piątek, 28 czerwca 2013

Rozdział 6

<Leah>


Światła oświetliły scenę. Co niektórzy zaczęli się przepychać do przodu, aby mieć lepszy widok na modelki. Po chwili rozbrzmiała i muzyka, która nijako komponowała się z oklaskami i wiwatami ludzi. Lekko się uśmiechnęłam, zniecierpliwiona rozpoczęcia pokazu.
Wielka, czerwona kurtyna rozsunęła się i w końcu mogłam ją zobaczyć. Pewna siebie, uśmiechnięta, szczęśliwa. Tak mogłabym teraz określić Lexi. Widać, że jest w swoim żywiole.
Blondynka szybkim krokiem szła wzdłuż wybiegu. Wysokie obcasy, które zdobiły jej nogi wcale jej nie przeszkadzały. Przy końcu 'trasy' zatrzymała się chwilę pozowała i odwróciła się. Wracając minęła kolejną modelkę i zniknęła za kurtyną. Przyznam, że potrafiła zahipnotyzować, gdy tak szła po wybiegu. Pewnie jest szczęśliwa, że jako pierwsza modelka przeszła po wybiegu.
Przez następne minuty szły kolejne modelki, prezentując piękne stroje. Co chwila klaskałam. Poczułam ból nóg.
- Zaraz nie wytrzymam - zwróciłam się do Justin'a, stojącego obok mnie.
Chłopak się uśmiechnął, ponieważ dobrze wiedział o czym mówię. Od dwóch godzin stoimy na nogach. Nie byliśmy dosyć wcześnie, aby zająć miejsca siedzące. Nie mamy też wystarczająco dużo kasy, żeby kupić sobie miejsca VIP. Jesteśmy, więc zmuszeni do stania przy innych nieszczęśnikach.
- Przestań marudzić Ruda, zaraz się skończy - mruknął zadowolony Justin, tak, żebym tylko ja go słyszała.
- Jasne - zaśmiałam się - To potrwa jeszcze jakieś dwie godziny.
- Co? - jego mina momentalnie się zmieniła - Chodź do baru, nie wytrzymam tyle na trzeźwo.
Szturchnęłam chłopaka w ramię. Jednak, że byłam spragniona poszłam za nim do małego baru.
- Kup mi coś, idę jeszcze do toalety - zatrzymałam na chwilę Jus'a, żeby przekazać mu wiadomość, po czym odwróciłam się i poszłam w stronę łazienki.
W pomieszczeniu było parę kobiet. Podeszłam do szerokiego blatu, nad którym powieszone było lustro. Przyglądnęłam się sobie, poprawiając rozpuszczone i lekko pofalowane włosy. Zaczerwieniłam jeszcze usta szminką i wróciłam na imprezę.
Wychodząc z pomieszczenia wpadłam na kogoś.
- Sorry - powiedziałam, spoglądając na twarz osoby.
- Cześć - zobaczyłam przed sobą uśmiechniętego Liam'a.
- Hej - odparłam - Gdzie reszta? - dodałam, patrząc, czy nie ma żadnego z przyjaciół za nim.
- Oglądają pokaz, szukam czegoś do picia - wytłumaczył się, przyglądając mojej twarzy.
- Bar jest niedaleko - wskazałam ręką w stronę miejsca z napojami - Właśnie tam idę, bo czeka na mnie przyjaciel.
Liam przetwarzał przez chwilę to co powiedziałam, po czym z uśmiechem na twarzy powiedział:
- To chodź.
Poszliśmy, co chwila mijając jakiś ludzi. Był tu spory tłok. Naglę poczułam, że ktoś z tyłu dotyka mojego ramienia. Odwróciłam się, ciekawa, kogo teraz spotkam.
Szok. Szok, który poczułam odebrał mi mowę. Otworzyłam nieświadomie buzię, wpatrując się w NIEGO. Parę sekund patrzyłam w pięknego mężczyznę stojącego przede mną. Mężczyznę, którego tak bardzo kochałam. Mężczyznę, który tak bardzo mnie zranił.
- Witaj Leah - jak zawsze szarmancki i uwodzicielski. Uśmiech widniejący na jego twarzy mówił sam za siebie. Tyle, że nie rozumiem jak można tak się cieszyć widząc kogoś, kto przez nas cierpiał.
Zmusiłam siebie do powiedzenia czegokolwiek.
- John - dałam radę tylko wypowiedzieć jego imię.
 Mężczyzna przechylił głowę na bok, po czym uśmiechnął się. Nienawidzę tego uśmiechu.
- Leah, wszystko w porządku? - dłoń, która dotknęła mojego ramienia i głos, który przywrócił mnie do żywych. Liam popatrzył na mnie z chęcią pomocy wypisaną na twarzy.
- Tak, jest okej - odpowiedziałam mu, kiwając głową - To jest John Fosher - dodałam wskazując na ciągle stojącego przed nami John'a - To jest...
- Twój dobry znajomy - dokończył za mnie zadowolony brunet.
Oczywiście on bawił się świetnie w tym momencie. Wyczuwał mój strach i ból. Nie było mu z tym źle, mu to sprawiało przyjemność. Zapewne świadomość, że po takim czasie kiedy byłam przez niego skrzywdzona, gdy sprowadził mnie na dno, mógł dalej bawić się moimi uczuciami. Ja stałam osłupiała i nie miałam na to wpływu. Rany, które teraz odtworzyły się w mojej pamięci za bardzo mną zawładnęły. Nie potrafiłam, nie potrafiłam nawet wyznać mu jak bardzo nienawidzę go za to wszystko. Bezsilność, którą teraz odczuwałam sprawiała, że miałam ochotę płakać.
- Liam Payne - przedstawił się stojący obok mnie przyjaciel. Wyczułam w jego głosie nieufność, którą darzył  John'a. Nawet nie wyciągnął w jego stronę ręki. Musiał wyczuć, że coś jest nie tak. Nie dziwię się, nie zachowywałam się normalnie.
- Co u ciebie Leah? - zapytał John. Widać, że nie zamierzał dać mi spokoju - Dalej robisz to co robisz?
Poczułam, że robi mi się gorąco. Oczywiście, że chodziło mu o zażywanie narkotyków. Nie chciałam, żeby Liam dowiedział się, że biorę. Na pewno nie od niego.
Ktoś popchnął mnie delikatnie na bok. Zobaczyłam, że między mną, a Payne'm stanął Justin.
Tylko nie to. Świadomość, że Walker wie o wszystkim co zrobił mi John sprawiała, że w moich myślach pojawiały się najgorsze scenariusze związane z ich spotkaniem.
- Nowy kolega? - zapytał mężczyzna. Cieszyłam się, że skończył chociaż wypytywać mnie o to, czy biorę.
- John Fosher zapewne? - zapytał ustabilizowanym głosem Justin. Taka postawa blondyna nie wskazuje na nic dobrego. Czułam, że mój przyjaciel gotuje się od środka.
- Tak, znamy się? - zapytał zdziwiony brunet.
Liam, tak jak ja przyglądał się z niepokojem całej tej sytuacji. Napięcie panujące między nimi mogłabym wyczuć z końca sali.
Usłyszałam oklaski i wiwaty, związane z końcem pokazu. Muzyka dalej grała, ale niektórzy ludzie udali się już do wyjścia.
Marzyłam, żeby teraz znaleźć się w każdym innym miejscu.
Spojrzałam na Justina, który przez chwilę patrzył gdzie indziej. Przełknął gulę, która podeszła mu do gardła i znowu przeniósł wzrok na John'a.
- Nie znamy się. Za to ja wiem, że ty jesteś nic nie wartym śmieciem - jego głos był przepełniony nienawiścią. Zmierzył Fosher'a, który był zaskoczony słowami Walker'a.
Sekundę później pięść blondyna uderzyła z dużą siłą twarz John'a. Brunet zachwiał się na nogach i dotykając dłonią walniętej części twarzy, upadł na ziemię.
- W końcu znajdujesz się na swoim poziomie - dodał Justin, gładząc pięść.
Niektórzy ludzie, którzy nie opuścili jeszcze sali przypatrywali się sytuacji.
Razem z Liam'em złapaliśmy Justin'a i zaciągnęliśmy go w stronę wyjścia. Jeszcze czego brakowało, to ochrona, która wzięła by Walker'a.
Na zewnątrz poczułam chłód. Liam zaprowadził nas na parking i kazał wsiąść na tyły swojego auta. Zajęłam miejsce koło Jus'a obserwując jak Liam zasiada na miejsce kierowcy.
- Pojedziemy do nas -  zakomunikował mi poważnie Payne.
Pokiwałam głową. Kiedy poczułam, że auto rusza spojrzałam na blondyna siedzącego obok mnie. Justin patrzył w okno. Jego zaciśnięta szczęka wskazywała, że jest bardzo zły. Byłam pewna, że nie skończyłoby się na jednym uderzeniu w twarz. Gdybyśmy nie wzięli go stamtąd John byłby bardzo poobijany.
Poczułam na ciele nieprzyjemne ciarki, które spowodowała myśl co by zrobił z nim Justin. Wiem, ze mój przyjaciel jest zdolny do wielu rzeczy.
- Jesteśmy - z rozmyśleń wyrwał mnie Liam, który zaparkował przed domem One Direction - Chłopcy są zapewne jeszcze na pokazie.
Wysiedliśmy z samochodu. Nawet chłodne powietrze nie potrafiło mnie ostudzić. Czułam, że gotuję się ze wstydu. Byłam na siebie cholernie zła o to, że znowu nie potrafiłam postawić się John'owi. Znowu owinął sobie mnie wokół palca. Jak zawsze bawił się mną i moimi uczuciami jak kukiełką. Marną, bezużyteczną kukiełką, którą po czasie można wyrzucić.
Weszliśmy do mieszkania i ruszyliśmy za Liam'em do salonu.
Każdy z nas usiadł na kanapie. Panowała cisza. Czułam, że powietrze gęstnieje.
Nerwowo przegryzłam wargę, starając się odpędzić myśli o tym co niedawno się stało.
W takich chwilach potrzebuje narkotyków. Mogę przez moment zapomnieć. Odpędzić negatywne emocję i czuć się szczęśliwa. Lubię się oszukiwać.
- Idę do domu - ocknęłam się widząc Justin'a, który wstaje z kanapy.
Nic nie powiedziałam. Przyglądałam się jak mój przyjaciel opuszcza mieszkanie chłopaków. Tak po prostu.
Zostałam z Liam'em. Chociaż w głębi serca czułam się samotna. Mój pech wzbił się na wyższy poziom.
- Czasem dobrze jest się wygadać - odezwał się Payne.
Gdyby było to takie łatwe. Nie spojrzałam na Liam'a, który chce mi na pewno pomóc. Patrzyłam się w ścianę. Jakbym miała tam znaleźć odpowiedź. Naiwne.
Postanowiłam przełamać się.
- Za pewne nie wiesz, ale byłam kiedyś modelką - postanowiłam zacząć od początku. Nie wiem jak Liam zareagował na moje słowa, bo dalej tępo patrzę w ścianę - Poznałam go na jednej z sesji. Jest fotografem - dodałam, ujawniając więcej historii - Po paru spotkaniach doszło do czegoś większego.
Poczułam ciarki na ciele. Niesamowite, że dalej potrafię odtworzyć sobie w myślach te chwile.
*
- Śliczna, a teraz uśmiech - popatrzyłam w stronę aparatu i ukazałam szereg białych zębów.
Błysk.
- O to chodziło - zadowolony John odłożył lustrzankę na bok i obdarzył mój policzek pocałunkiem.
*
- Zakochałaś się? - wspomnienia rozwiało pytanie Liam'a.
- Przegrałam w uczuciach - sprostowałam i zerknęłam na podłogę - Byłam naiwna.
Poczułam wewnętrzny wstyd. Upokorzenie.
*
- To do jutra? - zapytałam, a mój głos ukazał nadzieję, którą teraz miałam w sobie.
John uśmiechnął się.
- Mam nadzieję - mruknął, przysuwając swoje wargi do moich.
*
- Oszukał cię? - kolejne pytanie Payne'a, które sprowadziło mnie na ziemię.
Gdyby od rozmyśleń można było fruwać, byłabym na innej planecie.
- Sama siebie oszukałam - odparłam, patrząc na chłopaka. 
Liam był smutny. Moja historia nie była wesoła, według mnie była żałosna.
- Zakochałam się i zaślepiona miłością błędnie odczytałam znaki - szepnęłam, czując złość do siebie. Trudno jest walczyć z zawiłością do swojej osoby. To gorsze niż zrozumienie wroga.
- Później się stoczyłam i znajduję się właśnie tu - dodałam, smutno uśmiechając.
- Nie każdy mężczyzna jest John'em - słowa Liam'a dały mi do rozumienia.
- Wiem, ale trudno jest zapomnieć - powiedziałam, chcąc wybronić się - Trudno jest żyć z myślą, że wtedy się przegrało.
- Spróbuj wygrać - szatyn przymrużył jedno oko i lekko się uśmiechnął.
Momentalnie i na mojej twarzy pojawił się niewinny uśmiech.
- Dziękuję - powiedziałam, tuląc do siebie chłopaka.
- Idź podziękuj Justin'owi - nakazał, kiedy odsunęliśmy się od siebie.
- Masz rację - kiwnęłam i wstałam z miejsca.
Po chwili byłam już na zewnątrz i szłam do domu, który nie był daleko.
*
- O czym rozmyślasz - poczułam jego oddech na mojej szyi. Moje ciało na chwilę zesztywniało, co było spowodowane bliskością John'a. Po chwili ustabilizowałam się.
Odwróciłam wzrok w jego stronę. Ciemność jego oczu przyciągała.
- O niczym - skłamałam.
Ostatnio spotkałam znajomą modelkę, która spytała mnie, czy jestem z John'em. Odpowiedziałam jej, że tylko się spotykamy. Ostrzegła mnie, żebym na niego uważała, bo on co chwila podrywa nowe modelki.
Wyśmiałam ją.
- To może myśl częściej o mnie? - zapytał, a uśmiech śmiał wkraść się na jego twarz.
- Postaram się - odparłam, starając się być w połowie bardziej uwodzicielska.
Poczułam jego palce na swoim policzku. Przyglądał się mojej twarzy, głaszcząc skórę. A ja tonęłam w tych oczach.
Leżąc na łóżku przyglądaliśmy się sobie. Niewiele rozmawialiśmy. Głównie się całowaliśmy lub kochaliśmy. Nie jesteśmy parą.
Ale kocham John'a.
- Mam coś dla ciebie - naglę się odezwał.
- Co? - ciekawość wzięła górę.
Mężczyzna podniósł się do pozycji siedzącej, a ja przyglądałam się jego poczynaniom. Ze swojego plecaka wyjął mały woreczek wypełniony tabletkami.
Na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
To John dał mi pierwsze narkotyki. Z nim zaczęłam ćpać.
*
Zachłysnęłam się powietrzem. Czułam, że łzy podchodzą mi do oczu. Wspomnienia napierały, bardziej.
*
Zapukałam do jego drzwi. Chciałam mu zrobić niespodziankę. Byłam szczęśliwa. Cisza, po chwili drewno otworzyło się, a moim oczom ukazał się John.
- Co tu robisz? - nie był zbytnio zadowolony z mojego widoku.
- Chciałam cię odwiedzić - przysunęłam się, aby go pocałować, ale jego silna dłoń odsunęła mnie od siebie.
- Wiesz Leah, to nie najlepszy moment - powiedział, drapiąc się w tył głowy.
Zza niego wyłoniła się dziewczyna. Widziałam ją ostatnio na pokazie, jest jedną z modelek.
Kiedy zobaczyłam na niej jedną z koszul John'a, którą także nie raz nosiłam, poskładałam sobie wszystko w całość.
Serce. Poczułam, że serce rozpada się na tysiąc części. Ból, który zniszczył przez moment moje racjonalne myślenie był nie do opisania.
- Nie sądziłaś chyba, że będziemy zawsze razem - słowa John'a. Jedno zdanie, które zniszczyło tak wiele.
Cofnęłam się i wybiegłam z mieszkania. Zdążyłam po drodze złapać swoje walizki.
*
Zaczęłam płakać. Od długiego czasu znowu zaczęłam płakać. Zimne krople rysowały ślady na rozgrzanych policzkach.
Zorientowałam się, że jestem już przed moim mieszkaniem. Zapłakana weszłam do środka. Znalazłam Justin'a, który siedział na łóżku w sypialni. Gdy tylko mnie zobaczył wstał.
- Nie chciałem cię zezłościć, ale zrozum - Walker zaczął szybko się tłumaczyć - Ten gnój ciebie skrzywdził, nie mogłem mu tego darować.
Jęknęłam z rozpaczy. Justin szybko do mnie podszedł i przytulił do siebie.
- Daj mi jakieś dragi - poprosiłam, odsuwając od siebie chłopaka. Patrzyłam na ziemie. Nie potrafiłam popatrzyć w oczy kolejnej osoby.
- Ale Ruda...
Wyczułam żal w jego głosie.
- Po prostu mi je przynieś - rozkazałam, łamiąc głos przy ostatnim słowie.
Justin ruszył do kuchni, za pewne tam miał jeszcze jakieś narkotyki.
- Aha - mruknęłam, wycierając łzy z policzków. Justin stanął w miejscu.
Spojrzałam na niego. Zatroskane oczy chłopaka mówiły same za siebie.
- Zapomnijmy o sprawie - dodałam.


Dobrnęliśmy już do 6 rozdziału! Podoba się? Trochę się skompilowało, ale gdyby nie było trudno opowiadanie byłoby nudne, czyż nie? Wielka prośba - komentujcie. Nie jest źle wyrażać swoją opinię. Każdy komentarz daje nam chęci do dalszego pisania, bo wtedy wiemy, że ktoś to NAPRAWDĘ czyta. Dziękuję, /Leah

piątek, 21 czerwca 2013

Rozdział 5

<Alexis>

Wiecie jak to jest budzić się rano i czuć ten specyficzny ból brzucha. To kucie w żołądku spowodowane stresem. Jakby wszystkie organy w środku zawinęły się w supeł. Tak właśnie teraz się czułam. Zawsze przed pokazami dopada mnie ból brzucha. Ten ból brzucha.
- Alexis, wstałaś już ? - krzyknęła mama
- Ym, już - odparłam nieco ciszej, po czym powoli wstałam z łóżka.
Zmierzyłam do kuchni, gdzie stała moja rodzicielka. Smażyła naleśniki na patelni, zapewne na śniadanie. Nie rozumiem. Jak można jeść takie tłuste i kaloryczne rzeczy. Przecież to niszczy cerę, a już nie wspomnę co od
takiego tłuszczu może się pojawić na skórze.
- Chcesz jednego ? - zaproponowała mi kobieta widząc jak ją obserwuję
- Nie - dzięki mamo, ale rozstępy i cellulit to ostatnie czego potrzebuję
Otworzyłam górną szafkę, by sięgnąć po tabletki przeciw bólowe. Następnie wyciągnęłam z lodówki butelkę wody niegazowanej i popiłam nią leki.
- Idź się ubierz. Tato powinien niedługo wrócić to cię zawiezie do agencji - tłumaczyła mi mama
- Dobrze - przytaknęłam jej i ruszyłam w stronę swojego pokoju
Miałam ochotę trochę się rozluźnić, a jedyne co mi przychodziło do głowy to kąpiel. Dlatego, więc udałam się prosto do łazienki. Nalałam do wanny ciepłą wodę, po czym dodałam do niej płyn do kąpieli. W mgnieniu oka ciecz zniknęła pozostawiając po sobie sporą warstwę piany. Zdjęłam swoją piżamę i zanurzyłam się w wodzie. Stopniowo czułam jak moje mięśnie wiotknieją. Mój umysł znajdował się w zupełnie innym miejscu, a ciało totalnie zatraciło się w ciepłej wodzie. Przez chwilę leżałam w bez ruchu. Moja głowa była oparta o obramowanie wanny. Miałam ochotę zostać w takiej pozycji przez cały dzień, ale nie mogłam. Niechętnie wstałam pozwalając kroplom cieczy spływać po moim rozgrzanym ciele. Owinęłam sobie ręcznik na wysokość piersi i udałam się do pokoju. Wyjęłam z szafy krótkie czerwone szorty, do tego dobrałam czarną prześwitującą bluzkę z kołnierzykiem i jeszcze tego samego koloru bieliznę. Gdy tylko byłam sucha założyłam na siebie ubrania, a swoje włosy związałam w niechlujny kok. Nie musiałam się malować, gdyż zrobią tą makijażystki. Ponownie ruszyłam do kuchni zabierając po drodze swój telefon. Stanęłam w progu pomieszczenia i uśmiechnęłam się sama do siebie wodząc widok przede mną.
- Jest i moja księżniczka - odparł wesoło tato wypakowując zakupy na blat - Jak się spało ?
- Całkiem dobrze - odpowiedziałam lekko się śmiejąc
Mój tato rzadko spędza czas w kuchni. Dlatego też nie bardzo orientuje się, gdzie jest miejsce dla poszczególnych produktów.
- Boże Rob, co ty wyprawiasz ?! - Krzyknęła za mną mama wchodząc do kuchni
Zaczęła podchodzić do biednego ojca, który widać, że był lekko zagubiony. Ja natomiast stałam i śmiałam się z nich.
- A ty co tak stoisz ? - zapytała mnie Jenna - Jesteś gotowa ?
- Mhm - powiedziałam opanowując śmiech
- W takim razie na co czekacie, Rob zawieść Alexis do agencji.
Czasami mnie to śmieszy, że moja mama tak 'rządzi' tatą. Dobrze wiem, że gdyby tego nie chciał to w jakiś sposób, by się jej sprzeciwił. Jednak kocha ją i z miłości robi się rożne dziwne rzeczy. Mimo, że to trudno zauważyć moja mama też go kocha. Są dla siebie stworzeni i jestem szczęśliwa, iż tyle lat już są razem ich uczucie nie przeminęło. Też bym tak chciała.
- W takim razie idziemy - popatrzył na mnie wesoło ojciec
- Idziemy - przytaknęłam mu i udałam się w stronę drzwi.
Po drodze założyłam na nogi moje białe, krótkie conversy. Weszłam do garażu, gdzie stało czerwone porsche mojego staruszka. Kocham jeździć tym samochodem. Jednak tato nie pozwala mi go prowadzić. Jest dla niego jak druga córka, czy coś w tym rodzaju.
- O której zaczyna się pokaz ? - zapytał wchodząc do auta
- Jakoś o dwudziestej - odparłam zapinając pasy
Po chwili poczułam wiatr we włosach spowodowany szybką jazdą mojego taty i odsłoniętym dachem. Uwielbiam to uczucie. Szczególnie, gdy jedziemy poza miastem. Jestem tylko ja, moja 'siostra', wielki uśmiech lekko siwiącego już mężczyzny i piękne widoki.
Przez prędkość, którą jechaliśmy nie mogłam długo napajać się tą chwilą.
- Jesteśmy - zakomunikował mój ojciec - z mamą będziemy trochę przed pokazem
- Okej, pa - pocałowałam go w policzek, a następnie wyszłam z auta
Weszłam po wysokich schodach do budynku. W holu po mojej prawej stronie znajdowała się recepcja, gdzie stał wysoki blondyn.
- Hej Rick - przywitałam się z chłopakiem
Był on dużo wyższy ode mnie i pochodził z Irlandii. Ma 20 lat i z tego co mi wiadomo jest tutaj na stażu. Bardzo go lubię, jest naprawdę miłym facetem.
- O Lexi, Kim kazała mi przekazać, żebyś tu na nią zaczekała
Gdy tylko blondyn przekazał mi tą informacje usłyszałam tupot szpilek. Oczywiście widziałam do kogo dokładnie należy
- Alexis słoneczko - uśmiechnęła się Kim, gdy tylko mnie zobaczyła - Coś blado dziś wyglądasz
Kobieta ubrana była w kremową koszulę, którą schowaną miała w czarną ołówkową spódniczkę sięgającą jej do kolan. Na nogach jak zwykle miała wysokie obcasy.
- Jakbyś mogła mi pomóc - szybko wzięłam od niej dwa pokrowce z jakimiś sukienkami - Rick, my idziemy. Dziś jestem nie do złapania, więc nie zgadzaj się na żadne spotkania.
Chłopak przytaknął. Gdy tylko udałyśmy się na parking mogłam zobaczyć auto mojej menadżerki. Srebrny alfa romeo, do którego teraz wsiadałyśmy. Lśnił jakby był dopiero wczoraj kupiony. Bogate wnętrze, beżowe tapicerki. Usiadłam wygodnie w siedzeniu kładąc z tyłu pokrowce. Po chwili na miejscu kierowcy zasiadła Kim.
Oczywiście pokaz nie odbędzie się w agencji tylko w Tate Modern. Jest to jedno z najpopularniejszych muzeum w Londynie. To nowoczesne miejsce jest idealne na dzisiejszy pokaz.
Podczas podróży nie odzywałam się ani słowem. Jednak Kim cały czas gadała z kimś przez telefon. W sumie to normalne jak na nią. Jest w wiecznym chaosie. Utrudnieniem jest też to, że dla niej wszystko musi wyjść perfekcyjnie. Zero poślizgów, zero upadków i zero płaczu. Chwile później auto zatrzymało się, a ja ujrzała intrygujący budynek a na przeciwko niego most. Jak na Londyn pogoda była cudowna. Jednak dziś nie mogłam nacieszyć się bezchmurnym niebem, ponieważ cały dzień będę uwięziona w budynku. Wyszłam, więc z samochodu i podążyłam w kierunku wejścia. Kręciło się tam mnóstwo osób. W porównaniu do normalnych dni to nie byli zwiedzający, tylko fotografowie, asystenci, modelki i mnóstwo innych ludzi.
Weszłam do środka i ujrzałam długi korytarz a na jego końcu wielką scenę. Wokół niej były krzesła. Udałam się szybko za kulisy. Zauważyłam tam jakiś oświetleniowców, a pomiędzy nimi stał Alexander McQuenne. Brytyjski projektant mody. To właśnie jego kreacje dziś będą prezentować modelki w tym ja. Znam go dobrze, ponieważ nasza agencja już nie raz z nim pracowała. Gdy wysoki mężczyzna zobaczył mnie uśmiechnął się szeroko i mi pomachał. Ja zrobiłam to samo, po czym zmierzyłam w kierunku mojej garderoby. Trwało to długo zanim znalazłam drzwi z karteczką, na której pisało 'Alexis'. Rzadko zdarzało się tak, że miałam swoją własną garderobę na pokazach mody. Oczywiście nie jest to za duże pomieszczenie i podczas pokazu i tak wszystkie dziewczyny przebierają się za kulisami. Mimo tego fajnie mieć taki swój własny pokój, do którego tylko ty masz wstęp bez pukania.
W pomieszczeniu znajdywała się toaletka, kanapa i wieszak. Nic specjalnego, ale jednak czuje się ten zaszczyt. Spojrzałam na zegarek, który wisiał na błękitnej ścianie. Dochodziła godzina dwunasta. Wydaje się, że mam mnóstwo czasu. W końcu całe osiem godzin. Jednak w rzeczywistości tak nie jest. Zaraz przyjdzie ktoś po mnie na ostatnie przymiarki stroju, potem będę musiała udać się do wizażystki. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Dumnym krokiem podążyłam za dźwiękiem i nacisnęłam za klamkę.
- Za pięć minut musisz udać się za kulisy - poinformowała mnie dziewczyna
- Dobra - powiedziałam z lekką wyższością i zamknęłam za nią drzwi
Usiadłam na kanapę. Wyciągnęłam z kieszeni moich szortów iPhon'a i weszłam na Twitter'a. Zaczęłam przeglądać rożne tweety zapominając się całkiem.
Głośne walenie w drewnianą strukturę przywróciła mnie do rzeczywistości. Szybko zerwałam się, by otworzyć drzwi.
- Alexis wszyscy na ciebie czekamy - powiedział tym razem jakiś mężczyzna
Chwycił mnie za rękę i zaczął prowadzić w kierunku sceny. Za kulisami stało mnóstwo osób. Wszyscy popatrzyli na mnie i jakby odetchnęli z ulgą.
Kocham być odpowiedzialna za coś, czuć się w centrum uwagi. To jest to dzięki czemu jetem tym kim jestem.
- Tu jest twoja pierwsza kreacja - podszedł do mnie ten sam chłopak
Zdjęłam z siebie ubrania i delikatnie założyłam sukienkę, którą mi dano. Idealnie pasowała. Następna sukienka różniła się od wcześniejszej. Była długa i cała błyszczała. Na jej górnej części znajdowały się pióra. Podobała mi się. Przymiarki trwały jeszcze z jakieś dobre dwie godziny. Okropnie bolały mnie nogi od zakładania tych wszystkich koturn i szpilek.
Potem miałyśmy krótką przerwę na odetchnięcie i zjedzenie czegoś. Jednak sielanka nie trwała zbyt długo, bo zaraz zostałyśmy wezwane na próbę. Ponieważ cała scena już była zbudowana mogłyśmy w końcu przejść się po niej. Jest to ważne, gdyż wszystko zależy od struktury podłoża czy się przypadkiem żadna z nas nie potknie. Oczywiście wchodzi w to też brak koordynacji lub kreacja, jednak znajdują tu się tylko profesjonalne modelki i takiego typu pierdoły nie wchodzą w grę. Po kolei każda z nas przeszła się po scenie. Nie sprawiło mi to najmniejszego problemu. Gdy już choreograf odesłał nas do wizażystki wszystkie z dziewczynami ucieszyłyśmy się. Nie tylko dlatego, że powoli nadchodzi pokaz. Głównym powodem jest to, że większość modelek uwielbia kosmetyki i tego typu rzeczy. Fikuśne fryzury, makijaż. Kocham to.
Poszłyśmy do pomieszczenia, gdzie przygotowane już były wszystkie przybory. Usiadłam wygodnie na fotelu, po czym podeszła do mnie kobieta i zaczęła mnie malować. Trwało to trochę długo. Następnie ktoś zajął się moimi włosami. I tak o to zleciało niecałe trzy godziny. Mogłam teraz posiedzieć w swojej garderobie i zrelaksować się przed pokazem

*Dwie godziny później*
Ostatnie poprawki i zaraz zacznie się pokaz. Nie wiem czy jestem bardzie podniecona czy poddenerwowana. Już rozmawiałam z rodzicami, wysłuchiwałam kazań Kim, oraz spotkałam Leah. Powiedziała mi, że przyjechała tu wraz z Justinem i widziała chłopaków z One Direction .
Miałam już wychodzić z pomieszczenia, gdy nagle ktoś wszedł sobie do środka.
- Tu się puka - odparłam oschle poprawiając makijaż w lusterku
Nagle poczułam parę ciepłych dłoni na moich biodrach.
- Nie denerwuj się tak kochanie - jeszcze tego tu brakowało
Odwróciłam się i moje oczy ujrzały Styles'a całego w skowronkach.
- Harry, przepraszam, ale nie mam teraz czasu - odparłam próbując uwolnić się z jego uścisku, ale nic nie pomogło
- Widzisz obiecałaś mi, że dokończymy to co zaczęliśmy za imprezie - powiedział swoim lekko zachrypniętym głosem. Głosem, który powodował u mnie przyjemne dreszcze.
- Taaak, pamiętam.
- A więc po co z tym zwlekać ? - westchnął przysuwając swoje wargi do moich. Niemalże czułam smak jego miękki ust.
- Alexis chodź skar... - do pokoju weszła zaszokowana Kim, jednak gdy dostrzegła kim jest przyklejony do mnie chłopak od razu się uśmiechnęła - Ohh Harry, Harry Styles miło mi cię poznać. Jestem Kim Stanley menadżerka tej o to tu blondyneczki - wskazała na mnie po czym wyciągnęła dłoń w kierunku Loczka.
On szarmancko pocałował ją i odpowiedział:
- Panią również miło poznać - przez chwilę mogłam nacieszyć się widokiem jego dołeczków
- Alexis dużo mi o tobie opowiedziała. Naprawdę cudownie ze sobą wyglądacie, ale - spojrzała na mnie tym jej znaczącym wzrokiem - pokaz - Jej sztuczny uśmiech można było zauważyć na kilometr
- W takim razie życzę powodzenia - oznajmił Harry
Chłopak wyszedł z pomieszczenia, a ja zostałam sama z blondynką.
- Dobra robota mała - klasnęła w ręce - Nie sądziłam, że ci się to uda
- Nie ważne - wysyczałam i wyszłam z garderoby.
Razem z Kim podążyłyśmy w kierunku kulis. Panował tam delikatnie mówiąc chaos. Wszyscy biegali w tą i z powrotem jakby nie wiedzieli co ze sobą zrobić. Zostałam niestety wepchnięta w ten tłum i po chwili zakładałam pierwszą kreację. Kilka sekund później już byłam otoczona mnóstwem osób, którzy poprawiali mi fryzurę, dopinali sukienkę oraz pomagali założyć buty.
- Minuta do pokazu - usłyszałam głos
Poczułam suchość w gardle i niemiłe kucie w żołądku.
- Trzydzieści sekund.
Powoli weszłam za zasłonę na scenie i czekałam na główne odliczanie. Byłam już w pełni gotowa. Wzięłam głęboki wdech i poczułam na sobie światła reflektorów. No to zaczynamy.


No to mamy rozdział 5. Może i jest trochę nudny, ale musiałam wam pokazać świat Lexi. Zbliża się koniec roku szkolnego, dlatego mamy trochę mniej czasu na pisaniu bloga. W wakacje postaramy się częściej dodawać rozdziały i zapewniam, że będą dłuższe. Pamiętajcie o komentowaniu. Nie lubię się powtarzać, ale jest to dla nas naprawdę bardzo ważne. Jak macie jakieś pytania do bohaterów to zapraszam na naszego aska. /Lexi




środa, 12 czerwca 2013

Rozdział 4

<Leah>

Błądziłam po domu chłopaków w poszukiwaniu Zayn'a lub Lou. Tylko ich znałam. W sumie jest jeszcze Lexi, ale ona gdzieś zniknęła.
Naglę zobaczyłam Lou stojącego koło wysokiego, kręconowłosego bruneta. Złapałam za plastikowy kubeczek, którego zawartość jak sądzę była jakimś alkoholem. Idąc w stronę Tomlinson'a upiłam kilka łyków z kubeczka.
- Hej Lou - powiedziałam z uśmiechem, gdy byłam już przy chłopakach.
- Hej Leah - odparł brunet, odwzajemniając gest - To jest Harry Styles, też należy do zespołu - dodał przedstawiając mi nieznajomego.
Kiedy pisałam z Zaynem dowiedziałam się, że jest on członkiem One Direction. Stąd wydawali mi się znajomi. Nie mam z tym problemu, ani nie jara mnie ten fakt. Oni są jak każdy inny. Może Lou przejawia małe ADHD.
- Jestem Leah - przedstawiłam się Harry'emu, ściskając jego dużą dłoń. Po chwili zwróciłam się do Lou - Widziałeś może Lexi? Wiesz, to ta przyjaciółka, o której mówiłam tobie i Zayn'owi.
Louis momentalnie zaczął się śmiać. Kurwa, czy on jest serio chory psychicznie?
Popatrzyłam na niego ze zdziwieniem.
- Co? - zapytałam zirytowana.
- Hazz wie lepiej gdzie jej szukać - dodał, prawie dławiąc się swoim śmiechem.
Przeniosłam swój wzrok na Harry'ego, który nagle zainteresował się sufitem. Chrząknęłam, aby zwrócić na siebie uwagę loczka.
- Tak? - łaskawie zwrócił na mnie uwagę. Jego oczy tajemniczo błyszczały.
Nagle coś wpadło mi do głowy.
- O mój Boże! - krzyknęłam, zasłaniając sobie twarz dłonią - Spałeś z nią? - dodałam ciszej.
- Nie - wykręcał się jak mógł. Chyba był zszokowany, że go o to posądzam - Tylko się całowaliśmy.
- Wyglądałeś jakbyś chciał ją zjeść - wtrącił się Tomlinson, nabijając ze Styles'a.
- Zainteresuj się Eleanor - syknął Harry.
Nie wiem kim jest dziewczyna, o której mówi zielonooki, ale musi być ona ważna dla Lou.
- Odpierdol się od mojej dziewczyny - odparł Louis - Tylko się śmiałem.
- Ej dobra! - krzyknęłam, starając się ich uspokoić - Nic się przecież nie stało.
Poczułam na swoim ramieniu czyjąś dłoń. Odwróciłam się i zobaczyłam Zayn'a. Momentalnie się uśmiechnęłam, co Mulat odwzajemnił.
- Leah, musisz kogoś poznać - powiedział, łapiąc mnie za nadgarstek, odciągając przy tym od chłopaków. Przeszliśmy przez tłum, w stronę kuchni. W pomieszczeniu dostrzegłam niskiego blondyna, który sypał chipsów po miski.
- Niall - zawołał Zayn, a nieznajomy się obrócił. Miał niesamowicie niebieskie oczy. Po prostu cudowne.
Chłopak podszedł bliżej nas i stanął przede mną.
- Leah Baker - wyciągnęłam rękę w jego stronę.
Niejaki Niall zignorował fakt, że przed sobą ma moją dłoń i się do mnie przytulił. Można i tak. Chociaż jestem dość zszokowana jego zachowaniem. Nie jestem osobą, która przytula się do nieznajomych.
- Niall Horan - powiedział, odsuwając się ode mnie, ukazując przy tym szereg białych zębów.
- Miło mi - odparłam, czując jeszcze szok związany z odwagą blondyna do nowo poznanych ludzi. W sumie już go polubiłam. Wygląda i zachowuje się jak taki kochany misiu. To dziwne, bo nie często lubię z początku nowo poznane mi osoby. Widocznie z nim jest inaczej.
Trochę przypomina mi Cece. Moja starsza siostra także zawsze podchodziła z otwartością do ludzi. Kochała poznawać innych i dzielić się z nimi doświadczeniami, czy radością. Zawsze była tą kochaną, lubianą i grzeczną siostrą. Ja za to nie przykładałam uwagi do zasad, ale lubiano mnie tak samo jak Cece. W końcu przecież byłam modelką. Modelki zawsze są lubiane i przyciągają do siebie ludzi.
- Idziemy zapalić? - z rozmyśleń wyrwał mnie Malik. Uśmiechnęłam się na myśl o 'dotlenieniu się'.
Zostawiliśmy Niall'a w kuchni. On i tak wolał coś zjeść, bo był głodny.
Na zewnątrz było już chłodniej, co powodowała późna pora. Jednak przez dużą ilość alkoholu znajdującego się w mojej krwi nie czułam aż takiego zimna. Tak, magiczne właściwości takich trunków mnie fascynują.
Podeszłam z Mulatem na jedną z ławek w ich ogródku. Zajęliśmy koło siebie miejsce. Zayn na chwilę w stanął z miejsca, wyjął paczkę papierosów z tylnej kieszeni swoich ciemnych dżinsów i ponownie usiadł. Z uśmiechem wypisanym na twarzy wysunął w moją stronę paczkę Marlboro.
- Dziękuję - powiedziałam, częstując się jednym.
- Proszę - odpowiedział szarmancko Zayn, wkładając jedną z fajek do ust. Z prawie pustego opakowania wyciągnął jeszcze zapalniczkę, którą po chwili wykorzystał do wiadomych rzeczy. Kiedy mi ją podał zrobiłam te same czynności co brunet. Przysunęłam źródło ognia do papierosa, zapaliłam zapalniczkę i odpaliłam Marlboro zaciągając się lekko.
- Widziałeś Lexi? - zapytałam, trzymając dym w płucach. Odchyliłam głowę do tyłu i wypuściłam dym do góry.
- Wyszła - spojrzałam na Mulata - Poszła już do domu, bo powiedziała, że nie może być zbyt długo i je kolację z rodzicami.
Mentalnie się zaśmiałam. Tak, Alexis na pewno poszła z imprezy by coś zjeść. Szczególnie ona. Poza tym wymyśliła by cokolwiek, na przykład, że śpi u mnie, by zostać tutaj. Coś za tym się kryło i muszę dowiedzieć się co.
Oczywiście nie chciałam nic mówić Zayn'owi. Moja przyjaciółka wkurzyła by się o to.
- No widocznie musiała - odparłam z uśmiechem - Zayn? - zaczęłam, patrząc na chłopaka.
- Hm? - zapytał, zaciągając się papierosem.
- Poznałam na razie czterech członków One Direction. Zastanawiam się - zamilkłam na chwilę, bo nie wiedziałam, czy nie jestem za wscipska - gdzie jest ten piąty. Jest was pięciu, prawda? - upewniłam się.
- Tak, masz rację - Zayn rozwiał moje wątpliwości - Liam musiał poważnie porozmawiać z dziewczyną.
- Aha - przytaknęłam, znowu wpuszczają i po chwili wypuszczając nałóg z płuc.
- Liam jest świetny - powiedział z uśmiechem Zayn - Na pewno go polubisz.
- Też tak sądzę - odparłam z uśmiechem, bawiąc się papierosem między palcami.
*Parę godzin później*
Niektórzy już się zawinęli, a ja pijana i nieogarnięta dalej imprezuję w domu One Direction. Krążyłam po ich mieszkaniu, nie bardzo wiedząc gdzie idę. Zamierzałam się już zbierać do wyjścia, gdy naglę usłyszałam jak drzwi wejściowe się otwierają. W progu stanął przystojny szatyn.
Przez chwilę patrzyłam się na niego.
- Hej, Liam jestem - podszedł bliżej, wyciągając w moją stronę dłoń.
- A, ten Liam - odparłam z uśmiechem, chwytając jego rękę - Leah.
- Impreza jeszcze się nie skończyła? - zapytał z lekkim zdziwieniem, słysząc muzykę dochodzącą z salonu.
- Ta, Louis zamierza się rozebrać - odpowiedziałam mu, widząc rozbawienie na jego twarzy dodałam - Ja już się zbieram, bo nie chcę tego widzieć.
- Odwiozę cię - zaproponował miło chłopak.
W sumie patrząc na mój stan lepiej byłoby, gdyby on mnie odprowadził.
- Super, może być - odparłam szczerząc się. Stanowczo nie panuje nad swoimi ruchami, kiedy jestem pijana.
W aucie gadałam głównie ja, a Liam skupiał się na drodze co jakiś czas śmiejąc się z moich opowieści.
- Czemu wolałeś być u dziewczyny, a nie na imprezie?
Jestem idiotką. Nie zadaje się takich pytań ludziom. Zwłaszcza, że nie zna się ich bardzo dobrze. Jednak alkohol działa na mnie jak działa i nic nie da się z tym zrobić.
- Musiałem z nią porozmawiać - odparł, momentalnie poważniejąc.
- I już jest okej? - zapytałam, lekko się uśmiechając.
Chłopak nerwowo oblizał usta.
- Nie jesteśmy już razem - odparł bez emocyjnie.
Zauważyłam, że mocniej zacisnął dłonie na kierownicy. Coś musiało być nie tak. Od razu pożałowałam, że zaczęłam ten temat.
- Przepraszam, że pytałam - szepnęłam cicho.
- Nic się nie stało Leah - pokręcił głową, sztywno się śmiejąc - Tak wyszło.
Podziękowałam mu, gdy tylko mnie odwiózł i chwiejnym krokiem ruszyłam do bramy. Ledwo co szłam na schodach. Weszłam do jak zwykle otwartego mieszkania. Wkurza mnie, że Justin nie zamyka drzwi. Zatrzasnęłam wejście i poszłam do sypialni.
- Co robisz? - zapytałam Walker'a.
W ręku trzymał pustą butelkę wódki, a na podłodze walało się parę tabletek. Czułam, że buzuję.
- Nie było cię, a miałem zepsuty humor - odparł, patrząc na mnie swoimi mocno zaczerwionymi oczami - Wziąłem sobie i odpoczywałem. Ale niestety mija mi faza kotku.
- Nie mów tak do mnie - syknęłam. Byłam cholernie zła. Zawsze dzielimy się działką, na którą oboje ciężko pracujemy.
- Nie bądź zła Ruda - powiedział, wstając z miejsca - Poimprezujmy - dodał uśmiechnięty.
- Nie będziemy imprezować debilu! - krzyknęłam rzucając swoja torbę i kurtkę na podłogę. Podeszłam do niego - Jesteś frajerem.
- Niby czemu? - zapytał, obojętnie na mnie patrząc.
- Bo wziąłeś beze mnie!- krzyknęłam, uderzając go w pierś. Chłopak lekko drgnął. Moje ruchy i tak były za słabe na mocne skrzywdzenie go.
- Ty poszłaś się zabawić - odparł, lekko podirytowany - Ja też chciałem.
Nie wytrzymałam. Jedna z moich rąk powędrowała w stronę policzka Justin'a. Chłopak ją zatrzymał, ściskając za nadgarstek. Syknęłam, czując ból.
Popatrzyłam na Walker'a. W jego oczach dostrzegłam pożądanie, które przeniósł na moje usta, całując je namiętnie. Kiedy puścił moją rękę złapałam tył jego głowy, przybliżając do swojej. Podniecenie rosło. Złapałam za końcówki koszulki chłopaka i ją ściągnęłam, na chwilę przerywając pocałunek. I moja koszulka szybko znalazła swoje miejsce na podłodze. Ze spodniami było trudniej. Kiedy moje szorty, w końcu zsunęły się na kostki, energicznie z nich wyszłam. Zajęłam się rozporkiem Justin'a. Chłopak za to obdarzał moją szyję namiętnymi pocałunkami, gdzieniegdzie ją gryząc. Zostały zdjęte i jego spodnie.
- Poczekaj - wysapał, kiedy ponownie złączyłam nasze usta.
Łapiąc mnie za biodra, pociągnął nasze ciała do tyłu. Po chwili się zatrzymał, lekko schylił i sięgnął po prezerwatywę leżącą na komodzie. Uśmiechnęłam się cwaniacko, bo wiem, że zawsze jest tam jedna prezerwatywa w razie takich właśnie sytuacji.
Popchnęłam chłopaka na łóżko. Błądził po moich plecach, szukając zapięcia od stanika. Kiedy poczułam, że materiał się luzuję zagryzłam wargę chłopaka, lekko pociągając ją do tyłu. Justin wyrzucił stanik na podłogę, gdzie już walało się dużo ubrań.
Pragnęłam go bardziej. Poczułam jak jego ciepłe wargi zjeżdżają na mojego prawego sutka. Ssał i gryzł delikatną skórę, a ja jęczałam z podniecenia. Po kilku sekundach przeszedł na drugą pierś, by poświęcić jej tyle samo czasu co poprzedniej. Bawiąc się jego gumką od bokserek czułam jak jego penis twardnieje. Jego język wił się w moich ustach, a ciało było coraz bardziej wiotkie. Nie czekając już dłużej ściągnęłam z niego bieliznę. On nie próżnował, gdyż zrobił to samo ze mną. W tym momencie leżeliśmy cali rozgrzani i nadzy na łóżku pełni pożądania i dotyku. Justin odchylił się lekko ode mnie, zakładając na całą swoją wielkość gumkę.
Nagle poczułam jego język na mojej szyi. Nie trwało zbyt długo, gdy odczułam jak we mnie wchodzi. Całe moje ciało zadrżało na moment, by później odczuć przyjemność. Chłopak poruszał się w dość podniecający sposób. Najpierw robił to delikatnie tak jakby nie chciał mi zrobić krzywdy. Jednak z czasem jego ruchy było coraz szybsze i gwałtowniejsze. Można było usłyszeć nasze jęki, które w jakiś sposób ze sobą grały. Gdy Justin przyśpieszył swoje ruchy wiedziałam, że za chwile dojdzie, a ja razem z nim.
Zaśmiałam się głośno, kiedy położył się obok i odsapnął.
- O taką zabawę mi chodziło - powiedział z uśmiechem, odchylając głowę w moją stronę.
- Zamknij się - odparłam, waląc go w gołą klatę.
Odwróciłam wzrok na sufit.
To się zdarzyło. Już nie raz. Bawiliśmy się ze sobą. Sex, nie oparty na żadnych uczuciach. Bo ja i Justin jesteśmy zrażeni do miłości. Nienawidzimy tego, że kiedyś nas obojgu skrzywdziła. Może to nas połączyło? Justin zaczął brać przez nieudany związek z pewną dziewczyną. Ja poniekąd też związałam się z tym nałogiem bardziej, gdy właśnie cenione przez wielu ludzi uczucie napluło mi w twarz. Bo tak właśnie odczuwam miłość. Przez nią wiele się w moim życiu zmieniło, zepsuło.
Tyle, że pamiętam to uczucie do dziś. Jakby wypaliło ślady na mojej skórze, chcąc przypominać mi o tym jak bardzo GO kochałam. Jaka naiwna i bezmyślna byłam poddając się jego uczuciom. Przegrałam, jak zawsze.
- Jus - mruknęłam do chłopaka - Tęsknisz czasem za nią?
Justin wiedział dobrze o kogo chodzi. Popatrzył w inną stronę, zaciskając wargi.
- Trzeba kupić nowy towar - wyszeptał, łamiącym się głosem.


Trochę inny rozdział. Niektóre sceny mogły przyprawić was o szok. Ostatnią sytuacje pomogła mi napisać Nat (Lexi) ;p Tak więc podoba nam się, że więcej was komentuje, ale jak wiadomo mamy wieczny niedosyt  ;) Wyrażajcie swoje opinie! <3 Kocham was i ściskam mocno /Leah

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Rozdział 3

<Alexis>

Szłam niepewnie w stronę gabinetu mojej menadżerki. Po próbach do pokazu, który odbędzie się za tydzień prosiła mnie o rozmowę. Mówiła, że to pilne. Może mi znowu chce wypomnieć moją wagę czy to, że jestem za bardzo rozproszona. Zawsze znajdzie jakieś małe gówno, które niby zagraża całej mojej karierze. Kim nie ma rodziny. W sumie to się nie dziwie, że nikt jej nie chce. Potrafi tylko zrzędzić i widzi w człowieku wyłącznie wady. Jest jak zaprogramowany robot do pracy. I to samo próbuje zrobić ze mną. Zniszczyć we mnie wszystkie uczucia.
Gdy już znajdywałam się pod gabinetem mojej menadżerki lekko przełknęłam ślinę ze zdenerwowania. Zapukałam delikatnie w drzwi i uchyliłam je. Moim oczom ukazała się nie za wysoka postać kobiety o pięknych długich, blond włosach. Odwróciła się w moją stronę, a na jej twarzy pojawił się sztuczny uśmiech.
- Alexis kochanie, siadaj - wskazała na dwa fotele, które znajdywały się tuż koło stolika do kawy.
Niepewnym krokiem ruszyłam w ich stronę. Usiadłam na jednym z nich, po czym wpatrywałam się w ruchy Kim. Kobieta wzięła ze swojego biurka coś i usiadła na przeciwko mnie.
- Wiesz co to jest ? - zapytała
- Gazeta - odpowiedziałam lekko drżącym głosem
- Jesteś mądrzejsza niż się wydaje kwiatuszku - powiedziała sarkastycznie, a ja tylko przewróciłam oczami - W każdym bądź razie każda gazeta ma swoją okładkę. A ta ma ją bardzo i to bardzo ciekawą - pokazała mi magazyn, a przed moimi oczami pojawiło się moje zdjęcie.
Przez chwilę patrzyłam w totalnym osłupieniu.
- A-ale czemu tu jest z-zdjęcie. Moje zdjęcie ! - wydukałam na jednym oddechu
- Bo widzisz słoneczko. Ostatnio widziano cię z niejakim Harrym Styles'em w klubie. Niektórzy w to wierzą inny nie. Jednak mi ta sprawa obojętna nie jest - zaczęła tłumaczyć wstając z fotela. Przypominałam sobie ostatnie parę dni i kto to może być ten cały Harry Styles - Przez tą jakże piękną, małą okładkę zawróciłaś w świecie mody. Od wczoraj mam wiele telefon z pytaniem 'kim jest Alexis Collins ?'. A wiesz co jest najlepsze ? - zapytała podchodząc do mnie
- Co ? - wpatrywałam się w jej brązowe oczy i widziałam już, że coś kombinuję
- Że mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia - odparła szczęśliwa - Masz zbliżyć się bardziej do tego młodzieńca. Nie obchodzi mnie jak, ale masz to zrobić. Staniesz się jego dziewczyną. Będziecie się publicznie pokazywać okazywać sobie miłość i takie tam drobnostki. Ludzie was pokochają - stwierdziła na koniec jakby chciała mnie do tego planu bardziej przekonać.
Ja jednak nie byłam do niego przekonana.
Nagle w mojej głowie zapaliło się światełko, a ja już dobrze wiedziałam o jakiego 'młodzieńca' jej chodzi. Zapewne mówi o tym Loczku, który chyba nie przepada za mną. W sumie to ja za nim też nie. Z jednej strony to śmieszne, a z jednej trochę przykre, że znamy się tak krótko i już czujemy to siebie takie obrzydzenie. Nie wiem, czy on uważa tak samo, ale na pewno nie powinien przepadać za osobą, którą nazwał suką. Jak na złość ten plan robił się coraz bardziej niemożliwy.
Po pierwsze. Niestety nie umiem obcemu mężczyźnie okazywać uczucia. Po drugie. Jestem przekonana, że ten plan nie wypali. I po trzecie. Jak mam rozkochać w sobie kogoś kto mnie nienawidzi. A do tego wszystkiego dochodzi to, że jest gwiazdą. Zacznijmy od tego kto i kiedy widział mnie z nim w tym klubie. Jak w ogóle do tego doszło.
- To chyba nie jest za dobry pomysł Kim - odważyłam się jej sprzeciwić. Wow. Czuję taką wewnętrzną siłę i lekką dumę z tego co zrobiłam.
- Alexis kochanie. Naiwne i niewdzięczne dziecko. Powiedz mi kto przez ostatnie kilka lat troszczył się o twoją karierę. Kto sprawił, że z brzydkiego kaczątka zmieniłaś się w pięknego, w sumie to nie do końca idealnego łabędzia. No kto? Nie twoja mamusia. Nie twoja urocza przyjaciółka. Nikt inny tylko ja. Więc uwierz mi to dla twojego dobra. Przez tego chłopaka możesz mieć karierę o jakiej ci się nawet nie śniło. Będziesz chodzić po najsławniejszych wybiegach. Mieć sesję z legendami. A co najważniejsze. Możesz być
jedną z wielkich naprawdę wielkich modelek na świecie. Tylko nie możesz tego zmarnować. Nie zmarnuj tej szansy. Bo może się już taka nie powtórzyć - spojrzała na mnie i wiedziałam, że ma rację. Wiedziałam, że jeśli chcę być znaną modelką muszę łapać okazję. Nawet tak beznadziejne i tak bezsensowne jak ta.
- Dobrze. Zrobię to - cała duma i odwaga zniknęła. Pojawiła się tylko pustka.
- Cudownie. Grzeczna dziewczynka. Tylko uśmiechnij się jeszcze - powiedziała, a ja lekko się zaśmiałam
- To ja już pójdę - podniosłam się z fotela i udałam się w stronę wyjścia
- Spotykamy się jutro na próbie. Pamiętaj. Za wszelką cenę zdobądź serce tego chłopaka - krzyknęła
Szłam wąskim korytarzem. Zastanawiałam się co mam teraz zrobić. Najchętniej zapadłabym się pod ziemię i wstała jak tylko świat ogłosi, że najlepszą modelką wszech czasów jest Alexis Collins. Tak. To było moje wielkie marzenie. Zostać światową modelką. Dlatego zrobię to co powiedziała mi Kim. Będę dziewczyną Harrego Stylesa i pokażę wszystkim do czego jestem zdolna. Zajdę na sam szczyt, a może i jeszcze dalej.
- Hej Lexi - zabrzęczało mi coś w uszach i po chwili ujrzałam Megan
- Hej kochanie - odparłam wesoło szatynce
Megan też jest modelką. Jest naprawdę świetna. Jej ciało jest idealne, a twarz perfekcyjna. Mimo tego, że zawsze jej zazdrościłam wyglądu starałyśmy sobie pomagać. Jest naprawdę dobrą osobą, na którą zawsze mogę liczyć.
- Jak tam przygotowania do pokazu ? - zapytała
- Jak to przygotowania. Dużo zamieszania i krzyku, ale nie mogę się już doczekać soboty - odpowiedziałam - A co u ciebie ?
- A w sumie to nic ciekawego - wzruszyła ramionami - na razie nie mam żadnej propozycji i wątpię, żeby w najbliższym czasie coś się pojawiło
- E tam, jesteś cudowna, na pewno ktoś zaraz się do ciebie zgłosi, a jak tego nie zrobi to będzie miał do czynienia ze mną - zaśmiałam się, a Megan od razu poprawił się humor
- Miejmy nadzieję - westchnęła - No to ja cię nie zatrzymuję, bo zapewne idziesz do swojego amanta
- Nie, nie ja...- nie dokończyła, gdyż brązowo oka weszła mi w zdanie
- Wszystko mi opowiesz następnym razem, pa kochanie - pocałowała mnie w policzek i pognała przed siebie.
Cudownie. Teraz już każdy wie, że jestem dziewczyną Harrego Styles'a. Szkoda tyko, że ja o niczym nie wiedziałam. On zapewne też nie wie.
Szybkim krokiem ruszyłam na zewnątrz. Świerze powietrze pomogło mi oczyścić głowę z tych wszystkich myśli. Podążyłam w kierunku mojego samochodu. Wsiadłam do środka i zrelaksowałam się układając wygodnie w fotelu. Odpaliłam silnik, głośno westchnęłam i ruszyłam. Mam nadzieję, że moi rodzice nie widzieli tego zdjęcia. Byłabym martwa jeśli by się o tym dowiedzieli. Już nawet nie chodzi o sam fakt, że widziano mnie w klubie z jakąś rozpieszczoną gwiazdką tylko o to, że ich okłamałam. Miałam być w tym czasie u koleżanki. Żałuję, że właśnie tak nie było. Zapewne wtedy nie musiałam się gorączkować jak mam zrobić to czego jeszcze nigdy nie robiłam. Czyli rozkochać w sobie kogoś. A dokładnie sławną osobę. Na pierwszy rzut oka niemożliwe. Ale w końcu nazywam się Collins. Dla nas nie ma rzeczy niemożliwych.
Za nim się obejrzałam stałam już przed swoim domem. Wyszłam z pojazdu zostawiając go na podjeździe. Moje serce zaczęło bić o trylion razy mocniej niż wcześniej. Poczułam suchość w gardle i nie miłe kłucie w żołądku. Pociągnęłam gwałtownie za klamkę i zaczęłam biec w stronę swojego pokoju.
- Alexis - usłyszałam spokojny głos mojego ojca i automatycznie moje źrenice wzrosły
- Tak ? - zeszłam z pierwszego schodka, na który udało mi się wcześniej wejść
- Podejdź tu - ruszyłam, wiec za dźwiękiem głosu taty.
Siedział na kanapie w salonie i z jego wyrazu twarzy mogłam wyczytać niezadowolenie.
- Chcesz mi coś powiedzieć ? - spytał
Niestety przez moje zdenerwowanie nie usłyszał żadnej odpowiedzi.
- Nie wiedziałem, że masz chłopaka - zaczął - Przydałoby się go przedstawić twojemu staruszkowi, aż tak
się mnie wstydzisz ? - zażartował
Kamień spadł mi z serca. Moje oczy przybrały normalny rozmiar, a ciało przestało się trząść. Spojrzałam na tatę, który podszedł do mnie
- Przepraszam - westchnęłam przez lekki uśmiech - Nie chciałam was okłamywać, ale mama...- po raz kolejny w dniu dzisiejszym ktoś wchodzi mi w słowo
- Wiem jaka jest mama. Ale mi możesz mówić o wszystkim. Uwierz mi nie jestem szczęśliwy dowiadując się o takich rzeczach z gazety - odparł pokazując mi magazyn - Nie martw się nie powiem mamie, tylko następnym razem wszystko mi mówisz
- Oczywiście - uśmiechnęłam się do niego i go przytuliłam
- No, a jak ma na imię ten szczęśliwiec, który skradł ci serce ? - zapytał dziwnie poruszając brwiami
- Wiesz, wracając do tej sprawy ze wstydzeniem się mojego staruszka...- spojrzałam na niego i zaczęłam się śmiać, a on zrobił obrażoną minę
- Oh, czuję się zraniony - westchnął, a ja nie mogłam opanować śmiechu
- I z czego się tak śmiejecie, pomagać mi w zakupach - powiedziała mama, która właśnie przeszła przez salon kierując się z siatką z różnymi produktami do kuchni.
Szybkim krokiem udałam się na zewnątrz i wyjęłam z bagażnika samochodu mojej mamy zakupy. Podążyłam tam, gdzie znajdywała się moja rodzicielka.
- I jak wam idzie ? - zapytała nagle rozpakowując rzeczy
Wiedziałam dobrze, że chodzi jej o modeling. Bo o czym innym mogła ze mną rozmawiać.
- Ym, dobrze. Nawet bardzo dobrze - uśmiechnęłam się do niej, a ona to odwzajemniła
- Mam nadzieję, że wszystko pójdzie idealnie - odparła powracając do swoich zadań
- Ja też - potwierdziłam i poszłam w stronę swojego pokoju
- Za chwilę obiad - krzyknęła mama
- Nie jestem głodna - odpowiedziałam wchodząc do pomieszczenia
Usiadłam po turecku na łóżku i wzięłam na kolana swojego laptopa. Wpisałam w wyszukiwarkę imię i nazwisko mojego 'chłopaka', by zobaczyć kim dokładnie jest. Nie musiałam długo szukać. Zaraz ujrzałam mnóstwo zdjęć chłopaka, różnego rodzaju wywiady i co najważniejsze wiem kim jest. Jak mogłam tego nie wiedzieć. Mnóstwo razy słyszałam o zespole One Direction. Dobrze wiem, że uczestniczyli w jakimś talent show i są naprawę popularni. Jednak nie moje gusta muzyczne i szczerzę to nigdy nie miałam czasu na przeglądaniu plotkarskich gazet czy oglądaniu jakiś programów.
Z rozmyśleń wyrwał mnie dźwięk telefonu. To była wiadomość od mojej przyjaciółki. Napisała, że wczoraj poznała jakiegoś chłopaka i zaprosił ją dziś na grilla. Fu. Jak można jeść tak tłuste rzeczy. Jednak wiem, że Leah nie da mi spokoju jak z nią tam nie przyjdę, wiec zgodziłam się. Odrzuciłam komputer na łóżko i ruszyłam w stronę łazienki ogarnąć się. Po drodze wyciągnęłam jakieś ciuchy z szafy i poszłam wziąć prysznic. Nie trawo to zbyt długo. Następnie ubrałam na siebie biały t-shirt z granatowymi paskami, do tego pomarańczową spódniczkę, a na nogi założyłam granatowe conversy. Wysuszyłam włosy i pozostawiłam je rozpuszczone. Pomalowałam się, a na swoją lewą rękę założyłam parę bransoletek. Gotowa do wyjścia udałam się do swojego pokoju po białą torebeczkę, do której pakowałam swojego iPhona, kosmetyczkę oraz kluczę do domu. Wychodząc z pokoju weszłam jeszcze na chwilę do kuchni.
- Idę z Leahą do kolegi na grilla. Będę wieczorem - oznajmiłam mojej mamie, która najwidoczniej była zajęta obiadem - słyszałeś tato - odwróciłam się w jego stronę
- Tak, tak idź. Tylko bez żadnych głupot - uśmiechnęłam się do niego i szybkim krokiem wyszłam z mieszkania.
Ruszyłam w stronę mojego czarnego auta wyciągając kluczyki z torebki. Wsiadłam do pojazdu i wyjechałam ostrożnie na ulice. Popatrzyłam na mój wyświetlacz w telefonie. Była godzina szesnasta trzydzieści. Rudo włosa napisała mi, że impreza zaczyna się koło siedemnastej. Mój kurs obrał dom Leah, który znajdował się jakieś dwadzieścia minut stąd. Zaczęłam trochę przyśpieszać chcąc jak najszybciej dotrzeć do wyznaczonego mi celu. Zanim się obejrzałam  znajdowałam się już na osiedlu mojej przyjaciółki.
- Hej - podskoczyłam lekko słysząc wesoły głos mojej przyjaciółki, która właśnie wsiadała do mojego auta
- Boże Leah, nie strasz mnie tak - westchnęłam i wyjechałam ponownie na ulice - gdzie jedziemy ?
- Na Harley Street 4 - odparła moja przyjaciółka
- Już się robi - powiedziałam gwałtownie skręcając w lewo
Po jakiś dwudziestu minutach jazdy znajdowaliśmy się na dosyć bogatej ulicy. Moje oczy napawały się widokiem pięknych willi. Były o sto razy lepsze od mojej. Westchnęłam cicho i popatrzyłam na Leah. Można powiedzieć, że chyba też chodziło jej po głowie wygląd tych wszystkich domów. Gdy bardziej przyglądnęłam się niebieskookiej zauważyłam, że ma na sobie krótkie, dżinsowe szorty i do tego zwyczajną czarną bluzkę. Na jej nogach były czerwone conversy za kostkę.
Po chwili zaparkowałam na krawężniku i spojrzałam na pewien dom z którego słychać było muzykę
- Jesteśmy - stwierdziłam odpinając pas
Wyszłam z auta razem z moją przyjaciółką i udałyśmy się pod drzwi. Bez sensu było pukać bo i tak by nikt nam nie otworzył przez ten hałas. Wnętrze było dosyć chaotyczne. Może to dlatego, że pełno ludzi plątało się po pomieszczeniach i różne kubki i butelki walały się po podłodze.
Nagle podszedł do nas jakiś szatyn.
- Hej Leah. Fajnie, że przyszłaś - odparł miło wpatrując się w oczy mojej przyjaciółki
Ona lekko się uśmiechnęła do niego. Halo. Też tu jestem.
- To jest Lexi. Moja przyjaciółka, o której ci opowiadałam - no w końcu mnie zauważyli
- Modelka jak dobrze pamiętam. Miło mi jest cię poznać - chwila, chwila.
Dopiero teraz zauważyłam, że skądś znam tę twarz. Nieskazitelna cera, idealnie ułożone włosy.
- Jestem Zayn - To jeden z tego zespołu - Zaraz przyniosę wam coś do picia
Powiedział, po czym odszedł a ja wpatrywałam się w niego nie wierząc gdzie właściwie jestem.
- Zabrakło ci języka w gębie - odchrząknęła moja przyjaciółka tracąc z pola widzenia bruneta
- Ja-ja, ja muszę iść do toalety.
Szybkim krokiem udałam się na górę nie mając bladego pojęcia gdzie jest toaleta. Jedyne co chciałam zrobić to uciec z tego domu. Z domu One Direction. Myśl Alexis, myśl jak się stąd wydostać.
- Szukasz czegoś ? - usłyszałam ciepły głos za swoimi plecami
Szerze to bałam się odwrócić, bo wiedziałam do kogo należał. Ok. Teraz trzeba się skupić i włączyć uwodzicielską stronę Lexi.
- Ym, właściwie to nie mogę znaleźć łazienki - popatrzyłam w jego jasne zielone oczy, a kiedy dostrzegł
kogo ma przed sobą od razu przyciemniały
- Jest na końcu korytarza po lewej - odparł oschle
- Dzięki - wymamrotałam i nagle mój organizm ogarnęła pewność siebie. Coś co czuję tylko na wybiegach i przed obiektywem - Słuchaj chciałam przeprosić za moje wcześniejsze zachowanie. Powinnam dać pomóc sobie takiemu przystojniakowi.
Nagle jego twarz całkiem się rozświetliła, a ja mogłam napajać się widokiem jego pięknych dołeczków. Podeszłam bliżej do chłopaka i delikatnie dotknęłam jego ręki.
- Czy jest jakaś rzecz, którą mogłabym dla ciebie zrobić - szepnęłam mu do ucha - w ramach rekompensaty - poczułam jak swoją ciepłą ręką błądzi po moich ciele
- A co masz mi do zaoferowania ? - odparł cicho
Flirciarz. Nie lubię takich, ale no muszę pamiętać o obietnicy, której złożyłam dziś rano Kim.
- Dużo panie Styles. Bardzo dużo - nagle poczułam jego wargi na moich
Swoje palce zwinnie zaplotłam w jego bujne, kasztanowe loki. Trzeba przyznać, że całował świetnie. Nasze języki wiły się walcząc o dominację. Jego ręce zjechały na moje pośladki ściskając je. Jęknęłam czując pożądanie. Nie wiem co się ze mną działo, ale nie mogłam się od niego oderwać.
- Zwolnijcie gołąbeczki - usłyszałam czyjś głos i z przerażeniem odsunęłam się od Loczka - Hej jestem Louis - podszedł do mnie i wyciągnął rękę w moją stronę
- L-lexi - wydukałam drżącym głosem
- Wydaje mi się, że łóżko Harrego jest wygodniejsze od korytarza - zaśmiał się chłopak
- Czego chcesz Lou ? - warknął niezadowolony Styles
- Przyszedłem tylko oznajmić tobie, że jak chcesz coś zjeść to lepiej zejdź na dół - odparł, po czym ruszył w stronę schodów
Poprawiłam swoją bluzkę i spojrzałam na rozdrażnionego bruneta. Widać było w jego oczach niedosyt. Brawo Lexi powoli plan zaczyna działać. Podeszłam do niego powili i nachyliłam się do jego ucha.
- Jeszcze to dokończymy - szepnęłam i niemal czułam pojawiający się uśmiech na twarzy Harrego
Dumnym krokiem udałam się na parter. W myślach przybiłam sama ze sobą piątkę. Przede mną jeszcze długa droga do serca Styles'a, ale jak już mówiłam dla Collinsów nic nie jest niemożliwe.


Rozdział wyszedł mi długi i mam nadzieję, że się wam spodoba. Mamy już nico wyjaśnione, a pro po życia Alexis. Praktycznie wszystkie postacie już poznaliście. Jak macie jakieś pytania to zadawajcie je na naszym asku. Proszę o wasze komentarze, które w jakiś sposób nas motywują do dalszego pisania. /Lexi

czwartek, 6 czerwca 2013

Rozdział 2

<Leah>

- Leah, co to jest? - zapytała Cece. Mój wzrok automatycznie podążył w stronę jej ręki, gdzie trzymała mały pojemniczek z tabletkami.
Popatrzyłam przez chwilę w jej oczy. Nie wiedziałam co powiedzieć. Moja siostra nie wiedziała o tym, że biorę. Szczególnie, że zaczęłaby się o mnie martwić. Co gorsza, o wszystkim powiedziałaby rodzicom.
- Mam powtórzyć pytanie? - zapytała głośniej, dobitniej. W głębi duszy cieszyłam się, że ani mamy, ani taty nie było w domu.
- Yhm, lekarstwa - wytłumaczyłam po chwili zamyślenia. Od razu uświadomiłam sobie, że to może być najgorszy pomysł. Przecież moja siostra nie jest głupia, jestem początkującą modelką, a wiadome, że za tą branżą zawsze stoją narkotyki. Ja akurat w to się wplątałam.
Cece poprawiła się na miejscu i cicho zaśmiała, kręcąc przecząco głową. Poczułam, że moje gardło robi się suche i zaraz siostra zacznie się na mnie drzeć.
- Masz mnie za skończoną idiotkę? - zapytała z pogardą, po czym rzuciła mi pod nogi pudełeczko z tabletkami - Myślałam, że mówimy sobie o wszystkim i mi ufasz.
- Ufam ci, ale nie mogłam powiedzieć, że zaczęłam brać - starałam się wyjaśnić wszystko. W końcu wiedziałam, że się to wyda. Nie sądziłam, że nadejdzie to tak prędko - Musisz zrozumieć, bałam się, że powiesz o wszystkim rodzicom.
Cece stała tam, utrzymując swój pusty wzrok na mojej osobie. Ruszyłam z siedzenia i podeszłam do niej, ale ona się odsunęła.
- Skończ z tym - powiedziała, wyjmując przed siebie ręce, jakby się mnie bała. Zamknęła mocno powieki, a ja poczułam ukucie w sercu - Odezwij się jak rodzina stanie się ważniejsza niż ten zasrany modeling i prochy - dodała, po czym wyszła z mieszkania.
Właśnie straciłam jedną z najbliższych mi osób.
- Słyszysz mnie? - z wspomnień wyrwał mnie głos Justin'a.
Odruchowo z pozycji leżącej podniosłam się i usiadłam na łóżku. Zawsze gdy jestem sama i rozmyślam dopadają mnie wspomnienia. To coś czego chciałabym najbardziej pozbyć się z mojego umysłu.
- Ruda, co z tobą? - zapytał ponownie. Tym razem ujrzałam go już w progu do pokoju.
Zmierzyłam chłopaka od stóp, do samej głowy. Miał na sobie tylko szare, dresowe spodnie. Odsłonięta klatka piersiowa prezentowała nieprzesadne, ale cudowne mięśnie chłopaka. Po chwili zatrzymałam wzrok na jego zatroskanych, brązowych oczach.
Dopiero teraz dotarło do mnie, że jeszcze się nie odezwałam.
- Zamyśliłam się - powiedziałam, zaczesując rozczochrane włosy do tyłu - Co chciałeś?
Jus oblizał usta i sięgnął po białą koszulkę, która była przewieszona przez krzesło. Po chwili już miał ją na sobie.
- O czym myślałaś? - zapytał, jak zawsze unikając moich pytań - O mnie? - dodał ze swoim cwaniackim uśmieszkiem.
- Chciałbyś Walker - odparłam, udając sposób jego mówienia.
Przyjaciel usiadł obok mnie i popatrzył, już mniej rozbawiony.
- Przypomniała mi się sytuacja kiedy ostatni raz widziałam Cece - wytłumaczyłam, patrząc na okno, stojące blisko łóżka - Wtedy, kiedy znalazła u mnie narkotyki i się wyprowadziła.
Blondyn spoważniał.
- Wiem, opowiadałaś mi o tym - odparł, kładąc mi rękę na udzie - Jest szansa, że kiedyś ją zobaczysz - dodał, lekko się uśmiechając.
Zawsze we mnie wierzy. Naiwny.
- Tak samo jak przestanę brać narkotyki, przywrócą mnie do agencji modelek i pogodzę się z rodzicami? - zapytałam sarkastycznie - W bajki wierzysz Jus?
Lekko się zaśmiałam i podniosłam z łóżka. Zabawne, że po wczorajszej imprezie nie odczuwam kaca. Widać do wszystkiego można się przyzwyczaić.
- Gdyby nie to wszystko co ci się stało, to nie poznałabyś mnie - powiedział po chwili, kiwając się na łóżku - I teraz nie bawiłabyś się tak wspaniale - dodał, ze śmiechem.
Uśmiechnęłam się lekko.
- Też prawda - pozwoliłam sobie przyznać mu rację, po czym ruszyłam do kuchni.
Nie trwało to długo, ponieważ kuchnia znajduję się tuż obok. Nie mamy dużego mieszkania. Jeden pokój, salon, korytarz, kuchnia, łazienka. Jakoś sobie radzimy. I tak nie byłoby nas stać na nic lepszego. W końcu pierwszą część naszej pensji wydajemy na ciuchy, jedzenie i inne potrzebne rzeczy, następną na opłaty mieszkania, a kolejną na narkotyki, papierosy i alkohol.
W kuchni spostrzegłam pustą butelkę Jack Daniels'a i zgaszonego papierosa. Usłyszałam za sobą kroki i już po chwili Justin był w pomieszczeniu.
- Wypiłeś końcówkę? - zapytałam, unosząc butelkę do góry.
Nie ukryję, że byłam zła, bo mógł się podzielić, a poza tym Jack nie należy do tanich alkoholi. Justin zaśmiał się, co mnie od razu podirytowało.
- Twoja przyjaciółeczka dopiła resztę - powiedział z rozbawieniem.
Naglę uświadomiłam sobie, że wczoraj do domu wróciła z nami Alexis. Kompletnie o niej zapomniałam.
- Kiedy to wypiła? - zapytałam, odstawiając butelkę na wcześniejsze miejsce.
- Jak się położyłaś to ona jeszcze piła tu wodę - wytłumaczył spokojnie - Ale przerzuciła się na coś mocniejszego.
Uśmiechnęłam się do przyjaciela.
Usłyszałam ciche kroki i po chwili w kuchni zjawiła się Lexi.
- Hej piękna - przywitał się z nią Justin. Jego radość nie została odwzajemniona. Blondynka skrzywiła się i podeszła do lodówki, mijając mnie po drodze. Wyjęła ze środka wodę, którą od razu zaczęła pić, po odkręceniu korka oczywiście.
Popatrzyłam na nią z lekkim rozbawieniem, po czym przeniosłam wzrok na zegar.
- Zbliża się szesnasta - wyczytałam na głos - Nie masz dzisiaj żadnych pokazów i innych rzeczy? - dodałam, pytając się Lexi.
- Dziś mam dzień wolny, ale jutro za to Kim zawaliła mnie wszystkim - wytłumaczyła przyjaciółka, odstawiając napój do lodówki - Także zaraz muszę wychodzić.
- Ja i tak mam na dwudziestą do pracy - odparłam, przypominając sobie jak bardzo chętnie poszłabym dalej spać zamiast podawać drinki bawiącym się ludziom.
- Pójdę wziąć prysznic - powiedziała kierując się do łazienki.
- Pomóc ci? - zapytał wesoło Jus. W odpowiedzi blondynka ukazała mu środkowy palec i wyszła z pomieszczenia.
Justin uwielbia ją tak denerwować. Pamiętam, że gdy ją poznał próbował nawet ją poderwać, ale Lexi się nie dała. Teraz mają ze sobą stabilny kontakt.
Stwierdziłam, że jestem głodna, więc zajrzałam do lodówki. Oprócz dużej ilości alkoholi i dwóch butelek wody znalazłam gotową sałatkę. Wyjęłam pudełko z jedzeniem, po czym sięgnęłam po widelec i zaczęłam jeść. Nawet nie wiem kiedy Justin zniknął z kuchni. Oparłam się spokojnie o blat i kontynuowałam jedzenie.
- Słuchaj, idę po towar - kiedy znów pojawił się w pomieszczeniu miał już na sobie czarną kurtkę, pod spodem tą samą co wcześniej koszulkę. Jak zawsze nisko opuszczone na nogach, czarne rurki i białe supry.
Popatrzyłam na chłopaka, na chwilę przestając jeść.
- A ty dziś nie pracujesz ze mną? - zapytałam.
- Właśnie to rano chciałem ci powiedzieć - wytłumaczył opierając się o próg - Dziś jest z tobą chyba tylko szef. Poczekam na ciebie w domu, a jak wrócisz razem weźmiemy - obiecał z uśmiechem.
Odwzajemniłam gest chłopaka, po czym wróciłam do jedzenia, a Justin poszedł.
*dwie godziny później*
Po tym jak Alexis wyszła z łazienki tylko przez chwilę gadałyśmy. Blondynka musiała wracać do domu, żeby nie zmartwić za bardzo rodziców.
Teraz siedzę sama i dopada mnie nuda. W sumie powinnam się przyzwyczaić do samotności. Choć najczęściej jest ze mną Justin. Czasem trudno mi wysiedzieć bez niego w pobliżu. Mało kto mnie rozumie tak jak on. Jest jeszcze Lexi, ale nasza przyjaźń to coś bardzo, bardzo skomplikowanego.
Siedząc sięgnęłam po mój telefon, który jak zawsze znajdował się w pobliżu mnie. Mam jeszcze trochę czasu nim zacznę pracę.
Postanowiłam ruszyć pod prysznic. W kabinie miło się odprężyłam i myślami błądziłam po ciepłej wodzie, która  uderzała w moje ciało. Wyszłam z pomieszczenia, od razu kierując się do pokoju. W dużej szafie, którą dzieliliśmy razem z Justin'em znalazłam jakieś ciuchy. Ubrałam na siebie czarną bokserkę, jasne, lekko przetarte dżinsowe rurki i czarne converse'y. Podeszłam do biurka, gdzie stało lusterko i moje kosmetyki. Nałożyłam makijaż, po czym zajęłam się włosami. Wszystko nie wydawało się trwać długo, póki nie spojrzałam na zegar wskazujący wpół do dwudziestej.
Schowałam potrzebne mi rzeczy do czarnej, workowatej torebki i ruszyłam do wyjścia. Przed drzwiami włożyłam jeszcze na siebie brązową, skórzaną kurtkę, po czym wyszłam do pracy.
Na zewnątrz nie było za zimno. Do pracy chodzę na piechotę, ponieważ jest dwie ulice od mieszkania.
Kiedy weszłam do środka baru od razu poczułam w nozdrzach zapach alkoholu i papierosów. W sumie już się do tego przyzwyczaiłam.
- Cześć szefie - przywitałam się z moim pracodawcą, kiedy podeszłam już do barku z napojami - Jestem.
- W końcu mała - na jego zniszczonej przez papierosy i alkohol twarzy pojawił się uśmiech - Dziś ty stoisz za barem.
- Okej - odparłam, po czym okrążyłam mebel, żeby po chwili znaleźć się po drugiej stronie.
Wieczór mijał jak zawsze. W sobotę jest dużo bawiących się osób. Parę typów próbowało mnie poderwać, gówniary chciały kupić wódkę i jakiś rozwodnik żalił się na swoje życie.
- Co podać? - zapytałam się, podchodząc do przystojnego Mulata.
- Sex on the Beach poproszę - jego niezwykle ciepły i męski głos przyprawił mnie o ciarki. Uśmiechnęłam się, przez chwilę patrząc na chłopaka.
- Nie męczy cię ta praca? - zapytał po chwili, kiedy ja zabrałam się za przygotowywanie napoju.
- Nie, można poznać dużo ludzi i się napić - odparłam z uśmiechem, który nieznajomy odwzajemnił.
- Czyli tak to działa? - zapytał - Jakiś chłopak cie zagaduję i potem ci się przedstawia? - dodał, ukazując szereg białych zębów.
- Tak, mniej więcej - przytaknęłam ze śmiechem.
- Zayn Malik - przedstawił się, wyciągając do mnie dłoń. Zaprzestałam na chwilę robić drinka i uścisnęłam ją lekko.
- Leah Baker.
- To co pijemy? - zza pleców Zayn'a naglę pojawił się brązowowłosy, szeroko uśmiechnięty chłopak. Zajął miejsce koło mojego rozmówcy i przywitał się z nim uściskiem. W tym czasie skończyłam już napój i podałam go Malik'owi.
- Dzięki - uśmiechnął się miło.
- Co dla ciebie? - zwróciłam się do przyjaciela Zayn'a. Jego błyszczące, niebieskie oczy wskazywały na to, że już pił.
- Polecasz jakieś piwo? - zapytał rozbawiony.
- Piwo rozcieńczamy trochę z wodą, więc nie jest za dobre - odparłam z wzruszeniem ramion, na co chłopcy głośno się zaśmiali. Może mi nie uwierzyli.
- Poproszę to samo co mój przyjaciel - powiedział delikatnie.
Większość czasu przegadałam z nimi, oczywiście obsługując też innych ludzi. Dowiedziałam się, że ten drugi nazywa się Louis. Wymieniliśmy się numerami telefonów i obiecaliśmy sobie, że pójdziemy jeszcze na jakąś imprezę lub na kawę.
Przez cały czas wydawało mi się, że kojarzę skądś ich twarze.
Po czwartej szef pozwolił mi wracać do domu. Kiedy weszłam do otwartego mieszkania, zamknęłam drzwi na klucz. Zastałam Jus'a siedzącego na kanapie w salonie.
- Już skończyłaś? - zapytał uśmiechnięty.
- Tak - odparłam z uśmiechem - Masz? Od południa już miałam ochotę, żeby coś wziąć.
- Spoko ruda - wyjął z kieszeni małą folię z paroma tabletkami. Usiadłam obok niego - Ponoć dobry towar - dodał z cwaniackim uśmiechem.
Nie musiałam nic mówić, bo po chwili Justin wyjął z opakowania jedną tabletkę dla mnie i kolejną dla siebie. Sięgnęłam po piwo, stojące na podłodze koło kanapy, które Jus musiał pić. Położyłam tabletkę na język, popijając po chwili napojem. Chwilę później czułam, że cała zawartość mojej buzi już przechodzi przez moje gardło. Uśmiechnęłam się, podając przyjacielowi alkohol. Chłopak zrobił to co ja. Oparłam się o kanapę, wzdychając. Minęło sporo czasu. Zamknęłam oczy, by po chwili nagle je otworzyć i poczuć się lepiej.


Dużo rzeczy może was ciekawić, ale w następnych rozdziałach będzie wszystko się wyjaśniać. Tak, Justin tak jak Leah jest narkomanem :) Mamy nowego bloga tylko z Juju, oto link. Jakby co dodałyśmy parę nowych bohaterów do zakładki ;bohaterowie', więc jak chcecie zajrzyjcie xx Jest nam przykro, że mamy 19 obserwujących, a tylko 12 osób nam komentuję :(  Jeśli tak dalej pójdzie rozdziały będą dodawane coraz rzadziej .. To wszystko, dzięki <3 /Leah

niedziela, 2 czerwca 2013

Rozdział 1

<Alexis>

- Okej ostatnie ujęcia, Alexis kochanie przyłóż się trochę - krzyczała Kim
Jest moją menadżerką i strasznie wredną suką. Traktuje mnie jak przedmiot. Jak bankomat, który daje jej tylko zyski. Nigdy nie spyta czy może nie chciałabym zrobić sobie dnia wolnego, jak się czuję. Nie. Dla niej liczy się tylko to, żebym dobrze wychodziła na zdjęciach.
- Cudownie, na dziś to koniec. Dziękuję wszystkim - oznajmił fotograf.
Szybkim więc krokiem ruszyłam do stolika by napić się wody. Złapałam za szlafrok i założyłam go na moje półnagie ciało. Popatrzyłam jeszcze w kierunku Kim, która oglądała zdjęcia z fotografem. Rzuciłam tylko do nich krótkie 'wychodzę' i udałam się do swojej garderoby.
Lubiłam to robić. Sesje zdjęciowe to jedyna rzecz, w której czuję, że robię to najlepiej. Jestem modelką odkąd skończyłam 16 lat. Na początku trudno mi było przyzwyczaić się do tych wszystkich fleszów, obiektywów, stroi. Można powiedzieć, że nie do końca byłam przekonana do tego zawodu. Zaczęło się to od mojej mamy. Zawsze chciała, żebym była modelką. Od najmłodszych chodziłam z nią na różnego rodzaju sesje czy pokazy. W pewnym sensie byłam tym zauroczona. Widziałam te wszystkie długo nogie dziewczyny i gdzieś tam w głębi chciałam być takie jak one. Po latach ciężkiej pracy udało mi się osiągnąć swój cel. Jednak nie jestem do końca zadowolona z mojego wyglądu. Myślę, że czegoś mi brakuję. A nawet jestem przekonana, że nie jestem w pełni idealna. A muszę. Muszę mieć idealną sylwetkę.
Nagle poczułam jak na mój nagi brzuch wylewa się coś ciepłego. Zaszokowana pisnęłam i popatrzyłam się przed siebie. Stał tam dosyć wysoki brunet z burzą loków. Wyglądał całkiem uroczo.
- Jezu tak bardzo cię przepraszam - podszedł trochę bliżej, by wytrzeć resztki kawy z mojego brzucha
- Poradzę sobie - odsunęłam się kawałek i spojrzałam w jego duże, zielone oczy. Wyglądał na lekko wkurzonego
- Chciałem tylko pomóc - odparł chłodno, po czym mnie wyminął i odszedł jak gdyby nigdy nic
- Dupek - powiedziałam do siebie, a następnie ruszyłam dalej.
Po chwili znajdywałam się już w mojej garderobie. Wściekła chwyciłam za jakąś chusteczkę i zaczęłam ścierać z siebie resztki napoju. Boże jaki frajer. Nie dość, że wpadł na mnie i wylał kawę, to jeszcze miał pretensje do mnie.
Nagle usłyszałam dźwięk dzwonka mojego iPhon'a. Popatrzyłam na ekran telefonu, by zobaczyć kto dzwoni, po czym przyłożyłam słuchawkę do ucha.
- Hej Leah, co jest ? - powiedziałam wesoło do przyjaciółki
- Masz ochotę może na małą imprezę - cała Leah, bez sensu się jej pytałam po co dzwoni
- Jasne - odparłam
- To bądź w Drink Bar około dwudziestej - oznajmiła mi moja przyjaciółka
Popatrzyłam na zegarek, który wisiał na ścianie. Wskazówki wskazywały dziesięć po czwartej.
- Dobra - potwierdziłam, a następnie usłyszałam jak dziewczyna się rozłącza.
Widząc, że mój brzuch jest już całkowicie suchy zaczęłam ściągać z siebie ubrania z sesji. Włożyłam na swoje ciało moją bieliznę, a następnie założyłam biały, opinający t-shirt z dekoltem w kształcicie litery V,który włożyłam w krótkie, dżinsowe szorty. Na swoje stopy założyłam czerwone conversy, po czym złapałam za swoją torbę, okulary przeciwsłoneczne i wyszłam z pomieszczenia.
Udałam się do drzwi wyjściowych i zeszłam po schodach. Z tyłu budynku znajdował się parking. Szybkim krokiem ruszyłam w stronę mojego czarnego jaguara. Zaczęłam szukać w torebce kluczyków. Gdy tylko znalazłam je otworzyłam auto. Wsiadłam do pojazdu. Swoje rzeczy odłożyłam na miejsce pasażera. Włączyłam silnik i wyjechałam z parkingu. Mój dom znajdował się jakieś dwadzieścia minut stąd. Mieszkam w spokojnym miejscu na przedmieściach Londynu. Czasami jest to trochę irytujące, gdyż jestem osobą trochę zabieganą i mało przebywam w swoim domu. Jednak jest to idealne miejsce, gdzie można odetchnąć od codzienności. Miejsce, w którym chociaż na moment zapominam o swoich problemach. Mój dom nie należał do małych. Tato miał własną firmę, która zajmowała się projektowaniem wnętrz. Za to mama była znaną modelką. Niestety z nieznanych mi powodów zaprzestała swojej kariery. Może dlatego ma taki nacisk na mnie. Dąży do tego bym osiągnęła to co ona. No cóż rodziny się nie wybiera. Dzięki temu, że rodzice sporo zarabiali mogliśmy pozwolić sobie na luksusy. Jestem jedynaczką jednak rodzice nigdy mnie za bardzo nie rozpieszczali. Od małego musiałam zapracowywać sobie na różne rzeczy. Miedzy innymi na ich zaufanie. Udało to się dzięki idealnemu świadectwu. Przykre jest to, że tato uważa mnie za grzeczną córeczkę. Niestety jest inaczej. Moje życie polega tylko na sesjach zdjęciowych, weekendowym imprezowaniu i dążeniu do idealnej figury.
Gdy tylko dotarłam na moją piękną posesję udałam się do drzwi wejściowych.
- Jestem - krzyknęłam wchodząc na korytarz
Niestety nie usłyszałam żadnej odpowiedzi. Zapewne rodzice pojechali na zakupy. Popatrzyłam na zegarek, który wisiał na ścianie. Mam jeszcze jakieś dwie godziny na wyszykowanie się.
Dumnym krokiem ruszyłam w stronę łazienki. Jest to dosyć spore pomieszczenie. Ogólnie w domu mamy cztery łazienki. Jedna jest w moim pokoju, jedna u rodziców w sypialni, jedna na parterze dla gości i ta do której właśnie idę znajduje się na pierwszym piętrze. Jest z nich wszystkich największa i najlepiej
wyposażona.
Gdy tylko weszłam do pomieszczenia zrzuciłam z siebie ciuchy i weszłam do pojemnej wanny. Gorąca woda sprawiała, że moje ciało rozluźniało się. Po trzydziestu minutach kąpania się zawinęłam ręcznik w okół swojego ciała i szybko podreptałam do swojego pokoju. Włożyłam na siebie bieliznę, a następnie wyciągnęłam z szafy czarne obcisłe rurki i różową, koronkową bluzkę. Następnie weszłam do łazienki, by wysuszyć włosy. Nie lubię tego robić. Moja fryzura jest potem z byt puszysta i muszę wtedy użyć prostownicy. Ponieważ jestem modelką i mam do czynienia z  przemianami na mojej głowie przez co moje włosy są już nieco zniszczone. Dlatego na co dzień staram się z nimi nie eksperymentować. Gdy już moja fryzura wyglądała w miarę schludnie zaczęłam nakładać na swoją twarz makijaż. Trochę mi to zleciało. Następnie wróciłam do swojego pokoju, by ubrać wcześniej już wybrany zestaw. Chwyciłam jeszcze za czarne platformy, które znajdywały się koło łóżka i założyłam je na moje bose nogi. Gotowa do wyjścia spojrzałam na mojego iPhon'a. Idealnie. Jest godzina dziewiętnasta piętnaście. Biorąc pod uwagę to, że jest sobotni wieczór na pewno będą korki. Wyszłam z domu zostawiając karteczkę rodzicom, że poszłam spać do koleżanki. Zakluczyłam drzwi i weszłam do auta.
Miałam racje. Ulice Londynu zaatakowały ogromne korki. Jestem do tego przyzwyczajona. Gdy tylko znajdywałam się już pod klubem zaparkowałam auto na parkingu. Ruszyłam do wyjścia, gdzie stał ochroniarz. Bez problemu mnie wpuścił, gdyż nie raz już tutaj byłam. Poszłam w kierunku baru.
- Hej maleńka - przywitał mnie miło Justin.
Jest to dobry przyjaciel Leah. Nie wiem dokładnie skąd się znają, ale jak rudowłosa została wyrzucona z agenci modelek on jej dużo pomógł. Mieszkają razem. Z tego co mi wiadomo nie są, ani nie zamierzają zostać parą.
- Hej - odparłam wesoło - Masz mi coś do zaproponowania - uśmiechnęłam się szyderczo
- Specjalnie dla ciebie - ruszył do barku z alkoholami i po chwili znów był koło mnie ze szklanką kolorowego napoju - Proszę
- O, dziękuję - wzięłam łyk drinka i od razu do mojego ciała uderzyła fala gorąca i przyjemności
- Jesteś już Lexi - za swoich pleców usłyszałam dobrze mi znany głos - chodź idziemy się zabawić
Dopiłam do końca napój, po czym podążyłam za moją przyjaciółko. Dziewczyna miała na sobie czerwony top. Do tego dżinsy, a na nogach miała tego samego koloru co koszulka obcasy. Widać po niej było, że jest już lekko pijana. Ruszyłyśmy w kierunku parkietu przeciskając się przez spocone ciała. Zaczęłyśmy tańczyć w swoim rytmie i śmiać się. Zapewne wyglądałyśmy trochę dziwnie, ale tu każdy tak wygląda.
Mijały minuty, godziny, a w moim ciele już było o wiele za dużo alkoholu. Nagle nie wyczuwałam obecności Leah. Zaczęłam błądzić wzrokiem po klubie lecz wszystko co widziałam było zamazane lub do góry nogami. Chwiejnym krokiem próbowałam udać się do baru. W pewnym momencie poczułam jak moje nogi się uginają i upadam. Jednak coś mnie powstrzymało przed upadkiem na podłogę. Coś, a raczej ktoś.
- Powinnaś bardziej uważać jak chodzisz - uśmiechnął się miło do mnie, a ja po chwili dostrzegłam te loczki
- Yhy, puść mnie - wyrwałam się z jego uścisku, na co jego jasno zielone oczy zmieniły barwę
- Słuchaj, już po raz drugi chciałem ci pomóc a ty zachowujesz się jak jakaś suka - warknął do mnie, a ja lekko drgnęłam na ton jego głosu.
Po chwili chłopak odszedł. Stałam chwile w bez ruchu. Czy on nazwał mnie suką? Moje ciało zaczęło się gotować. Miałam ochotę coś rozwalić.
- Chodź Lexi, wracamy już do domu - Justin złapał mnie za rękę i wyprowadził z klubu - Gdzie zaparkowałaś ?
- Tam - niechlujnie wskazałam ręką na miejsce parkingowe gdzie znajdywało się moje auto.
Za nami chwiejnym krokiem podążała Leah. Dziewczyna pracując w klubie jest przyzwyczajona do alkoholu i wie jak z nim postępować. Może właśnie dlatego nie wygląda tak jak ja. Cała czerwona i drżąca. Miałam ochotę trafić do swojego cieplutkiego łóżka. Nagle z niewiadomych mi powodów zaczęłam płakać.
- Cichutko kochanie, zaraz będziemy w domciu - poklepała mnie delikatnie po ramieniu Leah


Pierwszy rozdział ! W najbliższych kilku rozdziałach wątek będzie się dopiero rozkręcał. Na początku dużo rzeczy musimy wam wyjaśnić i parę rzeczy opisać. Mam nadzieję, że polubicie moją nową bohaterkę. Przepraszam, że rozdział dodaję dopiero teraz, ale wierzcie lub nie ja też jestem człowiekiem i miałam dużo rzeczy na głowie. Koniec roku szkolnego wcale mi nie pomaga. Prosimy o zrozumienie i cierpliwość jeśli chodzi o kolejne notki. Jednak śmiało komentujcie, wyrażajcie swoje opinie, gdyż są one dla nas bardzo ważne /Lexi