czwartek, 6 czerwca 2013

Rozdział 2

<Leah>

- Leah, co to jest? - zapytała Cece. Mój wzrok automatycznie podążył w stronę jej ręki, gdzie trzymała mały pojemniczek z tabletkami.
Popatrzyłam przez chwilę w jej oczy. Nie wiedziałam co powiedzieć. Moja siostra nie wiedziała o tym, że biorę. Szczególnie, że zaczęłaby się o mnie martwić. Co gorsza, o wszystkim powiedziałaby rodzicom.
- Mam powtórzyć pytanie? - zapytała głośniej, dobitniej. W głębi duszy cieszyłam się, że ani mamy, ani taty nie było w domu.
- Yhm, lekarstwa - wytłumaczyłam po chwili zamyślenia. Od razu uświadomiłam sobie, że to może być najgorszy pomysł. Przecież moja siostra nie jest głupia, jestem początkującą modelką, a wiadome, że za tą branżą zawsze stoją narkotyki. Ja akurat w to się wplątałam.
Cece poprawiła się na miejscu i cicho zaśmiała, kręcąc przecząco głową. Poczułam, że moje gardło robi się suche i zaraz siostra zacznie się na mnie drzeć.
- Masz mnie za skończoną idiotkę? - zapytała z pogardą, po czym rzuciła mi pod nogi pudełeczko z tabletkami - Myślałam, że mówimy sobie o wszystkim i mi ufasz.
- Ufam ci, ale nie mogłam powiedzieć, że zaczęłam brać - starałam się wyjaśnić wszystko. W końcu wiedziałam, że się to wyda. Nie sądziłam, że nadejdzie to tak prędko - Musisz zrozumieć, bałam się, że powiesz o wszystkim rodzicom.
Cece stała tam, utrzymując swój pusty wzrok na mojej osobie. Ruszyłam z siedzenia i podeszłam do niej, ale ona się odsunęła.
- Skończ z tym - powiedziała, wyjmując przed siebie ręce, jakby się mnie bała. Zamknęła mocno powieki, a ja poczułam ukucie w sercu - Odezwij się jak rodzina stanie się ważniejsza niż ten zasrany modeling i prochy - dodała, po czym wyszła z mieszkania.
Właśnie straciłam jedną z najbliższych mi osób.
- Słyszysz mnie? - z wspomnień wyrwał mnie głos Justin'a.
Odruchowo z pozycji leżącej podniosłam się i usiadłam na łóżku. Zawsze gdy jestem sama i rozmyślam dopadają mnie wspomnienia. To coś czego chciałabym najbardziej pozbyć się z mojego umysłu.
- Ruda, co z tobą? - zapytał ponownie. Tym razem ujrzałam go już w progu do pokoju.
Zmierzyłam chłopaka od stóp, do samej głowy. Miał na sobie tylko szare, dresowe spodnie. Odsłonięta klatka piersiowa prezentowała nieprzesadne, ale cudowne mięśnie chłopaka. Po chwili zatrzymałam wzrok na jego zatroskanych, brązowych oczach.
Dopiero teraz dotarło do mnie, że jeszcze się nie odezwałam.
- Zamyśliłam się - powiedziałam, zaczesując rozczochrane włosy do tyłu - Co chciałeś?
Jus oblizał usta i sięgnął po białą koszulkę, która była przewieszona przez krzesło. Po chwili już miał ją na sobie.
- O czym myślałaś? - zapytał, jak zawsze unikając moich pytań - O mnie? - dodał ze swoim cwaniackim uśmieszkiem.
- Chciałbyś Walker - odparłam, udając sposób jego mówienia.
Przyjaciel usiadł obok mnie i popatrzył, już mniej rozbawiony.
- Przypomniała mi się sytuacja kiedy ostatni raz widziałam Cece - wytłumaczyłam, patrząc na okno, stojące blisko łóżka - Wtedy, kiedy znalazła u mnie narkotyki i się wyprowadziła.
Blondyn spoważniał.
- Wiem, opowiadałaś mi o tym - odparł, kładąc mi rękę na udzie - Jest szansa, że kiedyś ją zobaczysz - dodał, lekko się uśmiechając.
Zawsze we mnie wierzy. Naiwny.
- Tak samo jak przestanę brać narkotyki, przywrócą mnie do agencji modelek i pogodzę się z rodzicami? - zapytałam sarkastycznie - W bajki wierzysz Jus?
Lekko się zaśmiałam i podniosłam z łóżka. Zabawne, że po wczorajszej imprezie nie odczuwam kaca. Widać do wszystkiego można się przyzwyczaić.
- Gdyby nie to wszystko co ci się stało, to nie poznałabyś mnie - powiedział po chwili, kiwając się na łóżku - I teraz nie bawiłabyś się tak wspaniale - dodał, ze śmiechem.
Uśmiechnęłam się lekko.
- Też prawda - pozwoliłam sobie przyznać mu rację, po czym ruszyłam do kuchni.
Nie trwało to długo, ponieważ kuchnia znajduję się tuż obok. Nie mamy dużego mieszkania. Jeden pokój, salon, korytarz, kuchnia, łazienka. Jakoś sobie radzimy. I tak nie byłoby nas stać na nic lepszego. W końcu pierwszą część naszej pensji wydajemy na ciuchy, jedzenie i inne potrzebne rzeczy, następną na opłaty mieszkania, a kolejną na narkotyki, papierosy i alkohol.
W kuchni spostrzegłam pustą butelkę Jack Daniels'a i zgaszonego papierosa. Usłyszałam za sobą kroki i już po chwili Justin był w pomieszczeniu.
- Wypiłeś końcówkę? - zapytałam, unosząc butelkę do góry.
Nie ukryję, że byłam zła, bo mógł się podzielić, a poza tym Jack nie należy do tanich alkoholi. Justin zaśmiał się, co mnie od razu podirytowało.
- Twoja przyjaciółeczka dopiła resztę - powiedział z rozbawieniem.
Naglę uświadomiłam sobie, że wczoraj do domu wróciła z nami Alexis. Kompletnie o niej zapomniałam.
- Kiedy to wypiła? - zapytałam, odstawiając butelkę na wcześniejsze miejsce.
- Jak się położyłaś to ona jeszcze piła tu wodę - wytłumaczył spokojnie - Ale przerzuciła się na coś mocniejszego.
Uśmiechnęłam się do przyjaciela.
Usłyszałam ciche kroki i po chwili w kuchni zjawiła się Lexi.
- Hej piękna - przywitał się z nią Justin. Jego radość nie została odwzajemniona. Blondynka skrzywiła się i podeszła do lodówki, mijając mnie po drodze. Wyjęła ze środka wodę, którą od razu zaczęła pić, po odkręceniu korka oczywiście.
Popatrzyłam na nią z lekkim rozbawieniem, po czym przeniosłam wzrok na zegar.
- Zbliża się szesnasta - wyczytałam na głos - Nie masz dzisiaj żadnych pokazów i innych rzeczy? - dodałam, pytając się Lexi.
- Dziś mam dzień wolny, ale jutro za to Kim zawaliła mnie wszystkim - wytłumaczyła przyjaciółka, odstawiając napój do lodówki - Także zaraz muszę wychodzić.
- Ja i tak mam na dwudziestą do pracy - odparłam, przypominając sobie jak bardzo chętnie poszłabym dalej spać zamiast podawać drinki bawiącym się ludziom.
- Pójdę wziąć prysznic - powiedziała kierując się do łazienki.
- Pomóc ci? - zapytał wesoło Jus. W odpowiedzi blondynka ukazała mu środkowy palec i wyszła z pomieszczenia.
Justin uwielbia ją tak denerwować. Pamiętam, że gdy ją poznał próbował nawet ją poderwać, ale Lexi się nie dała. Teraz mają ze sobą stabilny kontakt.
Stwierdziłam, że jestem głodna, więc zajrzałam do lodówki. Oprócz dużej ilości alkoholi i dwóch butelek wody znalazłam gotową sałatkę. Wyjęłam pudełko z jedzeniem, po czym sięgnęłam po widelec i zaczęłam jeść. Nawet nie wiem kiedy Justin zniknął z kuchni. Oparłam się spokojnie o blat i kontynuowałam jedzenie.
- Słuchaj, idę po towar - kiedy znów pojawił się w pomieszczeniu miał już na sobie czarną kurtkę, pod spodem tą samą co wcześniej koszulkę. Jak zawsze nisko opuszczone na nogach, czarne rurki i białe supry.
Popatrzyłam na chłopaka, na chwilę przestając jeść.
- A ty dziś nie pracujesz ze mną? - zapytałam.
- Właśnie to rano chciałem ci powiedzieć - wytłumaczył opierając się o próg - Dziś jest z tobą chyba tylko szef. Poczekam na ciebie w domu, a jak wrócisz razem weźmiemy - obiecał z uśmiechem.
Odwzajemniłam gest chłopaka, po czym wróciłam do jedzenia, a Justin poszedł.
*dwie godziny później*
Po tym jak Alexis wyszła z łazienki tylko przez chwilę gadałyśmy. Blondynka musiała wracać do domu, żeby nie zmartwić za bardzo rodziców.
Teraz siedzę sama i dopada mnie nuda. W sumie powinnam się przyzwyczaić do samotności. Choć najczęściej jest ze mną Justin. Czasem trudno mi wysiedzieć bez niego w pobliżu. Mało kto mnie rozumie tak jak on. Jest jeszcze Lexi, ale nasza przyjaźń to coś bardzo, bardzo skomplikowanego.
Siedząc sięgnęłam po mój telefon, który jak zawsze znajdował się w pobliżu mnie. Mam jeszcze trochę czasu nim zacznę pracę.
Postanowiłam ruszyć pod prysznic. W kabinie miło się odprężyłam i myślami błądziłam po ciepłej wodzie, która  uderzała w moje ciało. Wyszłam z pomieszczenia, od razu kierując się do pokoju. W dużej szafie, którą dzieliliśmy razem z Justin'em znalazłam jakieś ciuchy. Ubrałam na siebie czarną bokserkę, jasne, lekko przetarte dżinsowe rurki i czarne converse'y. Podeszłam do biurka, gdzie stało lusterko i moje kosmetyki. Nałożyłam makijaż, po czym zajęłam się włosami. Wszystko nie wydawało się trwać długo, póki nie spojrzałam na zegar wskazujący wpół do dwudziestej.
Schowałam potrzebne mi rzeczy do czarnej, workowatej torebki i ruszyłam do wyjścia. Przed drzwiami włożyłam jeszcze na siebie brązową, skórzaną kurtkę, po czym wyszłam do pracy.
Na zewnątrz nie było za zimno. Do pracy chodzę na piechotę, ponieważ jest dwie ulice od mieszkania.
Kiedy weszłam do środka baru od razu poczułam w nozdrzach zapach alkoholu i papierosów. W sumie już się do tego przyzwyczaiłam.
- Cześć szefie - przywitałam się z moim pracodawcą, kiedy podeszłam już do barku z napojami - Jestem.
- W końcu mała - na jego zniszczonej przez papierosy i alkohol twarzy pojawił się uśmiech - Dziś ty stoisz za barem.
- Okej - odparłam, po czym okrążyłam mebel, żeby po chwili znaleźć się po drugiej stronie.
Wieczór mijał jak zawsze. W sobotę jest dużo bawiących się osób. Parę typów próbowało mnie poderwać, gówniary chciały kupić wódkę i jakiś rozwodnik żalił się na swoje życie.
- Co podać? - zapytałam się, podchodząc do przystojnego Mulata.
- Sex on the Beach poproszę - jego niezwykle ciepły i męski głos przyprawił mnie o ciarki. Uśmiechnęłam się, przez chwilę patrząc na chłopaka.
- Nie męczy cię ta praca? - zapytał po chwili, kiedy ja zabrałam się za przygotowywanie napoju.
- Nie, można poznać dużo ludzi i się napić - odparłam z uśmiechem, który nieznajomy odwzajemnił.
- Czyli tak to działa? - zapytał - Jakiś chłopak cie zagaduję i potem ci się przedstawia? - dodał, ukazując szereg białych zębów.
- Tak, mniej więcej - przytaknęłam ze śmiechem.
- Zayn Malik - przedstawił się, wyciągając do mnie dłoń. Zaprzestałam na chwilę robić drinka i uścisnęłam ją lekko.
- Leah Baker.
- To co pijemy? - zza pleców Zayn'a naglę pojawił się brązowowłosy, szeroko uśmiechnięty chłopak. Zajął miejsce koło mojego rozmówcy i przywitał się z nim uściskiem. W tym czasie skończyłam już napój i podałam go Malik'owi.
- Dzięki - uśmiechnął się miło.
- Co dla ciebie? - zwróciłam się do przyjaciela Zayn'a. Jego błyszczące, niebieskie oczy wskazywały na to, że już pił.
- Polecasz jakieś piwo? - zapytał rozbawiony.
- Piwo rozcieńczamy trochę z wodą, więc nie jest za dobre - odparłam z wzruszeniem ramion, na co chłopcy głośno się zaśmiali. Może mi nie uwierzyli.
- Poproszę to samo co mój przyjaciel - powiedział delikatnie.
Większość czasu przegadałam z nimi, oczywiście obsługując też innych ludzi. Dowiedziałam się, że ten drugi nazywa się Louis. Wymieniliśmy się numerami telefonów i obiecaliśmy sobie, że pójdziemy jeszcze na jakąś imprezę lub na kawę.
Przez cały czas wydawało mi się, że kojarzę skądś ich twarze.
Po czwartej szef pozwolił mi wracać do domu. Kiedy weszłam do otwartego mieszkania, zamknęłam drzwi na klucz. Zastałam Jus'a siedzącego na kanapie w salonie.
- Już skończyłaś? - zapytał uśmiechnięty.
- Tak - odparłam z uśmiechem - Masz? Od południa już miałam ochotę, żeby coś wziąć.
- Spoko ruda - wyjął z kieszeni małą folię z paroma tabletkami. Usiadłam obok niego - Ponoć dobry towar - dodał z cwaniackim uśmiechem.
Nie musiałam nic mówić, bo po chwili Justin wyjął z opakowania jedną tabletkę dla mnie i kolejną dla siebie. Sięgnęłam po piwo, stojące na podłodze koło kanapy, które Jus musiał pić. Położyłam tabletkę na język, popijając po chwili napojem. Chwilę później czułam, że cała zawartość mojej buzi już przechodzi przez moje gardło. Uśmiechnęłam się, podając przyjacielowi alkohol. Chłopak zrobił to co ja. Oparłam się o kanapę, wzdychając. Minęło sporo czasu. Zamknęłam oczy, by po chwili nagle je otworzyć i poczuć się lepiej.


Dużo rzeczy może was ciekawić, ale w następnych rozdziałach będzie wszystko się wyjaśniać. Tak, Justin tak jak Leah jest narkomanem :) Mamy nowego bloga tylko z Juju, oto link. Jakby co dodałyśmy parę nowych bohaterów do zakładki ;bohaterowie', więc jak chcecie zajrzyjcie xx Jest nam przykro, że mamy 19 obserwujących, a tylko 12 osób nam komentuję :(  Jeśli tak dalej pójdzie rozdziały będą dodawane coraz rzadziej .. To wszystko, dzięki <3 /Leah

13 komentarzy:

  1. Jeeej....dzieje się. Czekam na kolejny rozdział z perspektywy Alexis. W tym rozdziale ciekawi mnie dosłownie wszystko. Ja przeczytałam co napisałaś pod spodem,że wszystko wyjaśni się w następnych rozdziałach: to czekam i czekam na kolejne. :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział wciągnął mnie na maksa ;D
    Świetnie się zaczyna i czekam na więcej :)
    Weny :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Super.. Nie czytałam jeszcze takiego ciekawego opowiadania jak to jest świetne bo o narkomanach <3 Nie spotkałam się z czymś takim nigdy <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeju *__* Świetny, bardzo mi się podoba <3 Jest taki prawdziwy <3
    Oczywiście czekam z niecierpliwością na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ty lepiej zabieraj się za pisanie następnego ;> wkręciło mnie to ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. Już nie mogę się doczekać kolejnego z perspektywy Alexis:) Ten rozdział genialny. Ruda jest boska:)

    OdpowiedzUsuń
  7. mega*-* chciałabym czytaaaać dalej. uwielbiam Cię <333

    OdpowiedzUsuń
  8. EXTRA ♥


    czekam nn ;)
    Całujee Lolaa ;*

    + ZAPRASZAM NA NOWY ROZDZIAŁ NA " Danger Returns- Beware ! "

    OdpowiedzUsuń
  9. Owwww nieźle ;D
    Noo już sie nie mogę doczekać kolejnego.
    DAWAN NASTĘPNY! ;D
    Pozdrawiam Bella♥


    Zapraszam na:
    http://imaginy-one-direction-polska.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. perfect! *.* loooove <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Hej!
    Cały blog jaka na razie bardzo mi się podoba.
    Justin i Leah...to na razie przyjaciele. Ciekawy czy kiedyś przez narkotyki zrobią coś głupiego, np.: pójdą ze sobą do łóżka?
    I już powoli zaczynają się tu ukazywać One Direction :33
    Harry...jakoś tal zachowuje się dziwnie.
    Jak dotąd rozdziały są świetne.
    Czekam na nn
    Maja :3

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo mi się podoba !
    Mimo, że nie przepadam za blogami o Justinie, to ten bardzo mi się podoba. Ciekawie napisane, no i dobrze wykreowane postacie. Cudo <3
    Dodaję się do obserwatorów i zapraszam do mnie.

    dama-umarlych.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Z rozdziału na rozdział coraz bardziej mi się podoba :) miło się to czyta :) nie spodziewałam się że Jus i leah są narkomanami.. tym to mnie zastrzeliłaś :) Zapraszam cie do mnie :) http://one-direction-vs-siatkowka.blogspot.com/ :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń