poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Rozdział 16

<Leah>


Godzina 22:56, szpital

Oparłam głowę o zimną ścianę, po czym zsunęłam się, uderzając kolanami o okafelkowaną podłogę. Nadal płakałam.
Ludzie żyją szybko. Nie łapią chwil. Myślą, że wszystko będzie wtedy przychodzić łatwiej. Zabawne. Ludzie nie mają racji.

6 godzin wcześniej, tesco

- Aaa, szybciej Liam - krzyknęłam do chłopaka, patrząc jak Louis i Niall nas wyprzedzają.
Kiedy nasz wózek był prawie przy nich, Tomlinson popchnął nas. Nie zważył jednak na to, że Liam ma więcej siły od niego. Payne uderzył wózkiem, w którym siedziałam, w ich wózek, co spowodowało, że wjechali w jakąś wystawę z chipsami.
Liam nadal pchał wózek ze mną do mety, czyli alejki z nabiałem, gdzie na zwycięzców czekał Zayn.
- Wygraliśmy - krzyknęłam radośnie, wychylając się z naszego 'rajdowca', aby zobaczyć co z Niall'em i Lou.
Horan, który tak jak ja siedział w wózku był cały przysypany chipsami, za to Louis leżał na podłodze i się darł.
Zaczęłam się śmiać, z trudem łapiąc oddech.
Na zakręcie Liam trochę się poślizgnął, ale nie zwolnił i wjechał w alejkę z nabiałem. Podniosłam jedną rękę, do góry, gdy tylko zobaczyłam uśmiechniętego Malik'a.
- Gratuluję - powiedział, kiedy Liam koło niego zastopował wózek.
Z uśmiechem przybiłam triumfalną piątkę Zayn'owi.
- Gdzie przegrani? - spytał Payne'a.
- Wypadli z toru - zaśmiał się przyjaciel - Chodźmy do nich.
Postanowiłam wyjść z wózka. Wstałam i złapałam się ramienia Liam'a. Przełożyłam jedną nogę, po czym momentalnie drugą, co spowodowało, że znalazłam się na podłodze. Uśmiechnęłam się do przyjaciół.
- Idziemy - zakomunikowałam, łapiąc za wózek.
Podeszliśmy do Lou i Niall'a, który już wyszedł z wózka.
- I co? - zapytałam z udawaną powagą - Jak się czują przegrani? - przyłożyłam sobie do czoła dłoń, której palce układały się w literę l.
- Byliśmy blisko wygranej - odparł Louis. Musiał być tym bardziej zły, bo to on wymyślił te głupie wyścigi w wózkach.
- Trzeba to posprzątać - zauważył Liam, spoglądając na rozsypane paczki chipsów.
Gdzieniegdzie opakowania były otwarte, a jedzenie że środka wysypane.
- Że też musiałeś nas pchnąć na wystawę z chipsami - odezwał się Horan, głęboko wzdychając - Taka strata...
- Oj nie płacz już Nialler - Zayn poklepał go po ramieniu - Idę zapłacić za szkody, a wy to ogarnijcie - dodał, po czym poszedł w stronę kas.
- Malik jak zwykle ucieka od brudnej roboty - westchnął Lou, łapiąc za jedną z paczek chipsów. Następnie odłożył ją na wystawę i ponowił swoje działania.
Postanowiłam, że nie będę bezczynnie stać i pomogłam Tomlinson'owi. Po chwili dołączyli do nas Liam i Niall. Sprzątanie szło szybko. Braliśmy tylko te nie zniszczone paczki, a te otwarte zostawialiśmy na podłodze. Po jakimś czasie przyszedł Zayn z jakąś panią.
- Dziękuję, zajmę się resztą - powiedziała, potrząsając miotłą którą miała w ręce.
- Dziękujemy - powiedział z uśmiechem Liam, po czym zwrócił się do nas - Chodźcie skończyć zakupy.
- Możesz to odłożyć - powiedziałam do Niall'a, który nadal trzymał dwie paczki chipsów.
Na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- Żartujesz? - zapytał - Kupujemy to.
Zaśmiałam się, po czym wzięłam jego zdobycz, aby wrzucić do wózka. W końcu zrobimy normalne zakupy.
- Co na obiad? - zapytał chłopaków Lou, kiedy szliśmy wzdłuż alejki z makaronami.
- Jak już tu jesteśmy - rozglądnął się Zayn - To ja proponuję spaghetti.
- Świetny pomysł - pogratulował mu Niall - Aż dziwne, że w tak pięknym młodzieńcu jest jakaś inteligencja - dodał, nabijając się z Malik'a.
Zayn tylko coś mruknął pod nosem.
- Chodź po jakiś sos - usłyszałam Liam'a, który chwycił moją dłoń i pociągnął w inną stronę.
- Niech będzie - odparłam zadowolona, idąc za nim.
Na nasze szczęście sosy i inne dodatki do obiadów były dwie alejki dalej. Patrzyłam na kolorowe półki, szukając konkretnego składnika do spaghetti. Czułam obecność Payne'a obok. Tyle, że już nie trzymał mojej dłoni.
- Wszystko okej? - zapytał nagle, obracając w dłoni słoik z gotowym sosem.
- Tak, świetnie się bawię na tych zakupach - odpowiedziałam, obdarzając go szczerym uśmiechem.
- Wiesz, że nie o to pytam - Liam poważnie na mnie spojrzał - Pytam, czy już dobrze - domagał się prawdy, której ja nie chciałam ujawnić - Widać, że już nie jesteś roztrzęsiona, ale wiem, że dalej o coś się martwisz.
Jak zwykle mnie przejrzał. Czemu wyglądałam w miarę normalnie? Bo razem z Justin'em wybłagaliśmy u szefa wcześniejszą wypłatę. Mieliśmy więc pieniądze na jakieś ekstazy. Wczorajszy wieczór i większość nocy odpoczywaliśmy, w końcu mogąc trochę 'odpłynąć'. Także nie mam już drgawek, bo ilość narkotyku w krwi została unormowana. Gdy o tym myślę, potrafi przerażać.
Popatrzyłam się na Liam'a, który wciąż czekał aż coś powiem. Szczerze to czas normalnej reakcji na pytanie minął. On już na pewno wie, że szukam sprytnej, choć nie do końca szczerej odpowiedzi.
- Nie musisz mówić - poczułam jego dłoń na swojej.
Dopiero teraz zrozumiałam, że stoję miejscu. W kompletnym bezruchu. Jakbym skamieniała.
- Yhh.. ja - zaczęłam niepewnie.
Jak ja bardzo chcę mu to powiedzieć! Niestety chcieć, a móc to co innego. A ja tkwię w szarej rzeczywistości o nazwie 'Miń się z marzeniami'.
- To jak z tym sosem? - pojawienie się Niall'a uratowało mnie. Horan, jak ja ci się odwdzięczę? No tak. Mogę po prostu kupić mu coś do jedzenia.
- Bierzemy ten - Liam podał mu słoik, który trzymał całą naszą rozmowę. Popatrzył na mnie. Jego mina świadczyła o tym, że jeszcze wrócimy do tego tematu.
Podeszliśmy z chłopakami do kas. Zapłaciliśmy za zakupy, po czym wyszliśmy na zewnątrz. Na parkingu podeszły do chłopaków dziewczyny, prosząc o autograf.
- Poczekam przy aucie - szepnęłam do Zayn'a, koło którego akurat stałam.
Odeszłam od nich, zostawiając z fankami. Oparłam się o samochód Louis'a i wyjęłam mojego Black Berry z kieszeni czarnych spodni. Wybrałam numer.
- Co tam ruda? - po paru sygnałach usłyszałam rozbawiony głos przyjaciela.
- Jakie plany na dziś? - zapytałam, obserwując moich przyjaciół podpisujących jakieś zeszyty - Oboje mamy wolne - dodałam z uśmiechem.
- Możesz zostać u twoich przyjaciół - powiedział.
- Do czego zmierzasz? - zapytałam, kopiąc trampkami beton.
- Idę do Nicole - wytłumaczył. Byłam stu procentowo pewna, że teraz się uśmiechał - Zamierzam jej powiedzieć - dodał poważnie, a ja zamarłam.
- O czym powiedzieć Justin? - błagam, żeby to tylko nie było to, o czym myślę.
- Jak to o czym? - zaśmiał się. To kurwa nie jest śmieszne idioto! - O moich problemach - ostatnie słowo wypowiedział dość specyficznie. Nie to nie prawda.
- Justin proszę - szepnęłam - Ona cię nie zrozumie. Wiem, że ci na niej zależy, ale to za szybko.
W tym momencie szczerze się bałam. Znam Walker'a i wiem, że załamie go fakt, że ona tego nie przyjmie  tak, jakby chciał.
- Martwisz się o mnie siostrzyczko? - zawsze mnie tak nazywał, gdy czegoś mu zabraniałam.
- To poważne.
- Może ty nie potrafisz powiedzieć o wszystkim swoim koleżkom - popatrzyłam w stronę przyjaciół. Żegnali się z dziewczynami, po czym szli w moją stronę, śmiejąc się z czegoś.
- Ja...
Chciałam mu coś konkretnego powiedzieć, ale nie miałam pojęcia co. Gdy teraz patrzę na tą grupę i wiem, że ich okłamuje czuję ukucie w sercu. Możliwe, że Justin miał rację, ale dalej nie uważam za dobry pomysł mówienie Nicole o wszystkim.
- Ja kończę - usłyszałam jego głos.
- Pa - odparłam od niechcenia, po czym schowałam telefon do kieszeni, w momencie przyjścia chłopaków.
- Kto to? - zapytał Niall. Po chwili dostał z łokcia w żebra od Zayn'a - Auć. Za co? - zaczął masować obolałe miejsce.
- Nie interesuj się tak blondyno - mruknął Malik, uśmiechając się w moją stronę.
- Ja się nie interesuję - zaprzeczył z uśmiechem.
Wsiedliśmy do auta. Zajęłam miejsce między Irlandczykiem, który już jadł dopiero co kupione chipsy, a Liam'em, patrzącym na widok za szybą. Lou prowadził, a Zayn siedział koło niego, zajęty komórką.
Chyba pierwszy raz w samochodzie z nimi panowała cisza. Tak z nimi, chłopakami, którzy są wyrzucani z biblioteki za głośne gadanie. Dobrze słyszałam uporczywe stukanie Malik'a o dotykowy ekran komórki, przegryzanie chrupek przez Niall'a, ustabilizowany oddech Liam'a i ciche nucenie przez Louis'a jakieś piosenki.
- Może zadzwonimy po Lexi i Harry'ego - zaproponowałam, chcąc przerwać tą cholerną ciszę.
- Okej - powiedział Zayn i wyszukał w kontaktach loczka. Po chwili miał już telefon przy uchu i czekał na reakcje przyjaciela.
Każdy w aucie patrzył na Malik'a. Nawet Lou co jakiś czas przenosił wzrok z ulicy na Mulata.
- Siema Hazz... Przyjdziecie do domu z Lexi? Okej... - słyszenie tylko jednej osoby podczas rozmowy jest denerwujące - Akurat będziecie na obiad... To super... Czekamy, cześć.
Gdy tylko chłopak rozłączył się obdarzył nas ciepłym uśmiechem.
- Będą? - spytałam, choć poniekąd po reakcji Malik'a sądziłam, że się zgodzili.
- Jasne - odparł, wracając do wcześniejszych zajęć na komórce. Mogę się założyć, że teraz piszę z Perrie - Niedługo przyjadą, bo są teraz w centrum, a chyba dziś nie jest tak źle z korkami.
- To Londyn - zaśmiał się Louis, gdy już parkował pod domem - Tu zawsze są korki.
- Ale dziś są znośne - odparł Zayn.
Odpięłam pas, po czym spojrzałam na blondyna. Niall zdążył już opróżnić paczkę chipsów. Wszyscy weszliśmy do ich domu, gdy tylko Liam otworzył.
- Głodny jestem - powiedział Horan, gdy tylko usiadł na kanapie.
- Dopiero co zjadłeś chrupki - zauważyłam, wciągając powietrze z niedowierzania. W sumie to już nie raz przekonałam się ile ten dość drobny blondyn potrafi zjeść. Tyle, że zawsze mnie zaskakuje.
- Jak taki jesteś głodny to pomóż mi obiad robić - zaproponował mu Payne. Dopiero teraz odezwał się od powrotu.
- No okej - Niall leniwie wstał z kanapy i ruszył z przyjacielem do kuchni.
- Pomogę im - powiedział nagle Lou - Czuję, że będzie ciekawie -  zaśmiał się jeszcze, wychodząc.
- Idziemy na taras? - zapytał Zayn z uśmiechem.
- Jasne - poszłam w stronę szklanych drzwi, wiedząc co przyjaciel mi proponuję.
Paliliśmy przez dość długi czas. Siedząc jak  zawsze na schodach gadaliśmy o różnych sprawach, nie obyło się bez rozmowy o Harry'm i o Lexi. Zayn tak jak ja zauważył, że są coraz to sobie bliżsi. Oczywiście cieszy nas ten fakt.
Kiedy wróciliśmy, usłyszałam, otwieranie drzwi.
- Czyżby nasze gołąbeczki wróciły - zaciekawił się Zayn, siadając na kanapie. Zajęłam miejsce obok.
Po jakiś dwóch sekundach do salonu weszła moja blond przyjaciółka i jej jak zwykle uśmiechnięty chłopak.
- Cześć wszystkim - pomachała w naszą stronę.
Podniosłam się i podeszłam do Alexis, którą nie widziałam już jakiś czas. Kiedy znalazłam się w uścisku z chudą blondynką poczułam się lepiej.
- Tęskniłam - mruknęła zadowolona Collins.
- Ja też, siadaj - zaprowadziłam ją do kanapy i posadziłam obok mnie, za to ja dalej z drugiej strony miałam Malik'a.
- Co mi dziewczynę zabierasz? - przy Lexi znalazł się szybko Harry, który objął ją ramieniem.
- To moja przyjaciółka - zaczęłam się z nim droczyć.
- A moja dziewczyna - wystawił mi język.
- Ale woli mnie - dodałam, coraz bardziej rozbawiona sytuacją.
- Nie, mnie - odparł uparcie Hazz.
- Zawiodę was - do pokoju wszedł uśmiechnięty Niall - Po tym jakie dobre spaghetti zrobiłem Lexi pokocha mnie bezwarunkowo - blondyn złapał jej dłoń - Chodź jeść.
- Nas to już  nie zaprosi - zaśmiał się Zayn, wstając po chwili.
Wszyscy przeszliśmy do jadalni i zajęliśmy miejsca przy stole.
- A tak dla ścisłości - odezwał się Liam - Niall nie robił jedzenia - dodał. Widocznie słyszał naszą rozmowę w salonie.
- Jak to nie? - oburzył się Horan, który siedział między mną, a Lou.
- Wszystko tylko podjadałeś - wytłumaczył Payne, a Irlandczyk już się nie bronił tylko kiwnął głową, rozśmieszając wszystkich wokół. Louis wywalił się co przyprawiło Styles'a o większy atak śmiechu.
Dopiero teraz zwróciłam uwagę, że na stole jest porcja dla każdego. Złapałam za widelec i zaczęłam mieszać jedzenie, z którego od razu zaczęła się unosić para. Wszyscy życzyliśmy sobie smacznego, po czym zaczęliśmy jeść. Nie obyło się bez rzucania jakimiś kawałkami mięsa lub krztuszenia się piciem.
Popatrzyłam na Lexi. O dziwo jadła. Tyle, że może jej jedzenie nie znikało z talerza tak szybko jak u nas, ale jadła. Byłam pod wrażeniem tego, co ostatnio zmieniło się w niej. Uśmiechała się częściej, była rozmowna i nie tak zdenerwowana jak zawsze. Ten związek na pewno działa na nią dobrze. Harry co jakiś czas spoglądał na nią i patrzył jak je. Jego troskę można było wyczuć w całym pokoju.
- Leah - usłyszałam czyiś głos.
Popatrzyłam na Zayn'a siedzącego obok mnie.
- Hm? - zapytałam - Zamyśliłam się i cię nie usłyszałam.
- Pytałem, czy skończyłaś - powtórzył się i przeniósł wzrok na mój praktycznie pusty talerz.
- Tak - kiwnęłam głową, podając mu naczynie.
Zebrał talerze od wszystkich, chodź u Lexi została jeszcze spora porcja. Blondynka powiedziała jednak, że więcej w siebie nie wepchnie.
Jeszcze przez długi czas siedzieliśmy przy stolę i piliśmy kolejną i kolejną herbatę, albo kawę. Naprawdę spędzanie z nimi czasu spokojnie mogę dodać do moich ulubionych zajęć. Nigdy chyba nie śmiałam się tyle jednego dnia. Chłopcy opowiadali różne, zabawne historię ze swojej kariery, co jakiś czas wcinając się sobie w zdania i poprawiając siebie nawzajem, co było jeszcze śmieszniejsze, bo wychodziły z tego zupełnie bez sensowne opowieści.
Stwierdziłam, że powinnam już wracać do domu.
- Będę się już zbierać - powiedziałam, wstając.
- Na pewno? - zapytał smutno Niall.
- Zostań jeszcze - poprosił Louis - Mamy jeszcze mnóstwo ciekawych historii.
- To jest pewne Lou - zaśmiałam się - Ale opowiecie mi kiedy indziej.
- No dobrze - Zayn także wstał - Odwiozę cię.
- Nie mam siły odmówić - uśmiechnęłam się do niego, co on odwzajemnił.
Pożegnałam się ze wszystkimi i skierowałam do wyjścia, razem z Mulatem. Wsiadłam do jego auta, tak jak i on. Ruszył i przez chwilę panowała cisza. Zaczęłam gadać mu o jakiś bezsensownych rzeczach, takich jak to, że jutro idę do pracy, a tego nie chcę.
Kiedy podjechaliśmy pod miejsce mojego zamieszkania, chciałam wysiadać już z samochodu. Poczułam, że Malik zatrzymuje mnie, chwytając za nadgarstek. Kolejna trudna rozmowa?
- Wiem, że przytłacza cię troska Liam'a - zaczął, poważnie na mnie patrząc - Ale zrozum. On już tak ma, że się martwi. Musi mu zależeć, skoro nie chce abyś cierpiała.
Kiwnęłam głową na znak, że rozumiem.
- Jest już taki.
- Lubie go takiego - przerwałam mu, delikatnie się uśmiechając.
- No widzisz. Liam zawsze martwi się na zapas - zaśmiał się - Nie musisz mu, nam wszystkiego mówić. Po prostu czasem widzimy, że nie jest dobrze...
Poczułam, że zaczynam się denerwować. Rozmowa przechodziła na niewygodny temat.
- Leah - zaczął, patrząc na mnie - Miałem kiedyś kolegów mających problemy z narkotykami. Ja się domyślam...
Zesztywniałam. Patrzyłam przed siebie nie mogąc uwierzyć w jego słowa. Co miałam teraz powiedzieć?
- Zayn, proszę nie mówi innym - spojrzałam na niego. Wykręcanie się i tak nie miało sensu - Ja chcę im powiedzieć.
- Oczywiście, że nie zdradzę twojego sekretu - chłopak uśmiechnął się pocieszająco - Tylko po prostu nie sądzę, że to dobre.
- Wiem - przerwałam mu - Kiedyś sobie z tym poradzę.
Pożegnałam się z przyjacielem, po czym wyszłam z auta. Dalej nie wierzyłam, że wiedział. Musiał się domyśleć, w czasie, gdy byłam taka roztrzęsiona i zdenerwowana. Wiedziałam, że nie powinnam się wtedy z nimi widzieć. Idiotka.
Weszłam do pustego mieszkania. Miałam ochotę wziąć, ale nie wiedziałam gdzie Justin położył resztę dragów. Z tego co pamiętam została jeszcze duża ilość. Podeszłam do stolika koło kanapy. Byłam pewna, że ostatnim razem je tu widziałam. Rozglądnęłam się. Coś mi nie pasowało. W sumie to praktycznie wszystko.
Większość rzeczy leżała na podłodze, nawet poduszki z kanapy. Jakby ktoś uporczywie czegoś szukał lub chciał wyładować złość. Weszłam do kuchni. Na podłodze walały się rozbite szklanki.
Któryś już dzisiaj raz stanęłam zszokowana.
Miałam w głowie mnóstwo pytań. Jedno bardziej odznaczało się w moim umyśle. Gdzie jest Justin?
Z nerwów ugryzłam się w wargę.
Wyciągnęłam komórkę i wybrałam numer przyjaciela.
- Justin? Gdzie do cholery jesteś? Co z tobą! - zaczęłam swój potok słów, gdy tylko odebrał.
- Ruda? - usłyszałam cichy głos - Jestem w parku koło naszego domu.
Momentalnie rozłączyłam się i z telefonem w ręce wybiegłam z domu, zamykając po drodze drzwi. Pobiegłam do małego parku, który był za mało ruchliwą ulicą. Gdy tylko minęłam pierwszą linię drzew zaczęłam rozglądać się. Ciemność wieczoru utrudniała mi to. Uspokój się Leah, przecież to cholernie mały park.
Zadzwoniłam do Liam'a.
- Przyjedź natychmiast do parku koło mojego domu - nie dałam mu dojść do słowa.
Wyłączyłam się i schowałam komórkę do kieszeni.
Przyjrzałam się drzewu oddalonemu ode mnie o zaledwie paręnaście kroków. Zobaczyłam za nim zarys czyjegoś ramienia. Bez wahania podbiegłam w tamtą stronę.
- Justin? - gdy tylko zobaczyłam siedzącego przyjaciela, który opierał się o korę, klęknęłam koło niego.
- Ruda? - uśmiechnął się delikatnie.
Przyjrzałam mu się z przerażeniem. Bladość jego twarzy kontrastowała z fioletowymi podkrążeniami pod oczami.
- Co się stało? - chciałam jak najszybciej dowiedzieć się wszystkiego, wiedziałam, że to nie będzie łatwe.
- Byłem u niej, powiedziałem jej - szepnął, patrząc na mnie - Ale ona nie zrozumiała. Miałaś rację.
- To jest teraz nie ważne - pokręciłam głową - Ważne, że cię znalazłam i wracamy do domu, tak?
Justin pokręcił głową.
- To bez sensu Leah - szepnął - Ja już nie wracam. Za późno.
Nie zrozumiałam niczego z jego bełkotania. Jak nie wraca?
- O co ci chodzi? - zaśmiałam się - Chodź - złapałam jego lodowatą dłoń.
- Nie złość się, że zabrałem wszystkie dragi - mruknął - Potrzebowałem ich.
Poczułam, że słabnę. Momentalnie wszystko do mnie dotarło.
Szybko wyszukałam w kieszeni telefon i trzęsącymi się rękami wybrałam odpowiedni numer.
- Pogotowie, słucham? - usłyszałam po drugiej stronie głos jakiejś kobiety.
- Jestem w małym parku, Stanley Street - zaczęłam - Mój kolega, on przedawkował. Nie wiem co robić Proszę, pomóżcie mi - nie kojarzyłam co mówię. Miałam nadzieję, że podałam dobrą ulicę i szybko przyjadą.
- Zaraz wyślę posiłki - jak ta kobieta mogła zachować taki spokój - Proszę sprowokować wymioty.
Rozłączyłam się i popatrzyłam na chłopaka. Jego oczy wydawały się coraz bardziej senne.
- Justin - potrząsnęłam nim - Musisz to zwymiotować. Słyszysz? Justin!
- Nie - pokręcił przecząco głową - Wcześniej było mi niedobrze, ale już jest lepiej.
Zrobiło mi się gorąco.
- Twój organizm się bronił - zaczęłam go przekonywać - Musisz to z siebie wyrzucić.
- Leah nie chcę - mówił tak cicho, że te słowa praktycznie wyczytałam z jego ust.
- Proszę cię Justin - błagałam, potrząsając nim. Poczułam, że do oczu podchodzą mi łzy - Karetka zaraz będzie.
- Ruda jest okej - zauważyłam pocieszający uśmiech - Czuję się dobrze. Zaraz pójdę spać i w końcu wszystko będzie idealne. Nie będę czuł strachu, nienawiści - szeptał - Leah nic nie będzie mnie boleć. Ja chce, zrozum.
Pokręciłam przecząco głową. Łzy uporczywie przesłaniały mi widok. Przysunęłam się do chłopaka.
- Nie zostawiaj mnie, proszę - wysyczałam, przez zaciśniętą ze zdenerwowania szczękę - Słyszysz?
- Kocham cię - znów zobaczyłam uśmiech na jego twarzy - Przepraszam, że wciągnąłem cię w to całe gówno.
- Przecież to nie ty - na mojej twarzy także znikąd pojawił się słaby uśmiech - Ty mi pomogłeś. Co bym bez ciebie zrobiła? Jesteś dla mnie jedyną rodziną.
Uśmiechnął się.
- Ty masz jeszcze szanse. Postaraj się z tego wszystkiego wyjść - poprosił.
- Nie, ty wyjdziesz ze mną - kolejna fala łez zalała mi oczy.
- Już wybrałem - szepnął.
Zobaczyłam, że jego oczy wypełniła pustka.
- Nie, nie, nie, nie, nie, nie.. - zaczęłam potrząsać nieruchomym ciałem przyjaciela. Przytuliłam się do jego jeszcze ciepłej sylwetki - Justin, słyszysz - próbowałam znaleźć oznaki życia. Usłyszeć bijące serce.
Przyłożyłam dwa palce do jego szyi i próbowałam wyczuć tętno.
Poczułam, że ktoś mnie od niego odsuwa. Znikąd pojawili się tutaj ratownicy medyczni. Nawet nie usłyszałam karetki.
Chciałam się wyszarpać z uścisku osoby, która mnie trzymała. Krzyczałam, żeby puścili Justin'a.
- Spokojnie Leah, oni go wnoszą do karetki - usłyszałam głos Liam'a koło ucha. Trzymał mnie mocno, żeby się nie wyszarpała.
- Jadę z nimi! - krzyknęłam, biegnąc do karetki.
Światła w środku samochodu przez chwilę utrudniły mi widok. Liam przez cały czas mnie trzymał. Kiedy auto ruszyło usiadłam na podłodze i patrzyłam przed siebie. Tuliłam się do Payne'a.
- Zaczynam reanimację.
Głosy, które słyszałam odbijały się echem w mojej głowie. Myśli mocno przesłaniały mój mózg, jak i łzy oczy.
- Ponawiam próbę.
Słyszałam różne sprzęty, ratowników i Liam'a, który szeptał mi coś do ucha na uspokojenie. Z całej siły wbiłam paznokcie w moje lewe przedramię. Chciałam, żeby coś mnie uspokoiło.
- Ostatni raz.
Byliśmy pod szpitalem. Ratownik powiedział coś Liam'owi, a ten zaprowadził mnie szybko do środka. Staliśmy na jakiś odległym korytarzu. Rozglądałam się za Justin'em. Gdzie on jest?
- Liam ja chcę do niego - poprosiłam go szeptem, wciąż wtulona w jego tors.
- Wiem, ale lekarze nie pozwolili - powiedział - Zaraz jakaś pani zajmie się twoją ręką.
Zobaczyłam moje lewe przedramię. Powolnym strumieniem sączyła się z niego krew. Musiałam to sobie zrobić w karetce. Zobaczyłam lekarza. Liam na chwilę odsunął mnie od siebie. Zasłonił mi swoją posturą twarz doktora. Przesunęłam się na bok. Zdążyłam zauważyć, że powoli kiwa przecząco głową.
Igły. Poczułam, że w moje serce wbijane są igły. Tysiące małych, parzących igiełek. Za każdym razem przypominają mi co się dzieje, że to koniec, że go nie zobaczę.
Oparłam głowę o zimną ścianę, po czym zsunęłam się, uderzając kolanami o okafelkowaną podłogę. Nadal płakałam.
Poczułam jeszcze, że Liam delikatnie głaszcze moje włosy. Słyszałam szepty. Moje myśli były głośniejsze.
Ludzie żyją szybko. Nie łapią chwil. Myślą, że wszystko będzie wtedy przychodzić łatwiej. Zabawne. Ludzie nie mają racji.


Przyznam, że to był najtrudniejszy rozdział jaki kiedykolwiek miałam do napisania. Ucieszyłyby mnie komentarze co o nim sądzicie, bo ja już nie wiem. Miał wyjść lepszy, ale no niestety musicie zadowolić się takim. Jeszcze raz dziękuję za każdy wasz komentarz. Kocham, papa /Leah

wtorek, 20 sierpnia 2013

Rozdział 15

<Alexis>

Uwielbiam w mojej pracy to, że nie muszę być sobą. Te całe stroje, makijaż. Ludzi nie obchodzi twoje wnętrze. Liczy się twój wygląd. Dla mnie to lepiej. Bardziej od swojego ciała nienawidzę mojego charakteru.
Nienawidzę tego, że inni mają nade mną kontrolę. Mimo tego, że jestem dość uparta to i tak zawsze się ugnę. Nigdy nic nie jest po mojemu. Moim życiem kierują wszyscy tylko nie ja. Jestem w tym zagubiona. Chcę dorosnąć. Chcę mieć męża, dzieci. Chcę mieć duży dom i wymarzoną pracę. Chcę żeby każdy mnie w końcu doceniał i żebym nie musiała nikogo udawać. Chcę być sobą. Tylko, że tego nie umiem.
- Kochanie, zrobiłam sałatkę - oznajmiła moja mama
- Dobra, zaraz przyjdę - powiedziałam i spojrzałam na moją rodzicielkę
Stała ona w progu moich drzwi i przyglądała mi się przez chwilę, po czym odwróciła się i wyszła. Powoli wstałam z mojego łóżka kierując się do łazienki. Podeszłam do zlewu i przemyłam twarz. Przed moimi oczami znajdowało się lustro. Mogłam zauważyć delikatne sińce pod oczami. Zapewne spowodowane zmęczeniem. Wychodząc z łazienki zgasiłam za sobą światło i udałam się do jadalni. Siedział już tam mój tato i mama. Chwyciłam za jedno z krzeseł i odsunęłam je. Następnie delikatnie na nim usiadłam i przez chwilę nie ruszałam się.
- Nałóż sobie kochanie - powiedziała moja mama jedząc
Nie odzywając się złapałam za miskę z jedzeniem i nałożyłam sobie niewielką ilość na talerz. Do prawej ręki ujęłam widelec i zaczęłam grzebać w sałatce.
- Jak tam w pracy mała ? - zapytał tato
Spojrzałam na mężczyznę i zauważyłam lekki zarost na jego szczęce.
- Dobrze - odparłam biorąc do buzi pomidora i żując go z co najmniej dwadzieścia razy zanim go połknęłam. Tak to właśnie działa. Siadam razem z rodzicami kilka razy w miesiącu i jem z nimi kolację. Oczywiście normalne rodziny jedzą kolację codziennie, albo chociaż w weekendy. Jednak mój tato dużo pracuje, mamy też często nie ma w domu, a o sobie nawet nie wspomnę. Mi to nawet nie przeszkadza. Jako nastolatka nie musiałam słuchać tych wszystkich pytań. Kiedy poznamy twojego chłopaka ? Jak radzisz sobie w szkole ? Uprawiałaś już sex ? Mnie nie zadręczano takimi pytaniami.
- Alexis, słuchasz ? - wyrwał mnie z rozmyśleń głos mojej matki
- Przepraszam zamyśliłam się - popatrzyłam na nią - Co mówiłaś ?
- Pytałam czy masz może ochotę pojechać ze mną jutro na zakupy.
Nie przypominam sobie kiedy zrobiłam sobie babskie zakupy z osobą, która mnie urodziła. Chodź zawsze na takie chciałam iść.
- Pewnie - uśmiechnęłam się i ponownie skupiłam się na moim talerzu
*Następnego dnia*
Aktualnie chodziłam po dość dużym sklepie i przeglądałam mnóstwo ciuchów. Kocham chodzić na zakupy. To takie kobiece zajęcie. A ja uwielbiam czuć się kobietą.
- A ta Alexis - mama dotknęła moje ramię, a ja obróciłam się w jej kierunku.Trzymała w ręce wieszak z sukienką - Przymierz
Uśmiechnęłam się delikatnie i udałam się z moją rodzicielką do przymierzalni. Zdjęłam z siebie ubrania i założyłam sukienkę wybraną przez mamę. Jej gorset był czarny, a kremowy, lekki tiul dosięgał mi do połowy ud. Czułam się w niej całkiem, całkiem dobrze.
- I - wyszłam z przymierzalni i obróciłam się w około własnej osi
- Kupujemy - powiedziała mama siedząc przede mną na beżowym fotelu
Cała w skowronkach ponownie weszłam do przebieralni. Zdjęłam z siebie materiał i ubrałam ponownie swoje ubrania. Podeszłam z sukienką do kasy gdzie czekała już na mnie mama. Zapłaciła za zakupy, po czym ruszyłyśmy na parking.
- Zawieziesz mnie do agencji ? - spytałam siadając na fotel - Kim napisała, że chce ze mną porozmawiać
- Pewnie.
Uwielbiam zakupy, jednak wiążą się a nimi konsekwencje takie jak ból stóp. Odetchnęłam głośno przemęczona dniem. Nagle poczułam jak moja głowa wibruje. Po chwili wszystko wróciło do normy.
- Jesteśmy na miejscu - oznajmiła mama zatrzymując się przez budynkiem
- Dzięki - pocałowałam ją delikatnie w policzek, a następnie wyszłam z auta i udałam się do agencji
W środku jak zwykle było dużo ludzi. Przechodząc przez recepcję przywitałam się miło z recepcjonistą. Starałam się iść prosto do biura Kim, jednak coś przykuło moją uwagę. Coś, a raczej ktoś. Podeszłam szybkim krokiem w stronę korytarza, gdy ujrzałam Megan obściskującym się z jakimś kolesiem.
- Hej - krzyknęłam na co moja przyjaciółka błyskawicznie odskoczyła od dość wysokiego bruneta
- O hej Lexi - przywitała się ze mną Hill - To jest John, John Fosher - pokazała na mężczyznę koło niej
Przez chwilę nie byłam w stanie nic z siebie wydusić. 'To jest John, John Fosher'. Po mojej głowie chodziło tylko to zdanie.
- Miło mi cię poznać - powiedział zachrypniętym głosem i wyciągnął rękę w moją stronę
Mimo niechęci zrobiłam to samo i lekko potrząsnęłam jego dłonią.
- Mi również - oczywiście. Szczególnie, że przez ciebie moja najlepsza przyjaciółka popadła w narkotyki, a ja musiałam słuchać jej godzinnego płaczu - Megan dużo o tobie opowiadała.
Lexi powinnaś dostać oscara, za najlepszą aktorkę roku.
- Hmm mam nadzieję, że same miłe rzeczy - zaśmiał się - innym razem bym musiał ją zabić - teatralnie przyłożył sobie palec do skroni na znak pistoletu. Brunetka zaczęła się głośno śmiać.
W sumie nie wiem czy to takie śmieszne. Jest zdolny do tego, by zniszczyć kogoś psychicznie, a potem może dojść do samobójstwa. Pora na powiedzeniu tej dziewczynie paru ciekawych rzeczy o tym kolesiu póki będzie za późno.
Ale nie teraz.
- Chętnie bym z wami jeszcze pogadała, ale nie mam czasu i też nie chcę wam przeszkadzać. Miłego dnia - odparłam szybko i czym prędzej podążyłam w stronę gabinetu mojej menadżerki. W między czasie napisałam do Harrego sms czy może po mnie przyjechać. Poprawiłam swoją złotawą sukienkę, do której włożony miałam granatowy top i nie pukając weszłam do środka. Popatrzyła się na mnie właścicielka biura i uśmiechnęła się.
- Alexis słoneczko, mam z tobą do omówienia ważną sprawę - zaczęła, a mnie już mdliło - Nie zajmie ci to długo
- A to nie mogłyśmy pogadać przez telefon ? - spytałam. I tak za często widzę Kim. Nie mam ochoty bez sensownie przychodzić do agencji i słuchać jej irytującego głosu
- Nie, ponieważ musisz podpisać parę rzeczy - tłumaczyła mi, a następnie wyciągnęła z jednej z szuflad swojego biurka kilka kartek - Więc tak - podała mi je - Tu masz umowę. Dotyczy ona współpracy z ASOS. Na razie jest oczywiście ona na okres próbny, ale i to tak dobrze jak na ciebie - powiedziała, na co ja przewróciłam oczami
Na początku naszej współpracy płakałam z powodu jej komentarzy. Lecz po tylu latach pracy z nią jestem do tego przyzwyczajona.
- Okej, podaj długopis - przeglądnęłam tylko szybko umowę. Dobrze wiedziałam, że Kim zrobiła to już wcześniej i nie muszę się o nic martwić. Podpisałam tam gdzie mi kazała - To wszystko ?
Ona tylko lekko skinęła głową, a ja wyszłam. Podążyłam do wyjścia i poczułam ulgę oddychając świeżym powietrzem. Dzisiejszego dnia pogoda była całkiem przyjemna. Nie było za gorąco, a lekki wietrzyk przyjemnie obijał się o moje ciało. Rozglądnęłam się po parkingu, lecz nie widziałam jeszcze Harrego. Nagle coś pociągnęło mnie za łokieć.
- Dobrze wiem, że wiesz kim jestem i dobrze wiem, że planujesz powiedzieć o tym Megan - poczułam wstręt, gdy tylko usłyszałam jego głos. Znacie to uczucie, gdy kogoś nie widzieliście nawet na oczy, ale i tak go nienawidzicie z opowieści innych osób ? Tak. Właśnie to czuję do Fosher'a
- I co ? Zabronisz mi ?! - poczułam przypływ adrenaliny
- Uwierz mi jeśli to zrobisz zamienię twoje życie w jeszcze gorsze piekło niż może ci się zdawać. Chyba nie chcesz skończyć jak twoja przyjaciółeczka ? - spytał obrzydliwie się do mnie uśmiechając
- Mogę w czymś pomóc ? - usłyszałam za sobą głos mojego chłopaka. Odetchnęłam z ulgą. Popatrzyłam na moją rękę, którą nadal trzymał John. Gdy tylko Harry spojrzał na nią wysoki brunet automatycznie ją puścił.
- Nie przestawisz mnie ? - zapytał nagle Fosher. Bezczelny.
- Ym Harry to jest John, John to jest Harry - odparłam zakłopotana, ale próbowałam udawać opanowaną przy zielonookim
Uścisnęli sobie dłonie, a ja czułam między nimi napięcie. Miałam tylko nadzieję, żeby Styles się na niego nie rzucił.
- Lexi widzimy się na sesji - popatrzył na mnie, a ja myślałam, że zakrztuszę się własnym powietrzem
- Jak to ?
- Widzisz przyszedłem dziś do agencji, by podrzucić twojej menadżerce umowę. Domyślam się, że ją podpisałaś. Cóż jestem twoim nowym fotografem. Do zobaczenia - odparł i zaczął iść w kierunku swojego auta, a ja śledziłam go wzrokiem.
- W porządku ? - spytał Harry przywracając mnie na ziemię - Zrobił ci coś ?
- Nie, nie. Jest dobrze - zaprzeczyłam i złapałam się za głowę, gdyż poczułam mrowienie właśnie w tym miejscu
- Na pewno wszystko okej ? Wyglądasz blado - odparł Styles z troską - Jadłaś w ogóle coś dzisiaj ? - moje oczy otworzyły się szeroko, a ból minął
- Tak, proszę wracajmy do domu - Zaczęłam się wykręcać i kierować do samochodu mojego chłopaka
On otworzył mi drzwi do pasażera, gdy po chwili wsiadł od strony kierowcy.
- Mam nadzieję, że wszystko jest w porządku - powiedział nagle, a ja popatrzyłam się na niego - Tak ogólnie
Tylko lekko się do siebie uśmiechnęłam. Byłam dumna, że mam takiego chłopaka i osobę, która na prawdę się o mnie troszczy. To wspaniałe uczucie. Jestem naprawdę szczęściarą. Mimo tego, że nadal mam jakieś problemy to mając takich ludzi przy sobie jest mi od razu lepiej. A szczególnie tego bruneta z dołeczkami. Jest najcudowniejszą rzeczą jaka do tej pory mi się przytrafiła. Czy ja przypadkiem nie zaczynam coś do niego czuć ?
- Masz ochotę na kolację we dwojga w domu twojego szalenie przystojnego chłopaka? - zaproponował Styles
- Z miłą chęcią - odparłam radością i przybliżyłam się lekko do niego składając mu na policzku delikatny pocałunek.


Jest parę spraw. Po pierwsze zadawajcie nam pytania na asku. Po drugie zapraszamy na nasze wcześniejsze blogi o One Direction i aktualny z Justinem (Pisać w komentarzu jak chcecie link). Po trzecie od dziś zaczęłyśmy prowadzić bloga z nagłówkami i zwiastunami. Chodzi o to, że jak ktoś by chciał na przykład zwiastun do swojego bloga to może tam właśnie złożyć zamówienie. Szczegółów szukajcie na stronie - NAGŁÓWKI I ZWIASTUNY. jakieś pytania ? /Lexi

PRZECZYTAŁEŚ = SKOMENTUJ !!!

środa, 14 sierpnia 2013

Rozdział 14

<Leah>



Otworzyłam leniwie powieki i rozglądnęłam się. Uzmysłowiłam sobie, że jestem w pokoju gościnnym. Dokładniej w domu chłopaków. Po wczorajszej imprezie wszyscy tutaj przyjechaliśmy. Ja razem z Alexis nie byłam w stanie na jakikolwiek powrót do domu. Dlatego zostałyśmy na noc.
Podniosłam się do pozycji siedzącej i wyprostowałam ręce, ziewając. Wstałam z łóżka. Poprawiłam czarną koszulkę Liam'a, którą wczoraj dał mi do spania. Od Eleanor, która ma tu jakieś swoje ciuchy dostałam szare, dresowe spodnie.
Zeszłam po schodach na dół. Byłam pewna, że w salonie siedzi Niall, bo słyszałam jego śmiech. W pokoju rzeczywiście był Horan, a oprócz niego na kanapie siedział Zayn. Irlandczyk miał na sobie jakiś dres i szarą koszulkę, za to Zayn był ubrany już w normalne ciuchy. Oboje patrzyli na coś w telewizji.
- Dzień dobry - usłyszałam głos Malik'a, który wyciągnął mnie z rozmyśleń.
- Hej - uśmiechnęłam się do obu przyjaciół, siadając między nimi na kanapie.
- I jak tam? - zapytał Niall. Dopiero teraz zauważyłam, że ma miskę z płatkami w rękach.
- Dobrze - wzruszyłam ramionami. Na prawdę, nie czułam się jakoś źle.
- Nie masz kaca? - zapytał Zayn. Chłopak przyglądał mi się z zaciekawieniem, oczekując mojej odpowiedzi.
Powinnam im powiedzieć, że po tym jak już imprezowałam z alkoholem i narkotykami ilość, którą wypiłam wczoraj nie była dla mnie duża. Ale powstrzymam się przed byciem aż tak szczerą.
- Nie, jakoś nie za bardzo - przeczesałam włosy palcami.
- Ja mam strasznego - Horan złapał się za głowę.
- Ta, Leah ma mocniejszą głowę od ciebie - zaśmiał się Malik, a ja mu zawtórowałam - Idziemy zapalić? - dodał, zwracając się do mnie.
- Jasne - uśmiechnęłam się, po czym wstając poklepałam Niall'a po ramieniu - Do zaraz Horan.
- Nom - mruknął Irlandczyk, przegryzając płatki.
Razem z Malikiem wyszliśmy na taras, po czym usiedliśmy na schodach. Zayn jak zawsze wyjął z kieszeni papierosy i mnie poczęstował. Oboje zaczęliśmy palić w ciszy. Trochę minęło nim cokolwiek któreś z nas powiedziało. Jak zwykle ja zaczęłam rozmowę.
- Louis i Liam śpią? - zapytałam, spoglądając na zaciągającego się Malik'a.
Papieros w buzi bardzo pasował do niego. Nie wiem nawet czemu.
- Nie - odparł chłopak - Obaj pojechali odwieź Eleanor, a w drodze powrotnej skoczą na zakupy.
- Aha - kiwnęłam głową, biorąc już prawie skończonego papierosa do buzi.
Wypuściłam dym, kształtując kółeczka.
- Za to Lexi i Harry jeszcze śpią - dodał nagle Zayn, cwaniacko się uśmiechając.
- Śpiochy - stwierdziłam zadowolona.
Lubię spędzać czas z Zayn'em. Jest świetnym przyjacielem. W wielu rzeczach się zgadzamy i dobrze się dogadujemy.
- Skończyłem już - Malik zgasił papierosa o popielniczkę, którą przez cały czas trzymał.
- Ja też - zrobiłam to co przyjaciel, po czym wstałam.
Poczekałam jeszcze aż Zayn położy zapalniczkę na parapecie koło schodów. Weszliśmy do mieszkania. W środku był już Lou i Liam.
- Część - pomachałam im siadając obok Horan', który przez ten cały czas nie zmienił jeszcze swojej pozycji. Jedyne co, to już nie miał miski z płatkami.
Payne i Tomlinson stali w progu.
- Hej - odpowiedział mi rozpromieniony Liam - Dopiero co przyszliśmy.
Poczułam, że Zayn siada obok mnie.
- Gołąbeczki jeszcze nie wstały? - mulat skierował swoją wypowiedź do Niall'a.
Blondyn przecząco pokiwał głową.
- To trzeba ich obudzić - uśmiechnął się Lou - Zaraz śniadanie.
Tomlinson poszedł na górę. Ja razem z resztą chłopaków skierowałam się do kuchni, aby zrobić coś do jedzenia. Zaczęłam robić jajecznicę, a Liam pomagał mi i przygotowywał tosty. Zayn i Niall siedzieli na blacie i rozmawiali z nami.
- Louis idioto - usłyszeliśmy krzyki Harry'ego - Wypierdalaj!
Wszyscy w kuchni zaczęli się śmiać. Po chwili zszedł Tomlinson i z uśmiechem usiadł na blacie koło Horan'a.
- I co? - zapytał widocznie rozbawiony Payne.
- Wstali - odparł Lou, szeroko się uśmiechając.
Po jakimś czasie zobaczyliśmy Lexi i Styles'a. Moja blond przyjaciółka miała na sobie wczorajsze ciuchy, za to Harry ubrany był w jasne dżinsy, bluzkę 'Ramones' i białe converse'y. Pokierowali się do wyjścia.
- A wy gdzie? - zapytał Zayn, zanim jeszcze zniknęli za drzwiami.
- Jadę odwieźć Lexi - zakomunikował Styles z korytarza.
- A śniadanie? - zapytał Liam.
- Zjem w domu, przepraszam śpieszę się - Alexis uśmiechnęła się nieśmiało, po czym oboje wyszli.
Kiedy skończyliśmy robić śniadanie poszliśmy na taras, aby je zjeść. Niall nie chciał jeść jajecznicy i tostów, ale nie wybrzydzał i sięgnął po chipsy kupione przez chłopaków. Przez cały czas podczas jedzenia gadaliśmy, śmialiśmy się, wygłupialiśmy.
Usłyszałam jak Black Berry, który leżał koło talerza zaczął dzwonić. Przed odebraniem zobaczyłam jeszcze na wyświetlaczu "Walker <3 dzwoni".
- Przepraszam, muszę odebrać - zwróciłam się do chłopaków, wstając z telefonem w ręce - Halo? - odebrałam, gdy byłam w salonie.
- Co tam Ruda? - usłyszałam dobrze znany mi głos.
- Nic - odparłam, nieświadomie wzruszając ramionami. Przecież Justin tego i tak nie zobaczy - Spałam u chłopaków, niedługo będę wracać.
- No okej - powiedział - Zaprosiłem Nicole, nie masz nic przeciwko?
- Nie - odparłam, choć tak na prawdę nie podobał mi się jego pomysł.
- Dzięki - niemal czułam, że teraz się uśmiecha - Do zobaczenia.
- Pamiętaj, że dziś pracujemy - zakomunikowałam, nim zdążył się rozłączyć - Pa.
Wróciłam na taras i usiadłam na krześle, wzdychając ciężko.
- Wszystko dobrze? - zapytał Liam, który wyczuł moje zdenerwowanie.
- Tak - skłamałam.
- Yhym - mruknął Zayn - A tak serio?
Nie chce mi się już wykręcać. I tak o wielu rzeczach im nie mówię.
- Justin poznał nową dziewczynę - zaczęłam - Po prostu nie wiem, czy to się dobrze skończy.
- Dlaczego ma się skończyć źle - pokręcił głową Zayn - Niech chłopak się bawi.
Ta, nie znasz Justin'a.
Nie miałam ochoty dalej o tym rozmawiać.
- Odwiezie mnie ktoś? - poprosiłam, patrząc na chłopaków.
- Jasne - Liam wstał z miejsca.
Przed wyjściem ubrałam się jeszcze we wczorajsze ciuchy. Przez drogę powrotna niewiele rozmawialiśmy. Głównie przeze mnie i przez to, że martwię się o Walker'a.
- Dzięki Liam - powiedziałam na miejscu - Odezwę się.
- Pa - odparł chłopak, po czym odjechał, gdy tylko zamknęłam drzwiczki auta.
Szybko poszłam do domu. Otworzyłam drzwi i pokierowałam się do salonu.
- Hej - usłyszałam za sobą delikatny głos. Obróciłam się.
- Cześć - powiedziałam w stronę blondynki, która wyszła z kuchni - Jestem Leah.
- Nicole - przedstawiła się - Justin mi trochę o tobie mówił.
- Wiesz, mieszkam tu - odparłam.
- Taa - dziewczyna wymusiła uśmiech - Justin jest w łazience.
- Uważaj na niego - poprosiłam nagle. Może nie powinnam o tym mówić, ale za bardzo się o to martwię.
Dziewczyna spojrzała na mnie, nie bardzo rozumiejąc o co mi chodzi. Nim zdążyłam jej wytłumaczyć w progu pojawił się Justin, a ona na niego spojrzała.
- O jest i Ruda - Walker się uśmiechnął.
- Będę już szła - zakomunikowała Nicole.
- Na pewno? - Justin nie wyglądał na zadowolonego. Blondynka do niego podeszła i dała mu buziaka w policzek.
- Cześć - uśmiechnęła się do niego, co on odwzajemnił - Pa Leah.
- Pa - powiedziałam, po czym dziewczyna wyszła.
Justin spojrzał na mnie.
- I jak?
- Nie jestem pewna - zaczęłam, ale Walker mi przerwał.
- Leah przestań. Nie chcę się już zastanawiać nad tym wszystkim, wiem jaki jestem. Ale zrozum. Już i tak nie mam szans na leprze życie. Dla mnie i tak już mało co ma sens.
- Justin - poprosiłam.
- Nie Ruda - pokręcił głową - Daj mi żyć.
Zabolało mnie to jak odbiera świat. Wiem, że życie go mocno zraniło, ale możliwe, że są dla niego szansę. Wsiadł do szybkiej kolejki i nie zatrzymuje się. Może nawet nie zauważyć, a wypadnie.
Dać mu wolną rękę i patrzeć, jak potem cierpi? Czy może zatrzymać to wszystko i czekać aż znienawidzi mnie?
Sama już nie wiem. Jak zwykle bezsilna wobec szybko pędzącej rzeczywistości.


Kolejny rozdział :)) Może nie jest zbyt ciekawy, ale następny z perspektywy Leah będzie o wiele lepszy. Nie pozostaje mi nic innego jak prosić was o komentowanie. Wyrażajcie opinie, dodawajcie do obserwowanych i polecajcie innym :) Jak zawsze zapraszam też na naszego aska i twitterowe konto, gdzie w ulubionych są cytaty z różnych naszych blogów. Wszystko znajdziecie w zakładce AUTORKI. Do następnego, kocham /Leah

czwartek, 8 sierpnia 2013

Rozdział 13

<Alexis>

Czułam jak moja głowa ma zaraz eksplodować. Nieprzyjemny zapach zmieszany z zakłopotaniem powodował osłabienie organizmu. Wszystko wydawało się takie niewyraźne, a przecież nie jestem pijana. Ale może lepiej, żebym była ? Lepiej, żebym nie była świadoma faktu, który ma wydarzyć się za parę godzin. Boże, niech tylko ustąpi ten cholerny ból głowy.
- Lexi wszystko w porządku ? - zapytała z troską w głosie moja przyjaciółka
- Jestem chyba trochę zdenerwowana - oznajmiłam, po czym oparłam łokcie o blat i zaczęłam delikatnie masować palcami moje skronie
- Będzie dobrze - zapewniła moja przyjaciółka - Kończę zmianę o osiemnastej - zaczęła Leah, która ubrana była w swoją białą bluzkę roboczą oraz czarne szorty - Może potem wpadniemy do baru z chłopakami
- Jeśli się zgodzą - westchnęłam
- Jak się nie zgodzą to same się zabawimy - uśmiechnęła się do mnie moja przyjaciółka
Spojrzałam na telefon i zobaczyłam, że dochodzi już godzina piętnasta.
- Muszę już wychodzić. Zadzwonię do ciebie - odparłam wstając z krzesła
- Bądź dobrej myśli Lexi - pomachała jeszcze do mnie na pożegnanie, po czym zajęła się swoją pracą
- Spróbuję - szepnęłam do siebie i wyszłam z budynku
Szłam spokojnie w stronę mojego samochodu. Wyciągnęłam kluczyki ze swojej brązowej torby i
otworzyłam nimi auto. Wsiadłam do pojazdu i zwinnie wyjechałam z parkingu. Moje dłonie były ciasno zaciśnięte na kierownicy. Słychać było jak ciężko oddychałam. Nie miałam pojęcia co może wydarzyć się za kilka minut, ale wiem, że nie będzie to nic ciekawego. Może powinnam uciec ? Nie Alexis, nie jesteś tchórzem. Muszę z nim porozmawiać choćby miała to być najgorsza rozmowa w moim życiu. Potarłam lekko spoconą dłoń o moje jasne dżinsy, do których dobraną miałam zapinaną koszulkę w kwiaciaste wzory. Na szczęście mamy dzisiaj piękny dzień i dlatego umówiłam się ze Styles'em w parku. Dla mnie to lepiej. Wolę być w miejscu, gdzie kręcą się ludzie niż stawić czoło zielonym oczom Harrego u niego w domu w totalnej samotności. Może jednak jestem tchórzem.
Gdy tylko ujrzałam ogromną ilość drzew wiedziałam, że jestem na miejscu. Powoli i niepewnie odpięłam pas i wyszłam z mojego jaguara. Szłam dość chaotycznie. Trzymałam torebkę tuż przed sobą jakbym bała się, że ktoś mnie okradnie. Zastanawiałam się nad tym jak w tej sytuacji muszę wyglądać. Zakładam, że większość ludzi odwracali się za mną i patrzyli ze zdziwieniem. Ale szczerze. Rozumiem ich. Też bym tak zrobiła. Nagle ujrzałam zgarbioną postać mojego chłopaka na jednej z ławek. Zaczęłam iść normalnie. A przynajmniej starałam się. Gdy już byłam niedaleko chłopak podniósł głowę i spojrzał na mnie. Widząc, że do niego idę wstał z pozycji stojącej, a moje ręce zaczęły się znowu pocić. Nienawidzę tego jak patrzy na mnie z góry. Byłam lekko zdezorientowana tym co mam dalej zrobić. Może uścisnąć mu rękę, przytulić czy po prostu usiąść bez żadnego słowa. Nie główkowałam się nad tym długo, ponieważ Harry stanowczo przywarł swoimi pełnymi ustami do mojego policzka i po chwili zajął to samo miejsce co przed chwilą. Usiadłam, więc koło niego.
- To o czym chcesz pogadać ? - zapytałam mając głęboko w sobie nadzieję, że nie będę żałować tego pytania
- Hmmm, wydaje mi się, że o nas - zakomunikował chłopak
No tyle to ja chyba wiem. Aż taka głupia nie jestem.
- Domyśliłam się - powiedziałam - pytam się raczej o szczegóły
Odwróciłam głowę w jego stronę. Wyraz twarzy miał dosyć łagodny, jednak wiem, że w środku był bardzo rozdrażniony.
- Martwię się o ciebie Alexis - odparł spokojnie, a ja lekko otworzyłam swoje oczy
- O mnie ?
- Tak - spojrzał na mnie i chwycił moją dłoń w swoją. Automatycznie przeniosłam wzrok na nasze splecione ręce. Moja wydawała się przy nim taka malutka i drobna - Ostatnio jesteś bardzo zdenerwowana
- To przez te sesje - wtrąciłam starając się jakoś zakończyć ten temat - W agencji dużo się dzieje, a ja czasami jestem tym lekko przytłoczona i po prostu mam zły humor
Jego twarz od razu rozjaśniła się. Mam nadzieję, że nie będzie ciągnąć tego dalej.
- Czyli wszystko w porządku ?
- Tak, tak. To tylko praca. Nie musisz się o mnie martwić - zakomunikowałam delikatnie uśmiechając się - Ale dziękuję - Przysunęłam moją twarz do jego i musnęłam kącik jego ust - Za troskę
- To dla mnie czysta przyjemność - przez chwilę napawałam się widokiem jego uroczych dołeczków
- Leah mówiła, żebym namówiła ciebie i chłopaków na małą imprezkę - poklepałam go po udzie - Co ty na to ?
- Dobra - odparł, po czym oplótł mnie swoim ramieniem - jeśli włożysz dla mnie coś seksownego
Chłopak popatrzył na mnie i uśmiechnął się cwaniacko, a ja tylko głośno się zaśmiałam i wtuliłam w jego tors.
*Parę godzin później*
Widok tańczącego Nialla jest najśmieszniejszym widokiem na świecie. Oczywiście jeśli blondyn jest mocno pijany tak jak w dzisiejszym przypadku. Jednak ja nie mogę się pochwalić swoim stanem. Jestem niewiele lepsza od Horan'a. Aktualnie siedziałam w loży razem z Liamem, Louisem, Eleanor i Zaynem. Czekaliśmy na Leah i Harrego którzy mieli nam przynieść alkohol. Gdy tylko zobaczyłam moich przyjaciół idących w stronę naszego stolika z kilkoma szklankami z kolorowymi napojami. Na ich widok moje oczy przybrały niebezpiecznie duże rozmiary. Zaczęłam klaskać z zadowolenia.
- O w końcu przynieśliście coś do picia - powiedział uśmiechnięty Niall, który usiadł na przeciwko mnie, a ja zaczęłam się głośno śmiać
- Tej pani może już podziękujemy - odparł Louis patrząc na mnie
- Nie - zaczęłam wiercić się z niezadowolenia
- Może pójdziemy tańczyć Lexi ? - zaproponowała mi moja przyjaciółka wyciągając rękę w moim kierunku, a ja od razu ją chwyciłam i wstałam z czerwonej kanapy
Razem z rudowłosą udałyśmy się na parkiet. Głośna muzyka i mocny bit powodowały, że moje ciało zatraciło się w tańcu. Nagle Leah zniknęła mi z pola widzenia, a ja poczułam parę rąk na moich biodrach. Na początku lekko zadrżałam nie wiedząc kto to, ale potem usłyszałam ciepły głos i się rozluźniłam
- Bardzo ładna ta sukienka kochanie - wyszeptał mi do ucha Harry. Dzisiejszego wieczoru miałam na sobie dosyć obcisłą sukienkę we wzory oraz wysokie czarne platformy - Wracamy do domu - zakomunikował Styles, po czym chwycił moją dłoń i ciągnął w stronę wyjścia. Na zewnątrz stały już dwie taksówki.
Do jednej z nich wsiadł Zayn, który trzymał pijanego Horan'a oraz Louis ze swoją dziewczyną. Natomiast Ja z Harrym jechaliśmy z Liamem i Leahą. Nasza podróż nietrwała długo. Wysiedliśmy z pojazdów i ruszyliśmy do domu. Moje nogi odmawiały już posłuszeństwa. Miałam ochotę położyć się do miękkiego łóżka. Wszystko w około mnie było takie. Takie zamazane. Nie wiem nawet jakim sposobem znalazłam się w sypialni swojego chłopaka.
- Chcesz jakąś koszulkę do spania ? - głos Harrego zadzwonił mi w uszach. Lekko pokiwałam głową, a kręcono włosy podał mi jego t-shirt - Idę się umyć, a ty się przebież
Siedziałam na łóżku i kręciłam się próbując w jakiś cudowny sposób zdjąć sukienkę. Niestety ile kroć zarzucałam swoją ręką, by odpiąć zamek chrząkałam z porażki. Dlatego najpierw postanowiłam zdjąć swoje buty. Po kilku minutach ujrzałam wysoką postać Stylesa. Był bez koszulki, a ja automatycznie przypomniałam sobie o rozmowie z Megan. Miała racje. Wygląda jak młody bóg. Jego nieprzesadnie widoczne mięśnie i tatuaże na skórze spowodowały zwiększenie temperatury mojego ciała. Przegryzłam swoją dolną wargę i przejechałam od głowy do brzucha chłopaka. Miał na sobie tylko bokserki. Bokserki opinające jego członka. O boże jak tu gorąco. Oblizałam swoje usta, a on cicho się zaśmiał.
- Czemu się nie przebrałaś ? - Spytał zakładając ręce na pierś
- Ym ja, ja nie mogę zdjąć tej sukienki - zachichotałam nadal czując ilość alkoholu spożytego na imprezie - Możesz mi pomóc
Chłopka powoli podszedł do mnie, a ja wstałam i odwróciłam się do niego tyłem dając mu lepszy dostęp do zamka. Poczułam jak zielonooki rozpina moją sukienkę, po czym pocałował delikatnie moją rozgrzaną skórę na plecach. Jego ręce powędrowały na moje biodra i powoli zsunął materiał na podłogę. Szybko wyszłam z sukienki i podeszłam do łóżka po koszulkę. Naciągnęłam t-shirt na siebie i weszłam pod kołdrę. Po chwili Harry zrobił to samo i objął mnie w tali przyciągając do swojego torsu.
- Dobranoc blondyneczko - wyszeptał w moje ramię, a ja cicho zachichotałam jak mała dziewczynka.


Ta dam ! Rozdział wyszedł mi nawet długi, więc mam nadzieję, że jesteście zadowolone. Piszcie czy jesteście zwolennikami związku Harrego i Lexi czy raczej przeciwne. Liczymy na wasze komentarze. Kocham was jesteście najlepsze :* /Lexi
PRZECZYTAŁEŚ SKOMENTUJ !!!

wtorek, 6 sierpnia 2013

Rozdział 12

<Justin>


Popatrzyłem na moją przyjaciółkę, która leżała na łóżku. Leah delikatnie spała, szczelnie przykryta cienką kołdrą. Ponieważ około czwartej rano wróciła z pracy sądzę, że jej drzemka potrwa przynajmniej do południa.
Wyszedłem z pokoju i cicho zamknąłem za sobą drzwi. Na korytarzu ubrałem na nogi białe supry i opuściłem mieszkanie.
Na zewnątrz było słonecznie i upalnie jak na dość wczesną porę. Dochodziła dziesiąta, a o tej właśnie godzinie byłem umówiony z Liamem u niego w domu.
Sam się dziwie, że idę się z nim spotkać. Jednak zadaję się on z Rudą, więc przydałoby się poznać go. Właściwie to Payne zadzwonił do mnie i poprosił o te spotkanie. Nie wiem o co może chodzić.
Kiedy po jakimś czasie dotarłem pod willę chłopaków z One Direction zawahałem się. Nie jestem pewien czego mogę się spodziewać. Przecież to gwiazdy, mogą mieć różne humory. Choć Leah zapewniała mnie kiedyś, że nie są oni jak każdy inny artysta. Ja jak zwykle wierzę mojej przyjaciółce.
Zapukałem w drewno, czekając aż ktoś mnie wpuści do środka. Nie minęło wiele czasu, a drzwi się otworzyły i moim oczom ukazał się Payne.
Liam miał na sobie szary t-shirt z jakimiś napisami, ciemniejsze rurki i białe converse'y za kostkę. Chłopak wesoło się uśmiechnął na mój widok.
- Hej Justin - przywitaliśmy się na typowy dla mężczyzn sposób, po czym szatyn zaprosił mnie do środka.
Pokierowaliśmy się do salonu, w którym nikogo nie ma.
- Siadaj stary - Liam wskazał jedną z kanap, na której po chwili zająłem miejsce.
- Gdzie reszta ekipy? - zapytałem, rozglądając się po pomieszczeniu.
- Zayn jest z Perrie, Lou z Eleanor - odparł od razu - Niall razem z Harry'm pojechali do Tesco, po jakieś jedzenie.
- Kumam - kiwnąłem głową ze zrozumieniem.
- Nie zaprosiłem cię bez powodu - wytłumaczył Liam.
Domyśliłem się tego.
Popatrzyłem na przyjaciela mojej współlokatorki, czekając aż powie mi coś konkretnego.
- Co się dzieje z Leah? - zapytał po chwili.
- Co ma się dziać? - nie zrozumiałem go za bardzo.
- Chodzi zdenerwowana, nic do niej nie dociera - chłopak zaczął mi tłumaczyć, a w mojej głowie wszystko się samo wyjaśniało.
Oczywiście Ruda nie powiedziała chłopakom, że bierze narkotyki. Teraz kiedy nie mamy co ćpać, brak nałogu daje nam się we znaki. Też nie jest mi za dobrze, tyle, że po mnie to tak nie widać jak u Leah.
- Wiesz, umh - starałem się coś wymyślić - Ona ostatnio jest przepracowana. Ale to minie.
- Tak sądzisz? - upewnił się Payne, patrząc w moją stronę.
- Na pewno - odparłem, z lekkim uśmiechem.
Cieszę się, że ktoś prócz mnie troszczy się o nią. To pocieszające, że jest jakaś osoba, która będzie w stanie jej pomóc, gdyby mnie akurat nie było.
- Dzięki za uspokojenie mnie - powiedział z uśmiechem szatyn.
- Nie ma sprawy - odparłem, klepiąc go w ramię - Też nie raz się o nią zamartwiam.
Usłyszałem jak drzwi się otwierają, a po chwili w progu stali Niall i Harry z workami zakupów.
- Hej - Horan z uśmiechem pomachał ręką w naszą stronę.
- Siema - kiwnąłem z uśmiechem głową.
- Akurat zaraz będziemy robić obiad - powiedział Harry, wskazując na kuchnię - Zjesz z nami?
- Nie stary - podniosłem się z miejsca - Będę się zbierał.
- Dzięki za wszystko Justin - Liam zwrócił się do mnie - Serio.
- Nie ma sprawy - machnąłem ręką - Możesz na mnie liczyć.
Skierowałem się w stronę drzwi, mijając po drodze Harry'ego i Niall'a.
- Cześć - powiedziałem, po czym opuściłem ich mieszkanie.
Wkładając ręce do kieszeni moich jasnych spodni pokierowałem się w stronę baru, w którym pracuję. Zbliżała się moja zmiana, więc przydałoby się pojawić tam w końcu.
*pół godziny później*
Ruch nie był za duży, ponieważ była jeszcze wczesna pora. Spojrzałem na dziewczynę, która podeszła do baru i usiadła na jednym z krzeseł.
- Co podać? - zapytałem od razu blondynkę.
Przeniosła swoje niebieskie oczy w moją stronę.
- Whiskey - powiedziała, na jednym wydechu.
- Oczywiście.
Sięgnąłem po butelkę i szklankę, po czym nalałem jej niewielką ilość.
- Proszę bardzo - podsunąłem napój w jej stronę, po czym oparłem łokcie o blat baru.
Dziewczyna o blond włosach bez wahania sięgnęła po trunek i wypiła go za jednym zamachem.
- Fiu - gwizdnąłem z podziwem.
Nieznajoma nieśmiało się uśmiechnęła. Miała cudowny uśmiech.
- Jeszcze raz - mruknęła, podsuwając mi szklankę.
Powtórzyłem czynność, a ona znowu szybko wypiła napój.
- Zły dzień? - zapytałem, spoglądając na jej twarz.
- Życie - odparła, krzywiąc się.
- Bo nie poznałaś jeszcze mnie - powiedziałem, cwaniacko się uśmiechając, na co dziewczyna się roześmiała.
- Jestem Nicole - przedstawiła się, wyciągając rękę w moją stronę.
- Justin - odparłem, ściskając jej dłoń.
Blondynka znów uśmiechnęła się, ukazując szereg białych zębów.
Zaczęliśmy rozmawiać. Minęła dobra godzina, kiedy ona postanowiła już iść.
- Spotkamy się jeszcze? - zapytałem, mając ogromną nadzieję, że zobaczę Nicole.
- No nie wiem - blondynka zaczęła się ze mną droczyć.
Oblizałem usta, przyglądając się jej.
- Jak chcesz mogę być twoim prześladowcą - powiedziałem, szatańsko się szczerząc.
W odpowiedzi usłyszałem śmiech dziewczyny.
- Dobra, już dobra - obiecała.
Podałem jej swoją komórkę, a ona wpisała mi numer. Od razu wybrałem zieloną słuchawkę, a z jej tylnej kieszeni wydobył się dzwonek.
Uśmiechnąłem się, ponieważ dziewczyna mnie nie oszukała.
- Cześć Justin - pomachała w moją stronę, po czym odeszła od baru.
Zniknęła w tłoku na parkiecie.
Zobaczyłem, że w moją stronę idzie Leah.
- Hej Ruda - uśmiechnąłem się, kiedy przyjaciółka stała przede mną.
- Jak praca? - zapytała, odwzajemniając mój gest.
- Świetnie - odparłem, mrugając.
Zacząłem czyścić mokre szklanki. Nawet nie zorientowałem się i zacząłem nucić jakąś piosenkę.
- Justin? - spojrzałem na rudowłosą, którą najwyraźniej coś zdziwiło.
- Huh? - mruknąłem.
- Czemu śpiewasz? - zapytała, zakładając kosmyk za ucho.
- Nie śpiewam - oburzyłem się - Nucę sobie.
- Od kiedy sobie nucisz? - dwa ostatnie słowa wypowiedziała głośniej.
- No nie wiem - wzruszyłem ramionami - Tak jakoś od teraz.
- Boże, kogoś poznałeś - zobaczyłem na jej twarzy przerażenie.
Tak, radość u mnie zawsze innych dziwi.
- Nie - broniłem się, przed głupimi pytaniami mojej dociekliwej przyjaciółki.
- Jak ma na imię? - zapytała z uśmiechem.
- Nicole - odparłem, nalewając jakiemuś klientowi piwo.
- Nie chce nic mówić, ale pamiętasz jak ostatnio było - zaczęła, pijąc drinka.
- No to nie mów - przerwałem jej, sprzątając puste szklanki z baru.
Zawsze Leah przypomina mi o tym jak potoczył się mój ostatni związek. Nie moja wina, że czasem za bardzo mi zależy i ludzie mnie krzywdzą. Taki już jestem.
Moja poprzednia dziewczyna, Ashley była moją pierwszą miłością. To z nią spędziłem najpiękniejsze chwile swojego życia.
Ale chwile się kończą, mocno uderzając naszą głową o rzeczywistość. Potem mamy blizny, nie widać ich, ale zawsze dają o sobie znaki.
Ashley ze mną zerwała. Później zacząłem zażywać narkotyki, ponieważ chciałem o niej zapomnieć. Jak widać ciągle ją pamiętam i do tego uzależniłem się.
- Będzie dobrze - obiecałem przyjaciółce.
- Obyś się nie mylił - odparła cicho Leah.


Dajemy kolejny rozdział. Jak podoba się wam perspektywa Justin'a? Rozdziały nie są dawane często, bo nie za bardzo komentujecie. Szkoda, bo na prawdę lubię czytać co o tym wszystkim sądzicie. Postanowiłyśmy dodać, bo są osoby, które komentują i zależy im na tym blogu. Tyle, że jest 39 obserwatorów. To nie trudne dać krótką opinię, na której nam cholernie zależy. Kocham, /Leah

PRZECZYTAŁEŚ? PROSZĘ, SKOMENTUJ, ZRÓB COŚ DLA NAS :)