marznę
- Jest z dwadzieścia siedem stopni. Uwierz mi nic ci się nie stanie - zachęcała mnie moja menadżerka
Zero jakiegokolwiek wsparcia. Dziękuję bardzo.
Z ogromną niechęcią zdjęłam zwiewny materiał, po czym poprawiłam swoje bikini. Mogłam zauważyć irytujący uśmieszek John'a na tych jego obleśnych ustach.
Po jakieś godzinie sesja w końcu dobiegła końca.
Ponieważ robiło się chłodno, a do tego byliśmy na jakimś wzgórzu przez co trochę wiało, założyłam na siebie luźną, zapinaną bluzę, oraz krótkie spodenki. Na nogi włożyłam czarne Vansy, a następnie udałam się do samochodu, który mnie i Meg miał zawieść pod sam hotel. Dziewczyny jednak ze mną nie było.
Dowiedziałam się od Kim, która doskwierała mi towarzystwa kiedy czekałam na kierowcę, że Hill pojechała od razu po sesji do naszego apartamentu. Brunetka twierdziła, że ma jakieś spotkanie czy randkę.
Domyślam się nawet z kim, ale nie będę w to nie wnikać.
Po kolejnej godzinie jazdy do hotelu byłam tak wyczerpana, że miałam jedynie ochotę na ciepłą kąpiel i długi sen.
Wchodząc do holu budynku przeglądałam wiadomości na telefonie. Nie zważałam zbytnio na to co może czekać mi na drodze.
- Uważaj jak chodzisz blondyneczko - na ton jego głosu całe moje ciało się spięło
- Uważam - wysyczałam i już chciałam go ominąć kiedy on chwycił mnie swoją dużą dłonią i pociągnął lekko do jego ciała
- Jeżeli kiedykolwiek, nagadasz jakieś głupoty Megan na mój temat to obiecuję ci, że inaczej pogadamy - szepnął
- Głupoty ? - zaśmiała się ironicznie
On jest popierdolony. Boże, czemu pozwalasz takim ludziom żyć !
- Ja cię tylko ostrzegam - odparł poprawiając swoją czarną koszulę - Mam na ciebie oko
Psychol.
- Hej, o czym gadacie ? - za moich pleców wyłoniła się Meg w pięknej złotej sukience
- Wspominamy wyjazd - odpowiedział John spoglądając na mnie i sztucznie się uśmiechając
- Oh, mam nadzieję, że miło - zapiszczała moja przyjaciółka
- Bardzo miło - stwierdziłam sarkastycznie, jednak brunetka tego nie zauważyła
- No z chęcią bym sobie jeszcze pogadał, ale mamy zarezerwowany stolik - westchnął Fosher patrząc w stronę Megan
- Ah tak. Wyśpij się Lexi - zaśmiała się moja przyjaciółka, po czym mocno mnie do siebie przytuliła
Nie pozwól jej tam iść !
- Miłej zabawy - uśmiechnęłam się do niej
No dalej, ucieknij z nią do pokoju !
- Dziękujemy - odparła wesoło Meg, po czym złapała Fosher'a za rękę i wyszli.
Co z ciebie za tępa idiotka. Świetnie. Jeżeli coś jej się stanie to będzie to wyłącznie twoja wina Lexi. Wszystko przez te jego chore słowa. Obiecuję ci, że pogadamy inaczej. Ja się tylko ostrzegam. Mam cię ciebie na oku.
Te jego gesty, głos. Wszystko to mnie tak przeraża, że nawet sama nie jestem w stanie pojąć jak bardzo.
*Następnego dnia*
Ogólnie to jest bardzo dobrze, gdyby nie fakt, że musiałam wstać o piątej nad ranem, ponieważ Kim wymyśliła sobie, że woli latać samolotami wczesną porą.
Nie wiem co to za różnica, ale niech już jej będzie.
Niestety martwiąc się o Megan nie mogłam zasnąć. Cały czas zaprzątywałam sobie umysł jakimiś czarnymi scenariuszami. Modliłam się, by wszystko było w porządku. Dzwoniłam do niej parę razy, ale nie odbierała.
Poprawiłam swój biały sweter siedząc na krzesełku w holu lotniska. Nagle dosiadła się do mnie Kim, która przyglądała mi się obojętnym wzrokiem.
- I jak ? - spytałam
- Czuje się dobrze, ale zaspała i  pojedzie z resztą ekipy późniejszym lotem - na słowa mojej menadżerki odetchnęłam z ulgą.
Z jednej strony się cieszę, że są jakieś wieści o Megan, jednak z drugiej strony niepokoi mnie to, że nie leci razem ze mną. Czułbym się wtedy pewniej.
Lot samolotem jak zwykle był dla mnie nieprzyjemny. Nienawidzę tego robić. Myślałam, że zaraz się rozpłaczę z powodu bólu w uszach.
Na szczęście niedługo po tym samolot bez problemu wylądował. Cieszyłam się bardzo, że spotkam moich przyjaciół. Szczerze mówiąc to nie pamiętam kiedy na tak długo zostawiłam Leah. Może trochę mam wyrzuty sumienia, ale na pewno miała przy sobie chłopaków, którzy ją wspierali.
Idąc korytarzem zauważyłam grupkę osób gadających coś między sobą. Domyśliłam się kto to jest i szybkim krokiem do nich podeszłam. Sam ich widok spowodował, że na mojej twarzy pojawił się ogromny uśmiech
- Lexi - krzyknął Niall i po chwili byłam w jego objęciach
To takie cudowne uczucie. Dopiero teraz odczuwam jak mi tego brakowało przez ostatnie kilka dni.
- Hej - zaśmiałam się odrywając od blondyna
Następnie przywitałam się z każdym po kolei. Jestem pewna, że po tylu uściskach będę jutro obolała.
- Jak się czujesz ? - spytała Leah, gdy powoli wychodziliśmy z lotniska
- Obawiam się, że pogadacie w domu dziewczyny - westchnął Liam i rozejrzał się dookoła - Nie chcemy zlotów paparazzi.
Wszyscy zgodnie przytaknęliśmy i czym prędzej udaliśmy się do samochodów.
Droga trwała z jakąś godzinę z czego nie gadałam zbytnio, bo nawet nie miałam siły. Na pytania mojej przyjaciółki odpowiadałam krótkie tak lub nie.
Wchodząc do mieszkania chłopaków zostałam obdarowana przytulasem od Eleanor. Po zdjęciu butów wszyscy razem usialiśmy do stołu.
- No opowiadaj - zaczęła Leah, która siedziała na przeciwko mnie - Chcemy wiedzieć wszystko
- Ym, no ogólnie to było bardzo ciepło - westchnęłam zastanawiając się co jeszcze mogę powiedzieć - Oprócz sesji zdjęciowych, leżenia na plaży lub chodzenia po sklepach to nie robiłam tam nic ciekawego
Dziewczyny zaśmiały się na moje słowa.
- A byłaś w jakimś klubie ? - zapytała El
- Raz - odparłam przypominając sobie to dziwne wydarzenie
- A jak Kim ? - dopytywała rudowłosa - Mam nadzieję, że jadłaś
- Była miła. Tak, jadłam - jęknęłam słysząc pytania mojej przyjaciółki
- A co powiecie na to, żebyśmy w coś zagrali ? - zaproponował Louis
- Kalambury - krzyknął Niall, na co reszta się zgodziła
Czując wibracje telefonu sięgnęłam do tylej kieszeni moich dżinsów. Po chwili odczytałam wiadomość od Megan.
- Wicie co, nie bardzo jestem w stanie z wami zagrać - stwierdziłam nadal mając w myślach tekst od mojej przyjaciółki - Umówimy się jutro
- Zawiozę cię - odezwał się w końcu Harry, po czym chwycił za kluczę i ruszył na korytarz
Ja tylko pożegnałam się z wszystkimi i ruszyłam w ślady chłopaka. Założyłam na stopy buty, po czym razem z Styles'em wyszliśmy z domu. Wsiedliśmy do tego samochodu, którym wracaliśmy z lotniska, ponieważ tam właśnie znajdował się mój bagaż. Nakazałam chłopakowi, aby jechał do Megan.
Droga jakoś nie trwała długo, natomiast była trochę męcząca i krępująca.
- Mam nadzieję, że udał ci się wyjazd - powiedział Harry zatrzymując się przed domem Meg
- Był odprężający - zaśmiałam się i popatrzyłam na chłopaka
- Tęsknie za tobą - westchnął nagle Loczek, a moje serce jakby przystało - Tęsknie za tym twoim uśmiechem i - kontynuował -Wiem, że już nigdy nie będzie jak dawniej, ale możemy zacząć od nowa. Dać sobie drugą szansę
Patrzyłam na niego jak w obrazek. Chciałabym, aby znowu był mój.
- Lexi Collins , miło mi cię poznać - odparłam wyciągając rękę w jego stronę
- Harry Styles, ciebie również - uścisnął moją dłoń i lekko nią potrząsnął
Po chwili zaczęliśmy się śmiać.
- Muszę iść, Megan na mnie czeka - westchnęłam wysiadając z samochodu
Styles jeszcze tylko pomógł mi z walizkami, po czym pożegnał się ze mną szybkim buziakiem w policzek i odjechał.
Chwyciłam za swoje bagaże i ruszyłam do drzwi wejściowych mojej przyjaciółki. Zapukałam lekko w
drewnianą powłokę, a po chwili ujrzałam Megan. Jej duże oczy były zaczerwienione, a policzki przykryte łzami. Wchodząc do środka mocno przytuliłam trzęsącą się dziewczynę.
- Ciii - uspokajałam ją, głaszcząc jej włosy - Spokojnie, jestem tu.


Jej, zbliżamy się do końca. Mam nadzieję, że wytrwacie do ostatniego rozdziału i nikt się z was nie zniechęcił. Proszę was jeszcze o komentowanie, ponieważ jest to dla nas bardzo, bardzo ważne. Mam nadzieję, że będziecie czytać naszego nowego bloga, na którego serdecznie zapraszamy. Całuję /Lexi

wtorek, 12 listopada 2013

Rozdział 28

<Leah>


- Czemu siedzisz tu sama? - wzdrygnęłam się na słowa przyjaciela.
Ciągle siedząc na tarasowych schodach, odwróciłam głowę i spojrzałam na Zayn'a.
- Jakoś tak - odpowiedziałam cicho, po czym znów popatrzyłam przed siebie.
Od ostatniego czasu go unikałam. Dokładnie, to od wydarzenia, kiedy rzuciłam się na niego podczas głodu narkotykowego. Było mi głupio, wstyd. Zresztą dalej jest.
- Mogę usiąść? - znowu usłyszałam jego ciepły głos za sobą. Miałam nadzieję, że pójdzie. Ale jestem mu winna przeprosiny, wyjaśnienie.
- Siadaj - przesunęłam się trochę w prawo, robiąc Malik'owi miejsce na tym samym schodku.
Chłopak westchnął i zajął miejsce obok mnie.
Zaciągnęłam rękawy swojej szarej bluzy z kapturem, do której dobrałam czarne rurki i białe converse'y za kostkę. Dzisiejszego dnia było wyjątkowo chłodno. A może to dlatego, że jest godzina ósma? Rano zawsze bywa chłodniej. Lecz ten dzień na pewno będzie pochmurny.
- Co tutaj w ogóle robisz? - spytał Zayn, po chwili nerwowej ciszy.
- Zastanawiam się - odparłam, wzruszając ramionami - Jest cicho i przyjemnie - dodałam, zakładając kaptur na głowę.
Spojrzałam na przyjaciela, który przez chwile nad czym się namyślał. Chłopak miał na sobie szare dresy i czerwoną, rozpinaną bluzę nike'i.
- Chcesz? - Zayn sięgnął do kieszeni i wyciągnął paczkę Marlboro.
- Dzięki - sięgnęłam po jednego papierosa i przy użyciu zapalniczki odpaliłam go.
Przez chwilę paliliśmy w zupełnej ciszy, zaciągając się naszym nałogiem. Kiedy kończyłam już papierosa odważyłam się zacząć rozmowę z Malik'iem.
- Przepraszam Zayn - spojrzałam na niego, widząc niezrozumienie na jego twarzy dodałam - Za tamtą sytuacje w kuchni. Pobiłam cię i nastraszyłam.
- Nic się nie stało - uśmiechnął się, strzepując nadmiar popiołu z papierosa.
- Mogłam ci zrobić coś o wiele gorszego - westchnęłam na myśl do czego mogłabym być zdolna. To przerażające.
- Jesteś moją przyjaciółką - popatrzył na mnie tymi swoimi czekoladowymi oczami - Wybaczam ci. Musisz zrozumieć, że chcemy ci pomóc.
- Wiem, ale narażacie się przy tym - odparłam.
- Każdy narkoman przechodzi najgorsze dni w czasie bycia czystym - wytłumaczył mi cicho Zayn - Dasz sobie radę, ale musisz nam zaufać.
- Ufam wam - powiedziałam z przekonaniem, wyrzucając zgaszonego papierosa.
Zayn zrobił to co ja ze swoją fajką i wstał.
- To dobrze - uśmiechnął się i złapał mnie za rękę, by pomóc podnieść się z miejsca - Jesteś moją przyjaciółką, chce dla ciebie jak najlepiej.
Przysunęłam się do niego i wtuliłam w jego wysoką sylwetkę. Chłopak w milczeniu głaskał moje plecy.
- Dziękuję - szepnęłam, po czym odwróciłam się i weszłam do salonu.
Wewnątrz było o wiele cieplej i przyjemniej.
- Hej palacze - zorientowałam się, że na kanapie siedzą Liam i Harry. Uśmiechnęłam się szczerze do tego pierwszego.
- Cześć grubasy - odparłam żartobliwie. We dwóch zajmowali całą kanapę, coś było na rzeczy.
- Co taka nie miła? - Liam oparł głowę o zagłówek sofy i zaczął się ze mną droczyć - Mamy dla ciebie ciekawe informacje. Już się nic nie dowiesz - dodał z cwaniackim uśmieszkiem.
- Powiedziałam grubasy? - udałam zdziwienie - Miałam namyśli pięknych, greckich bogów - usiadłam pomiędzy nimi.
W pokoju rozbrzmiał jeszcze śmiech Zayn'a.
- Ta - mruknął Mulat - Oszukuj ich dalej. Przecież wiadomo, że to ja jestem najpiękniejszy z zespołu.
- I najskromniejszy - dodałam z uśmiechem.
- To też - Zayn opadł na fotel postawiony obok kanapy.
- To co to za wiadomość? - zmieniłam temat.
Popatrzyłam na Harry'ego, który jeszcze się nie odezwał. Coś mi się wydaje, że ta informacja nawiązuje do Alexis.
- Chodzi o Lexi - wytłumaczył Liam. Wiedziałam.
Payne spojrzał na Styles'a, jakby chciał go zachęcić do rozwinięcia tego tematu. No dalej Harry!
- Gadałem z nią - powiedział kręcono-włosy, z niepewnością przyglądając się mojej reakcji.
- Kiedy? - wciągnęłam nerwowo powietrze - Co jej powiedziałeś? Jak się czuje?
- Spokojnie - mruknął, po czym poprawiając swoją grzywkę zaczął - Dzwoniłem do niej wczoraj w nocy, bo chciałem usłyszeć jej głos. Powiedziała mi, że bawi się dobrze i uwielbia Miami. Potem życzyłem jej dobrej nocy - zakończył, wdychając powietrze, którego nie używał, podczas opowiadania.
- Tyle? - spojrzałam na niego zdziwiona - Żadnego wybaczenia sobie wzajemnie?
- Co ty myślałaś? - parsknął Styles - Że Lexi zapiszczy mi do telefonu, słysząc mnie?
- N-nie wiem - za jąkałam się, patrząc na Zayn'a i Liam'a, aby pomogli mi.
- Leah miałam na myśli, że czemu nie wyjaśniliście sobie tych sytuacji? - wtrącił się Payne, za co podziękowałam mu uśmiechem.
- To trudne - powiedział ze zrezygnowaniem Hazz - Poza tym nie chcę załatwiać tego przez telefon.
- A porozmawiasz z nią, jak wróci? - zapytał Malik.
- Tak - obiecał Harry, spoglądając na każdego z nas po kolei - Obejrzymy jakiś film? - zapytał po chwili ciszy, delikatnie się uśmiechając.
- Usłyszałem film? - do pokoju wszedł zaspany Horan, z miską popcornu. Kiedy on go zrobił?
- Ale? - popatrzyłam na Irlandczyka ze zdziwieniem - Kiedy ty? Przecież spałeś...
- Przesuń się Leah - przyjaciel zignorował moje zszokowanie i wepchnął się pomiędzy mnie, a Harry'ego.
Zayn puścił jakiś sens czterech komedii. Zaczęliśmy oglądać, co chwila rozmawiając i śmiejąc się. W połowie trzeciego filmu już w ogólne nie byliśmy zainteresowani ekranem telewizora. Rzucaliśmy w siebie poduszkami, pilotem lub ziarnami kukurydzy, która nie usmażyła się wystarczająco dobrze, aby powstał popcorn.
- Leah, zaraz będzie piętnasta - Liam spojrzał na mnie.
Leżałam z opartą głową o ramię chłopaka. Teraz wstałam z miejsca.
- To chodź - uśmiechnęłam się.
Pożegnaliśmy się z chłopakami i wyszliśmy z mieszkania. Wsiedliśmy do auta Payne'a i ruszyliśmy na Olimp Road, która była blisko naszego, znaczy chłopaków domu.
- Jest i Starbucks - powiedział z zadowoleniem Liam, podjeżdżając pod właśnie tą kawiarnie.
Zaparkował, po czym weszliśmy do środka. Jak zwykle uderzyło we mnie ciepło wnętrza, a w nozdrzach poczułam zapach palonej kawy. To takie przyjemne uczucie.
Razem z Payne'm usiedliśmy w rogu sali, żeby nie za dużo osób zwracało uwagę na mojego sławnego przyjaciela.
- Pójdę po kawę - Liam wstał i był gotowy ruszać w stronę kasy.
- Poczekaj - także wstałam, tyle, że bardziej nerwowo - Zostań tu - poprosiłam ciszej.
- Leah spokojnie, idę tylko po kawy - uśmiechnął się, aby chociaż trochę mnie uspokoić.
- Dobrze - odparłam i patrzyłam jeszcze jak odchodzi, po czym usiadłam na miejscu.
Rozglądałam się na każdą stronę lokalu i szukałam jakiejś osoby, która swoim zachowaniem lub wyglądem mogłaby zwrócić moją uwagę.
Musze przyznać, że się boję. Cholernie się denerwuje, bo nie wiem kto to jest. Czy ta osoba nie mogła podać jakiś swoich danych? Napisać kim jest?
Teraz nie denerwowałabym się tak na pewno.
Zobaczyłam, że Liam stoi w dość długiej kolejce. Trochę to mu zajmie.
Wyciągnęłam swój telefon dla zabicia czasu i nerwów. Postanowiłam napisać jakąś wiadomość do Lexi. Wystukałam w klawiaturze tekst i przyjrzałam się mu, gdy skończyłam.
- Hej Lexi, jak życie w Miami? Mam nadzieję, że trzymasz się dobrze i świetnie bawisz - przeczytałam cicho treść wiadomości i widząc, że nie ma w niej błędów wysłałam.
Po jakiś dwóch minutach usłyszałam dźwięk telefonu. Widząc nadawcę uśmiechnęłam się sama do siebie.
"Miami jest przepiękne, nie każ mi wracać do tego pochmurnego Londynu, haha! Trzymam się dobrze, sporo jem, wszyscy o mnie dbają. Tęsknie xx"
Jej wiadomość ucieszyła mnie i uspokoiła. Ale spora ilość to zapewne kromka chleba na dzień. Ale dobrze, że je cokolwiek. W końcu od czegoś musi zacząć, prawda?
Roześmiałam się, wyobrażając sobie jak Alexis sprzeciwia się menadżerce i mówi, że nie wraca do tego zimnego Londynu.
- Cała Lexi - powiedziałam sama do siebie, jeszcze raz czytając wiadomość.
- Pozdrów blondyneczkę - usłyszałam za sobą czyiś głos.
Ja znam ten głos. Nie wierzę....
Szybko wstałam z miejsca i obróciłam się.
- Cece? - szepnęłam, widząc przed sobą swoją siostrę.
Dziewczyna delikatnie się uśmiechnęła, jakby chciała pokazać, że to naprawdę ona.
Tylko czemu postanowiła się odezwać.
- Cześć siostrzyczko - przyjrzała się mi - Tęskniłaś? - dostrzegłam w jej oczach gromadzące się łzy.
- Nie wierzę - rzuciłam się na nią i z całych sił przytuliłam do siebie.
Zaczęłam głośno płakać. Tak bardzo mi jej brakowało. Jej zapachu, uśmiechu, tej dobroci i ciepła, które miała.
- Cicho, nigdzie ci nie ucieknę - zapewniała mnie, swoim lekko załamanym głosem, który świadczył, że powstrzymuje się od płaczu.
Odsunęłam się od niej, żeby jeszcze raz przyglądnąć się jej twarzy. Musiałam się upewnić, że to naprawdę ona. Byłam w ogromnym szoku.
- Jak ty wydoroślałaś - pogłaskała mnie po włosach, patrząc mi w oczy. Po jej policzkach zaczęły spływać łzy.
- Leah? - zobaczyłam zbliżającego się do nas Liam'a.
- To jest Cece - wskazałam ręką siostrę - To moja siostra - uśmiechnęłam się, ciągle płacząc.
- To może pójdę po jeszcze jedną kawę - odparł z uśmiechem Payne - Jestem Liam - przedstawił się dziewczynie.

- Co tu robisz? - zapytałam siostrę, upijając łyka mojej ciepłej kawy - I jak mnie znalazłaś?
- Na początku nie było łatwo - uśmiechnęła się Cece - Dość długo ciebie szukaliśmy, ale ponieważ odeszłaś z agencji, zniknął po tobie ślad. Myślałam, że już nigdy cię znów nie spotkam, ale niedawno zobaczyłam cię w gazecie z Liam'em i byłam pewna, że jesteś w Londynie - wiedziała, że Payne jest członkiem One Direction - Nie sądziłam, że po tym jak odejdziesz z agencji zaprzyjaźnisz się z chłopakiem z 1D - dodała z większym uśmiechem.
-Wyrzucili mnie z agencji - poprawiłam ją, po czym przypomniałam sobie, jak przestałam być modelką i bardziej popadłam w narkotyki.
- Przepraszam - odezwała się, poważnie na mnie patrząc - Ale sądzę, że brak modelingu lepiej ci zrobił.
- Nie za bardzo - pokręciłam głową, nerwowo mieszając kawę.
Zobaczyłam zmieszanie na twarzy mojej siostry.
- Ciągle bierzesz narkotyki? - zapytała smutno.
- Odkąd mieszka z nami, nie zdarzyło jej się to - odpowiedział za mnie Liam.
- Dziękuję tobie i chłopakom - Cece zwróciła się do mojego przyjaciela - Leah samotnie nigdy nie odważyła by się przestać ćpać.
Miała rację.
- Jest silna - zapewnił moją siostrę Liam, uśmiechając się w moją stronę.
- A ty gdzie byłaś? - zapytałam Cece, w czasie kiedy ona przeglądała coś w komórce.
- Przepraszam Leah, muszę iść - popatrzyła na mnie z zakłopotaniem - Nie mieszkałam w Londynie, niedawno się przeprowadziłam i mam dziś rozmowę w sprawie pracy.
- Powodzenia - ach ta życzliwość Liam'a.
- Dziękuję - siostra uśmiechnęłam się w stronę szatyna, po czym znowu na mnie spojrzała - Mam twój numer. Zadzwonię i spotkamy się. Dobrze?
- Obiecujesz? - musiałam się upewnić. Nie zniosłabym, gdybym miała ją znowu stracić.
- Oczywiście - przytuliła mnie, po czym wstała - Cześć Liam - pomachała jeszcze nam i wyszła.
- Wow - mruknęłam, analizując całą sytuację.
Ciekawi mnie jedno. Czy Cece na stałe zostanie w moim życiu?


Przepraszam, że tyle czekałyście, ale jakoś nie potrafiłam zabrać się do napisania rozdziału. Podoba się? Zaskoczyło was, że to siostra Leah tak do niej tajemniczo wydzwaniała? Co o tym sądzicie? Czy nasza rudowłosa bohaterka idzie w dobrym kierunku po szczęście? Czekamy na komentarze, rozdział z perspektywy Lexi będzie szybciej, niż sądzicie <3 /Leah

piątek, 1 listopada 2013

Rozdział 27

<Alexis>

- Lexi, wstawaj ! - usłyszałam dźwięk głosu Megan, który rozbrzmiewał w mojej głowie - Witamy w Miami - powiedziała z wielkim uśmiechem moja przyjaciółka, gdy tylko zobaczyła, że otwieram oczy
- Już jesteśmy ? - spytałam leniwie się rozciągając
- Tak, za chwilkę lądujemy - poinformowała mnie i spoglądała przez małe okienko samolotu
Ponownie rozłożyłam się w fotelu czekając, aż znajdziemy się na ziemi. Nienawidzę lecieć samolotami. Robię to naprawdę rzadko i całe szczęście.

Po kilku minutach poczułam jak bez żadnych turbulencji wylądowaliśmy. Razem z Megan zaczęłyśmy kierować się do wyjścia. Gdy tylko znalazłam się na zewnątrz poczułam napływ ciepłego powietrza. Mogę śmiało powiedzieć, że było gorąco. Wręcz mnie paliło. Uwielbiam taką pogodę, ale niestety nie jest do niej przyzwyczajona.
Z małej podręcznej torebki wyciągnęłam Ray Bany i założyłam je chroniąc swoje oczy przed słońcem. Po chwili doszłyśmy do budynku. Przechodziłyśmy z różnych pomieszczeń, aż w końcu natrafiłyśmy na te, w którym są bagaże. Błądziłam wzrokiem po czarnej taśmie, aż natrafiłam na moją i Megan walizkę. Bez zastanawiania się wzięłyśmy je i pokierowałyśmy wzdłuż długiego korytarza do holu. Na recepcji widniał wielki napis "Miami". Tak bardzo cieszyłam się z tego wyjazdu. W końcu mogę jakoś odpocząć.
Moja radość jednak nie trwała długo, gdy zobaczyłam John'a. Megan od razu rzuciła mu się w ramiona. Ja natomiast stałam z boku i przyglądałam się im uważnie.
- Witajcie moje panie - odparł niskim głosem Fosher - Zawiozę was do hotelu, a potem pomyślicie co chcecie dalej robić - poinformował nas - Zmęczone ?
- Troszkę - westchnęła Meg zaczesując pasemko swoich mocno brązowych włosów

- W takim razie pomogę wam z bagażami - po chwili poczułam jak jego ciepła dłoń, wręcz wyrywa moją walizkę
Nie chciałam robić być nie miła, dlatego grzecznie mu podziękowała, po czym wszyscy udaliśmy się na zewnątrz. Mogłam zauważyć dosyć spory i zapełniony parking. W tłumie samochodów wpadł mi w oko jeden, szczególny. Był mocno czerwony z odsłoniętym dachem. John podszedł do niego i wsadził nasze walizki do bagażnika. Następnie kiwnął głową na znak, żebyśmy wsiadły. Gdy tylko znalazłam się na nieziemsko wygodnym siedzeniu westchnęłam cicho i przymknęłam oczy. Po chwili mogłam usłyszeć dźwięk silnika i poczuć delikatny wiatr rozwiewający moje włosy. To było tak przyjemne uczucie. Mogłabym tak siedzieć godzinami. Niestety podróż trwała krócej niż tego pragnęłam. Samochód zatrzymał się na parkingu całkiem dużego hotelu. Gdy wysiadaliśmy z pojazdu podeszła do nas obsługa hotelowa zabierając walizki. W środku było lepiej niż na zewnątrz. W holu panowały kolory bieli i błękitu. Gdzie nie gdzie były złote dodatki. W recepcji dostałyśmy kluczyk do naszego apartamentu, który znajdował się na drugim piętrze. Postanowiłyśmy wjechać widną. W między czasie wymieniłyśmy parę zdań z Fosherem co do jutrzejszej sesji. Gdy wszystko było ustalone, mogłyśmy spokojnie zrelaksować się w pokoju.
- Tu jest tak cudownie - stwierdziła Megan kładąc się na jedno z łóżek
- I ciepło - przyjaciółka zaśmiała się na moje słowa
- Hej Lex - brunetka usiadła po turecku i wpatrywała się we mnie - może pójdziemy na jakiś koktajl ?
- Jasne - uśmiechnęłam się do niej - przebiorę się najpierw, bo szczerze mówiąc nie mam odpowiedniego stroju na tą pogodę - westchnęłam czując jak moje ciało robi się wilgotne
- Dobry pomysł - odparła Megan i zaczęła szperać w swojej torbie
Szybko ściągnęłam z siebie dżinsy i ubrałam szorty w kwiatowe wzory oraz do tego białą, luźną bluzkę.
- Gotowa - stwierdziłam zakładając jeszcze czarne balerinki na nogi
- Ja też - spojrzałam na brunetka, która miała na sobie czarne, krótkie spodenki i turkusową koszulę na ramiączkach - Idziemy ?
Lekko pokiwałam głową. Chwyciłam jeszcze czarną torebeczkę, do której schowałam portfel i telefon.
Wychodząc z pokoju Meg zakluczyła drzwi. Stwierdziłyśmy, że nie będziemy robić sobie dziś żadnych wycieczek, więc udałyśmy się do kawiarni w hotelu. Usiadłyśmy sobie na tarasie i po chwili podeszła do nas kelnerka, która przyjęła nasze zamówienie.
- W końcu jakieś wakacje - zaśmiałam się
- No nie ciesz się tak blondyneczko - wyszczerzyła się do mnie Megan - Jutro pierwsza sesja
- Oto wasze napoje - przerwała nam kelnerka, która przyniosła dwa kolorowe koktajle
- Dziękujemy - powiedziałyśmy jednocześnie
Pociągnęłam delikatnie za rurkę rozkoszując się chłodnym napojem
- Mam nadzieję, że nie będzie aż tak źle - westchnęłam
- A ja mam nadzieję, że będą jacyś przystojni modele - stwierdziła Meg poruszając brwiami
- Nasmarowani olejkiem do opalania i w obcisłych kąpielówkach - dodałam - całkiem kuszące
Brunetka głośno się zaśmiała. Niektórzy ludzie dziwnie się na nas patrzyli, ale jakoś nie zawracałyśmy sobie nimi głowy.
Gdy tylko zaczęło się ściemniać postanowiłyśmy wrócić do naszego pokoju. Ponieważ Megan wcześniej zajęła sobie łazienkę leżałam na łóżku czekając na swoją kolej. Przeglądałam w komórce twittera. Nie wiem czemu, ale miałam ogromną nadzieję, że zadzwoni do mnie Harry. Chciałbym tak bardzo usłyszeć jego głos
- Teraz ty - swój wzrok przeniosłam na Hill, która stanęła przede mną
Szybko podniosłam się z materaca, wzięłam swoją kosmetyczkę i udałam się do łazienki.
*Następny dzień*
Dzisiejsza sesja była trochę męcząca. Nie jestem przyzwyczajona no pozowania na świeżym powietrzu. I jeszcze do tego bardzo ciepłym powietrzu. Mogę śmiało powiedzieć, że kocham to miasto pod każdym względem. Pogoda, ludzie, cudowny klimat. Nie wiem czemu, ale czuję, że właśnie tutaj jest moje miejsce. Czuję jakbym mieszkała tu od urodzenia. Chciałabym tu zostać. Na zawsze.
- Alexis - usłyszałam głos swojej menadżerki - Słuchasz mnie ?
Spojrzałam na kobietę, która stała nade mną
- Ym, zamyśliłam się - westchnęłam wstając z krzesła
- Pytałam czy jadłaś coś dzisiaj - odparła bacznie mi się przypatrując
- Tak, jadłam śniadanie z Megan
Dobrze, że nie zapytała się o ilość, bo szczerze mówiąc to pół kanapki z dietetycznym masłem nie nazwałabym śniadaniem
- W takim razie nie muszę cię męczyć - uśmiechnęła się do mnie - resztę dnia macie dla siebie
Nie czekając dłużej pożegnałam się z Kim i poszłam znaleźć Megan. Dziewczyna jak zwykle była w towarzystwie Johna.
Stanęłam na przeciwko przyjaciółki i jej towarzysza
- Możemy już iść - poinformowałam ją
- No to do wieczora - odezwał się niskim głosem Fosher
Brunetka pomachała mu na pożegnanie, a następnie ruszyła tuż obok mnie to przebieralni
- Jak to do wieczora ? - spytałam się lekko oburzona - Myślałam, że idziemy na jakąś imprezę ?
Weszłyśmy do małego pomieszczenia, w którym zmieniałyśmy ubrania z sesji w nasze
- Idziemy, idziemy - pokiwała głową dziewczyna - Pomyślałam tylko, że mógłby pójść z nami - na te słowa przewróciłam oczami - No wiesz zna okolice - tłumaczyła Megan - Zawsze może nas przed kimś obronić
Parsknęłam śmiechem na jej słowa. Na pewno nas obroni...
- Dobra, ale ja nie będę z nim gadać - powiedziałam unosząc dłonie na wysokość moich piersi
- Dziękuję - przytuliła mnie Hill
- Ale wiedz, że on nie jest dla ciebie dobrym towarzystwem
- To ostatni raz, obiecuję - zaśmiała się Meg - Nie martw się, znajdzie się ktoś dla ciebie - uśmiechnęłam się do niej nieśmiało
Problem w tym, że ja nie chce nikogo znaleźć.
Gdy tylko byłyśmy gotowe udałyśmy się do swojego apartamentu. Na resztę dnia zaplanowałyśmy małe zakupy. Potem zaczęłyśmy się szykować na imprezę, aż do czasu gdy przyjechał  po nas John. Wybrał klub w okolicy, jednak nie był zbyt pojemny z czego akurat się cieszyłam. W środku panowały jaskrawe kolory. Usiadłyśmy w trójkę w loży i zamówiliśmy sobie napoje.
- I jak dziwczyny wrażenia z podytu ? - spytał głośno brunet
- Jest cudownie - powiedziała zachwycona brązowooka
- A tobie Lexi, jak podoba się miasto ? - popatrzył w moją stronę z głupkowatym uśmieszkiem
- Ba-bardzo ładne - za jąkałam się trochę nie wiedząc zbytnio co mu odpowiedzieć
- Oh, jesteś urocza - zaśmiał się
Co on powiedział ?
Nagle poczułam jego ciepłą dłoń na swoim udzie. Fakt, że działo się to wszystko pod stołem przerażało mnie jeszcze bardziej. Spojrzałam na Megan, która kołysała się do rytmu muzyki popijając swojego drinka. Gdy ręka Fosher'a zaczęła pnąc się w górę szybko wstałam z miejsca poprawiając sukienkę, którą miałam na sobie.
- Muszę do toalety - krzyknęłam, po czym w pośpiechu udałam się w głąb tańczących ludzi
Jakimś dziwnym sposobem znalazłam się na zewnątrz. Nie wiedząc czemu zaczęłam płakać. Usiadłam z dala od wszystkich na krawężniku i płakałam. Zrozpaczona zadzwonił po taksówkę.
Czekając na taryfę usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Wyciągnęłam iPhon'a z torebki, szybko przyłożyłam go do ucha i powiedziałam:
- Halo
- Lexi ? - moje smutki od razu poszły w niepamięć słysząc jego ciepły głos
- Harry - wyszeptałam
- Alexis płakałaś ? - zapytał z ogromną troską
- Nie ja tylko... - zamilkłam szukając w głowie jakieś dobre kłamstwo
- Czy coś ci się stało ? - spytał ponownie, a moje serca biło w przyjemnie szybki tempie
- Nie, nie - zaprzeczyłam - Jest okej
Przez chwile słyszałam błogą ciszę
- Mam nadzieję, że dobrze się bawisz - usłyszał jego niski głos
Wydawał się być nieco spokojniejszy niż przed kilkoma sekundami.
- Tak, Miami to szalone miasto - zaśmiałam się podziwiając przed sobą urodziwe widoki
- No to życzę ci miłego pobytu
Podziękowałam, po czym  zauważyłam nadjeżdżającą z daleka taksówkę
- Dobranoc Alexis - odparł
- Dobranoc - westchnęłam i zakończyłam połączenie
Weszłam szybko do taksówki i podałam kierowcy nazwę ulicy, na której znajdował się mój hotel. Napisałam jeszcze sms do Megan, że źle się poczułam i już wracam.
Mimo tego co wydarzyło się w klubie byłam taka szczęśliwa. Byłam szczęśliwa bo zadzwonił. Chociaż kilka dni temu mówiłam mu, że to wszytko już nie ma sensu. To on zadzwonił. Harry do mnie zadzwonił...



Przepraszam, że trochę czekaliście na tą notkę, ale miałam dużo rzeczy na głowie. Poniważ chcemy jak najszybciej zakończyć tego bloga, rozdziały będą dodawane częściej. Z góry przepraszam za jakiekolwiek blędy, ale rozdział pisałam w pośpiechu. Jutro wszystko poprawie. Prosimy was o komentarze ! /Lexi

piątek, 25 października 2013

Rozdział 26

<Leah>


- Nie wybaczyła ci? - usłyszałam dochodzący z salonu głos Louis'a.
- Mówiłem ci stary, że to się nie uda - westchnął, jak sądzę Harry - Tylko ją dobiłem.
Na ostatnie słowa loczka skierowałam się z korytarza do salonu.
- Dobiłeś kogo? - zapytałam, patrząc kolejno na Styles'a i Tomlinson'a.
- Leah, proszę nie chcę o tym rozmawiać - chłopak podparł się ręką i pokręcił głową.
- Czemu byłeś u Lexi? - podniosłam głos - Mówiliśmy ci w jakim jest stanie. To wszystko pogarsza.
- Chciałem po prostu ją zobaczyć - bronił się Styles.
Lou siedział obok niego i się nie odzywał. Patrzył na mnie lub na swojego przyjaciela.
- Co ci powiedziała? - zapytałam w końcu dochodząc do wniosku, że krzyczenie na niego i tak nie pomoże.
- Chciałem ją przeprosić, ale nawet nie dała dojść mi do słowa - popatrzył na ziemię - Miałem ochotę ją przytulić. Ona - przerwał, wypuszczając głośno powietrze - Ona miała mnie dość. Cholernie ją skrzywdziłem - dodał, wycierając palcem łzę, która zebrała mu się przy oku.
Pierwszy raz, od dłuższego czasu poczułam żal do Harry'ego. Przez cały ten czas, kiedy Lexi była w szpitalu obwiniałam go o wszystko. Ale on też jest człowiekiem. Też ma uczucia, które Alexis wcześniej zraniła. On też jest bezsilny w tym wszystkim.
- Krzywdzicie siebie nawzajem Harry - usiadłam koło niego. Teraz mówiłam znacznie ciszej - Ty i Lexi nie przyjęliście do siebie, że jest takie coś jak wybaczenie. Po prostu bez zastanowienie niszczycie siebie. Wiem, że się kochacie Harry.
Chłopak lekko się zaśmiał.
- Ona mnie nie kocha - uśmiechnął się smutno - Lexi mnie nienawidzi, a ja na to zasłużyłem.
- Dość tego - Louis wstał z miejsca - Niall! - krzyknął.
Obserwowałam poczynania Tomlinson'a.
- Chodź Styles, idziemy się najebać - poklepał go po plecach - Nie będziesz użalać się nad sobą.
Ci zawsze myślą tylko o alkoholu. Przepraszam bardzo, ale butelka whiskey nie załatwi jego sercowych problemów!
- Faceci - westchnęłam, opierając się o kanapę.
Do salonu wszedł rozpromieniony Niall.
- Co się dzieje? - zapytał Horan, a kiedy zobaczył Harry'ego lekko posmutniał - Co jest stary?
- Idziemy na imprezę - uśmiechnął się Lou - Idziesz z nami?
- Pewnie, Niall Horan najlepszym towarzyszem do picia - odparł uradowany Irlandczyk - Idziesz Leah?
Popatrzyłam na niego, analizując słowa.
- Nie, dzięki - pokręciłam głową - Ktoś będzie się musiał wami zając jak wrócicie.
- Zapewne - zaśmiał się Louis, popychając Harry'ego ku wyjściu - Idźcie już.
Oboje wyszli.
- Louis - zwróciłam się do szatyna.
- Tak? - uśmiechnął się, po czym zaczął szukać swojego portfela.
- To na pewno dobry pomysł? - zapytałam.
- Leah, spokojnie - podszedł do mnie - Jemu potrzeba trochę zabawy.
Cały Louis. Zabawa lekarstwem na wszystko.
- No dobrze - mruknęłam - Bawcie się dobrze.
- Tak zamierzam - udał się w stronę drzwi, a ja za nim - Jak Zayn i Liam wrócą, spytaj, czy chcą do nas dołączyć.
Kiwnęłam z uśmiechem głową.
- Niech zadzwonią, cześć - zamknął za sobą drzwi.
- Pa - odpowiedziałam, co i tak było bez sensu, bo mnie nie słyszał.
Zaczęłam przechadzać się po domu. Ostatnio okropnie się czułam. Jakbym miała zachorować na jakąś bardzo poważną chorobę. Miałam ciągłe dreszcze, było mi zimno lub gorąco. Nie wspomnę już o paskudnych worach pod oczami, spowodowanych bezsennymi nocami.
Po dłuższym myśleniu, sądzę, że wszystko mnie przytłacza. Wiele problemów kumuluje się w jednym momencie, teraz. Kiedyś sobie z tym wszystkim radziłam. Co ja gadam? Wcześniej brałam narkotyki i po prostu nie zauważałam tych trudności. Uciekałam.
Spojrzałam w stronę kuchni. Może? Nie. Nie chcesz tego Leah. Wytrzymałaś już długo. Chociaż z drugiej strony... Oni na pewno mają jakieś słabe leki. Przecież nie mogę! Ale sobie nie radzę! Może mi pomoże? Tylko ostatni raz.
Poszłam w stronę kuchni, przerywając przy tym idiotyczną kłótnię z samą sobą. Podeszłam do szafki koło zlewu i zaczęłam ją przeglądać. Gdzie oni trzymają apteczkę? Znalazłam białe pudełeczko na wyższej półce. Stanęłam na palcach i szybko po niego sięgnęłam. W środku były jakieś bandaże, plastry, gaziki i plastikowy słoiczek pełen jakiś tabletek. Odłożyłam wszystko na miejsce, zostawiając oczywiście ostatnią z wymienionych rzeczy.
Ręce zaczęły mi się okropnie trząść. Czułam coś w rodzaju...głodu?
Obróciłam pudełeczko i wyczytałam, że to lek na ból głowy. Takie tabletki najlepiej by było rozwalić i wciągnąć nosem. Tylko gdzie znajdę jakiś młotek, czy coś.
Słysząc trzask drzwi upuściłam pudełeczko, które uderzyło o podłogę. Cenne tabletki rozsypały się po całej kuchni. Tylko nie to!
- Leah? - w progu drzwi zobaczyłam Zayn'a. Chłopak był w lekkim szoku - Co ty robisz? - podszedł bliżej mnie.
- Przepraszam, muszę to pozbierać - odparłam szybko.
Walnęłam kolanami o podłogę i bez zastanowienia zaczęłam zbierać pastylki. Tylko żeby się nie zmarnowały...
- Leah, proszę zostaw to - słyszałam jak próbuje do mnie mówić spokojnym głosem - Wiesz, że nie możesz.
- Muszę - mruknęłam, ciągle łapiąc tabletki i wkładając je do pudełka. Tak bardzo potrzebowałam ich, teraz.
- Leah! - usłyszałam donośny krzyk Zayn'a, po czym chłopak zaczął się ze mną szarpać - To dla twojego dobra.
Odpychałam go od siebie, szczypałam, drapałam, biłam. Przez cały czas krzyczałam.
Po chwili doszło do mnie co się ze mną dzieje i oparłam się o jedną z szafek. Zaczęłam głośno płakać, a Zayn wtulił mnie do siebie.
- Cicho, już nic się nie dzieje - zaczął mnie głaskać po plecach i lekko kołysać - Niedługo przyjdzie Liam, uspokoisz się...
Moje przerażenie nie ustawało. Podniosłam głowę, aby przyjrzeć się Zayn'owi. Niegdyś idealnie postawione włosy chłopaka były roztrzepane. Jego biały t-shirt był pognieciony, a na rękach były widoczne zadrapania. A to wszystko moja wina...
- Louis pytał, czy idziesz z nimi pić - szepnęłam, uparcie nie patrząc na chłopaka - Zadzwoń do niego i jedź - poprosiłam.
Tak bardzo chciałam, żeby sobie poszedł. Po prostu chciałam.
- Leah, powinienem z tobą zostań - usiadł naprzeciw mnie. Odwróciłam wzrok w innym kierunku - Przynajmniej, póki nie ma Liam'a.
Wstałam i bez słowa opuściłam kuchnię. Sama nie wiem co się ze mną działo. Po prostu po tym co zrobiłam Malik'owi... Przecież ja się tak nigdy nie zachowywałam.
Usiadłam na podłodze w mojej sypialni i oparłam się o łóżko. Siedziałam tak bezczynnie mając nadzieję, że przez następny tydzień nikt do mnie nie wejdzie. Jednak się myliłam. Po upływie około pół godziny drzwi mojego pokoju się otworzyły.
Usłyszałam westchnięcie. To nie było jakieś westchnięcie spowodowane zmęczeniem, czy zdenerwowaniem. To było westchnięcie pełne troski i spokoju. Tylko Liam tak wzdychał.
- Zayn mi powiedział - zaprzestał na chwilę, jakby bał się, że zniszczy jakieś moje uczucia przez tą rozmowę - Wiem co się stało.
Wpatrywałam się tępo w ścianę. Na Liam'a też nie chciałam popatrzeć.
- Leah, proszę - postanowił kontynuować - Nic się nie stało.
- Ale mogło - odwróciłam głowę w jego stronę - Skończyło się tylko na kilku zadrapaniach. Przecież mogłam zrobić mu więcej - mówiłam dość spokojnie - Wiesz do czego zdolny jest narkoman na głodzie? - czułam, że do oczów napływają mi łzy, a w głowie miałam pełno obrazów złego zakończenia mojej szarpaniny z Zayn'em.
- Nie zrobiłabyś mu nic - Payne podszedł bliżej mnie - Wiem to.
- Nic nie wiesz, Liam - pokręciłam głową - Boże co ja zrobiłam....
- Hej, spokojnie - chłopak przyklęknął przede mną i ujął twarz w swoje ręce - Nie jesteś zła. Musisz po prostu dać sobie pomóc.
- A co jeśli dla mnie jest za późno? - spytałam, wreszcie spoglądając w oczy Liam'a - Co jeśli Justin kłamał i dla mnie też już nie ma ratunku? Co jeśli tylko wam zaszkodzę?
- Wiem, że jest ci naprawdę trudno - uważnie badał wzrokiem moją twarz - Ale musisz wiedzieć jedno. Nie możesz mnie zostawić. Moje wyznaczone cele przestałyby istnieć.
- Jakie cele? - spytałam, niezrozumiale patrząc na chłopaka.
- Choćby takie - szepnął, po czym złączył nasze usta.
To był najdelikatniejszy pocałunek w moim życiu. Wyrażał wszystko co dotąd czułam. Było lepiej. Jakby moje problemy przestały istnieć. Podobnie miałam przy braniu narkotyków. Tyle, że prochy nie obiecywały ci troski i nie dawały do zrozumienia, że są zawsze.
Bo on jest zawsze.
Odsunęłam się od jego miękkich warg, delikatnie uwalniając powietrze, które zdążyło zgromadzić się w moich płucach. Spojrzałam w jego oczy. Wyrażały wiele szczęścia.
Usłyszałam sygnał mojej komórki. Przez jakiś czas wpatrywałam się jeszcze w Liam'a, po czym razem z nim wstałam z podłogi. Podeszłam do szafki, na której leżał telefon i zobaczyłam, że mam wiadomość.
- Znów zastrzeżony numer - powiedziałam, przyglądając się ekranowi - Bądź za dwa dni w Starbucks'ie na Olimp Road o 15:00 - odczytałam treść sms-a.
- Zamierzasz iść? - spytał Liam.
- Jestem bardzo ciekawa - westchnęłam, spoglądając na niego - Możesz pójść ze mną.
- Chętnie pójdę - uśmiechnął się, po czym złapał mnie za rękę - Chodź zrobimy sobie kolację. Jak wróci Niall, to już nic nie będziemy mieć.
- Prawda - zaśmiałam się, wychodząc razem z nim, z pokoju.





Jest kolejny rozdział, przepraszam, że musieliście tyle czekać. Leah i Liam coraz bardziej przekonują się o swoim uczuciu, chodź są to małe kroczki :) Podobał się? Liczę na dużo komentarzy, wkrótce finał :x Bay <3 /Leah

środa, 16 października 2013

Rozdział 25

<Alexis>

Nienawidzę tego miejsca. Codziennie ktoś do mnie przychodzi i pyta się jak się czuję. Przez ten tydzień zjadłam chyba więcej niż przez ostatnie kilka miesięcy. Może i czuję się lepiej fizycznie, ale z moją psychiką jest tak samo jak przed omdleniem. Czasami są chwilę, że staram się zapomnieć i wierzyć w to, że wszystko
się jakoś ułoży. Niestety takie myśli szybko znikają i wracam do rzeczywistości. Wiem, że tak dalej już nie może być. Jeśli mam coś ze sobą zrobić to muszę wziąć się w garść. I zrobię to z pomocą przyjaciół lub bez ich. Wydaje mi się, że stałam się dla wszystkich taka obojętna. Jakby przychodzili mnie odwiedzać tylko i wyłącznie, bo tak wypada. Nie chcę, aby ktoś się nade mną użalał. I ja też nie chcę tego robić. Trzeba żyć. Nawet jeśli jest tak cholernie trudno.
- Hej słońce, gotowa ? - zapytał tato wchodząc do mojego szpitalnego pokoju
- Tak. Raczej wszystko spakowałam - odparłam zerkając na czarną torbę, która leżała tuż koło mnie na łóżku.
Ojciec chwycił za nią, po czym pomógł mi podejść do drzwi. Nie wiem, czemu to zrobił, ponieważ mam dużo siły, aby samodzielnie się poruszać.
Jestem taka szczęśliwa, że w końcu mogę stąd wyjść. Leżenie przez tydzień nie jest niczym przyjemnym. Niestety warunkiem wczesnego wypisu było to, że musiałam obiecać, iż będę chodzić do psychologa i stosować się do diety. Na razie nie kontaktowałam się z Kim, ale na pewno jest nieźle wkurzona. Z resztą ja też jestem na siebie bardzo zła. Miałam wrażenie, że wszystko było pod kontrolą. Jednak w jednej chwili mój plan się spieprzył.
- Rozmawiałem z doktorem - zaczął tato przerywając moje myśli - Dał mi telefon do bardzo dobrego psychologa. Ponoć nie jeden raz pomógł takiemu przypadkowi jak twój - poinformował mnie sprytnie uciekającego od słowa, którego jakoś ostatnio każdy przy mnie unikał
- Jakiego przypadkowi ? - zapytałam patrząc się na niego - Dalej, no śmiało powiedz to słowo - powiedziałam unosząc się - przyznaj, że twoja córka jest anorektyczką
Na te słowa mój tato szybko podszedł do mnie i delikatnie mnie otulił. Staliśmy tuż koło jego auta. Głośno szlochałam w jego ramiona nie zważając na to co jest w około mnie.
Starałam się po prostu wypłakać, bo właśnie tego mi brakowało
- Już kochanie, spokojnie - mężczyzna delikatnie pocierał moje ramię
- Chcę, żeby to się już skończyło - westchnęłam odrywając się od torsu mojego ojca
- Poradzimy sobie - pocieszył mnie mój tato - Musisz tylko zacząć jeść kochanie
Nie chciałam poruszyć dalej tego tematu. Przybierał mnie o ból głowy i dreszcze. Nie czekając na nic więcej, wsiadłam na miejsce pasażera i zapięłam pasy. Wszystko wydawało mi się takie ogromne. Jakbym była mała, nic nie warta. Czułam się krucha. Oparłam delikatnie głowę o szybę. Chciałam spać. Spać długo. Bardzo długo.
*Kilka dni później*
Jest lepiej. Tak trochę, ale lepiej. Mimo tego, iż jeszcze nie jem w normalnych ilościach i czasami napada mnie strach przed tym co może być dalej to staram się jak mogę. Chodzę na wizyty do psychologa i nawet mi to pomaga. Jakoś przeżyłam rozmowę z moją menadżerką z czego jestem najbardziej szczęśliwa. Co dziwne czasami dzwoni do mnie i pyta jak się czuję. Może gdzieś tak w środku ma jakieś uczucia.
Jednak największym oparciem jest dla mnie Leah. Niestety nie udaje nam się często widywać. Mimo to rozmawiamy przez skypa i telefonicznie. Z chłopakami mam niestabilny kontakt. Od czasu do czasu, któryś z nich napiszę, jednak nie jest jak dawniej. Oczywiście, że nie jest. I tak to dla mnie dużo, że w ogóle się do mnie odzywają. W końcu wiedzą dobrze o tym, że oszukałam ich przyjaciela.
Mogli się ode mnie odwrócić, a mimo to dalej chcą utrzymywać ze mną kontakt. To naprawdę cudowni ludzi i im też dużo zawdzięczam.
Dzisiejsze popołudnie zaplanowałam na pakowanie się. Jutro z samego rana wylatuję do Miami. Moi rodzice, a w szczególności tata nie uważa, że to dobry pomysł, ale udało mi się ich przekonać. Jadę tam nie tylko z powodu pracy, ale mam wrażenie, że jakoś ten wyjazd pomoże mi zapomnieć. Odetchnąć. Chcę tylko odpocząć od tego zamieszania. Kim zapewniła, że nie będę miała żadnego nacisku i dopilnuje mnie, bym normalnie jadła.
- Alexis, my wychodzimy - poinformowała mnie mama - Jeśli byś czegoś potrzebowała to dzwoń
- Dobra - uśmiechnęłam się do niej leniwie
Odprowadzałam kobietę wzrokiem, kiedy wychodziła z mojego pokoju. Gdy tylko drzwi były zamknięta powróciłam do swojego pakowanie.
Rodzice postanowili jeszcze pojechać na małe zakupy, przed moim wyjazdem. Chcą chyba mnie zaopatrzyć w zapasy jedzenia. No cóż. Rodziny się nie wybiera.
Powoli wyciągałam rzeczy z szafy. Większość była specjalnie kupiona na ten wyjazd. Jak wiadomo w Miami jest cudowna pogoda, natomiast moje ukochane miasto słynie z deszczowej pogody, dlatego nie jestem właścicielką zbyt wielu topów, czy szortów.
Nagle usłyszałam z dołu dzwonek. Przyznam, że byłam zdziwiona i zakłopotana kto mógłby to być. Wyszłam z mojego pokoju i zeszłam szybko po schodach prosto na korytarz.
Bez dłuższego namysłu otworzyłam drzwi.
- Hej - usłyszałam jego głos i od razu poczułam go na swoim ciele. Cała, aż się spięłam - Wpuścisz mnie ?
Bez żadnego słowa odsunęłam się kawałek, by chłopak wszedł do środka. Harry zwinnie mnie ominął i udał się w kierunku salonu. Dopiero teraz zauważyłam, że miał kwiaty.
- Połóż je na stole - odparłam widząc zakłopotanie chłopaka
- Dobra - ułożył delikatnie bukiet tam gdzie mu wskazałam, a następnie na mnie spojrzał - Ja-jak się czujesz ? - za jąkał się
Westchnęłam głośno i przełknęłam ślinę. Czułam jak powoli do moich oczu napływają łzy, dlatego starałam się powoli i spokojnie oddychać
- W porządku - odparłam, po czym lekko się zaśmiałam i nagle przeszło mnie nieznajome uczucie. Jakby złości, gniewu - W sumie to nie jest w porządku
Popatrzyłam na niego i widziałam, że jego oczy mają lekko czerwony odcień
- Alexis ja prze - zaczął jednak ja mu nie pozwoliłam
Nie chciałam tego słuchać. Ja też go przepraszałam. On nie chciał mnie słuchać. Mimo tego, że go bardzo kochałam to coś mnie naszło, żeby się na niego nie rzucić i mówić jak to mi przykro.
- Byłam w szpitalu wiesz - zaczęłam i uśmiechnęłam się do chłopaka - Dokładnie to byłam tam tydzień - westchnęłam i włożyłam swoje ręce do tylnich kieszeni moich spodni przypominając sobie, że chłopak ani razu mnie nie odwiedził - Wiesz, choruję na chorobę zwaną anoreksja. W moim przypadku nie jest ona bardzo groźna, no ale wyglądam jak wyglądam - zakołysałam się nerwowo nadal trzymając mokry płyn w moich gałkach ocznych - I jak tak sobie myślę to jesteśmy kwita Harry. Najpierw ja cię zraniła, teraz ty mnie. Odpłaciłeś się - spojrzał na Loczka
- Nie mów tak - podszedł do mnie - Nigdy bym cię nie skrzywdził Alexis
- Ale to zrobiłeś Harry - nie wytrzymałam, pękłam - Tak bardzo mnie zraniłeś
Zaczęłam płakać i widziałam jak Styles chciał mnie objąć, jednak ja się od niego szybko odsunęłam
- Proszę cię - złamał mu się głos
Czułam jak moje serca ponownie się łamie. Nawet nie wiedziałam, że to w ogóle jest możliwe.
- Nie chcę przejść przez to ponownie - odparłam wycierając łzy - Nie chcę zaczynać od nowa. Boję się, że znów coś się stanie i tym razem tego nie wytrzymam - powiedziałam, a Harry spuścił głowę
Wiedział, że mam rację. Nawet jakbym bardzo chciała to nie mogę tego ponownie poczuć. Boję się, że to mnie zniszczy. Nie potrafię zbudować tego na nowo. Choćby znowu miało by nie wyjść to wiem, że nie będę w stanie normalnie funkcjonować
- Potrzebuję cię Lexi - westchnął rozpaczliwie Loczek
- Przykro mi Harry - odparłam odrywając wzrok od zielonookiego - Żegnaj - chłopak, przez chwilę stał w miejscu jakby musiał przetworzyć to co do niego powiedziałam. Po chwili po prostu wyszedł
Nie mogłam dłużej znieść tego uczucia. Chciałam się go pozbyć za wszelką cenę. Oparłam ręką o drzwi szybko je zamykając. Moje czoło delikatnie opadło na drewnianą strukturę. Organizm nie wytrzymał. Wybuchłam. Zaczęłam płakać, przypominając sobie jak się oddycha. Moje uczucia w jednej chwili wyparowały. Czułam się taka....Nijaka. Szczerze to nie czułam nic. Byłam nikim.


Rozdział trochę smutny. Jak myślicie, czy Harry i Lexi się jeszcze pogodzą ? Piszcie w komentarzach swoje odczucia po dzisiejszym rozdziale. Zapraszam wszystkich do odwiedzenia naszego nowego opowiadania, które zaczniemy zaraz po skończeniu tego. Na razie zapisujcie się tam do informowanych, jeśli oczywiście spodoba wam się zwiastun, który znajdziecie na stronie Blue Wave California /Lexi

Przeczytałeś to proszę zostaw po sobie jakiś komentarz !!!

środa, 9 października 2013

Rozdział 24

<Leah>


- Liam, możesz jechać szybkiej? - poprosiłam, coraz bardziej sfrustrowana.
- Przepraszam Leah, ale nie chcę wylądować na pierwszym lepszym drzewie - odparł tym swoim typowo spokojnym tonem.
Poczułam czyjąś rękę na swoim ramieniu. Był to siedzący obok mnie Zayn.
- Zaraz zobaczysz się z Lexi, na pewno nic jej nie jest - Malik próbował jakoś złagodzić sytuację.
Tylko jak ja mam to wszystko wziąć na spokojnie? Skoro rano zadzwonił do mnie jakiś facet i poinformował, że moja przyjaciółka leży w szpitalu, bo zemdlała. Chce być obok niej, już.
- Na pewno jest dobrze - mruknął siedzący najdalej mnie, zaraz za Zayn'em, Niall.
- Obyś miał rację - westchnęłam, odwracając swój wzrok na przednią szybę, za którą widać było drogę i dużą ilość aut. Na szczęście nie ma korków.
Oprócz wymienionych już osób, w samochodzie siedział także Lou, który swoje miejsce miał obok prowadzącego Payne'a.
- Długo jeszcze? - zapytałam, rozglądając się gdzie jesteśmy.
- Tu masz parking szpitala - Zayn wskazał ręką jakąś bramę wjazdową, w kierunku której po chwili pojechaliśmy.
Kiedy tylko auto zahamowało  odpięłam pasy i podążyłam w stronę wejścia budynku.
- Hej Leah - poczułam czyjąś rękę na nadgarstku, ale po głosie poznałam, że to Liam - Poczekaj na resztę, wiesz, że Niall zawsze mocuje się z pasami.
Zaśmiałam się krótko. Wiem, że tym sposobem Liam chce mnie uspokoić i rozweselić. O dziwo zawsze to jakoś mu się udawało.
- No dobrze - uśmiechnęłam się w stronę chłopaka.
Dołączyła do nas reszta. Weszliśmy do szpitala. W recepcji dowiedzieliśmy się, że mamy kierować się do sali 201 w poszukiwaniu Lexi. Wjechaliśmy windą na odpowiednie piętro i przez jakiś czas błądziliśmy korytarzami, szukając sali.
- Tutaj - mruknął Louis, idąc w drugim kierunku. Widząc drzwi z napisem '201', podążyłam za Tomlinson'em.
Chłopak złapał za klamkę, pociągając ją w dół. Weszliśmy do środka.
Zobaczyłam moją przyjaciółkę. Blondynka leżała po prawej stronie sali, na typowym dla szpitali łóżku. Wokół niej pikała przeróżna aparatura. Jej skóra przypominała kolorem białe ściany tego pomieszczenia. Jedynie sine opuchlizny pod oczami się odznaczały. Kiedy popatrzyła na nas swoimi oczami coś mnie ścisnęło w sercu.
- Hej Lexi - usłyszałam za sobą ciepły głos Niall'a. Chłopak mnie wyminął i podszedł do blondynki. Delikatnie ją przytulił i zajął miejsce na krzesełku zaraz koło łóżka. Ciągle szeroko się do niej uśmiechał.
Ja, razem z resztą stałam w drzwiach i przypatrywałam się Lexi. A raczej pozostałościom z niej.
Ręka, która trzymała dłoń Irlandczyka była o wiele chudsza, niż kiedy ostatnim razem się widziałyśmy. Policzki też stały się mniej wyraziste.
- Wejdziecie? - Alexis spojrzała na nas, lekko się nachylając.
Podeszliśmy parę kroków bliżej, a Liam zamknął drzwi.
- Hej, co u mojego ziomeczka? - Louis złagodził sytuację i podszedł do blondynki. Przytulił ją i zajął miejsce na kanapie, która znajdywała się niedaleko łóżka.
Zayn i Liam powtórzyli czynności swojego przyjaciela i też na końcu zajęli kanapę.
Kiedy ja podchodziłam czułam się dziwnie. Nie wiedziałam co jej powiedzieć. Ponieważ wszyscy spieprzyliśmy, ja spieprzyłam. Kiedy moja przyjaciółka miała poważny problem raczyłam tylko raz pofatygować się do niej. Tylko jeden, jedyny, jebany raz.
Czułam teraz wstyd i ogromną wściekłość do swojej osoby.
- Hej - przysiadłam na boku łóżka i delikatnie się uśmiechnęłam.
Kiedy blondynka nachyliła się w moją stronę zrozumiałam, że chce mnie przytulić. Wtuliłam się w jej ciało. Czułam, że jest o wiele chudsze niż przedtem, samym dotykiem. Nie chciałam jednak pokazać swojego przerażenia i odsunęłam się od niej.
- Jak tam? - spytałam, zerkając na jej twarz.
- Nie za fajnie, jak widać - Lexi oparła się na poduszce i spojrzała na każdego z nas - A jak u was?
- Leah chyba zdążyła przyzwyczaić się do mieszkania z nami - głos zabrał podekscytowany Niall - Często robi mi kanapki, wiesz? W końcu mam jakąś bratnią duszę w domu, a nie tylko tych samolubów - Lexi zaśmiała się na słowa blondyna.
Jak dobrze, że jest tu Horan. Swoim pozytywizmem ukrywa strach i szok innych. Louis, Liam i Zayn tylko wpatrywali się w Lexi. Nawet się nie uśmiechali. Widziałam ten strach i współczucie w ich oczach. Ale blondynka nie mogła tego zobaczyć.
- Czemu nie bronicie się chłopaki? - skierowałam pytanie w ich stronę, skupiając przy tym uwagę na siebie. Posłałam im poważne spojrzenie, mówiące, żeby się ogarnęli i delikatnie uśmiechnęłam.
- Niall i tak zawsze będzie trzymać swojego zdania w sprawie jedzenia - Liam wzruszył ramionami. Przynajmniej się 'obudził'.
- No, ale i tak sądzimy, że wykorzystuje naszą lokatorkę - dodał Zayn, z uśmiechem patrząc na Lexi.
 Payne lekko się zaśmiał, patrząc na Mulata. Po chwili Louis i Liam pokiwali głową, przyznając rację Malik'owi.
- Wykorzystuje? - Niall głośno wciągnął powietrze, wyrażając przy tym swoje oburzenie - Też mi coś. Ty dzięki niej masz z kim palić - odparł Zayn'owi - A Louis ma komu się radzić w sprawach jak zaimponować El - dodał, wskazując ręką na Lou - No, a Liam ma na kogo całymi dniami patrzeć.
Poczułam, że się czerwienie. Liam też wydawał się zakłopotany, za to Niall wyglądał jakby zdradził jakiś wielki sekret.
Słysząc głośny śmiech Lexi, zmusiłam się do popatrzenia na nią.
- To macie ciekawie - zauważyła, z szerokim uśmiechem.
Nastała chwila ciszy. Wiedziałam, że zaraz padnie konkretne pytanie z ust mojej przyjaciółki.
- Harry nie chciał przyjść, mam rację? - popatrzyła na mnie.
Wiem, że prawda ją dobije, ale nie miałam siły kłamać. Jej związek zrujnował się przez kłamstwo, więc powinna mnie rozumieć.
- To nie tak - chciałam dobrać odpowiedniejsze słowa - On jeszcze nie otrząsł się.
- Wiem - słowa Lexi mnie zdziwiły, ale to co powiedziała po chwili było jeszcze bardziej szokujące - spotkałam go ostatnio na zakupach.
- I co? - dopytywał się Niall.
- Nic - blondynka wzruszyła ramionami - Dał mi do zrozumienia, że to już definitywny koniec.
 Harry to idiota. Harry to idiota. Harry to idiota. Harry to idiota. Harry to idiota. Harry to idiota. Harry to idiota. Przysięgam, że jak go spotkam, to go zabije.
- Nie o to mu chodziło - głos zabrał Lou - Hazz po prostu sobie nie radzi z gadaniem o uczuciach i zawsze coś powie na odczep się.
- Tommo ma rację - dodał Liam - Zobaczysz, mu na tobie zależy Lexi.
- Nie sądzę - westchnęła dziewczyna, bawiąc się swoimi palcami.
- Wszystko się poukłada - złapałam jej chudą dłoń i lekko ścisnęłam.
- Musimy już iść - Malik wstał z miejsca.
- No, ale niedługo wpadniemy - Niall uśmiechnął się pocieszająco.
- Super - blondynka odwzajemniła gest Irlandczyka.
Każdy przytulił Lexi i życzył jej zdrowia. Kiedy wyszliśmy z sali głośno westchnęliśmy. Nic do siebie nie mówiąc podążyliśmy do gabinetu jej doktora. Nie trzeba było się domyślać, żeby wiedzieć, że każdy z nas chce znać opinię lekarza na temat zdrowia Alexis.
Liam zapukał w jakieś drzwi z tabliczką, na której widniało nazwisko doktora przydzielonego Lexi.
- Proszę - usłyszeliśmy stłumiony głos z zewnątrz.
Bez wahania weszliśmy do środka. Zayn zamknął za nami drzwi.
- W czy mogę pomóc? - za białym biurkiem, na obrotowym krześle siedział siwiejący już mężczyzna. Sądzę, że miał około ponad pięćdziesiąt lat.
- Jesteśmy przyjaciółmi Alexis Collins - wytłumaczyłam szybko, przyglądając się człowiekowi - Chcieliśmy pogadać o stanie jej zdrowia.
- Nie jest za dobrze - lekarz wstał z krzesła i przechodząc na przód biurka, oparł się o nie.
- Co ma pan na myśli? - zapytał Liam - Co jej jest?
- Oczywiście to są tylko przypuszczenia, ale bardzo prawdopodobne - westchnął - Panna Alexis nie chce rozmawiać z psychologiem, a to dałoby nam pewność, co do tej choroby.
- Jakiej choroby? - Louis wyjął to pytanie z ust każdego z nas. Nienawidzę jak ludzie nie mówią prosto z mostu.
- Mam na myśli anoreksję - odparł krótko.
Poczułam, że całym moim ciałem zawładnęły nieprzyjemne ciarki. Wiedziałam, że Lexi od zawsze miała problemy z jedzeniem. Tylko, że sądziłam, że to po prostu przez jej pracę. Ja widać to siedzi głębiej niej i ma ogromny problem.
Drugi raz dzisiaj znienawidziłam samą siebie za beznadziejną rolę przyjaciółki. Możliwe, gdyby miała mnie przy mnie, nie mogę...
- Dziękujemy, spieszymy się - powiedziałam cicho, po czym minęłam chłopaków i szybko wyszłam z sali. Biegłam korytarzem, potem schodami, aż końcu znalazłam się na parkingu. Zaczęłam iść między autami szukając samochodu Liam'a. Mój brak kondycji dawał o sobie znak poprzez mój płytki oddech.
- Leah! - usłyszałam za sobą krzyki, więc się odwróciłam.
Zobaczyłam czwórkę chłopaków, którzy do mnie dobiegli.
- Powietrza - Niall zatrzymał się przy jakimś aucie, opierając się o niego ręką.
- Palenie daje o sobie znać - westchnął Zayn, krzywiąc się lekko.
- Ja na szczęście mam świetną kondycję piłkarza - uśmiechnął się Louis, klepiąc Malik'a po plecach.
- Jasne, szkoda, że przez połowę drogi szedłeś i tłumaczyłeś się bolącą kostką - powiedział Liam.
- No, a tak naprawdę nie chciało mu się biegać - dodał Zayn.
- Nie nie chciało...
- Dobra - przerwałam ich kłótnie - Gdzie jest samochód?
- Tam - wskazał ręką Liam, po czym ruszyliśmy w jego stronę. W ciszy wsiedliśmy do pojazdu. Liam odpalił silnik i ruszył.
- Chyba zrzuciłem pięć kilo tym maratonem - ciszę przerwał Niall, który ciągle narzekał, łapiąc się za brzuch.
- Ta, sto kilo od razu - mruknął Zayn.
- Mówię prawdę - odparł Irlandczyk, zarzucając rękoma w każdą stronę - Muszę zjeść obiad, bo jeszcze wam zemdleję.
- A tego byśmy nie chcieli - dodał sarkastycznie Lou.
- No właśnie - Niall obdarzył przyjaciela słodkim uśmiechem.
Oparłam głowę o szybę i przyglądałam się widokowi za oknem, nie słuchając rozmowy przyjaciół. Obmyślałam plan. Coś, co mogło pomóc Lexi. Niestety nie jestem w tym dobra.
Kiedy dojechaliśmy pod mieszkanie, od razu wysiadłam i pokierowałam się do domu.
- Styles?! - krzyknęłam w progu, po czym zaczęłam szukać go po pomieszczeniach.
Loczek siedział w salonie, na kanapie i oglądał telewizję. Gdy  tylko mnie zobaczył wyłączył pilotem ekran i wstał. Usłyszałam za sobą kroki chłopaków.
- I co? - spytał mnie poważniejąc. Wiadomo, że chodziło mu o stan zdrowia Lexi.
- Nic idioto, trzeba było jechać z nami - odparłam, stając przed nim.
- Nie wzięlibyście mnie ze sobą - bronił się. Szkoda, że używał głupich argumentów.
Popatrzyłam na niego zdziwionym wzrokiem.
- My? - powtórzyłam - Jesteś jakiś pomylony i nie udawaj, że obchodzi cię co z Lexi - krzyknęłam.
- Chuj ci do tego, czy mnie obchodzi, czy nie - także zaczął krzyczeć - Chce tylko wiedzieć.
- Ej, spokojnie - Liam stanął pomiędzy nami, gdy ja ze Styles'em mierzyliśmy się. Gdyby nie Liam najprawdopodobniej rzuciłabym się na Harry'ego.
- Dla twojej jebanej informacji podejrzewają u niej anoreksję - powiedziałam, przez cały czas patrząc mu w oczy.
Jego wzrok od razu się zmienił. Z wkurzonego, gotowego komuś przywalić stał się zagubiony i zdezorientowany.
- Co? - szepnął, urywając końcówkę słowa.
- Zdziwiony? - westchnęłam, czując, że łzy podchodzą mi do oczu - Jak my wszyscy.
Obróciłam się od niego i mijając chłopaków pobiegłam do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku i pozwoliłam łzą dać upust. Pojedyncze krople spływały po moich policzkach.
Raz jestem wściekła, raz płaczę i zamykam się w sobie. Może to oznaczać tylko jedno. Brak narkotyków daje o sobie znak. Znam dużo przypadków, gdzie głód narkotykowy wręcz przejmuje kontrolę nad człowiekiem. Boje się, że ze mną też tak się stanie. Ale oczywiście nie poproszę nikogo o pomoc.
Usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Trochę zajęło nim zdążyłam wyciągnąć go z kieszeni. Dźwięk się urwał, a na ekranie widniało nieodebrane połączenie. Niestety numer był zastrzeżony i nie mogłam oddzwonić. Kto się do mnie tak dobija?



Podoba się rozdział? Ciekawi was kto wydzwania do Leah? Niedługo wszystko się wyjaśni. Rozdział dodałyśmy nawet szybko, następny też pojawi się niedługo. Musicie tylko skomentować ten, tak pięknie jak poprzedni. Zbliżamy się do końca opowiadani, trochę mi smutno :c No ale przed nami jeszcze trochę ciekawych rozdziałów! Pa, pa. Komentujcie! <3 /Leah