wtorek, 30 lipca 2013

Rozdział 11

<Alexis>

Mroźne powietrze dzisiejszego dnia otuliło moje jasne policzki. Zmierzałam do kawiarni, w której mam spotkać się z Megan. Mimo tego, że była końcówka lipca, to dzień nie zapowiadał się słoneczny.
Od wczoraj pada i mocno wieje. Szłam spokojnie przez dosyć ruchliwe uliczki Londynu. Przechodząc przez różne sklepy i kioski widziałam mnóstwo gazet takich jak Vogue, Glamour czy Cosmopolitan. Od dziecka marze o tym by znaleźć się na okładkach tych o to magazynów. Jednak nie jako dziewczyna Harrego Styles'a czy kogoś innego, tylko jako światowa modelka.
Nagle napotkałam szyby dobrze znanej mi kawiarni. Bez zawahania chwyciłam za drzwi wejściowe i otworzyłam je. Napływ ciepłego powietrze do mojego ciała sprowadził przyjemne dreszcze. Rozglądnęłam się po lokaju i zauważyłam Hill siedzącą w samym rogu. Wpatrywała się w okno. Z wielkim uśmiechem podeszłam, więc do stolika.
- Hej - przywitałam ją, a ona od razu spojrzała w moją stronę
- Hej - wstała z krzesła i mnie przytuliła - W końcu się widzimy. No opowiadaj co tam u ciebie ? - zapytała, gdy usiadłyśmy już przy stoliku, na którym znajdywały się dwie szklanki z sokiem pomarańczowym.
Staram się nie pić kawy, gdyż kofeina szkodzi mojej cerze. Dlatego najczęściej zamawiamy z Megan wodę lub sok. Ona jedyna mnie rozumie, w końcu też jest modelką.
- Na razie jest dobrze - uśmiechnęłam się ciepło do brunetki, która miała na sobie czarny sweter, jasne dżinsy oraz siwe buty na koturnie - Mów lepiej co u ciebie. Kariera się rozkręca - powiedziałam, na co Megan szeroko się uśmiechnęła pokazując przy tym szereg swoich białych zębów
- Nie mam na co narzekać - zaczęła - W ostatnim czasie mam wiele propozycji i mam nadzieję, że utrzymam tą dobrą passę
- Też mam taką nadzieję. W końcu czemu tu się dziwić. Jesteś świetną modelką.
- Daj spokój. Po tylu latach siedzenia w tym zawodzie dopiero teraz mam efekty ciężkiej pracy - westchnęła - Ty nie musisz długo prosić się o propozycje, a już nie wspomnę jaka z ciebie szczęściara - puściła mi oczko - Opowiedz mi teraz o sekretach ciała pana Stylesa. Pewnie wygląda jak młody bóg.
Zaśmiałam się głośno widząc minę Megan. Jej oczy świeciły tak jasno jakby miała zaraz dostać jakiś prezent na gwiazdkę.
- No cóż... - Nie wiedziałam w sumie co powiedzieć. Nigdy z Harrym nie byliśmy jakoś w specjalnie intymnej sytuacji. Zawsze kończy się na pocałunkach. Jedyne co widziałam to jego umięśniony brzuch, lecz tylko na zdjęciach. Przy czym ostatnio się pokłóciliśmy i nie wiem czy będę miałam jeszcze kiedyś okazję zobaczyć go na własne oczy - Nie jest zły
- Nie jest zły. Pff. Nie chcesz to nie mów. Przyjedzie czas i to z ciebie wyciągnę - potarła ręce na znak jej
planu
- A czy koło mojej uroczej modeleczki kręci się jakiś chłoptaś ? - zapytałam i widząc po jej zakłopotaniu widziałam, że się z kimś spotyka - No dalej jak ma na imię ?
- John. To jeszcze nic pewnego, na razie jesteśmy na etapie poznawania się - zakomunikowała mi, na co ja wzięłam łyka mojego napoju
- Poznawanie się powiadasz. A przystojny chociaż ? - spytałam na co Megan rozpromieniała jeszcze bardziej
- Jest cudowny. Wysoki, dobrze zbudowany, opiekuńczy, inteligenty - Brunetka wymieniała to z pełną ekscytacją i zaangażowanie, że mogłam przysiąść, że była już w nim po uszy zakochana. Zaczęłam rysować palcami na swoim torsie serduszko, na co brązowooka uderzyła mnie lekko ręką.
- Ałć. No co, ten twój uśmiech i trzepot rzęsami mówi sam za siebie - wyszczerzyłam się do niej - Co dla John'a - zaakcentowałam jego imię - znaczy poznawanie się - Megan zaśmiała się, a ja razem z nią
- Tęskniłam za tobą Alexis - powiedziała opanowując śmiech
- Ja za tobą też.
*Parę godzin później*
- Jeszcze ostatnie ujęcie - krzyknął fotograf
Automatycznie na te słowa zmieniłam pozę. Chciałam wyjść jak najlepiej mogłam. To było coś co kochałam. Pozowanie do zdjęć wychodzi mi najlepiej. A przynajmniej tak słyszałam. Ludzie często komplementują moje sesje. Uważają, że jestem bardzo fotogeniczna.
Jednak jeśli chcę osiągnąć swój cel to muszę też błyszczeć na wybiegach. Niestety to nie idzie mi za dobrze. Nie przepadam za błyskającymi mi fleszami w oczy. Oczywiście jestem już poniekąd przyzwyczajona, jednak jeden mały błąd, a może cię łatwo oślepić i spowodować wypadek. Dlatego zawsze patrzy się w jeden daleki punkt i całą swoją uwagę skupiasz właśnie na nim. Do tego wszystkiego dochodzi to, że musisz być wyprostowana, poważna i utrzymać się na bardzo niewygodnych butach. Czasami projektanci wymyślają niestworzone kreacje oraz obuwie.
- Idealnie - z myśli wyrwał mnie fotograf - dobra robota Alexis
Czując zadowolenie zeszłam z kadru i udałam się do komputera by zobaczyć zdjęcia
- To mi się najbardziej podoba - stwierdziła Kim przyglądając się jeden z fotografii
Widać było na niej mnie w białej sukience i czarnych szpilkach. Włosy były pokręcone. Siedziałam na kolanach, a kręgosłup był lekko wygięty do tyłu. Prawą ręką dotykałam lekko swoich warg.
- Też mi się podoba - uśmiechnęłam się do siebie dumna ze swojej pracy
- Cudo, cudo - poklepał mnie delikatnie po plecach fotograf - Do następnego razu dziewczęta
- Oczywiście, dziękujemy Marko - powiedziała moja menadżerka
Opuściłyśmy pomieszczenia i wyszłyśmy na długi korytarz. Szłyśmy przez chwilę w ciszy, gdy nagle Kim zakomunikowała:
- Niedługo czeka cię następna sesja.
- Dobrze - odparłam niewzruszona
- Nie wiem czy tak dobrze. Kiedy zobaczę cię na jakieś okładce ? - spytała złośliwie
- Niedługo - odpowiedziałam krótko. Nie miałam ochoty na zbędne kłótnie z tą kobietą. I tak zawsze wina pada po mojej stronie.
- Mam nadzieję - syknęła i weszła do swojego biura
Mimo tego, że chce dla mnie jak najlepiej powoli zaczyna mnie irytować. Moim zdaniem powinna się leczyć, bo niedługo jej życie będzie zależeć tylko ode mnie. A tego nie chcę.
Weszłam do swojej garderoby i pierwsze co wzięłam do ręki to mój iPhone. 11 nieodebranych połączeń i 2 wiadomości. Jedna z nich należała do Harrego. 'Musimy się spotkać. To ważne. Mam nadzieję, że znajdziesz dla mnie czas'. Z jednej strony ucieszyłam się, że w końcu się odezwał. Sama chciałam się z nim spotkać, ale w ostatnim czasie dużo się dzieje. Jednak ta wiadomość wywołała u mnie dreszcze. Bo co jeśli dowiedział się o wszystkim ? O tym całym planie Kim. Moja głowa zaczęła nieprzyjemnie pulsować. Oddychaj Alexis tylko oddychaj.


Przepraszam, że tak późno, ale od czwartku nas nie było w domu. Do tego nie miałyśmy internetu i nie miałyśmy jak dodać rozdział. Wiem, że miał być wczoraj, ale nie miałam czasu. Postaram się, żeby nigdy się to nie powtórzyło. Piszcie czy rozdział wam się podobał, kto wam najbardziej przypadł do gustu w tym opowiadaniu i jak waszym zdaniem potoczy się dalszy los Alexis. Jak chcecie zadawajcie nam pytania na asku lub pytajcie na naszym tt. /Lexi

25 komentarzy = rozdział z perspektywy Justina

środa, 24 lipca 2013

Rozdział 10

<Leah>


- Justin! - krzyknęłam, mając nadzieję, że chłopak w miarę szybko przyjdzie.
Czekając na niego, zaczęłam znowu przeglądać papiery, które położyłam na stole w kuchni. Wydaje się, że to nieważne świstki, a jednak nie. To rachunki z tego miesiąca i nasza wypłata z baru.
- Co chciałaś? - blondyn pojawił się w progu kuchni, pocierając ręcznikiem mokre włosy. Musiał właśnie wyjść z łazienki.
- Jest cienko - powiedziałam, dalej patrząc na kartki z różnymi kwotami.
- Co masz na myśli? - zaciekawił się, podchodząc bliżej.
Chłopak miał dziś na sobie blado zielony t-shirt z jakimś obrazkiem, czarne spodnie z niskim krokiem i białe adidasy za kostkę.
Poprawiłam się na krześle, na którym siedziałam.
- Chodzi o rachunki - wytłumaczyłam - Coraz gorzej z kasą, a my robimy większe wydatki.
- Jakie znowu wydatki? - prychnął Justin, dziwnie się uśmiechając.
- A bluzka, którą masz na sobie? - zapytałam, a chłopak spojrzał na odzież - Jest nowiutka. Przecież w szafie masz pełno ciuchów.
- Nie mogę ciągle chodzić w tych samych - bronił się jak mógł - Ty też kupujesz sobie nowe rzeczy.
- No właśnie, musimy się uspokoić - westchnęłam - Gorzej z tym, że nie ma na działkę.
- Jak to? - Justin wydawał się coraz bardziej zły.
- No normalnie - podparłam się łokciami o stół - Póki co trzeba przystopować. Musimy mieć na czynsz inaczej nas stąd wywalą.
Justin się skrzywił.
- Nie braliśmy już jakieś trzy dni - powiedział, siadając na krześle obok mnie - Zaraz zwariujemy.
- To nieuniknione - oparłam głowę o rękę i popatrzyłam na przyjaciela - Ale przetrwamy to, były gorsze momenty.
Chłopak smutno się uśmiechnął, pisząc długopisem po stole jakieś ósemki.
- Jak byłem dilerem mieliśmy ogromną kasę - czułam, że coś sugeruje - Wiesz, mógłbym znowu..
- Nie - przerwałam mu, a on na mnie spojrzał - To zbyt niebezpieczne, mogą cię zamknąć - dodałam, wyobrażając sobie najgorsze.
- Czyli martwisz się jeszcze o mnie Ruda? - zapytał, cwaniacko się uśmiechając.
- Pewnie idioto - walnęłam go w ramię - Nie rób nic głupiego.
- Dobrze - wstał z miejsca i pocałował mnie w czubek głowy - Wychodzę.
- Pamiętaj, że dziś pracujesz - przypomniałam mu. Jeszcze tego brakuje, żebyśmy do pracy nie chodzili.
- Wiem - krzyknął z korytarza, po czym wyszedł z domu.
Westchnęłam, składając papiery w jedną kupkę. Zobaczyłam, że mój Black Berry zaczyna dzwonić. Na wyświetlaczu pojawiła się nazywa 'Liam'.
Bez zawahania podniosłam komórkę do ucha, odbierając przy tym.
- Co tam Payne? - zapytałam z uśmiechem.
- Dobrze - po drugiej stronie słuchawki usłyszałam wesoły głos przyjaciela - Nie masz ochoty na jakąś kawę?
- Kawa? - zapytałam - Zawsze mam na nią ochotę - dodałam, słysząc w odpowiedzi śmiech Liam'a.
- No dobrze, to wyślę po ciebie taksówkę - zaproponował mi.
- Nie trzeba, pójdę pieszo - uspokoiłam przyjaciela.
Liam chyba jest najbardziej miłym człowiekiem jakiego znam. Jeszcze nie przyzwyczaiłam się do znania takiej osoby.
- Tyle, że ten Starbucks jest trochę oddalony od centrum, a zwłaszcza od twojego mieszkania - musiałam już mu odpuścić.
- Dobrze, w takim razie czekam - odparłam, po czym się rozłączyłam.
Momentalnie poczułam się niedobrze. Sądzę, że brak narkotyków w organizmie daje o sobie znak.
Podniosłam jedną z dłoni do góry. Przeraziłam się, jak zobaczyłam, że ręka okropnie się trzęsie. W dodatku czułam się jakbym miała gorączkę.
Usłyszałam dzwonek domofonu. Wstałam z miejsca i wyszłam z mieszkania. Zobaczyłam na zewnątrz czarną taksówkę, do której od razu wsiadłam.
Kierowca nie pytał mnie o drogę. Przecież wiedział gdzie jechać.
Kiedy po długim czasie drogi dojechałam na miejsce wysiadłam z samochodu. Zdziwiłam się wcześniej gdy okazało się, że taksówkarz miał już opłacony przejazd.
Okolica wydawała się bardzo spokojna. Weszłam do wyjątkowo małego Starbucksa i wyszukałam wzrokiem Payne'a.
Liam siedział przy jednym ze stolików, na którym stały dwie mrożone kawy.
- Hej - usiadłam na przeciwko chłopaka, który dopiero teraz mnie zauważył.
- Już jesteś - widać było miłe zaskoczenie na jego twarzy - Kupiłem ci kawę - dodał, podsuwając napój w moją stronę.
- Nie musiałeś - wzięłam go ręki.
W takich momentach czuję się, jakbym żerowała na czyimś majątku.
- To tylko kawa - odparł Payne, z miną jakby było to najoczywistsza sprawa.
Postanowiłam nie drążyć nawyków Liam'a. Złapałam plastikowy kubek i napiłam się zimnego napoju, który oczywiście jak zawsze smakował niesamowicie.
- Czemu akurat tu? - zapytałam, patrząc na wnętrze kawiarni.
- Tu jest dość mały ruch - wytłumaczył Liam, mieszając kawę słomką - Nie ma dużo fanów, ludzi z aparatami. Rozumiesz.
Kiwnęłam potwierdzająco głową, sięgając po kolejny łyk picia.
Poczułam, że jest mi zimno, chociaż na zewnątrz panuję temperatura równa trzydziestu stopniom.
- Wszystko okej? - zapytał nagle Liam.
- Jasne, czemu miałoby nie być? - udałam zdziwioną. Trzymałam napój obiema dłoniami, aby chłopak nie zobaczył jak się trzęsą.
- Zimno ci? - Payne przyjrzał mi się - Chyba jesteś chora - dodał czule.
- Liam jest okej - uspokoiłam go, zamykając oczy.
Chciałam teraz jak najszybciej się schować. Byleby nie oszukiwać go i siebie. Przecież nie jest dobrze.
- Skoro tak mówisz -odparł, ale i tak sądzę, że w to nie wierzy.
Zapanowała niezręczna cisza, a ja czułam się coraz gorzej.
Drapałam plastikowy kubeczek, przyglądając się kawie. Nagle zaczął tak bardzo mnie interesować ten napój.
- Przepraszam Liam, to zły dzień - chciałam rozładować napięcie panujące teraz między nami.
- Rozumiem - odparł.
Nie, nie rozumiesz.
Westchnęłam ciężko, czułam się coraz gorzej. Powinnam opuścić ten lokal nim wyżyję się na biednym Liam'ie.
- Muszę iść - wstałam z miejsca.
- Odwiozę cię - zaproponował chłopak.
- Nie, przepraszam - wybiegłam z kawiarni.
Na zewnątrz szybko rozglądnęłam się, aby określić jakąkolwiek drogę powrotu. Znam Londyn, więc bez problemu trafię do domu. Postanowiłam wrócić skrótem i skręciłam w lewo.
*dwie godziny później*
Nie sądziłam, że powrót do mieszkania zajmie mi tyle czasu. Byłam jeszcze bardziej wkurzona. Na wszystko.
Weszłam do domu, trzaskając drzwiami.
Justin'a już nie było, ponieważ ma pracę.
Czułam, że zaraz coś rozwalę, jeśli nie znajdę jakiś narkotyków. Podeszłam do kuchni. Otworzyłam pierwszą szafkę z brzegu i wywalałam po kolei pojemniki, szukając jakichkolwiek leków. Czegoś co może mnie uspokoić.
Podeszłam do następnego mebla, kiedy nie znalazłam nic w pierwszej szafce. Powtórzyłam czynność, tyle, że tym razem z większą wściekłością.
Stanęłam przy kuchennym stoliku i złapałam za kartki na nim położone. Z krzykiem wyrzuciłam je do góry. Papier przez chwilę szybował w powietrzu, po czym delikatnie spadł na podłodze.
Bezsilnie opadłam na kolana, zaczynając płakać. Schowałam twarz w rękach, opierając się o drzwiczki szafki.
Chciałabym uciec. Teraz. Nie chcę czuć tej panującej wokół mnie rzeczywistość.
Człowiek jest taki bezbronny wobec swoich uzależnień.





Kolejny rozdział. Jest coraz trudniej, a Leah nie radzi sobie z uzależnieniem. Sądzicie, że ktoś jej pomoże?
Postanowiłyśmy, że będziemy od was wymagać komentarzy. Nie chciałyśmy tego robić, no ale jest nam trudno. Nic tak nie dodaje weny jak wasze opinie. Kochamy was i uwielbiamy pisać tego bloga. Mam nadzieję, że to zrozumiecie.
Następny rozdział, który będę pisać będzie z perspektywy Justina :)) /Leah

20 komentarzy = rozdział z perspektywy Lexi

piątek, 19 lipca 2013

Rozdział 9

<Alexis>

Nienawidzę kłamać. Zaczyna się od drobnego kłamstewka. Wydaje ci się, że nie będzie to miało wpływu na twoje życie. Że masz nad wszystkim kontrolę. W końcu, każdy kłamię. To rzecz ludzka. Jednak można łatwo zatracić się w tym. Brnie się coraz głębiej i głębiej do takiego stopnia, że trudno się przyznać do błędu. Sam nie wiesz czy lepiej będzie powiedzieć prawdę czy może zostać w tym całym gównie. Wie się dobrze, że nie skończy się to najlepiej, mimo tego cały czas kłamiemy. Jestem osobą, która potrafi bardzo dobrze oszukiwać ludzi. Szczerze nie znoszę tego, ale muszę. Najgorzej jest wtedy, gdy chcesz powiedzieć komuś prawdę, ale nie wiesz jak. Nie wiesz jak to ktoś przyjmie i czy to najlepsze rozwiązanie. Wiem, że przez to jestem okropną osobą. Jednak bez tych złych osób nie byłoby tych dobrych. Jest to trudne, ale kto powiedział, że życie jest łatwe.
Dlatego ta cała sytuacja z Harrym powoli mnie denerwuję. Owszem lubię go, ale nic po za tym. Jest dla mnie naprawdę ważny i może to sprawia, że chce być z nim szczera.
- Alexis skarbię, możesz się odrobinę bardziej skupić - usłyszałam głos mojej menadżerki - Jesteś w pracy,
zachowuj się profesjonalnie - dodała po chwili
- Przepraszam, zamyśliłam się.
- Dobra zróbmy krótką przerwę - krzyknęła choreografka widząc moje zakłopotanie
Szybkim więc krokiem zeszłam z wybiegu. Jedyne czego teraz potrzebowałam to aspiryny i zimnej wody. Mój mózg wibrował od nadmiaru myśli. Miałam ochotę wrócić do domu, wejść do mojego łóżka i odpocząć. Tak bardzo mi tego brakowało. Spokoju i ciszy.
- Czy ty masz jakiś ze sobą problem ? - usłyszałam za mną znajomy głos
- Kim nie mam ochoty teraz rozmawiać - powiedziałam oschle i usiadłam na dużej kanapie
- Posłuchaj kochanie. Nie po to jestem twoją menadżerka żeby wysłuchiwać twoich kaprysów. Pokaż w końcu na co cię stać bo jak tak dalej pójdzie to zostaniesz wywalona zrozumiałaś - popatrzyłam na nią w lekkim szoku. Robię wszystko, dokładnie wszystko to co ta kobieta ode mnie wymaga - Mam nadzieję, że w końcu się przyłożysz i się skupisz. Miłej próby słoneczko.
*Parę godzin później*
Leżałam w swoim miękkim łóżku. Miałam na sobie krótką, białą koszulkę na ramiączkach. Do tego dżinsowe spodenki, a moje włosy związane były w niechlujnego koka. Rodziców nie było w domu. Może to i lepiej. Jeszcze bym coś powiedziała ze zdenerwowania czego bym nie chciała powiedzieć. Mimo tego, że jestem jedynaczką moja mama nigdy jakoś nie zwracała na mnie uwagi. Bardziej chodziło jej o moją karierę. Nigdy nie zapytała czy mam chłopaka, jak się nazywa moja najlepsza przyjaciółka, albo czemu nigdy przy niej nie jem. Kiedyś nie wytrzymałam i wypomniałam jej parę rzeczy. Ona tylko powiedziała, że nie wiem jak to jest mieć córkę i to jeszcze taką i żebym zważała na słowa. Typowe dla rodzica. Jak wiedzą, że dziecko ma racje zaczynają wyzywać cię od gówniarzy i dają ci kare. Moim zdaniem osoba, które nie ma czasu dla swojego dziecka nie powinna je w ogóle mieć. Mój tato natomiast jest przeciwieństwem mojej rodzicielki. Często ze mną rozmawia i jest dla mnie naprawdę wielkim oparciem. Jednak widzę go bardzo rzadko, gdyż jego praca wymaga wielu wyjazdów i zleceń.
Nagle poczułam wibracje mojego iPhone'a. Szybko, więc chwyciłam za telefon, który leżał na szafce nocnej i przyłożyłam go do ucha.
- Halo
- Hej Lexi tu Megan - usłyszałam przemiły głos mojej koleżanki i uśmiechnęłam się sama do siebie
- O cześć, co tam u ciebie ? Dawno się nie widziałyśmy - stwierdziłam przyglądając się moim niebieskim paznokciom
- A całkiem dobrze. Dostałam niedawno propozycje na sesje zdjęciową. Jest do niej mały kasting, ale reżyser zapewnia mnie, że mam największe szanse.
- To wspaniale - Megan jest wspaniałą modelką i szczerze mówiąc zawsze jej zazdrościłam urody. Ma długie czarne włosy i delikatną cerę. Na zdjęciach wychodzi rewelacyjnie
- Dzwonie z pytaniem czy będziesz miała jeszcze kiedyś dla mnie czas ? - zapytała sarkastycznie, a ja lekko się zaśmiałam
- Przepraszam, wiesz ciągle mam coś na głowie. Za jakiś tydzień mam kilka dni wolnych i wtedy z chęcią wyskoczę gdzieś z tobą - zakomunikowałam ciężko oddychając, gdyż uświadomiłam sobie, że powoli tracę czas dla najbliższych mi osób
- W takim razie jesteśmy w kontakcie - powiedziała, a ja w myślach widziałam ten jej szeroki uśmiech
- Oczywiście, trzymaj się - pożegnałam się z nią i rzuciłam telefon na łóżko, a twarz zakryłam poduszką
Po chwili usłyszałam głośne pukanie do drzwi. To raczej było walenie. Wstałam z łóżka i ruszyłam na korytarz. Powoli zaczęła mnie denerwować nadgorliwość tej osoby.
- Już idę, idę - krzyknęłam mając nadzieję, że chociaż w małej ilości uspokoi swoją rękę dając odetchnienie mojej pulsującej głowie
Nerwowo otworzyłam drzwi, a przede mną ukazała się postać Styles'a. Chłopak ubrany był w białą bluzkę, marynarkę oraz czarne rurki opinające jego długie nogi. Jak zwykle uśmiechał się od ucha do ucha, a w ręku trzymał reklamówkę.
- Pomyślałem, że zjemy razem obiadek - uniósł torbę i zaczął wchodzić do mojego mieszkania
- To nie myśl - odpowiedziałam mu oschle
- Oj, ktoś tu wstał lewą nogą. Nie martw się, na ratunek przyszedł twój najlepszy, najprzystojniejszy, najukochańszy, najzdolniejszy i najzabawniejszy chłopak na świecie - powiedział kładąc zakupy na blacie kuchennym
- I najskromniejszy - dodałam naśladując jego głos
- Dokładnie - przytaknął i pocałował mnie w czoło - Masz ochotę na spaghetti ? - spojrzał na mnie
- W sumie to - nie mogłam skończyć mojego zdania, gdyż Loczek mi przerwał
- Głupie pytanie, oczywiście, że masz ochotę. Trochę blado dziś wyglądasz. Jesteś chora ? - zapytał chodząc po kuchni - Gdzie masz jakiś garnek ?
- Harry... - i znowu próba powiedzenia czegokolwiek poszła na marne
- O mam - odparł otwierając szafkę i wyjmując z niej duży garnek - A jakaś łyżka drewniana ?
- Harry... - czy ten chłopak jest głuchy
- O mam, coś duża ta twoja kuchnia kochanie - nie wytrzymałam i wydarłam się
- Harry ! - brunet popatrzył na mnie w szoku. Chyba nie myślał, że mój głos może być aż tak doniosły - Nie mam ochoty nic zjeść, jestem zmęczona i ostatnie czego potrzebuję to ciebie
Wiedziałam, że dzisiejszego dnia powiem coś czego nie powinnam powiedzieć. Albo chciałam to powiedzieć ? Sama nie wiem.
- Chciałem po prostu zrobić ci obiad nie musisz od razu być taka wredna - splunął, a w moim ciele wszystko się gotowało
- Och przepraszam bardzo, ale jakbyś dał mi dojść do słowa to może nie musiałabym myć taka WREDNA
- odparłam akcentując ostatnie słowo
- Wiesz co chyba się nie dogadamy - Harry poszedł w kierunku korytarza omijając mnie - Zadzwoń jak poczujesz się lepiej - dodał wychodząc z mojego domu
Nie mogąc powstrzymać złości zaczęłam krzyczeń. Nie mogę wytrzymać tego, że nie jestem idealna. Chciałbym być idealną córką, przyjaciółką, modelką i dziewczyną. Chciałabym, żeby każdy człowiek widział we mnie ideał. Żeby każdy mi zazdrości wyglądu i charakteru. Tego, że moje ciało jest idealne. Każde moje słowo i czyn jest perfekcyjne. Każdy detal mojego wyglądu sprawia u ludzi zachwyt. Że moje zachowanie nikogo nie rani. Chciałabym być idealna, ale nie wiem jak.


Przepraszam, że tyle czekaliście na ten rozdział. Są wakacje, jest gorąco i w sumie nie zawsze mam czas, albo ochotę na napisanie notki. Do tego dochodzi jeszcze sprawa komentarzy. Dziękuję naprawdę wszystkim, którzy starają się nas weprzeć swoimi komentarzami. Wasze zdanie jest dla nas naprawdę ważne. Dlatego jak CZYTASZ TO SKOMENTUJ. To naprawdę nic nie kosztuję, a chwilka na napisanie krótkiej opinii chyba nikomu nie zaszkodzi. Możecie również zadawać nam pytania na naszym asku co do bohaterów i innych rzeczy. Jestem wdzięczna, że macie ochotę czytać nasze wypociny i mam nadzieję, że pod tym rozdziałem zobaczę jakieś 20 komentarzy. Było by miło /Lexi

WAŻNA WIADOMOŚĆ

Założyłyśmy konto na twitterze poświęcone naszej twórczości. Tam możecie pisać w sprawie blogów, czytać cytaty z opowiadań i wiadomości o terminie dodania rozdziałów. Liczymy, że dacie jemu follow, a na pewno dostaniecie follow back :)) Dziękujemy!

sobota, 13 lipca 2013

Rozdział 8

<Leah>


- Już jestem blisko domu chłopaków - powiedziałam przez telefon do dzwoniącej do mnie Alexis.
- No dobra, czekamy na ciebie - odparła wesoło Lexi.
Wyłączyłam się i rozglądnęłam po okolicy. Jeszcze muszę minąć parę domów i znajdę się pod willą chłopaków. Często ostatnio tam bywam.
Zobaczyłam oddalony o chwilę drogi duży, piękny dom. Uśmiechnęłam się, wiedząc, że tam właśnie podążam. Niebawem byłam już pod drzwiami wejściowymi.
Zapukałam w drewno. Nie musiałam długo czekać.
- Hej - zobaczyłam przed sobą moją blond przyjaciółkę.
- Cześć, widzę, że rozgościłaś się już - odparłam, zwracając uwagę na to, że akurat ona mi otworzyła.
Lexi uśmiechnęła się.
- Tak, bo jest coś o czym muszę ci powiedzieć - wytłumaczyła, a ja poczułam rosnącą we mnie ciekawość.
- Hej - za Alexis pojawił się Harry, który szeroko się do mnie uśmiechnął - Fajnie, że jesteś.
Pomachałam ręką w stronę zielonookiego.
- O czym chciałaś mi powiedzieć? - odwróciłam swój wzrok w stronę blondynki.
Lexi złapała Harry'ego za rękę i wplotła swoje chude palce między jego.
Popatrzyłam ze zdziwieniem na moją przyjaciółkę.
- O tuż - dziewczyna na chwilę zamilkła - Ja i Harry jesteśmy razem - dodała, a na ich twarzach pojawiły się nieśmiałe uśmiechy.
- To super - mruknęłam, wchodząc do środka mieszkania - Kiedy to uczcimy?
- Cała Leah - odparła Lexi, zakładając ręce na wysokości piersi - Myślisz tylko o imprezie.
Zaśmiałam się. W sumie miała wiele racji.
- Możliwe - wzruszyłam ramionami i udałam się w kierunku salonu.
W środku zastałam Niall'a i Liam'a siedzących na kanapie. Oboje byli wpatrzeni w ekran telewizora.
- Cześć - powiedziałam, stając w wejściu do pomieszczenia.
- Jest i Leah - Liam przeniósł swój wzrok na mnie i uśmiechnął się.
Odwzajemniłam jego gest, po czym podeszłam do kanapy i zajęłam miejsce między przyjaciółmi. Lexi razem ze swoim chłopakiem usiedli na oddzielnej, mniejszej kanapie.
Przeniosłam wzrok na Niall'a, który przyglądał mi się.
- Coś się stało? - zapytałam, zdziwiona podejrzanym zachowaniem farbowanego blondyna.
- Nie przyniosłaś żadnego jedzenia? - w jego głosie usłyszałam wiele nikłej nadziei.
- Yhm, Niall - Liam spojrzał ze współczuciem na przyjaciela - Leah nie pracuje w jakimś fast foodzie, tylko w barze. Tam nie ma jedzenia.
- Aha - Irlandczyk zrozumiale kiwnął głową.
- Nawet nie byłam w pracy - wytłumaczyłam - Jest za wcześnie - dodałam.
- Pracujesz tylko na drugie zmiany? - kolejne pytanie Niall'a. Czasem czuję się, że muszę wszystko mu tłumaczyć. W sumie jedynie on i Liam nie byli w barze.
- Tak, bo nie jest otwarty w dzień - odparłam, poprawiając się na siedzeniu - Jest czynne tylko nocą.
Jedynie Payne i Horan mnie słuchali. Spojrzałam na parkę, która całowała się. Nie lubię takich widoków. Czuję się wtedy nieswojo. Postanowiłam przerwać ich sielankę.
- Oddychaj Harry - mruknęłam, na co Styles odsunął się szybko od Lexi.
W pokoju rozbrzmiał głośny śmiech Niall'a. Tylko on śmieje się tak uroczo.
- Może coś porobimy? - zaproponował Harry, chcąc zmienić temat.
- Pojedźmy gdzieś zjeść? - wiadomo było, że Niall to zaproponuje.
- Zjeść? - Lexi się skrzywiła.
Znam ją i wiem, że jedzenie nie należy do czegoś co lubi.
- To dobry pomysł - zauważył Liam, spoglądając na zegarek powieszony na ścianie - Jest już pora obiadowa, a nikt z nas pewnie nie jadł.
Payne spojrzał na mnie, a ja kiwnęłam potwierdzająco głową. W sumie byłam głodna.
- Dobrze - powiedziała Alexis, wypuszczając przy tym sporą ilość powietrza z płuc.
- A gdzie Louis i Zayn? - zapytałam, uświadamiając sobie, że ich brakuje.
Na ogół chłopcy nigdzie bez siebie nie wychodzą.
- Z dziewczynami - wytłumaczył mi Styles - Ale napisze im, to może do nas dołączą.
- Świetny pomysł - poparł przyjaciela Niall.
Wszyscy wstaliśmy z miękkich sof i ruszyliśmy w stronę wyjścia. Styles zaproponował, że pojedziemy jego autem, a reszta nie miała co do tego zarzutów, bo było dość duże.
Usiadłam obok Niall'a i Lexi, Harry zajął miejsce kierowcy, a koło niego był Liam.
- No to ruszamy - powiedział Styles, odpalając silnik.
Popatrzyłam, na siedzącą obok mnie Lexi. Blondynka siedziała bawiąc się nerwowo rękoma i patrzyła na widoki za szybą. Była zdenerwowana.
Popatrzyłam przed siebie.
Nagle poczułam, że auto hamuje.
- Jesteśmy - zakomunikował nam wesoło Harry, po czym wysiadł.
Odpięłam pasy i wysiadłam zaraz po Lexi, której drzwi otworzył Styles. Rozglądnęłam się, a mój wzrok natrafił na restaurację, w której stronę szedł Niall i Liam. Razem z Harry'm i Alexis ruszyliśmy za nimi.
Całą grupa weszliśmy do środka i zajęliśmy miejsca przy okrągłym stole. Siedziałam między Liam'em i Alexis. Kelner przyniósł nam menu, które każdy zaczął przeglądać.
- Patrzcie kogo przywiało - odezwał się Harry, z uśmiechem wskazując na wejście restauracji.
Zobaczyłam oddalonych od nas o parę metrów Louis'a i Zayn'a. Oboje szli w naszą stronę, szczerząc się.
- Hej ekipo - Louis zajął miejsce koło Harry'ego, który po swojej drugiej stronie miał Lexi.
Zayn popatrzył się z uśmiechem na każdego po kolei i zajął miejsce między Niall'em i Tomlinson'em.
- Mogę przyjąć zamówienia? - nagle znikąd koło nas pojawiła się kelnerka.
- Tak, wszyscy weźmiemy hamburgery z frytkami i surówką - odparł Harry, zamykając menu. W sumie dobrze, że zadecydował za wszystkich, bo nie wiedziałam co wziąć.
- Jakie napoje? - zapytała kobieta, zapisując coś w notatniku.
- Sądzę, że każdy chce cole - powiedział Zayn, patrząc na każdego.
- Dla mnie wody - odezwała się Lexi, zaczesując palcami kosmyk włosów za ucho. Nie wiem, czy tylko ja zauważyłam, że ręce jej się trzęsą i nie wygląda zbyt dobrze.
- To wszystko? - upewniła się jeszcze kelnerka.
- Tak - oznajmił jej Liam.
Kiedy kobieta odeszła wszyscy zaczęliśmy rozmawiać i śmiać się. Na prawdę jestem w szoku, że tak szybko zakolegowałam się z nimi. Jedak na prawdę ich lubię. Chociaż nie wiedzą wiele o mnie. Mam nadzieję, że kiedyś powiem im o moich sekretach. O tym, że nie radzę sobie i że jestem narkomanką i mam z tym poważny problem.
Boje się, że będą chcieli mi pomóc. A to nie może się wydarzyć.
Po jakimś czasie pojawiła się kelnerka i każdy miał już swoją porcję jedzenia.
Nagle telefon Lexi znikąd zaczął dzwonić.
- Halo? - zapytała, przykładając iPhone'a do ucha - Teraz nie mogę Kim - dodała, poprawiając swoją błękitną koszulę.
Harry patrzył przez cały czas na blondynkę, czule jej się przyglądając.
- No dobrze. Cześć - Alexis odłożyła telefon i popatrzyła na każdego po kolei.
- Kto dzwonił? - zapytał Liam.
- Moja menadżerka - wytłumaczyła Lexi, po czym spojrzała na Harry'ego - Mam ważne spotkanie, muszę iść.
Moja przyjaciółka zaczęła wstawać z siedzenia.
- Zjedz i potem pojedziesz - zaproponował jej Styles, patrząc na nią proszącym wzrokiem.
- Śpieszę się Harry - wytłumaczyła mu - Zjem już na miejscu.
- Jak musisz - mruknął niezadowolony.
Lexi nachyliła się nad nim i złożyła mu na ustach całusa. Zaraz potem ruszyła do wyjścia.
Coś mi nie pasowało w tej całej sytuacji.
- Zabiorę się z Lexi - powiedziałam nagle chłopakom.
- Ty też sobie idziesz? - zapytał Louis.
- Przepraszam, ale mam do niej ważną sprawę - podniosłam się z miejsca - Zobaczymy się kiedy indziej. Cześć.
Chłopcy pomachali mi i z wymuszonym uśmiechem pożegnali. Szybkim krokiem pognałam w stronę wyjścia, mając nadzieję, że dogonię Alexis.
Na zewnątrz pobudziło mnie ciepłe powietrze. Zobaczyłam jak moja blond przyjaciółka wsiada do taksówki. Podbiegłam do auta i także wsiadłam do samochodu.
- Co tu robisz? - zapytała zszokowana blondynka, widząc jak zamykam za sobą drzwiczki i zapinam pasy.
- Jadę z tobą - odparłam, lekko się uśmiechając.
- Nie możesz, j-ja - za jąkała się przez chwilę, nie wiedząc co powiedzieć.
- Musisz jechać do Kim? - zapytałam ironicznie - Masz dziś wolne, a w twojej umowie jest zawarte, że Kim nie ma prawa ciebie wzywać w wolny dzień.
Zobaczyłam po minie Lexi, że mam rację. Znam ją już dobrze i wiem jaki ma układ z Kim.
- Gdzie jedziemy? - kierowca już się irytował.
Podałam mu adres pobliskiego parku. Droga trwała krótko. Wysiadłyśmy, a Lexi zapłaciła kierowcy. Podeszłyśmy do jednej z ławek i zajęłyśmy na niej miejsce.
- Mogłaś powiedzieć, że nie jesteś głodna, albo, że nie chcesz jeść - powiedziałam, patrząc na blondynkę - Nie musiałaś kłamać.
- Sama ich okłamujesz - odparła, patrząc na mnie ze złością - Nie mówisz im, że ćpasz.
- Powiem w odpowiednim czasie - szepnęłam, patrząc w stronę drzew.
- Jasne - mruknęła Lexi - Tak samo jak powiedziałaś rodzicom i Cece?
Nie musiała mieszać w to moją siostrę i rodziców. Ale miała dużo racji.
- Wiem, że nie powinnam kłamać - popatrzyłam na jej szczupłą twarz - Ale to wydało mi się najlepszym pomysłem i proszę nie komentuj tego.
Westchnęłam ciężko.
- No dobrze - odparłam.
Pamiętam jak zaczynała się nasza przyjaźń. Ja miałam od zawsze problem z narkotykami, a Lexi z jedzeniem. Dobrałyśmy się idealnie. Obiecałyśmy sobie nawzajem, że nie będziemy sobie pomagać z tymi rzeczami i nie wtrącać się w sprawy związane właśnie z tym. W ten sposób przetrwałyśmy. Zawsze uciekam od osób, które chcą mi pomóc z moim uzależnieniem. Tak samo ma Alexis.
Czy ta przyjaźń może się źle skończyć? Wiem, że utrzymuje mnie w moich chorym rozumowaniu o niekoniecznie szczęśliwym życiu.


Z każdym rozdziałem wychodzą nowe tajemnice o bohaterkach. Co sądzicie o ich układzie i przyjaźni? Piszcie w komentarzach, a jak będzie ich dużo to rozdział dodamy prędko :)) Na koncercie Rihanny bawiłyśmy się świetnie <3 To tyle, kocham was. Dobranoc xx /Leah

czwartek, 4 lipca 2013

Rozdział 7

<Alexis>

Znacie ten ból brzucha spowodowany głodem. Żołądek wywija się w każdą stronę, a ty słyszysz tylko ten irytujący dźwięk. Jeszcze cztery lata temu dobrze znałam ten brzuch. Uwielbiałam, gdy burczało mi ból.
Znaczyło to, że mogę coś zjeść. Teraz. Teraz tego nienawidzę. Nienawidzę jak ktoś mówi, że jest głodny. Nienawidzę widzieć jak ktoś je. Nienawidzę tych wszystkich kalorii zawartych w produktach. Nienawidzę jedzenia. Jako piętnastolatka przestałam odczuwać głód. Dosłownie. Jem tylko płatki zbożowe raz w tygodniu. Piję dużo wody i od czasu do czasu zjem sałatkę. Moim rodzicom to nie przeszkadza. Może bardziej tego nie widzą. Szczerze. Nie obchodzi mnie to. Moja waga mnie obrzydza. Zawsze jak staje na wadze to zaczynam płakać. Nienawidzę podchodzić do lustra w samej bieliźnie i widzieć ten brzuch. Niektórzy mi mówią, że to chore. Ale ja po prostu chcę być idealna.
- Pani kawy - odparła miło kelnerka
- Dziękuję - uśmiechnęłam się do niskiej blondynki
Dzisiejszego dnia umówiłam się z Harrym w kawiarni. Przez ostatnie kilka dni bardzo się zbliżyliśmy do siebie. Zresztą jak z resztą zespołu. Leah i ja praktycznie każdą wolną chwilę spędzamy w domu chłopaków. Na początku myślałam, że to banda rozpieszczonych gwiazdeczek, ale z czasem okazali się oni naprawdę cudownymi osobami. Tak samo jak Eleanor i Perrie. Są naprawdę wspaniałe. A do tego ich wygląd zniewala. Styles od naszego pierwszego spotkania bardzo się zmienił. Jest milszy. Bardziej czarujący i romantyczny ? Tak zdecydowanie romantyczny. Wydawał się być chamem, który myśli tylko o tym jak zaciągnąć dziewczynę do łóżka. Oczywiście jego dokuczliwe komentarze sprawiają, że mam ochotę mu przywalić, ale w końcu to Harry Styles i chyba takiego go lubię.
- Hej piękna - z rozmyśleń wyrwał mnie głos Loczka, który delikatnie pocałował mnie w policzek i usiadł przede mną
- Hej - powiedziałam nieśmiało - zamówiłam już dla ciebie kawę
Chłopak szeroko się uśmiechnął spoglądając na kubek mrożonej kawy, która stała przed nim.
- Więc jak ci mija dzień ? - powiedział Harry, po czym wziął łyk napoju
- Dobrze - zaczęłam trzymając kubek w rękach - Niedługo mam kolejny pokaz - starałam się unikać z nim kontaktu wzrokowego.
Nagle poczułam ciepłą dłoń chłopaka na mojej. Popatrzyłam się w górę i dostrzegłam blask jego zielonych oczów. Były tak jasne i wyraźne jak jeszcze nigdy. Nigdy przenigdy nie widziałam go tak skupionego.
- Alexis - wyszeptał pół głosem, a po moim ciele przeszły przyjemne dreszcze
Gdy tylko rozejrzałam się w około mogłam zauważyć kilka osób zerkających w naszą stronę. Czując lekką presję wyrwałam szybko się z uścisku Styles'a. On tylko zmarszczył brwi
- Czego się boisz ?
- Ja-ja się nie boję - westchnęłam
- Widzę, że się czegoś boisz. Alexis chciałem ci powiedzieć, że bardzo cię lubię i - wziął głęboki oddech jakby miało to być ostatnie zdanie jakie ma wypowiedzieć w swoim życiu - Zależy mi na tobie. Cholernie mi na tobie zależy.
Lekki uśmiech wkradł się na moje usta.
- Mi na tobie też - chłopak oblizał usta i przysunął się do mnie
- Pomyślałam sobie - złapał moją dłoń - czy byś nie chciała zostać moją dziewczyną ?
Mogłam napajać się widokiem jego pięknych dołeczków. Kocham widzieć jego szczęście.
- No nie wiem - zaczęłam się z nim droczyć - Musisz mi opowiedzieć jakie będę miała z tego korzyści
- Na przykład takie - Twarz Harrego w błyskawiczny sposób znalazła się tuż przy mojej.
Jego pełne usta zatopiły się w moich. Nasze języki wiły się w okół siebie. Pierwszy raz czuję coś w brzuchu oprócz zdenerwowania. Dziwne uczucie, ale mi się podoba.
- I dużo, dużo dużo więcej - odparł zadowolony brunet odsuwając się trochę ode mnie
- W takim razie mogę zostać twoją dziewczyną panie Styles - uśmiechnęłam się do niego
- Zatem, czy panienka Collins nie miała by ochotę pójść na spacer ze swoim chłopakiem ? - zapytał szarmanckim głosem
- Z przyjemnością - odpowiedziałam wstając z krzesła
- Panie przodem - zakomunikował zadowolony Harry otwierając mi drzwi
- Dziękuję - odparłam zawstydzona
Szliśmy w kierunku małego parku tuż koło kawiarni. Nasz spacer trwał z jakieś dziesięć minut. Czując lekkie zawroty w głowie postanowiłam usiąść na ławce.
- Co ty robisz ? - odwrócił się w moją stronę Loczek
- Nogi mnie bolą - skłamałam. Nie mogłam mu powiedzieć tego, że tak naprawdę nie jadłam od kilku dni i
mój organizm jest wyczerpany
- Leń - jęknął Harry
Ja natomiast przesłałam mu buziaki i poklepałam miejsce koło siebie dając znak, żeby tam usiadł. Styles w mgnieniu oka znalazł się koło mnie i objął mnie ramieniem. Wtuliłam się w jego umięśniony tors zamykając oczy. Nagle poczułam wibracje w kieszeni spodni mojego chłopaka. Odchyliłam się od niego i obserwowałam jak przysuwa telefon do ucha.
- Halo...W parku...Z Alexis...Dobra...Będę za piętnaście minut - skończył rozmowę, po czym spojrzał na mnie - To Liam. Mówi, że musimy obgadać parę ważnych rzeczy
- Ok. No to idziemy - wstałam z ławki i udaliśmy się pod kawiarnie, gdzie Styles zostawił swoje auto
- Odwiozę cię - powiedział opierając się o auto i przyciągając moje ciało do swojego
- Nie  musisz. Mieszkam nie daleko, a ty się śpieszysz - westchnęłam patrząc w jego zielone oczy
- No dobrze, ale zadzwoń jak będziesz w domu - uśmiechnęłam się - zobaczymy się jutro
- Dobrze - odpowiedziałam i pocałowałam go delikatnie w usta
Zaczęłam iść w kierunku swojego domu. Nie wiem czemu, ale cieszę się jak jakieś małe dziecko. Po raz pierwszy w życiu czuję, że ktoś się troszczy o mnie. Że ktoś myśli o mnie i dba. To jest wspaniałe uczucie. Patrzyłam przed siebie na drogę, a w myślach miałam tylko ten uśmiech. Te piękne dołeczki, za którymi już tęskniłam.
Przeczesałam palcami po mich blond włosach i poprawiłam swoją czarną bluzkę, którą włożoną miałam w dżinsy z wysokim stanem. Na nogach miałam brązowe balerinki. Skręciłam w uliczkę i zanim się obejrzałam znajdowałam się tuż koło mojego domu. Weszłam do środka i zauważyłam, że w salonie siedzą rodzice na kanapie i oglądają jakiś film.
- Hej - podeszłam do nich i ucałowałam w policzek
- W kuchni jest obiad dla ciebie - oznajmiła mi mama nadal wpatrzona w telewizor
- Zaraz zjem - To takie śmieszne, że oni nic nie zauważają.
Z jednej strony jest mi trochę przykro widząc to jak obojętna jestem mojej rodzinie. Nie widzą tego, że zawsze albo NIBY jem sama, albo w ogóle nie jem. Zawsze im mówię, że zaraz sobie odgrzeję czy coś. Po czym idę do kuchni i wyrzucam jedzenie do śmieci. Za to z drugiej strony są to pewne możliwości. Nie wiem czy wolałabym rodziców, którzy nie odstępowali by mnie na krok dopóki bym czegoś nie zjadła. Znam już takie przypadki. Większość modelek, które wylądowały w szpitalu mają potem problemy z powrotem do zawodu. Dlatego ja nie mogę pozwolić na to by ktoś dowiedział się o tym, że nic nie jem.
Weszłam do pomieszczenia i zauważyłam na blacie talerz pełen ziemniaków, kotleta i ogórka. Momentalnie zakręciło mi się w głowie czując ten zapach. Usłyszałam dźwięk mojego iPhon'a. Na wyświetlaczu widniała ikonka ze zdjęciem mojej menadżerki.
- Tak Kim - przyłożyłam telefon do ucha
- Dzień dobry skowronku. Jaki piękny mamy dziś dzień, nie sądzisz ? - przewróciłam oczami słysząc ten irytujący głos
- Po co dzwonisz ? - oparłam się o blat
- Wyobraź sobie, że przeglądałam dosłownie przed chwilą strony plotkarskie. W jednej z nich przeczytałam o pewnej uroczej parce, która przytulała się w kawiarni nieopodal twojego domu. Wiesz może o kim mowa ? - odparła sarkastycznie kobieta
- Już o nas piszą ?! - niemalże zakrztusiłam się swoją śliną
- Piszą, piszą. Cóż nawet są zdjęcia. I szczerze mówiąc nie jestem z nich zadowolona. Czy na stole są dwie kawy ? Co ja ci mówiłam o piciu mrożonej kawy. Wiesz dziecko ile ma to kalorii ?! - Praktycznie czułam ten jad, który wylewał się z jej ust
- Nie piłam tego - Nie chciałam się jej tłumaczyć
- Nie ważne twoja sprawa i tego twojego dużego tyłka. W każdym bądź razie, oby tak dalej moja kochana. Mam nadzieję, że niedługo już będziesz na okładkach gazet - Miałam ochotę pójść tam do niej i skopać jej dupę
- Mhm
- To widzimy się jutro w agencji - rozłączyłam się i niemalże czułam jak moje ciało gotuje się od środka
Zauważyłam, że dostałam już dawno wiadomość. Od: Harry 'Już tęsknie moja dziewczyno. xx'. Poczułam zimny chłód, który przeszedł moje ciało. Nie mam pojęcia czemu, ale czuję się źle. Tak bardzo źle.


Rozdział 7 - napisany. Mam kilka spraw do omówienia. Po pierwsze przepraszamy, że coraz rzadziej dodajemy rozdziały. Nie jest to spowodowane drugim blogiem tylko tym iż widzimy ile was komentuje nasze notki. Już nie mam sił o tym pisać, dlatego zostawię to dla siebie.  Następny rozdział będzie jakoś za tydzień, gdyż jedziemy do Gdyni na koncert Rihanny. Mam nadzieję, że podoba wam się rozdział i będziecie wyrażać swoją opinie na jego temat. Mimo wszystkiego kocham was i pozdrawiam /Lexi