poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Rozdział 16

<Leah>


Godzina 22:56, szpital

Oparłam głowę o zimną ścianę, po czym zsunęłam się, uderzając kolanami o okafelkowaną podłogę. Nadal płakałam.
Ludzie żyją szybko. Nie łapią chwil. Myślą, że wszystko będzie wtedy przychodzić łatwiej. Zabawne. Ludzie nie mają racji.

6 godzin wcześniej, tesco

- Aaa, szybciej Liam - krzyknęłam do chłopaka, patrząc jak Louis i Niall nas wyprzedzają.
Kiedy nasz wózek był prawie przy nich, Tomlinson popchnął nas. Nie zważył jednak na to, że Liam ma więcej siły od niego. Payne uderzył wózkiem, w którym siedziałam, w ich wózek, co spowodowało, że wjechali w jakąś wystawę z chipsami.
Liam nadal pchał wózek ze mną do mety, czyli alejki z nabiałem, gdzie na zwycięzców czekał Zayn.
- Wygraliśmy - krzyknęłam radośnie, wychylając się z naszego 'rajdowca', aby zobaczyć co z Niall'em i Lou.
Horan, który tak jak ja siedział w wózku był cały przysypany chipsami, za to Louis leżał na podłodze i się darł.
Zaczęłam się śmiać, z trudem łapiąc oddech.
Na zakręcie Liam trochę się poślizgnął, ale nie zwolnił i wjechał w alejkę z nabiałem. Podniosłam jedną rękę, do góry, gdy tylko zobaczyłam uśmiechniętego Malik'a.
- Gratuluję - powiedział, kiedy Liam koło niego zastopował wózek.
Z uśmiechem przybiłam triumfalną piątkę Zayn'owi.
- Gdzie przegrani? - spytał Payne'a.
- Wypadli z toru - zaśmiał się przyjaciel - Chodźmy do nich.
Postanowiłam wyjść z wózka. Wstałam i złapałam się ramienia Liam'a. Przełożyłam jedną nogę, po czym momentalnie drugą, co spowodowało, że znalazłam się na podłodze. Uśmiechnęłam się do przyjaciół.
- Idziemy - zakomunikowałam, łapiąc za wózek.
Podeszliśmy do Lou i Niall'a, który już wyszedł z wózka.
- I co? - zapytałam z udawaną powagą - Jak się czują przegrani? - przyłożyłam sobie do czoła dłoń, której palce układały się w literę l.
- Byliśmy blisko wygranej - odparł Louis. Musiał być tym bardziej zły, bo to on wymyślił te głupie wyścigi w wózkach.
- Trzeba to posprzątać - zauważył Liam, spoglądając na rozsypane paczki chipsów.
Gdzieniegdzie opakowania były otwarte, a jedzenie że środka wysypane.
- Że też musiałeś nas pchnąć na wystawę z chipsami - odezwał się Horan, głęboko wzdychając - Taka strata...
- Oj nie płacz już Nialler - Zayn poklepał go po ramieniu - Idę zapłacić za szkody, a wy to ogarnijcie - dodał, po czym poszedł w stronę kas.
- Malik jak zwykle ucieka od brudnej roboty - westchnął Lou, łapiąc za jedną z paczek chipsów. Następnie odłożył ją na wystawę i ponowił swoje działania.
Postanowiłam, że nie będę bezczynnie stać i pomogłam Tomlinson'owi. Po chwili dołączyli do nas Liam i Niall. Sprzątanie szło szybko. Braliśmy tylko te nie zniszczone paczki, a te otwarte zostawialiśmy na podłodze. Po jakimś czasie przyszedł Zayn z jakąś panią.
- Dziękuję, zajmę się resztą - powiedziała, potrząsając miotłą którą miała w ręce.
- Dziękujemy - powiedział z uśmiechem Liam, po czym zwrócił się do nas - Chodźcie skończyć zakupy.
- Możesz to odłożyć - powiedziałam do Niall'a, który nadal trzymał dwie paczki chipsów.
Na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- Żartujesz? - zapytał - Kupujemy to.
Zaśmiałam się, po czym wzięłam jego zdobycz, aby wrzucić do wózka. W końcu zrobimy normalne zakupy.
- Co na obiad? - zapytał chłopaków Lou, kiedy szliśmy wzdłuż alejki z makaronami.
- Jak już tu jesteśmy - rozglądnął się Zayn - To ja proponuję spaghetti.
- Świetny pomysł - pogratulował mu Niall - Aż dziwne, że w tak pięknym młodzieńcu jest jakaś inteligencja - dodał, nabijając się z Malik'a.
Zayn tylko coś mruknął pod nosem.
- Chodź po jakiś sos - usłyszałam Liam'a, który chwycił moją dłoń i pociągnął w inną stronę.
- Niech będzie - odparłam zadowolona, idąc za nim.
Na nasze szczęście sosy i inne dodatki do obiadów były dwie alejki dalej. Patrzyłam na kolorowe półki, szukając konkretnego składnika do spaghetti. Czułam obecność Payne'a obok. Tyle, że już nie trzymał mojej dłoni.
- Wszystko okej? - zapytał nagle, obracając w dłoni słoik z gotowym sosem.
- Tak, świetnie się bawię na tych zakupach - odpowiedziałam, obdarzając go szczerym uśmiechem.
- Wiesz, że nie o to pytam - Liam poważnie na mnie spojrzał - Pytam, czy już dobrze - domagał się prawdy, której ja nie chciałam ujawnić - Widać, że już nie jesteś roztrzęsiona, ale wiem, że dalej o coś się martwisz.
Jak zwykle mnie przejrzał. Czemu wyglądałam w miarę normalnie? Bo razem z Justin'em wybłagaliśmy u szefa wcześniejszą wypłatę. Mieliśmy więc pieniądze na jakieś ekstazy. Wczorajszy wieczór i większość nocy odpoczywaliśmy, w końcu mogąc trochę 'odpłynąć'. Także nie mam już drgawek, bo ilość narkotyku w krwi została unormowana. Gdy o tym myślę, potrafi przerażać.
Popatrzyłam się na Liam'a, który wciąż czekał aż coś powiem. Szczerze to czas normalnej reakcji na pytanie minął. On już na pewno wie, że szukam sprytnej, choć nie do końca szczerej odpowiedzi.
- Nie musisz mówić - poczułam jego dłoń na swojej.
Dopiero teraz zrozumiałam, że stoję miejscu. W kompletnym bezruchu. Jakbym skamieniała.
- Yhh.. ja - zaczęłam niepewnie.
Jak ja bardzo chcę mu to powiedzieć! Niestety chcieć, a móc to co innego. A ja tkwię w szarej rzeczywistości o nazwie 'Miń się z marzeniami'.
- To jak z tym sosem? - pojawienie się Niall'a uratowało mnie. Horan, jak ja ci się odwdzięczę? No tak. Mogę po prostu kupić mu coś do jedzenia.
- Bierzemy ten - Liam podał mu słoik, który trzymał całą naszą rozmowę. Popatrzył na mnie. Jego mina świadczyła o tym, że jeszcze wrócimy do tego tematu.
Podeszliśmy z chłopakami do kas. Zapłaciliśmy za zakupy, po czym wyszliśmy na zewnątrz. Na parkingu podeszły do chłopaków dziewczyny, prosząc o autograf.
- Poczekam przy aucie - szepnęłam do Zayn'a, koło którego akurat stałam.
Odeszłam od nich, zostawiając z fankami. Oparłam się o samochód Louis'a i wyjęłam mojego Black Berry z kieszeni czarnych spodni. Wybrałam numer.
- Co tam ruda? - po paru sygnałach usłyszałam rozbawiony głos przyjaciela.
- Jakie plany na dziś? - zapytałam, obserwując moich przyjaciół podpisujących jakieś zeszyty - Oboje mamy wolne - dodałam z uśmiechem.
- Możesz zostać u twoich przyjaciół - powiedział.
- Do czego zmierzasz? - zapytałam, kopiąc trampkami beton.
- Idę do Nicole - wytłumaczył. Byłam stu procentowo pewna, że teraz się uśmiechał - Zamierzam jej powiedzieć - dodał poważnie, a ja zamarłam.
- O czym powiedzieć Justin? - błagam, żeby to tylko nie było to, o czym myślę.
- Jak to o czym? - zaśmiał się. To kurwa nie jest śmieszne idioto! - O moich problemach - ostatnie słowo wypowiedział dość specyficznie. Nie to nie prawda.
- Justin proszę - szepnęłam - Ona cię nie zrozumie. Wiem, że ci na niej zależy, ale to za szybko.
W tym momencie szczerze się bałam. Znam Walker'a i wiem, że załamie go fakt, że ona tego nie przyjmie  tak, jakby chciał.
- Martwisz się o mnie siostrzyczko? - zawsze mnie tak nazywał, gdy czegoś mu zabraniałam.
- To poważne.
- Może ty nie potrafisz powiedzieć o wszystkim swoim koleżkom - popatrzyłam w stronę przyjaciół. Żegnali się z dziewczynami, po czym szli w moją stronę, śmiejąc się z czegoś.
- Ja...
Chciałam mu coś konkretnego powiedzieć, ale nie miałam pojęcia co. Gdy teraz patrzę na tą grupę i wiem, że ich okłamuje czuję ukucie w sercu. Możliwe, że Justin miał rację, ale dalej nie uważam za dobry pomysł mówienie Nicole o wszystkim.
- Ja kończę - usłyszałam jego głos.
- Pa - odparłam od niechcenia, po czym schowałam telefon do kieszeni, w momencie przyjścia chłopaków.
- Kto to? - zapytał Niall. Po chwili dostał z łokcia w żebra od Zayn'a - Auć. Za co? - zaczął masować obolałe miejsce.
- Nie interesuj się tak blondyno - mruknął Malik, uśmiechając się w moją stronę.
- Ja się nie interesuję - zaprzeczył z uśmiechem.
Wsiedliśmy do auta. Zajęłam miejsce między Irlandczykiem, który już jadł dopiero co kupione chipsy, a Liam'em, patrzącym na widok za szybą. Lou prowadził, a Zayn siedział koło niego, zajęty komórką.
Chyba pierwszy raz w samochodzie z nimi panowała cisza. Tak z nimi, chłopakami, którzy są wyrzucani z biblioteki za głośne gadanie. Dobrze słyszałam uporczywe stukanie Malik'a o dotykowy ekran komórki, przegryzanie chrupek przez Niall'a, ustabilizowany oddech Liam'a i ciche nucenie przez Louis'a jakieś piosenki.
- Może zadzwonimy po Lexi i Harry'ego - zaproponowałam, chcąc przerwać tą cholerną ciszę.
- Okej - powiedział Zayn i wyszukał w kontaktach loczka. Po chwili miał już telefon przy uchu i czekał na reakcje przyjaciela.
Każdy w aucie patrzył na Malik'a. Nawet Lou co jakiś czas przenosił wzrok z ulicy na Mulata.
- Siema Hazz... Przyjdziecie do domu z Lexi? Okej... - słyszenie tylko jednej osoby podczas rozmowy jest denerwujące - Akurat będziecie na obiad... To super... Czekamy, cześć.
Gdy tylko chłopak rozłączył się obdarzył nas ciepłym uśmiechem.
- Będą? - spytałam, choć poniekąd po reakcji Malik'a sądziłam, że się zgodzili.
- Jasne - odparł, wracając do wcześniejszych zajęć na komórce. Mogę się założyć, że teraz piszę z Perrie - Niedługo przyjadą, bo są teraz w centrum, a chyba dziś nie jest tak źle z korkami.
- To Londyn - zaśmiał się Louis, gdy już parkował pod domem - Tu zawsze są korki.
- Ale dziś są znośne - odparł Zayn.
Odpięłam pas, po czym spojrzałam na blondyna. Niall zdążył już opróżnić paczkę chipsów. Wszyscy weszliśmy do ich domu, gdy tylko Liam otworzył.
- Głodny jestem - powiedział Horan, gdy tylko usiadł na kanapie.
- Dopiero co zjadłeś chrupki - zauważyłam, wciągając powietrze z niedowierzania. W sumie to już nie raz przekonałam się ile ten dość drobny blondyn potrafi zjeść. Tyle, że zawsze mnie zaskakuje.
- Jak taki jesteś głodny to pomóż mi obiad robić - zaproponował mu Payne. Dopiero teraz odezwał się od powrotu.
- No okej - Niall leniwie wstał z kanapy i ruszył z przyjacielem do kuchni.
- Pomogę im - powiedział nagle Lou - Czuję, że będzie ciekawie -  zaśmiał się jeszcze, wychodząc.
- Idziemy na taras? - zapytał Zayn z uśmiechem.
- Jasne - poszłam w stronę szklanych drzwi, wiedząc co przyjaciel mi proponuję.
Paliliśmy przez dość długi czas. Siedząc jak  zawsze na schodach gadaliśmy o różnych sprawach, nie obyło się bez rozmowy o Harry'm i o Lexi. Zayn tak jak ja zauważył, że są coraz to sobie bliżsi. Oczywiście cieszy nas ten fakt.
Kiedy wróciliśmy, usłyszałam, otwieranie drzwi.
- Czyżby nasze gołąbeczki wróciły - zaciekawił się Zayn, siadając na kanapie. Zajęłam miejsce obok.
Po jakiś dwóch sekundach do salonu weszła moja blond przyjaciółka i jej jak zwykle uśmiechnięty chłopak.
- Cześć wszystkim - pomachała w naszą stronę.
Podniosłam się i podeszłam do Alexis, którą nie widziałam już jakiś czas. Kiedy znalazłam się w uścisku z chudą blondynką poczułam się lepiej.
- Tęskniłam - mruknęła zadowolona Collins.
- Ja też, siadaj - zaprowadziłam ją do kanapy i posadziłam obok mnie, za to ja dalej z drugiej strony miałam Malik'a.
- Co mi dziewczynę zabierasz? - przy Lexi znalazł się szybko Harry, który objął ją ramieniem.
- To moja przyjaciółka - zaczęłam się z nim droczyć.
- A moja dziewczyna - wystawił mi język.
- Ale woli mnie - dodałam, coraz bardziej rozbawiona sytuacją.
- Nie, mnie - odparł uparcie Hazz.
- Zawiodę was - do pokoju wszedł uśmiechnięty Niall - Po tym jakie dobre spaghetti zrobiłem Lexi pokocha mnie bezwarunkowo - blondyn złapał jej dłoń - Chodź jeść.
- Nas to już  nie zaprosi - zaśmiał się Zayn, wstając po chwili.
Wszyscy przeszliśmy do jadalni i zajęliśmy miejsca przy stole.
- A tak dla ścisłości - odezwał się Liam - Niall nie robił jedzenia - dodał. Widocznie słyszał naszą rozmowę w salonie.
- Jak to nie? - oburzył się Horan, który siedział między mną, a Lou.
- Wszystko tylko podjadałeś - wytłumaczył Payne, a Irlandczyk już się nie bronił tylko kiwnął głową, rozśmieszając wszystkich wokół. Louis wywalił się co przyprawiło Styles'a o większy atak śmiechu.
Dopiero teraz zwróciłam uwagę, że na stole jest porcja dla każdego. Złapałam za widelec i zaczęłam mieszać jedzenie, z którego od razu zaczęła się unosić para. Wszyscy życzyliśmy sobie smacznego, po czym zaczęliśmy jeść. Nie obyło się bez rzucania jakimiś kawałkami mięsa lub krztuszenia się piciem.
Popatrzyłam na Lexi. O dziwo jadła. Tyle, że może jej jedzenie nie znikało z talerza tak szybko jak u nas, ale jadła. Byłam pod wrażeniem tego, co ostatnio zmieniło się w niej. Uśmiechała się częściej, była rozmowna i nie tak zdenerwowana jak zawsze. Ten związek na pewno działa na nią dobrze. Harry co jakiś czas spoglądał na nią i patrzył jak je. Jego troskę można było wyczuć w całym pokoju.
- Leah - usłyszałam czyiś głos.
Popatrzyłam na Zayn'a siedzącego obok mnie.
- Hm? - zapytałam - Zamyśliłam się i cię nie usłyszałam.
- Pytałem, czy skończyłaś - powtórzył się i przeniósł wzrok na mój praktycznie pusty talerz.
- Tak - kiwnęłam głową, podając mu naczynie.
Zebrał talerze od wszystkich, chodź u Lexi została jeszcze spora porcja. Blondynka powiedziała jednak, że więcej w siebie nie wepchnie.
Jeszcze przez długi czas siedzieliśmy przy stolę i piliśmy kolejną i kolejną herbatę, albo kawę. Naprawdę spędzanie z nimi czasu spokojnie mogę dodać do moich ulubionych zajęć. Nigdy chyba nie śmiałam się tyle jednego dnia. Chłopcy opowiadali różne, zabawne historię ze swojej kariery, co jakiś czas wcinając się sobie w zdania i poprawiając siebie nawzajem, co było jeszcze śmieszniejsze, bo wychodziły z tego zupełnie bez sensowne opowieści.
Stwierdziłam, że powinnam już wracać do domu.
- Będę się już zbierać - powiedziałam, wstając.
- Na pewno? - zapytał smutno Niall.
- Zostań jeszcze - poprosił Louis - Mamy jeszcze mnóstwo ciekawych historii.
- To jest pewne Lou - zaśmiałam się - Ale opowiecie mi kiedy indziej.
- No dobrze - Zayn także wstał - Odwiozę cię.
- Nie mam siły odmówić - uśmiechnęłam się do niego, co on odwzajemnił.
Pożegnałam się ze wszystkimi i skierowałam do wyjścia, razem z Mulatem. Wsiadłam do jego auta, tak jak i on. Ruszył i przez chwilę panowała cisza. Zaczęłam gadać mu o jakiś bezsensownych rzeczach, takich jak to, że jutro idę do pracy, a tego nie chcę.
Kiedy podjechaliśmy pod miejsce mojego zamieszkania, chciałam wysiadać już z samochodu. Poczułam, że Malik zatrzymuje mnie, chwytając za nadgarstek. Kolejna trudna rozmowa?
- Wiem, że przytłacza cię troska Liam'a - zaczął, poważnie na mnie patrząc - Ale zrozum. On już tak ma, że się martwi. Musi mu zależeć, skoro nie chce abyś cierpiała.
Kiwnęłam głową na znak, że rozumiem.
- Jest już taki.
- Lubie go takiego - przerwałam mu, delikatnie się uśmiechając.
- No widzisz. Liam zawsze martwi się na zapas - zaśmiał się - Nie musisz mu, nam wszystkiego mówić. Po prostu czasem widzimy, że nie jest dobrze...
Poczułam, że zaczynam się denerwować. Rozmowa przechodziła na niewygodny temat.
- Leah - zaczął, patrząc na mnie - Miałem kiedyś kolegów mających problemy z narkotykami. Ja się domyślam...
Zesztywniałam. Patrzyłam przed siebie nie mogąc uwierzyć w jego słowa. Co miałam teraz powiedzieć?
- Zayn, proszę nie mówi innym - spojrzałam na niego. Wykręcanie się i tak nie miało sensu - Ja chcę im powiedzieć.
- Oczywiście, że nie zdradzę twojego sekretu - chłopak uśmiechnął się pocieszająco - Tylko po prostu nie sądzę, że to dobre.
- Wiem - przerwałam mu - Kiedyś sobie z tym poradzę.
Pożegnałam się z przyjacielem, po czym wyszłam z auta. Dalej nie wierzyłam, że wiedział. Musiał się domyśleć, w czasie, gdy byłam taka roztrzęsiona i zdenerwowana. Wiedziałam, że nie powinnam się wtedy z nimi widzieć. Idiotka.
Weszłam do pustego mieszkania. Miałam ochotę wziąć, ale nie wiedziałam gdzie Justin położył resztę dragów. Z tego co pamiętam została jeszcze duża ilość. Podeszłam do stolika koło kanapy. Byłam pewna, że ostatnim razem je tu widziałam. Rozglądnęłam się. Coś mi nie pasowało. W sumie to praktycznie wszystko.
Większość rzeczy leżała na podłodze, nawet poduszki z kanapy. Jakby ktoś uporczywie czegoś szukał lub chciał wyładować złość. Weszłam do kuchni. Na podłodze walały się rozbite szklanki.
Któryś już dzisiaj raz stanęłam zszokowana.
Miałam w głowie mnóstwo pytań. Jedno bardziej odznaczało się w moim umyśle. Gdzie jest Justin?
Z nerwów ugryzłam się w wargę.
Wyciągnęłam komórkę i wybrałam numer przyjaciela.
- Justin? Gdzie do cholery jesteś? Co z tobą! - zaczęłam swój potok słów, gdy tylko odebrał.
- Ruda? - usłyszałam cichy głos - Jestem w parku koło naszego domu.
Momentalnie rozłączyłam się i z telefonem w ręce wybiegłam z domu, zamykając po drodze drzwi. Pobiegłam do małego parku, który był za mało ruchliwą ulicą. Gdy tylko minęłam pierwszą linię drzew zaczęłam rozglądać się. Ciemność wieczoru utrudniała mi to. Uspokój się Leah, przecież to cholernie mały park.
Zadzwoniłam do Liam'a.
- Przyjedź natychmiast do parku koło mojego domu - nie dałam mu dojść do słowa.
Wyłączyłam się i schowałam komórkę do kieszeni.
Przyjrzałam się drzewu oddalonemu ode mnie o zaledwie paręnaście kroków. Zobaczyłam za nim zarys czyjegoś ramienia. Bez wahania podbiegłam w tamtą stronę.
- Justin? - gdy tylko zobaczyłam siedzącego przyjaciela, który opierał się o korę, klęknęłam koło niego.
- Ruda? - uśmiechnął się delikatnie.
Przyjrzałam mu się z przerażeniem. Bladość jego twarzy kontrastowała z fioletowymi podkrążeniami pod oczami.
- Co się stało? - chciałam jak najszybciej dowiedzieć się wszystkiego, wiedziałam, że to nie będzie łatwe.
- Byłem u niej, powiedziałem jej - szepnął, patrząc na mnie - Ale ona nie zrozumiała. Miałaś rację.
- To jest teraz nie ważne - pokręciłam głową - Ważne, że cię znalazłam i wracamy do domu, tak?
Justin pokręcił głową.
- To bez sensu Leah - szepnął - Ja już nie wracam. Za późno.
Nie zrozumiałam niczego z jego bełkotania. Jak nie wraca?
- O co ci chodzi? - zaśmiałam się - Chodź - złapałam jego lodowatą dłoń.
- Nie złość się, że zabrałem wszystkie dragi - mruknął - Potrzebowałem ich.
Poczułam, że słabnę. Momentalnie wszystko do mnie dotarło.
Szybko wyszukałam w kieszeni telefon i trzęsącymi się rękami wybrałam odpowiedni numer.
- Pogotowie, słucham? - usłyszałam po drugiej stronie głos jakiejś kobiety.
- Jestem w małym parku, Stanley Street - zaczęłam - Mój kolega, on przedawkował. Nie wiem co robić Proszę, pomóżcie mi - nie kojarzyłam co mówię. Miałam nadzieję, że podałam dobrą ulicę i szybko przyjadą.
- Zaraz wyślę posiłki - jak ta kobieta mogła zachować taki spokój - Proszę sprowokować wymioty.
Rozłączyłam się i popatrzyłam na chłopaka. Jego oczy wydawały się coraz bardziej senne.
- Justin - potrząsnęłam nim - Musisz to zwymiotować. Słyszysz? Justin!
- Nie - pokręcił przecząco głową - Wcześniej było mi niedobrze, ale już jest lepiej.
Zrobiło mi się gorąco.
- Twój organizm się bronił - zaczęłam go przekonywać - Musisz to z siebie wyrzucić.
- Leah nie chcę - mówił tak cicho, że te słowa praktycznie wyczytałam z jego ust.
- Proszę cię Justin - błagałam, potrząsając nim. Poczułam, że do oczu podchodzą mi łzy - Karetka zaraz będzie.
- Ruda jest okej - zauważyłam pocieszający uśmiech - Czuję się dobrze. Zaraz pójdę spać i w końcu wszystko będzie idealne. Nie będę czuł strachu, nienawiści - szeptał - Leah nic nie będzie mnie boleć. Ja chce, zrozum.
Pokręciłam przecząco głową. Łzy uporczywie przesłaniały mi widok. Przysunęłam się do chłopaka.
- Nie zostawiaj mnie, proszę - wysyczałam, przez zaciśniętą ze zdenerwowania szczękę - Słyszysz?
- Kocham cię - znów zobaczyłam uśmiech na jego twarzy - Przepraszam, że wciągnąłem cię w to całe gówno.
- Przecież to nie ty - na mojej twarzy także znikąd pojawił się słaby uśmiech - Ty mi pomogłeś. Co bym bez ciebie zrobiła? Jesteś dla mnie jedyną rodziną.
Uśmiechnął się.
- Ty masz jeszcze szanse. Postaraj się z tego wszystkiego wyjść - poprosił.
- Nie, ty wyjdziesz ze mną - kolejna fala łez zalała mi oczy.
- Już wybrałem - szepnął.
Zobaczyłam, że jego oczy wypełniła pustka.
- Nie, nie, nie, nie, nie, nie.. - zaczęłam potrząsać nieruchomym ciałem przyjaciela. Przytuliłam się do jego jeszcze ciepłej sylwetki - Justin, słyszysz - próbowałam znaleźć oznaki życia. Usłyszeć bijące serce.
Przyłożyłam dwa palce do jego szyi i próbowałam wyczuć tętno.
Poczułam, że ktoś mnie od niego odsuwa. Znikąd pojawili się tutaj ratownicy medyczni. Nawet nie usłyszałam karetki.
Chciałam się wyszarpać z uścisku osoby, która mnie trzymała. Krzyczałam, żeby puścili Justin'a.
- Spokojnie Leah, oni go wnoszą do karetki - usłyszałam głos Liam'a koło ucha. Trzymał mnie mocno, żeby się nie wyszarpała.
- Jadę z nimi! - krzyknęłam, biegnąc do karetki.
Światła w środku samochodu przez chwilę utrudniły mi widok. Liam przez cały czas mnie trzymał. Kiedy auto ruszyło usiadłam na podłodze i patrzyłam przed siebie. Tuliłam się do Payne'a.
- Zaczynam reanimację.
Głosy, które słyszałam odbijały się echem w mojej głowie. Myśli mocno przesłaniały mój mózg, jak i łzy oczy.
- Ponawiam próbę.
Słyszałam różne sprzęty, ratowników i Liam'a, który szeptał mi coś do ucha na uspokojenie. Z całej siły wbiłam paznokcie w moje lewe przedramię. Chciałam, żeby coś mnie uspokoiło.
- Ostatni raz.
Byliśmy pod szpitalem. Ratownik powiedział coś Liam'owi, a ten zaprowadził mnie szybko do środka. Staliśmy na jakiś odległym korytarzu. Rozglądałam się za Justin'em. Gdzie on jest?
- Liam ja chcę do niego - poprosiłam go szeptem, wciąż wtulona w jego tors.
- Wiem, ale lekarze nie pozwolili - powiedział - Zaraz jakaś pani zajmie się twoją ręką.
Zobaczyłam moje lewe przedramię. Powolnym strumieniem sączyła się z niego krew. Musiałam to sobie zrobić w karetce. Zobaczyłam lekarza. Liam na chwilę odsunął mnie od siebie. Zasłonił mi swoją posturą twarz doktora. Przesunęłam się na bok. Zdążyłam zauważyć, że powoli kiwa przecząco głową.
Igły. Poczułam, że w moje serce wbijane są igły. Tysiące małych, parzących igiełek. Za każdym razem przypominają mi co się dzieje, że to koniec, że go nie zobaczę.
Oparłam głowę o zimną ścianę, po czym zsunęłam się, uderzając kolanami o okafelkowaną podłogę. Nadal płakałam.
Poczułam jeszcze, że Liam delikatnie głaszcze moje włosy. Słyszałam szepty. Moje myśli były głośniejsze.
Ludzie żyją szybko. Nie łapią chwil. Myślą, że wszystko będzie wtedy przychodzić łatwiej. Zabawne. Ludzie nie mają racji.


Przyznam, że to był najtrudniejszy rozdział jaki kiedykolwiek miałam do napisania. Ucieszyłyby mnie komentarze co o nim sądzicie, bo ja już nie wiem. Miał wyjść lepszy, ale no niestety musicie zadowolić się takim. Jeszcze raz dziękuję za każdy wasz komentarz. Kocham, papa /Leah

23 komentarze:

  1. Boże jest niesamowity. Bardzo długi i cholernie ciekawy. Mój typ. Początek tak jak zawsze. Środek mnie zaskoczył, zwłaszcza ten bałagan w domu. Koniec mnie wzruszył aż do łez. Boże Justin... Kurcze. Nie mogę tego opisać. Chce mi się płakać. Czekam na następny! ♥
    ostatni-wdech.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku *.*
    Zaskoczyłaś mnie tym wszystkim ;O
    Zakupy i ten cały wyścig, to było bardzo zabawne :)
    Później znów uruchomił się troskliwy Liam.
    Zayn odkrył prawdę, to mnie zszokowało najbardziej, ale może to i dobrze.
    Nie wierzę, że to już koniec Justina.
    Ciekawe, czy Liam się teraz wszystkiego dowie od Leah, czy od lekarzy.
    Rozdział cudowny :*
    Miał wyjść lepszy? ;O
    Ten jest genialny, więc ja nie wyobrażam sobie go jeszcze lepszego! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. wzruszyłam się. Pięknie to opisałaś. Najlepszy rodział w tym opowiadaniu taki pełen miłości <3

    OdpowiedzUsuń
  4. AMAZING ♥

    KISEED LOLAA ;*
    WAIT FOR NEXT ;d

    WELCOME IN MY BLOG ;]

    OdpowiedzUsuń
  5. Boże, boże on nie żyje ??? :c

    OdpowiedzUsuń
  6. Kurwa poryczałam się, Justin nie może umrzeć, jezu piszesz tak prawdziwie. Proszę Cie :( Dużo się działo w tym rozdziale jest świetny, końcówki takiej się nie spodziewałam, boże nie wytrzymam do następnego rozdziału, mam nadzieje że będzie szybko :(

    OdpowiedzUsuń
  7. bardzo mi się podoba ten rozdział ;) gdy znajdę wolną chwilę zabiorę się za czytanie od początku ;)
    zapraszam na gust-of-truth.blogspot.com pojawił się 2 rozdział, może Cię zainteresuje ;) x
    przepraszam za SPAM ~Franky

    OdpowiedzUsuń
  8. jezu taki emocjonalny ten rozdział, czekam na więcej ! :) x

    OdpowiedzUsuń
  9. Siedzę na tarasie rycząc jak wariatka nad laptopem a sąsiad patrzy na mnie jak na nienormalną :P
    To naprawdę było wielkie, już po paru zdaniach było widać, że włożyłaś w to duużo pracy :D
    Po prostu nie można się oderwać <3
    Pisz szybciutko next'a.
    Domii Styles

    OdpowiedzUsuń
  10. nieeeeeeee, nie tak miało być. Spraw, żeby on ożył, czy nie umarł, czy cokolwiek, nie zgadzam się na jego śmierć. ; <

    OdpowiedzUsuń
  11. Dopiero zaczynam serdecznie zapraszam http://onedirectionnolimits.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Hej. Twój blog został przeze mnie nominowany do Liebster Award! Bardzo fajny blok. Szczegóły u mnie na blogu ;) http://jednokierunkowi111.blogspot.com/2013/08/libster

    OdpowiedzUsuń
  13. Omg! Nie wiem czy mógłby być lepszy :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetny rozdział :) Nominowałam cię do Libster Award :) Więcej informacji na moim blogu :) http://one-direction-vs-siatkowka.blogspot.com/ pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Cudny ^^

    zapraszam też do siebie hiheeuih.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Swietnt rozdzial :) Ciesze sie ze Lexi zaczyna jesc ale szkoda mi Leah'i... W kazdym badz razie rozdzial jest ekstra :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Rozdział wspaniały, ale szkoda Justina. Fajnie, że Zayn wie, może pomoże Leah. Czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  18. Hej. Genialny rozdział.
    To dzieci no, wyścigi wózkami w sklepie sobie robią. Ha ha ha.
    Wyobraziłam sobie to, to musiało nieźle wyglądać. Chciałabym to zobaczyć. Ale fajnie, że są tacy szaleni i spontaniczni. O to chodzi w życiu :)
    A Niall jak zawsze głodny. Och ten głodomorek :D
    Brawo dla Lexi, że jadła, a przynajmniej próbowała jeść. Bardzo dobrze. Tak trzymać.
    Zayn się domyślił, że Leah ma problemy z narkotykami. Mam nadzieję, że zrobi coś z sobą i rzuci to świństwo, chociaż wiem, że to nie takie łatwe.
    Justin przedawkował dragi. Nie dobrze. I to przez dziewczynę, przez tą całą Nicole, która go nie zrozumiała. I chłopak się załamał. Był zbyt słaby.
    Mam nadzieję, że wyjdzie z tego. Że wszystko będzie z nim w porządku.
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział. Życzę weny. Ściskam, Maarit :*

    PS. Nominowałam was do The Versatile Blogger. Zasłużyłyście na to :) Więcej informacji u mnie, na love-of-accident.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  19. hey ;)można u was zamówić zwiastun ? ;]

    OdpowiedzUsuń
  20. To najlepszy rozdział ze wszystkich, boże jakie emocje! Mam nadzieje że teraz Leah oprzytomnieje i pozwoli sobie pomóc, po tym co się stało. Strasznie szkoda Justina.
    Niecierpliwie czekam na następny rozdział
    @Fucked_Up_Kid

    OdpowiedzUsuń
  21. Hej :) Nominowałam cię do The Versatile Blogger :)
    Więcej informacji u mnie http://opowiadanie-1d-lilly.blogspot.com/
    Buziak - Lilly :****

    OdpowiedzUsuń