wtorek, 24 września 2013

Rozdział 21

<Harry>

Obudziłem się jakoś sam z siebie. Dzisiejszego dnia nie miałem nic do roboty. Żadnych wywiadów, sesji zdjęciowych ani koncertów. Pierwszy raz od dłuższego czasu miałem wolne.
Powoli wstałem z łóżka i udałem się do kuchni.
- Hej kochanie - usłyszałem głos Niall'a - Jak się spało ? - zapytał, gdy wszedłem do salonu
Na mojej kanapie siedział Horan, Louis, Liam i Zayn. Spojrzałem na nich z lekkim zdziwieniem.
- Co wy tu robicie ? - spytałem jeszcze zaspanym głosem
- Czekamy na śniadanie - uśmiechnął się blondyn
- No to sobie poczekacie, bo aktualnie nie mam nic w lodówce - westchnąłem przypominając sobie, że nie zrobiłem żadnych zakupów
Mina Nialla lekko zesmutnaiła na co cicho się zaśmiałem
- W takim razie może zjemy coś na mieście ? - zaproponował Zayn
- No dobrze, tylko się przebiorę - odparłem, po czym wróciłem do swojego pokoju wyciągając z szafy jakieś ubrania.
Poszedłem do łazienki wziąć szybki prysznic. Następnie osuszyłem się i założyłem na siebie bokserki. Gdy już całkowicie byłem ubrany umyłem zęby i wyszedłem z pomieszczenia. Na korytarzu już czekali na mnie chłopaki. Chwyciłem jeszcze za klucze oraz Ray Bany i wyszliśmy na zewnątrz.
- Będę jechać za wami swoich autem - odparłem kierując się na podjazd
- Dobra - machnął ręką Louis
Chłopaki wsiedli do samochodu Liam'a, natomiast ja ruszyłem swoim Range Roverem. Podróż trochę trwała, ponieważ woleliśmy pojechać gdzieś w jakieś mało zatłoczone miejsce. Gdy tylko zaparkowaliśmy na parkingu, wysiedliśmy z aut i udaliśmy się do restauracji. Zajęliśmy miejsca w rogu. Wszyscy z nas po kolei wybrali coś z menu.
- Chyba coś chcieliście ? - zapytałem zaczynając rozmowę
- Wiesz, że zamieszkała u nas Leah ? - odezwał się Liam
- Tak, wiem - uśmiechnąłem się
- No i fajnie by było jakbyś ty też z nami zamieszkał - wtrącił Niall - Wiemy, że praktycznie cały czas siedzisz u nas
- Ale wolelibyśmy, żebyś się całkowicie przeprowadził - dodał Zayn - No wiesz, reporterzy gadają, że zespół się rozpada i takie tam - westchnął Malik obierając się o krzesło
- Lepiej będzie jak będziemy mieszkać wszyscy razem - zachęcił mnie Payne
- Nie ma problemu - zgodziłem się
- Ahh, wracają stare dobre czasy - zaśmiał się Louis
- A co z Leah, już lepiej ? - spytałem chłopaków, jednak głównie patrzyłem na Liam'a
- Tak. Na razie jakoś sobie radzi - brunet zaczął się wiercić - Powoli, ale sobie radzi
- Wiesz staramy się jej pomóc jak tylko możemy, ale szczerze to ona sama musi zacząć żyć normalnie - wytłumaczył Mulat
- Najważniejsze, że ma przyjaciół - uśmiechnąłem się do nich pocieszająco
Widać, że bardzo się starają by rudowłosa jakoś przywykła do nowego życia. Wiem dużo o Leah od Lexi i wiem jak ważna dla niej jest.
- Oto państwa zamówienie - powiedziała niska brunetka, która trzymała tacki z naszymi porcjami
- Dziękujemy - odpowiedział szarmancko Malik
- To co dziś robimy ? - zaczął Niall chwytając widelec - może jakiś wieczór filmowy ? - zaproponował
- Wiecie co, ja będę jechał po Alexis do agencji - odparłem wyciągając ze spodni iPhon'a i sprawdziłem godzinę
- To może my pójdziemy do twojego mieszkania i spakujemy ci rzeczy, żebyś jak najszybciej się wprowadził ? - zapyta Liam
- Dobra - przytaknąłem jedząc - To przygotujcie coś na wieczór. My z Lexi dołączymy - uśmiechnąłem się
Gdy tylko zjedliśmy do końca poszliśmy na parking.
- To do zobaczenia wieczorem - zaśmiał się Horan
- Do zobaczenia - przytaknąłem, po czym wsiadłem do mojego auta
Jadąc ulicami Londynu obserwowałem to co się dzieje. Padało. Na niebie można była zauważyć tylko ciemne chmury. Jako Brytyjczyk jestem przyzwyczajony do takiej pogody.
Gdy byłem pod budynkiem agencji Lexi odpiąłem pas, wysiadłem z auta zamykając je i szedłem w stronę wejścia. Była godzina czternasta. Wiedziałem, że moja dziewczyna dziś pracuje niestety nie bardzo pamiętałem w jakich godzinach. Podszedłem do dużego, granitowego blatu na korytarzu.
- Przepraszam - zwróciłem na siebie uwagę recepcjonisty
- Słucham ? - zapytał mnie dosyć niskim głosem
- Gdzie mogę znaleźć Alexis Collins ?
- Zapewne jest w biurze pani Kim Stanley. Na pierwszym piętrze - odparł
- Dzięki - machnąłem do niego i już chciałem iść jednak zatrzymał mnie jego głos
- Najlepiej poczekaj przed drzwiami. Nie przeszkadzaj - ostrzegł mnie, a ja tylko lekko kiwnąłem głową na znak, że rozumiem jego prośbę
Postanowiłem wejść po schodach. Gdy tylko znalazłem drzwi do gabinetu menadżerki Alexis zacząłem kręcić się wokół nich.
- Bo to zaczęło wymykać się z pod kontroli kwiatuszku - usłyszałem donośny głos Kim - To miało być tylko i wyłącznie na pokaz. Wspólne zdjęcia, spacerki, publiczne całowanie się. Nic więcej Alexis - podszedłem bliżej drzwi
- Ale... - głos Lexi był cichy
- Żadnych, ale. Spójrz na siebie. Przytyło ci się ostatnio co ? - miałem ochotę tam wejść i coś jej powiedzieć, lecz jeśli miałem dowiedzieć się o co tu chodziło musiałem do końca to wysłuchać - To tylko zwykły chłopak Alexis. Teraz stać cię na miliony takich - powiedziała Kim - Nie martw się plan się udał. Jesteś bardziej znana i doceniana. Nie pozwól tego zniszczyć. Jedyne co musisz zrobić to zakończyć ten romans.
Nie mogłem dalej tego słuchać. Nie chciałem.
 Szybko ruszyłem w stronę wyjścia. Nie przeszkadzało mi to, że pada deszcz. Byłem taki zagubiony.
Wsiadłem do mojego samochodu. Miałem ogromny mętlik w głowie.
- Czemu nie zadzwoniłeś ? - rozglądnąłem się i ujrzałem Alexis wsiadającą do mojego samochodu
- Chciałem zrobić ci niespodziankę - odparłem lekko zakłopotany
Patrzyliśmy się na siebie chwilę, po czym odpaliłem silnik i ruszyłem.
Czemu nic nie mówi ? Może to wszystko co mówiła Kim było prawdą. Może tak naprawdę ten cały nasz związek to fikcja i Lexi mnie nie kocha.
Nie wytrzymując tego całego zadręczania się zatrzymałem samochód parkując na pierwszym lepszym krawężniku.
- Co się stało ? - spytała nagle blondynka
- Słyszałem twoją rozmowę z Kim - wyznałem i spoglądnąłem na nią
- Harry, to nie tak... - zaczęła jednak ja jej przerwałem mocnym uderzeniem o kierownicę
Dziewczyna wyglądała na wystraszoną
- Nie tak. No a jak Alexis ? No powiedz mi do cholery dlaczego tak naprawdę ze mną jesteś - krzyknąłem chyba odrobinę za głośno, ponieważ moja dziewczyna zaczęła się delikatnie trząść
- Ja ci wszystko wytłumaczę - jęknęła i chciała mnie złapać za rękę, jednak nie pozwoliłem jej na to
- Nie wydaje mi się, że jest co tłumaczyć. Jesteś ze mną dla pieprzonego rozgłosu - westchnąłem przeczesując swoje włosy
- Wcale nie, ja... - znów jej przerwałem
- Cały czas kłamałaś Lexi. Kłamałaś mówiąc, że ci na mnie zależy, że mnie kochasz
- Na początku było tak, że Kim mi kazała...
- Ahh, czyli wszystko to Kim tobie kazała ? Pieprzyć się ze mną też ci kazała ? - krzyknąłem spoglądając na nią
- Harry - wyszeptała
Mogłem zauważyć jak po jej policzkach spływają łzy. Chciałem je otrzeć i przytulić ją mocno do siebie. Tak bardzo ją kochałem. Jednak nie mogłem tego zrobić
- Wyjdź - westchnąłem odwracając od niej wzrok
Nie mogłem na nią patrzyć w takim stanie. Nie chciałem widzieć jej taką.
- Proszę - jej głos był tak delikatnie. Niestety nie mogłem mu ulec. Nie chciałem, by znowu mnie oszukała. Widząc brak jakiejkolwiek relacji z mojej strony Alexis powoli otworzyła drzwi i wyszła.
Wyjechałem jak najszybciej na ulice. Jechałem, jechałem i jedyne o czym myślałem to o czerwonych oczach Lexi. Nie wiem czemu byłem dla niej, aż tak oschły. Mogłem jej wysłuchać. Nie wiem czy dobrze postąpiłem. Może powinienem zawrócić ?
Niestety nie da się cofnąć czasu. Będzie mi brakowało jej ślicznego uśmiechu, lecz muszę to wszystko przemyśleć. Odpocząć. Potrzebuję przyjaciół....


Rozdział trochę smutny. Mam nadzieję, że zobaczymy trochę więcej waszych komentarzy niż pod ostatnią notką. Teraz sprawy organizacyjne. Aktualnie mamy remont i mieszkamy u babci. Jest tutaj komputer, ale tylko jeden i niezbyt nowoczesny. W każdym bądź razie postaramy się dodać rozdział jeszcze w tym tygodniu, ale nic nie obiecujemy.

PRZECZYTAŁEŚ TO SKOMENTUJ !!!


piątek, 20 września 2013

Rozdział 20

<Leah>


- Dzień dobry, zamknięte - uśmiechnęłam się w stronę Liam'a, któremu otworzyłam właśnie drzwi.
- Myślałem, że bar jest też w dzień czynny - zaczął się droczyć - Potrzebuję zalać smutki w alkoholu.
 - Ta jasne - prychnęłam, po czym poszłam w głąb lokalu, a przyjaciel za mną - Co do picia? - spytałam kiedy usiadł przy stoliku.
- Nie wypada tak z rana pić, więc... - chłopak przez chwilę się namyślał - Jakiś sok poproszę.
Uśmiechnęłam się znowu. Nie wiem jak oni to robią, ale zawsze poprawiają mi humor.
- Co właściwie dziś robisz skoro lokal jest normalnie zamknięty?
- Wczoraj była tu duża impreza, a ja się zgłosiłam aby po niej posprzątać - wytłumaczyłam się bez namyślenia.
Ostatnimi czasy potrzebuję kasy. W końcu sama muszę płacić za czynsz.
- Myślałaś o zostawieniu tej pracy? - pytanie Liam'a mnie zdziwiło.
- Tak, a żyć będę z powietrza? - zapytałam.
Wzruszyłam ramionami, po czym podeszłam do baru i nalałam soku pomarańczowego do szklanki
- Proszę - posunęłam napój w stronę Liam'a, który akurat podszedł do lady i usiadł na krzesełku przed nią.
- Mówię serio Leah - ten dalej swoje - Mogę ci płacić za czynsz - zaproponował.
Nie chce go wykorzystywać. On tego nigdy nie pojmie?
- Posłuchaj nie mogę się na to zgodzić - westchnęłam, opierając łokcie o ciemny blat - Naprawdę.
- Nawet dla mnie? - popatrzył na mnie z nadzieją w oczach.
Serio? Takie argumenty?
- Liam, przestań - wywróciłam oczami, na co on się uśmiechnął.
- Jak chcesz - dopił sok do końca, po czym zapłacił - Mamy wywiad w radiu, więc muszę cię opuścić.
Nie będę kłamać. Nie chcę, żeby sobie poszedł. Zostań.
- Szkoda - westchnęłam - Pozdrów chłopaków - obeszłam barek dookoła, aby przytulić go.
- Na pewno się ucieszą - szepnął mi w objęciach.
Kiedy Liam mnie przytulał czułam się tak... Bezpiecznie? Jakby cały świat wydawał się dobry. Bez porażek, uzależnień, niedoskonałości. On tworzył mój perfekcyjny świat.
- Cześć - kiedy chłopak się ode mnie odsunął i wyszedł z lokalu zrobiło mi się zimno. Jakby przyszła zima. Pocieszałam się obrazem jego uśmiechu w pamięci.
Spojrzałam na zegarek, ponieważ dochodziła trzynasta, a ja wszystko posprzątałam postanowiłam iść. Dzisiaj na szczęście nie pracuję i będę mogła sobie odpocząć.
Ruszyłam do szatni, aby zmienić robocze ciuchy na normalne. Ubrałam czarną bokserkę, na to gruby, ciemno zielony sweter i kremowe rurki. Przed samymi drzwiami założyłam czarne trampki i przerzuciłam przez ramię torebkę.
Na zewnątrz było dość chłodno, głównie przez mocno wiejący wiatr. Zamknęłam bar, po czym chowając klucze do torebki poszłam w stronę cmentarza.
Od pogrzebu Justin'a nie byłam w tamtym miejscu. Po prostu bałam się stanąć z tymi emocjami. Najgorszymi emocjami, które zdawały się wyniszczać mnie od środka.
Nie ważne w jaki sposób straciłeś przyjaciela. On zawsze zabiera ze sobą cząstkę ciebie. Niszczy równowagę twojego życia, a ty powoli się sypiesz. Jak budowla, z której samego dołu wyjęto jeden klocek. Jeden mały klocek nazwany inaczej zaufaniem.
Do cmentarza szłam jakieś pół godziny. O tej porze roku nie ma tu za wiele ludzi. Głównie jacyś starcy, który utracili swoje połówki lub długoletnich przyjaciół.
To nie fair. Bratnie duszę powinny umierać razem.
Z oddali zauważyłam jakąś postać stojącą przy nagrobku Justin'a.
Blond włosy, drobna postawa. Odziana w czarny płaszcz, tego samego koloru rurki, szary sweter i kremowe, zimowe koturny.
To zabawne, że w dzień lata może być tak zimno. W końcu to Anglia. Pogoda jest zmienna jak kobieta.
Podeszłam bliżej nieznajomej. Z każdym krokiem byłam coraz bardziej pewna, że to Nicole. Tylko jak ona śmiała tu przyjść?
- Co tu robisz? - zapytałam szeptem o to, co tak mnie dręczyło.
Dziewczyna obróciła się do mnie. Jej oczy były lekko czerwone, a na policzkach linie odznaczały widoczne ślady łez.
Przez jakiś czas patrzyłyśmy się na siebie. Czułam, że jestem coraz bardziej zła, że chcę całą winę za śmierć Justin'a zrzucić na nią. Żeby przestało mnie boleć. Ale nie przestanie.
- J-ja - blondynka się za jąkała. Nie miała pojęcia co powiedzieć, jak powiedzieć.
Podeszłam bliżej grobu Walker'a.
Spojrzałam na szary, marmurowy kamień, na której widocznie wyryty został napis:
"Justin Walker. Zginął młodo, ale wciąż jest wśród nas. Zapamiętany na zawsze."
Lekko się uśmiechnęłam. Pamiętam, że Justin zawsze mi mówił, że chce zostać zapamiętany. Nie chciał zniknąć jak każdy inny, o którym w końcu się zapomina. Specjalnie dla niego chciałam wyryć taki napis.
- Zapamiętany na zawsze - usłyszałam delikatny głos Nicole.
Blondynka wpatrywała się w nagrobek, koło którego leżało trochę kwiatów i zniczy.
- Justin mi powiedział, że zostanie ze mną na zawsze - zaczęła cicho mówić - W ten dzień... Przyszedł do mnie i był taki poważny i smutny - widziałam, że do oczu zbierają się jej łzy - Jednocześnie biło od niego tą jego energią, którą zarażał - blado się uśmiechnęła - Powiedział, że ma mi coś ważnego do przekazania. Pomyślałam, że to znowu jakiś jego szalony pomysł - zaśmiała się desperacko, a na jej policzkach rozbłysły krople łez - Prosił mnie, abym zrozumiała, a ja mu obiecałam. Boże, przecież ja mu obiecałam - pokręciła głową, a pojedyncze kosmyki włosów przykleiły się do skóry jej policzków.
Poczułam smutek, żal, złość, poczucie winy, gniew. Tyle emocji. Naraz.
- Opowiedział mi o narkotykach. Przestraszyłam się, ponieważ kiedyś mój ojciec brał. Justin znał tą historię i wiedział, że nienawidzę narkomanów - spojrzała na mnie - Dlatego zwlekał. Ale w końcu się odważył. A ja? Powiedziałam, że go nienawidzę. Przecież on był taki dobry - szepnęła, chowając twarz w dłoniach.
Ta historia. Jej emocje. Wszystko znajdywało się teraz we mnie.
- Był dobry - uśmiechnęłam się blado, podchodząc do niej. Objęłam ją jedną ręką, a Nicole od razu wtuliła się we mnie, cicho szlochając. Także zaczęłam płakać. Przyglądałam się nagrobkowi i dalej nie rozumiałam tej chorej pomyłki.
Przecież ona go naprawdę lubiła. Nie wiedziała, że psychika Justin'a jest już kompletnie zniszczona i wystarczył jeden błąd, a cykająca bomba wybuchła.
- Wiesz, jemu na tobie zależało - zaczęłam ją pocieszać. Przestałam być nagle na nią zła.
Nicole odsunęła się ode mnie i wytarła czerwone policzki z łez.
- Mi też na nim zależało - odparła - Może nie znałam go bardzo długo, ale miał dobre serce.
- Często o tobie opowiadał, podobno dobrze gotujesz - zaczęłam jej mówić cokolwiek, aby rozproszyć tą złą atmosferę.
Blondynka, jakby przez chwilę o czymś myślała, po czym lekko się uśmiechnęła.
- Justin był beznadziejnym kucharzem - zaśmiała się.
- To prawda - przyznałam jej rację - Aż dziwne, że jego marzeniem, było założyć restaurację.
- Naprawdę? - dziewczyna się zdziwiła. Widząc te wesołe iskierki w jej oczach wiedziałam, że zmierzam w dobrym kierunku.
- Tak - zaśmiałam się - Musiał ci nie mówić, ale chciał tego.
- Wow - westchnęła dziewczyna, patrząc na grób - On zupełnie nie odszedł, prawda? - zapytała się, po chwili ciszy.
- Nie sądzę - uśmiechnęłam się lekko - Pewnie stoi gdzieś niedaleko z popcornem w ręce i ma z nas niezły ubaw.
- Ha, ha - dziewczyna wyglądała na widocznie rozbawioną - Zapewne tak. Lubił komedio - dramaty.
Przez chwile panowała miła cisza. Nie musiałam pytać Nicole, a i tak wiedziałam, że teraz o nim myśli.
- Muszę iść - zwróciła się do mnie.
- Ja też stąd pójdę - westchnęłam - Jest bardzo zimno.
- Rzeczywiście - zaczęłyśmy iść w kierunku bramki wyjściowej.
Jeszcze raz obróciłam się w stronę nagrobka i lekko uśmiechnęłam. Możliwe, że już nikt nie nazwie mnie 'rudą', ale jestem tą samą osobą. Może nie szybko się pozbieram, ale warto poczekać.
Szłam z Nicole, gadając na różne tematy. Kiedy nasze drogi rozchodziły się, wymieniłyśmy się telefonami i obiecałyśmy sobie zadzwonić.
Nie sądziłam, że to wszystko tak wyglądało. Byłam lekko zaskoczona.
Pojechałam metrem do chłopaków. Mam nadzieję, że już są. Zapukałam w drewniane drzwi. Po jakimś czasie zobaczyłam Zayn'a.
- Hej - uśmiechnął się szeroko, po czym mocno przytulił.
Dopiero teraz usłyszałam jakąś muzykę dobiegającą z domu.
- Wejdź - objął mnie na wysokości ramion, zamknął drzwi i wprowadził do salonu.
Zdziwił mnie widok tańczącego na kanapie Harry'ego i Liam'a. Po drugiej stronie był Tomlinson z Horan'em.
- Co tu się dzieję? - zapytałam, coraz bardziej rozbawiona sytuacją.
- Tańczymy sobie, nie widać? - Lou odpowiedział, jakby była to najoczywistsza rzecz. Razem z Niall'em wrócili do bansów, a ja spojrzałam na Malik'a.
- To przez ten wywiad w radiu - westchnął Zayn.
Mulat podszedł do wieży i wyłączył muzykę. Usłyszałam jęki chłopaków, na które mimowolnie się zaśmiałam.
- Leah potem z nami zatańczy - Horan chyba chciał sam się pocieszyć. Blondyn z szerokim uśmiechem podszedł i wtulił się w moją sylwetkę.
Przywitałam się z resztą chłopaków, po czym wszyscy zajęliśmy miejsca na kanapie. Przez większość czasu rozmawialiśmy, opowiadali mi o audycji w radiu. Przez cały czas sądziłam, że coś jest nie tak.
- Chcecie mi o czymś powiedzieć? - zapytałam w końcu, a widząc ich przerażenie wiedziałam, że moje przypuszczenia były prawidłowe.
- Dużo rozmawialiśmy dzisiaj w czasie podróży - zaczął Zayn.
- Nawet nic nie jadłem - wtrącił się z uśmiechem Irlandczyk.
- To jest nie ważne - jęknął Harry, po czym spojrzał na mnie - Mamy do ciebie biznes.
- W sumie nie masz wyboru, musisz się zgodzić - Lou też postanowił coś dodać od siebie.
- Zamieszkaj z nami - słowa Liam'a mnie zamurowały. Ja zamieszkać z nimi?
- Nie - pokręciłam głową.
- Tak - Louis mówił do mnie powoli i wyraźnie, jakbym byłą ułomna.
- Co ci szkodzi? - Zayn próbował mnie przekonać. Super ich jest pięciu, ja jedna.
- No po prostu nie powinnam z wami - zaczęłam się wykręcać - Mam mało opłacalną pracę, nie będę na waszym utrzymaniu.
- Przecież jesteśmy bogaci - westchnął Harry.
- Moglibyśmy kupić ci osobny dom, ale tu nawet nie chodzi o to - popatrzyłam na mówiącego Liam'a - Chcemy, żebyś byłą z nami. Żebyś miała wsparcie.
To wydaje się takie rozsądne. Ale widzę w tym wiele minusów. Chociaż, czemu nie spróbować? A jeśli ich tylko wnerwię swoją osobą? W sumie gdybym ich wnerwiała to nie zaproponowali by tego...
Kłóciłam się sama z sobą przez jakieś dziesięć minut. W międzyczasie Styles zdążył pogawędzić przez telefon z Lexi, Lou i Zayn zagrać w Fife, Niall pochłonąć dwie kanapki, a Liam opowiadać mi o zaletach tego pomysłu.
- No dobrze - szepnęłam w końcu.
Chodź było to tak cicho reszta to usłyszała i rzuciła się na mnie krzycząc radośnie.
Czyżbym na nowo zdobywała utracone zaufanie?



No i mamy dwudziesty :) Dużo się dzieje, nieprawdaż? To jeszcze nie koniec, gdy Leah będzie mieszkać u chłopaków będzie ciekawiej. Mam nadzieję, że skomentujecie i następny rozdział pojawi się w miarę szybko. Kocham was! <3 /Leah

sobota, 14 września 2013

Rozdział 19

<Alexis>

Przypuśćmy, że ktoś coś do was mówi. Słyszysz wyraźnie jego słowa. Jesteś świadomy to co właśnie do ciebie mówi. Jednak, gdy jest się zmęczonym, mało skoncentrowanym czy też po prostu nie chce się słychać danej osoby nie do końca wie się o czym rozmawiacie. Ostatnio właśnie to mi się przytrafiło. Dokładnie. Nie
mogę wymazać z pamięci tych dwój słów, które wypowiedział mi mój chłopak. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że byłam w półśnie i nie wiem czy dobrze go zrozumiałam. Może powiedział co innego ? Albo nie mówił do mnie ? Na pewno. Byliśmy sami w pokoju, a on powiedział kocham cię, może do poduszki ! Jestem skończoną idiotką.
Nigdy nie byłam zakochana. I w tym właśnie cały problem. Chciałabym bardzo odpowiedzieć wtedy tym samym Harremu, ale nie mam pojęcia jak to jest. Jakie to uczucie. W sumie to nie wiem czy właśnie TO do niego czuję. Już sama nie wiem
- Alexis, chcesz coś zjeść ? - usłyszałam głos mojej matki dochodzący z kuchni
Nie odpowiadając nic wstałam z łóżka i ruszyłam w kierunku pomieszczenia, gdzie obecnie znajdywała się moja rodzicielka
- Co gotujesz ? - zapytałam zaglądając w garnki na gazówce
- Leczo - odparła zakładając jakąś ścierkę o rączkę jednej z kuchennych szafek
- Mogę się o coś ciebie zapytać ? - spojrzałam na mamę, a ona na mnie. Widziałam lekkie zagubienie na jej twarzy, ale zaraz zamieniło się ono w mały uśmiech
- Jasne.
Zaczesałam jedno ze swoich blond pasemek za ucho i zaczęłam nerwowo bawić się palcami.
- Kiedy wiedziałaś, że jesteś zakochana ? - spytałam, a mój wzrok utknął w reakcji mojej matki
Kobieta lekko się zaśmiała i patrzyła w ścianę jakby próbowała sobie przypomnieć to uczucie
- Sama nie wiem - zaczęła - To przychodzi jakoś naturalnie. Na pewno ma się motyle w brzuchu - chciała chyba ponownie coś wymienić jednak ja jej przerwałam
- A co to znaczy ? Mieć te motyle ? - westchnęłam splatając swoje palce
Jestem żałosna. Naprawdę, dziwie się, że jeszcze moja matka mnie nie wyśmiała. Czy coś...
- O tuż. Czujesz wtedy lekki ból brzucha - tłumaczyła łapiąc się za brzuch - Nie taki jak spowodowany nerwami. To raczej przyjemny ból - moje usta uformowały się w literę o, na znak, że wiem o co jej chodzi - Niektórzy czują też wielkie szczęście na widok tej osoby.
Czy ja wiem...Na pewno mam te motylki w brzuchy, ale żeby od razu się cieszyć na jego widok ? Może czasem uśmiecham się widząc jego kręcone włosy, albo jak pojawiają się na jego twarzy dołeczki.
- I tylko to ? - spytałam starając się nie myśleć o Harrym
- Oczywiście, że nie - zaśmiała się kobieta - Ja na przykład miałam na początku lekkie ciarki jak dotykał
mnie twój tato - uśmiechnęłam się widząc w swoim umyśle jak moi rodzice flirtują ze sobą - Szczerze mówiąc, bardzo podobało mi się też to, że przy twoim ojcu byłam taka drobna. I że zawsze mnie chronił
- Tato był twoją pierwszą miłością ? - zapytałam i widziałam znajomy uśmiech na twarzy mojej mamy
- Pierwszą i jedyną - nagle w kuchni zawitał tato. Podszedł do swojej żony i pocałował ją w czoło - Musiałem walczyć o ciebie z Zackiem McVey'nem - opowiadał, a my z mamą tylko się śmiałyśmy - No nie było łatwo. Miałem parę potłuczonych kości. Ale... - spojrzał na moją rodzicielkę - Było warto.
Sam ich widok wprawił mnie w cudowny nastrój. Chciałam poczuć to samo. W sumie to czułam to samo, bo miałam wielką ochotę rzucić się na Harrego i już nigdy go nie puścić. Całować go w miejsca, gdzie jeszcze nie całowałam. I czuć go. Czuć jego męski, a zarazem chłopięcy zapach.
Nagle usłyszałam jak z pokoju dzwoni mój iPhone. Przepraszając rodziców pobiegłam za głosem dźwięku. Chwytając za telefon zobaczyłam imię, które spowodowało wielki uśmiech na moich ustach.
- Haaaaalllo - przeciągnęłam i zaczęłam kołysać się
- Dzień dobry moje piękności - na dźwięk jego głosu przeszedł mnie dreszcz, a na słowa które wypowiedział zachichotałam - Co taki dobry humor ?
- A jakoś - odparłam wzruszając ramionami
- Przyjdziesz do mnie wieczorem na kolacje ? - spytał, a ja prawie podskoczyłam z radości
- Jasne - westchnęłam
- To widzimy się o dziewiętnastej - oznajmił i po chwili ciszy dodał - ubierz dla mnie sukienkę
Mogłam się domyślać, że przegryzł swoją wargę. Nic nie odpowiadając rozłączyłam się i opadłam na swoje łóżko. Zaczęłam głęboko oddychać.


*Kilka godzin potem*
Siedziałam na podłodze z wałkami na głowie i wielkim dylematem, z którym boryka się większość kobiet.
W co się ubrać ? Moje utrudnienie jest takie, że Styles zażądał sobie sukienki. A niech go szlag trafi. Jakimś cudem moja pełna szafa nie posiadała żadnej w miarę pasującej do tej okazji sukienki. Rozumiecie to ? Jak modelka może nie posiadać sukienki ? O tuż parę mam. Ale we wszystkich wyglądam źle. A ja chcę wyglądać idealnie. Zaczęłam nerwowo chodzić po pokoju i szukać po wszystkich szafkach jakiś rzeczy. Nagle na górnej półce zauważyłam reklamówkę. Przypomniało mi się, że jak ostatnio byłam z mamą na zakupach to przecież kupiłam jedną sukienkę. Wyjęłam materiał z torby i zadowolona założyłam go. Poszłam do łazienki i zaczęłam pracować nad swoją fryzurą. Następnie nałożyłam na swoją twarz delikatny makijaż. Gdy już skończyłam, ubrałam jeszcze czarne platformy, chwyciłam za swój telefon, klucze i wyszłam z pokoju. Ponieważ moi rodzice gdzieś wyszli obecnie byłam sama w domu. Wcześniej uzgodniłam z nimi, że wychodzę wieczorem do Harrego i nawet pozwolili mi u niego nocować. Oczywiście wysłuchałam kazań od ojca, że jak tylko będzie się do mnie dobierał mam po niego dzwonić. Wychodząc z domu zakluczyłam drzwi i udałam się do swojego samochodu. Jazda do mieszkania mojego chłopaka trwała jakieś pół godziny. Zaparkowałam tuż przed wysokim budynkiem, a następnie wyszłam z pojazdu. Weszłam do holu i czekałam na windę. Gdy tylko urządzenie znalazło się przed moimi oczami weszłam do niego. Nacisnęłam przycisk z numerem osiem i poczułam jak gwałtownie jadę w górę. Usłyszałam charakterystyczny dźwięk i ruszyłam korytarzem prosto pod drzwi mojego chłopaka. Lekko w nie zapukałam i czekałam, aż mi je otworzy.
Nagle moim oczom ukazał się uśmiechnięty zielonooki brunet, który ubrany był w czarne obcisłe rurki, tego samego koloru koszulę w białe serduszka i marynarkę.
- Wyglądasz uroczo - odparł skanując mnie wzrokiem
- Ty też - zaśmiałam się
Chłopak machnął ręką na znak żebym weszła. Rozglądnęłam się i poczułam ładny zapach dobiegający z kuchni.
- Zdejmij buty - zażądał wskazując na moje obcasy - lubię być od ciebie wyższy - uśmiechnął się złośliwe
Harry to naprawdę wysoki chłopak. Jednak jestem modelką i dobry wzrost to u nas podstawa. Dlatego zakładając dzisiejsze buty mogłam swobodnie przejrzeć się w oczach Stylesa bez stawania na palcach.
Posłusznie zdjęłam swoje platformy i westchnęłam głośno. Chłopak chwycił mnie za rękę i zaprowadził do salonu, gdzie na samym środku stał ładnie udekorowany stół.
- Sam to wszystko przygotowałeś ? - spytałam patrząc z lekkim zachwytem
- Podoba ci się ? - szepnął mi na ucho
- Jest ślicznie - odparłam nadal wpatrując się w dekoracje
Chłopak podążył w kierunku stołu i odchylił jedno krzesło spoglądając na mnie. Powoli podeszłam w jego stronę i usiadłam tam gdzie wskazywał mi Loczek.
- Wina ? - zaproponował trzymając butelkę czerwonego napoju w swoich dużych dłoniach
- Poproszę - szeroko się uśmiechnęłam i złapałam za kieliszek przed sobą
Harry nalał najpierw mi potem sobie i usiadł przede mną.
- Za miły wieczór - wzniósł toast - i za jeszcze milszą noc kochanie - stuknął mój kieliszek, a ja się zaczerwieniłam.
Sama upiłam łyk wina i odstawiłam go.
- Co to jest ? - spoglądnęłam na talerz pełen...No właśnie. Pełen czego ?
- To moja specjalność - odparł dumnie jakby dostał medal za tą potrawę
- Mam się bać ? - zaśmiałam się, a zielonooki zrobił obrażoną minę
- Mojej mamie smakuje - westchnął, a ja jeszcze bardziej się śmiałam
- Dobra, spróbuję - westchnęłam i nałożyłam na widelec makaron z jakimś sosem
Styles uważnie mi się przyglądał. Zaczęłam przeżuwać wszystko dokładnie, po czym połknęłam za jednym razem.
- Mmm, nawet smaczne - potrząsnęłam głową i nabrałam na sztućca więcej
- Cieszę się - uśmiechnął się i zaczął jeść razem ze mną
Kolacja minęła dosyć szybko. Dużo rozmawialiśmy. Większość czasu Harry gadał, ale nie przeszkadzało mi to za bardzo. Lubię słuchać jego głos. To takie zabawne, że na początku nie przepadaliśmy za sobą. Że był dla mnie taki chamski, a ja dla niego. Że uważałam go za dupka, a on mnie za sukę. Jak tak na niego patrzą to jest najsłodszym chłopakiem na świecie. Umie mnie rozśmieszyć. Pocieszyć. Sprawił nawet, że zaczęłam jeść.
- Chcesz coś zobaczyć ? - uniósł się z krzesła i podszedł do mnie
- Mhm - odpowiedziałam wstając. Lekko się zachwiałam i zaśmiałam.
Tak. Nie byłam mocno pijana, ale większość butelki z winem to ja wypiłam. I dlatego jest mi tak bardzo wesoło. W sumie to może nie przez to...
Harry zaczął prowadzić mnie przez korytarz do swojego pokoju. Gdy tylko znajdowaliśmy się w środku podszedł do pułki. Pomieszczenie oświetlone było tylko światłem dochodzącym przez okno.
- Wyciągnij rękę - zrobiłam tak jak powiedział do mnie Loczek i poczułam coś zimnego
Starałam się podejść bliżej okna i zobaczyć co to jest. Po chwili wyczułam, że to wisiorek w kształcie serca. Uśmiechnęłam się, a następnie odwróciłam w stronę chłopaka.
- Dostałem go kiedyś od mamy - zaczął swoim lekko zachrypniętym głosem - Powiedziała, żebym wręczył go dziewczynie, którą mam w sercu - zaśmiał się i przetarł dłonią swoją wargę - to chyba trochę przereklamowanie i pewnie słyszałaś to milion razy od setki facetów - mówił, a mimo tego, że nie bardzo go widziałam czułam jego stres - chcę, żebyś wiedziała, że bardzo mi na tobie zależy i....
- Chyba cię kocham - przerwałam mu
Chłopak zdezorientowany spojrzał na mnie, a ja na niego
- Co ? - spytał cicho. Bardzo cicho
- No bo, nigdy nie byłam zakochana i nikt nigdy nie podarował mi coś tak pięknego - roześmiałam się, a po chwili dołączył do mnie Styles - Wiem tylko, że przy nikim nie czułam się tak bezpiecznie i swobodnie - podarłam swoją sukienkę wycierając rękę z potu. Czy ja się denerwuję ? - I zapytałam się dziś mamy co to znaczy być zakochanym - trochę się jąkałam - I ona mi powiedziała, że. Powiedział, że taka osoba zakochana to ona ma motylki w brzuchu - zachłysnęłam się powietrzem i kontynuowałam - No i ja to chyba czuję jak cię widzę
Harry patrzył na mnie ukazując mi swoje dołeczki. Zaczął do mnie podchodzić. Po całym moim ciele przeszedł dreszcz na samą myśl, że może mnie za chwile dotknąć
- Mogę śmiało powiedzieć, że gdy tylko myślę o tobie to mój brzuch zakłada jakąś hodowle motyli - jest mi tak cholernie gorąco - I jestem w stu procentach przekonany, że kocham Alexis Collins, za to, że jest tak cudowną, a za razem mało spostrzegawczą dziewczyną na całym tym świecie.
Nie mogłam się już dalej powstrzymać i zatopiłam się w jego pełne usta. Czułam wszystko to o czym mówiła mi mama. Radość, swobodę, bezpieczeństwo, pożądanie. Tak. W tym momencie tak bardzo pragnęłam Harrego Stylesa.
Jego dłonie bezwładnie poruszały się na moich plecach. Za to ja swoje miałam tuż przed swoją klatką piersiową trzymając wisiorek. Loczek zaczął nas powoli prowadzić do łóżka. Usiadłam na nim tracąc równowagę. Wyjął z moich dłoni srebrne serduszko i położył na szafce nocnej. Po chwili zdjął swoją marynarkę i podszedł do mnie. Ponownie złączyliśmy nasze usta bawiąc się swoimi językami. Ciepłe ręce Harrego zjechały na moje uda. Delikatnie masował moją skórę. Wzdrygnęłam się czując jak swoje dłonie kieruje coraz wyżej moich nóg.
Otóż jestem dziewicą. Mimo tego, że pracuję jako modelka to wstydzę się swojego ciała. Uważam, że jestem za gruba. No cóż. Właśnie dlatego za bardzo nie eksperymentowałam z chłopakami. Oczywiście też nie będę pchała się do łóżka komuś, kogo nawet nie darzę uczuciem. Jednak kiedy jeszcze miałam te swoje beztroskie licealne lata zaspokajałam moich kolegów. Zdarzało się to jednak bardzo rzadko i pod wpływem alkoholu.
- Rozluźni się - szepnął zielonooki
Jego ręce badały koronkową strukturę moich majtek, by po chwili je całkowicie ze mnie zdjąć. Zimne
powietrze, które uderzyło w moją kobiecość przyprawiło mnie o małe jęknięcie. Styles przywarł swoim ciałem tak, że teraz leżałam. Delikatnie całował moją szyję zostawiając na niej mokre ślady. Swoją dłonią podniósł materiał mojej sukienki na wysokość moich bioder, po czym zaczął powoli masować moje wejście. Z moich ust co chwile wychodziły ciche przekleństwa i imię mojego chłopaka. Poczułam jak jego głowa schodzi na poziom moich ud. Jego wargi kreśliły ścieżkę aż do mojego krocza. Mocno nabrałam powietrze czując jak Harry przywiera ustami w moją kobiecość. Zaczęłam się wiercić.
- Spokojnie - westchnął Loczek, przywierając moje biodra do materacu, po czym pocałował moją łechtaczkę.
Czując ogromne podniecenie zacisnęłam swoje ręce na prześcieradle. Nie musiałam nic widzieć. Wszystko dokładnie czułam. Czułam jak język Harrego pracuję we mnie. Moje myśli skupione były tylko i wyłącznie na ruchach Stylesa. Całe moje ciało było sparaliżowane nowym doznaniem. Nie mogłam z siebie nic wydusić. Zerknęłam na Harrego i mogłam zauważyć jego błyszczące oczy. Poczułam jakbym miała zaraz wybuchnąć. Usta mojego chłopaka powoli przeniosły się z mojego krocza na szyję. Nie bardzo wiedziałam po tym co się wydarzyło czy jestem gotowa na to co zaraz będzie.
Podczas delikatnych pocałunków Loczek zaczął rozpinać swoją koszulę. Za jednym szybki zamachem ściągnął ją ze swoich ramion. Mój oddech był coraz szybszy. Lekko paznokciami przejechałam po skórze jego pleców. Styles uśmiechnął się w moje usta, by po chwili chwycić mnie za rękę i wstać z łóżka.
- Zdejmij sukienkę - szepnął siadając na krawędzi materaca
Powoli sięgnęłam po boczne zapięcie gorsetu. Lekko się stresowałam. Nie bardzo wiedziałam, czy chcę, żeby mnie zobaczył nago.
- Możemy wejść pod pościel ? - spytałam trzymając materiał na moich piersiach
Harry podszedł do mnie i zaczął ściągać sukienkę
- Nie musisz się mnie wstydzić Lexi - westchnął zielonooki - Jesteś prześliczna i masz cudowne ciało - próbował mi dodać otuchy.
Po chwili chwycił na kremową kołdrę na łóżku, odchylił ją i ponownie usiadł na łóżku ciągnąć mnie ze sobą. Przesunęliśmy się na sam środek materaca co chwile całując się. Styles szybko obrócił nas tak, że teraz on
górował nade mną. Ręka chłopaka powędrowała do swoich spodni ściągając je razem z bokserkami. Lekko zaczerwieniłam się czując jego twardego członka na skórze moich ud. Harry chyba zauważył moje zamieszanie, bo zachichotał delikatnie. Przez jego pocałunki nie zauważyłam kiedy, skąd wyjął prezerwatywę i założył ją na swoją erekcję. Popatrzył na mnie w pełni skupiony.
Nagle poczułam jak delikatnie wchodzi we mnie. Moje oczy zacisnęły się mocno.
- Mam przestać ? - szepnął zakłopotany. Przecząco pokiwałam głową
Mogłam dokładnie wszystko we mnie wyczuć. To jak Harry porusza się starając nie zrobić mi krzywdy. To jak moje i jego serca bije. Mimo tego, że wydawało mi się jakbym miała się zaraz rozpłakać to z każdym następnym pchnięciem Stylesa czułam się lepiej.
Uwielbiałam tą chwilę. Harry dyszał do mojego ucha szepcą co chwilę jakieś przekleństwa lub to jak dzielna jestem.
- Alexis - wysyczał, a ja jęknęłam - Kochanie - powiedział głośniej, a ja poczułam jak w moim podbrzuszu wylewa się cała przyjemność z mojego ciała
Harry nie przestawał. Byłam lekko zmęczona, ale chciałam by mój kochanek czuł się tak samo jak ja przed chwilą
- Kurwa - krzyknął wychodząc ze mnie i kładąc się obok - Boże
Nie wiedziałam co powiedzieć, więc lekko się zaśmiałam.
- Teraz jestem pewna, że cię kocham - westchnęłam i usłyszałam śmiech Stylesa
*Następnego dnia*
Obudziłam się leżąc na brzuchu. Moja głowa była przykryta włosami. Rozglądnęłam się i zobaczyłam mojego chłopaka śpiącego w takiej samej pozycji,
lecz jego prawa ręka była zaciśnięta na moich plecach. Powoli wstałam z łóżka. Jęknęłam czując ból w okolicach mojego brzucha i krocza. Zaczęłam wolno oddychać starając się pozbyć się tego z mojego ciała i umysłu. Gdy tylko przyzwyczaiłam się wstałam, lecz ponownie jęknęłam czując to samo. Miałam ochotę się rozpłakać, ale nie mogłam. Nie chciałam obudzić Harrego. Starając się normalnie funkcjonować podniosłam z podłogi koszulę Loczka i założyłam ją na siebie. Usłyszałam jakieś dziwne dźwięki i odwróciłam się w stronę łóżka.
- Dzień dobry - wyszeptał Styles zachrypniętym głosem
- Dzień dobry - odpowiedziałam bawiąc się za długimi rękawami - idziemy coś zjeść ? - zapytałam lecz chłopak opadł ponownie na materac
- Nie chce mi się - zaśmiałam się i podeszłam do niego - Jak się czujesz ? - spytał łapiąc mnie za rękę i wstając do pozycji siedzącej
- Ym dobrze - westchnęłam - Czy ty wiedziałeś, że byłam... - nie dokończyłam, ponieważ zielonooki mi przerwał
- Że byłaś dziewicą ? - odparł przyciągając mnie do siebie - Uwierz mi przy tak bliskim zbliżeniu czuje się
pewne rzeczy - mrugnął mi okiem - i widzi
Zaczerwieniłam się i zaczęłam rozglądać się po pokoju. Na komodzie zaraz koło łóżka leżał wisiorek. Małe serduszko z delikatnym kwitowym wzorem. Był uroczy. Jak osoba, która mi go dała.
- Podoba ci się ? - głos Harrego wyrwał mnie z rozmyśleń
- Bardzo - odpowiedziałam spoglądając na niego
- Cieszę się - odparł ściskając mnie za ręce i uśmiechając pokazując przy tym swoje dołeczki - Cieszę się, że cię poznałem
- Ja też - pochyliłam się i ujęłam jego twarz w swoje dłonie. Miał prawie niewyczuwalny zarost - Bardzo. Jesteś najwspanialszym chłopakiem na świecie
Po chwili moje usta zatopiły się w ustach Harrego. Nigdy, nigdy, nigdy nie znudzi mi się ten smak.


W końcu rozdział ! Przepraszam najmocniej, że tak długo nic nie dodawałam. Jednak coś mało komentujecie. Mam nadzieję, że pod tą notką będzie więcej waszych opinii niż przed ostatnią. Jeśli macie jakieś pytania do bohaterów to śmiało zadawajcie. Może jest coś dla was nie wyjaśnione lub po prostu chcecie znać uczucia postaci /Lexi


sobota, 7 września 2013

Rozdział 18

<Leah>


Cisza. Cisza panująca wokół wypełniała dosłownie wszystko. Każde pomieszczenie, światło, nawet oddech. Czasem jesteś w pomieszczeniu pełnym ludzi, a nie masz do kogo się odezwać. Ja teraz przez to przechodzę. Siedzę na kanapie obok moich przyjaciół i wyczuwam ich strach. Lękają się powiedzieć cokolwiek. Jakbym miała pęknąć pod wpływem ich słów. Chyba już jest za późno. Chyba już pękłam.
- Komu chipsów? - cichy, delikatny głos. Widać, że przyjaciel bał się zapytać, jednak to zrobił. Dzięki niemu poczułam, że jestem wśród przyjaciół.
Spojrzałam na Niall'a, który patrzył na mnie jak na tykającą bombę. Kiedy lekko się uśmiechnęłam jego twarz nadała wyraz ulgi.
- Nie dziękuję, nie jestem głodna - możliwe, że powiedziałam to dość cicho i było może wymuszone, ale chciałam ich uspokoić. Ciągle się o mnie martwili, a ja nie chciałam widzieć ich smutku.
- To może gdzieś pojedziemy? - zaproponował Louis - Jakieś kręgle, bilard? - wyliczał po kolei, a ja nieświadomie przestałam go słuchać. Kiedy zaczął się o coś wykłócać z Harry'm byłam stu procentowo pewna, że ignoruję tą rozmowę.
Przyjrzałam się Styles'owi. Siedział na kanapie, obejmując jedną ręką moją przyjaciółkę. Blondynka po swojej drugiej stronie miała Lou, który dalej coś uparcie tłumaczył Harry'emu.
Ja za to siedziałam między Liam'em, a Zayn'em. Koło Malik'a był Niall, który opróżniał paczkę chrupek i przypatrywał się rozmowie przyjaciół.
Czasem myślę, czy aby to dobrze, że się martwią. Bo co jeśli i ich stracę? Jeśli pokocham ich tak bardzo jak Justin'a. Nigdy przecież nie sądziłam, że mój najlepszy przyjaciel mnie opuści. Czułam pustkę i wielki strach. Strach przed utraceniem więcej.
- To co Leah? - usłyszałam troskliwy głos Liam'a - Jak chcesz nie musimy nigdzie iść.
- Ja...
Moją wypowiedź przerwał dźwięk komórki. Dwie sekundy zajęło mi uzmysłowienie, że to mój telefon dzwoni. Wyjęłam go z kieszeni czarnych, przetartych dżinsów i odebrałam:
-Słucham?
- Dzień dobry - po drugiej stronie słuchawki odezwała się kobieta - Dodzwoniłam się do Leah Baker?
- Tak - przeciągnęłam niepewnie. Jakieś nowe niespodzianki?
- Dzwonię ze szpitala - proszę nie - Musimy z panią o czymś porozmawiać, proszę przyjechać.
- Dobrze - mruknęłam, po czym się rozłączyłam.
Zobaczyłam, że każdy z przyjaciół uważnie mi się przygląda.
- Kto dzwonił? - dopiero Malik odważył się zapytać.
- Jakaś kobieta ze szpitala - mówiłam z lekkim zdziwieniem. Stu procentowo prawdziwym zdziwieniem - Powiedziała, że muszę przyjechać. Chcą mi o czymś powiedzieć - dodałam wstając.
- Pojedziemy z tobą - zaproponował Niall, przegryzając jedzenie.
- Zamknij tą mordę jak jesz - nawrzeszczał na niego Harry.
- Uspokój się, bo loczki ci wyprostuję - odparł spokojnie Horan, kontynuując jedzenie.
Mentalnie się zaśmiałam.
- To co? - Lou wstał z kanapy - Impreza w szpitalu?
Każdy z przyjaciół leniwie podniósł się ze swojego miejsca.
- To chyba bez sensu, żeby tyle osób jechało - powiedziałam, patrząc na każdego z nich.
Popatrzyłam z prośbą pomocy, na Alexis. Blondynka lekko się uśmiechnęła.
- Może rzeczywiście nie jest to dobry pomysł - zaczęła, łapiąc Styles'a za rękę - Pojedziemy do mnie? - zaproponowała mu z uśmiechem.
- Sprawdzę, czy mam czas - Harry zaczął się zabawnie droczyć - Chyba dla ciebie znajdę - zmierzył ją, delikatnie pocierając ręką swoją brodę, udając, że się zamyśla.
- Aha - mruknęła Lexi, unosząc przez chwilę brwi.
Zaśmiałam się, przez tą całą sytuację.
- No to my idziemy - Harry na chwilę do mnie podszedł - Trzymaj się Leah - przytulił mnie lekko.
- Dzięki - odsunęłam się od jego silnych ramion, aby wtulić się w ciało mojej chudej przyjaciółki - Dziękuję - szepnęłam w jej objęciach.
- Dla ciebie wszystko - odparła, a ja po prostu byłam pewna, że się uśmiecha.
- Chodź moja dziewczyno - Harry złapał rękę Lexi i pociągnął w stronę wyjścia.
- Jadę do Els - nagle odezwał się Lou, który pisał coś na swoim iPhone'ie.
- Będziesz wieczorem? - zapytał Malik.
- Nie wiem, może będę u niej spać - Tomlinson wzruszył ramionami, po czym podszedł do mnie - Do zobaczenia - przytulił mnie, po czym wyszedł.
Ta cała sytuacja w salonie była dziwna. Każdy mnie przytulał, bo wiedział, jak teraz się trzymam. Właściwie w ogóle się nie trzymam. Jakbym miała w każdej chwili upaść. Oni chyba pilnują, aby to się nie stało.
- Wychodzimy, czy będziemy tak stać w salonie? - zapytał Liam, na którego twarz w końcu zagościł mały uśmiech.
- Pewnie - odparł wesoło Niall, który zaczął biec w stronę drzwi - Ja siedzę koło Leah! - krzyknął jeszcze przed wyjściem.
- Szuka osoby, którą przekona do siebie, aby potem robiła mu kanapki - powiedział mi widocznie rozbawiony Zayn. Zaśmiałam się.
Po jakimś czasie wszyscy siedzieliśmy w samochodzie. Już nie panowała taka cisza, ponieważ Niall się ożywił i co chwila coś opowiadał. Przyjrzałam mu się.
Farbowany blondyn miał na sobie białą bluzę z granatową kieszonką i czarne, nisko opuszczone spodnie. Jego nogi jak zawsze ozdabiały białe adidasy za kostkę.
- Co tak na mnie patrzysz? - wyrwał mnie z rozmyśleń, uśmiechając się.
- Tak o, słodki jesteś - odparłam.
W aucie rozbrzmiał głośny śmiech Zayn'a i Liam'a. Niall'a mina była bezcenna.
- Powiedziałam coś nie tak? - zaśmiałam się, widząc, że Horan dalej jest zły.
- Chłopakowi nie mówi się, że jest słodki - wytłumaczył Zayn, z trudem wypowiadając ostatnie słowo.
- No ale trzeba przyznać, że Niall jest słodki - zaśmiał się prowadzący Liam.
- No - dołączył do niego Malik.
- Koniec tematu - zarządził zdenerwowany Irlandczyk, przez co ja jeszcze bardziej zaczęłam się śmiać.
Droga trwała krótko, przez wesołą atmosferę. Wyszliśmy z auta i przeszliśmy parking, kierując się do wejścia. W środku szpitala od razu uderzyły we mnie okropne wspomnienia.
- W porządku? - zapytał Liam, podchodząc do mnie. Musiałam zatrzymać się w miejscu. Czy moje nogi odmawiają mi posłuszeństwa?
- Choć Leah, wszystko będzie dobrze - uśmiechnął się pocieszająco Zayn.
Nagle znikąd strach przestał tak zajmować mi myśli, a władza nad nogami powróciła.
Podeszliśmy parę kroków do recepcji i powiedzieliśmy o telefonie. Pielęgniarka naprowadziła nas do drzwi, w których czeka kobieta, która dzwoniła.
Zapukałam. Po chwili ujrzałam przed sobą pielęgniarkę, która opatrywała mnie w tamten przerażający dzień.
- Dzień dobry - blondynka średniego wieku uśmiechnęła się - Pamiętasz mnie? Opatrywałam ci ranę na lewym ramieniu. Wtedy, gdy wbiłaś sobie paznokcie.
- Wiem - przerwałam jej. Wszystko, aby tylko nie wracać do tamtego dnia.
- Zapraszam do środka - odsunęła się od progu, robiąc przy tym miejsce na przejściu - Koledzy też mogą wejść, jeśli tylko tego sobie życzysz.
Po ich minach widzę, że się martwią. Nie wytrzymają tyle czasu w niewiedzy na korytarzu.
- Przyjaciele wejdą ze mną - poinformowałam ją, wchodząc do białego gabinetu. Było to bardziej jak coś w rodzaju pomieszczenia szkolnej pielęgniarki. Jedno biurko, stolik, jakaś waga i szafka wypełniona lekami.
Przyglądnęłam się zawartością mebla, dzięki szybką na drzwiczkach szafki. Różnorodne leki. Aż chciałoby się je spróbować. Czy ja właśnie o tym pomyślałam? Definitywnie jest ze mną źle.
- Leah, może chcesz usiąść - powiedziała miło kobieta, wyrywając przy tym z rozmyśleń.
- Nie dziękuję, postoję - odparłam z przekonaniem.
Serio wolałam stać pomiędzy Liam'em, a Niall'em, niż siedzieć przed nią.
- Jak wolisz - odparła, siadając na fotelu za biurkiem.
- Ja chętnie skorzystam z miejsca - Malik, który dotychczas stał za nami podszedł parę kroków do przodu i z uśmiechem na twarzy usiadł na przeciwko pielęgniarki. Teraz siedział, obrócony do nas plecami.
- To co pani chciała? - dziękuję Liam. Od początku to pytanie miałam na końcu języka, ale nie wiedziałam, jak je zadać.
- Ymm - blondynka przez chwilę myślała - Nie powiem, sytuacja jest poważna - zaczęła szukać coś w papierach na swoim biurku - Kiedy opatrywałam ci rękę pozwoliłam sobie na pobranie próbki krwi. Chce ci powiedzieć coś o wynikach.
Zrozumiałam wszystko. Zbadała moją krew, co mogło znaczyć tylko i wyłącznie jedno. Wykryła, że byłam pod wpływem narkotyków. Oczywiście, że brałam dużo wcześniej, ale to nie opuszcza ciała tak szybko.
Ścisnęłam końcówkę swojej koszulki na ramiączkach, nerwowo nią ruszając. Nie chciałam, żeby oni się dowiedzieli. Nie teraz. Nie od niej.
Przyszedł mi do głowy pomysł. A konkretnie osoba. Jedyny przyjaciel z tego towarzystwa, który wiedział o moim problemie.
Spojrzałam na Zayn'a. O dziwo też mi się przyglądał. Domyślił się co ma mi przekazać pielęgniarka. Musiałam popatrzeć na niego jednym ze swoich przerażonych wzroków, ponieważ natychmiast wstał.
- J-ja muszę - za jąkał się niepewnie, nie wiedząc przez chwilę co powiedzieć.
- Coś się stało? - zapytała kobieta, która właśnie znalazła odpowiedni papier. Boże Zayn wymyśl coś!
- Yhm, Liam, Niall - przeciągnął.
- Tak mamy na imię - zaśmiał się Horan. Dziwnie wyglądało jego rozbawienie przy moim i Malik'a przerażeniu.
- Mam ważną sprawę - machnął ręką, po czym podszedł i zabrał ze sobą chłopaków z pokoju.
Kiedy drzwi zamknęły się poczułam lekką ulgę. Nie trwało to długo, ponieważ popatrzyłam na pielęgniarkę i przypomniałam sobie o czym wcześniej mówiła.
Kobieta podeszła do mnie.
- Leah - przerwała, jakby specjalnie chciała nadać tej sprawie poważny charakter - W twojej krwi wykryto narkotyki.
Wciągnęłam nerwowo powietrze, jakbym bała się, że zaraz może go zabraknąć. Co mam powiedzieć? Chociaż teraz w mojej głowie biło pytanie co oni mi za to zrobią?
- Nie możemy ci oczywiście nic za to zrobić - powiedziała spokojnie, jakby czytała mi w myślach - Według prawa są karane osoby za posiadanie narkotyków. W twoim przypadku było to trochę substancji w krwi.
- Więc co pani chciała mi powiedzieć? - zapytałam. Teraz to zupełnie zgłupiałam.
- Chciałabym ci pomóc - uśmiechnęła się delikatnie.
Nie rób sobie ze mnie jaj.
Blondynka podeszła do swojego biurka i sięgnęła po małą karteczkę, wyciągając ją po chwili w moją stronę.
- To wizytówka instytucji, która pomaga ludziom z takimi problemami - sięgnęłam po karteczkę - Możesz tam się zgłosić, na leczenie...
- Nie potrzebuję pomocy - pokręciłam przecząco głową, jakbym była tego bardzo pewna. To jasne, że potrzebuje pomocy.
- Leah, proszę...
- Nie! - krzyknęłam, czując, że robi mi się coraz bardziej ciepło - Dam sobie radę, ale dziękuję za chęci - dodałam cicho, po czym opuściłam pomieszczenie.
Westchnęłam widząc siedzących na krześle przyjaciół. Liam od razu zerwał się z miejsca i do mnie podszedł.
- Leah, wszystko okej? - złapał mnie za ramiona i przyglądał się twarzy, wyszukując jakichkolwiek emocje - Ten idiota Zayn - zaczął szybko - On, wiesz... Jest debilem. Zabrał nas z gabinetu, bo nie chciał sam iść po kawę - dodał - Przepraszam, że wyszliśmy, no ale ten debil...
- Liam, ona już dobrze wie, że jestem debilem - Malik pojawił się koło nas - Powtórzyłeś to słowo setki razy - zaśmiał się.
- On jeszcze się śmieje - Payne puścił moje ręce i popatrzył na niego - Smaczna była kawusia? - dodał podirytowany.
- A dziękuję, przepyszna - odparł Zayn, bezczelnie się uśmiechając.
 - No nie mogę, zaraz mu przyłożę...
Ich kłótnie przerwał mój śmiech. Oboje popatrzyli na mnie tak samo zdziwieni.
- To widzę, że wszystko gra - podszedł do mnie Niall - Leah jest dzielna, mówiłem wam - dodał z uśmiechem, obejmując mnie na wysokości ramion.
- Ty przez cały czas chodziłeś do automatu z jedzeniem, nic nie mówiłeś - zauważył Zayn, co pewnie było prawdą.
- Ja wcale... - zaczął się tłumaczyć Irlandczyk, ale widząc nasze miny poddał się.
Wróciliśmy do samochodu i pojechaliśmy do domu chłopaków.
Przez całą drogę myślałam o tym jak im powiedzieć. Jak to zrobić, żeby mnie nie zostawili? Bo jak oni zareagują? Co powiedzą? Może w ogóle się nie odezwą?
Zaczęłam nerwowo obracać w dłoniach wizytówką. Ten papierek wydawał się parzyć. Jakby specjalnie przypominał mi o tym, że powinnam powiedzieć chłopakom o moim problemie. Jakby krzyczał, że oni mnie opuszczą. Nie mogą. Ja nie mogę. Boże.
- Leah, wysiadamy - głos Malik'a wyrwał mnie z rozmyśleń.
Opuściłam auto i pokierowałam się do domu One Direction. Usiadłam na kanapę. Znowu nastała cisza.
Zayn. Do głowy przyszedł mi Zayn. Przecież on wie. Nie zostawił mnie z tym, ani nie ujawnił mojej tajemnicy chłopakom. A nawet w szpitalu mi pomógł. Może po prostu zwleka z tym i tak, czy siak w końcu mnie zostawi.
- Może zrobię herbaty? - zaproponował Niall, który teraz stał w progu salonu.
- Poczekaj, muszę wam coś powiedzieć - poprosiłam go.
Każdy w pokoju wydał się zdziwiony. Spojrzałam na Zayn'a. On wiedział co chce zrobić. Nawet lekko się uśmiechnął, jakby chciał mnie zachęcić.
Raz się żyje.
- Ja... Ten... Tego... - zaczęłam się jąkać, uparcie patrząc na swoje buty.
- Tak? - zapytał Niall, siadając obok.
- Noo, ja...
- Nie musisz się spieszyć - uspokoił mnie Liam - Jesteś dzielna i silna. Wierzymy w ciebie.
- Nie jestem silna - pokręciłam przecząco głową. Byłam przecież tak bardzo cholernie słaba.
- Jesteś - mruknął Payne, pocieszająco uśmiechając się.
- Nie - zaprzeczyłam.
- Jesteś...
- Liam, kurwa! - krzyknęłam - Biorę narkotyki. Jestem uzależniona. Nie radzę sobie. Nie wmawiaj mi, że jestem silna, bo to pierdolona nieprawda! - wstałam z miejsca - Jestem cholernie słaba. Nie...
Momentalnie zaczęłam płakać. Poczułam, że kręci mi się w głowie od nadmiaru wrażeń i że mam tego wszystkiego dość.
Liam podszedł do mnie i mocno do siebie przytulił.
- Cii - uspokajał mnie głaszcząc po plecach, kiedy ja moczyłam mu koszulkę swoimi łzami. Czułam na sobie wzrok reszty przyjaciół.
- Pomożemy ci słyszysz? - ciągle do mnie mówił, jakby akurat to miało mnie uspokoić - Nie zostawimy cię - o dziwo jego metoda zaczynała działać - Nie zostaniesz z tym sama Leah. Masz nas, Lexi.
- Obiecujesz? - oderwałam się od niego, aby spojrzeć w tą przepełnioną troską twarz. Desperacko szukałam prawdy w jego ciemnych oczach.
- Obiecuję - chyba ją znalazłam. Ten mały błysk w oku. Błysk zapewniający mnie, że nie kłamie.
- Liam ma rację - poczułam rękę Zayn'a na swoim ramieniu - Nie zostawimy cię.
- No - Niall postanowił się dołączyć - Coś wymyślimy.
Poczułam ciepło rozchodzące się po całym moim ciele. Oznaczało to jedno. Zyskałam nowych przyjaciół.
Ale czy jest już czym się cieszyć? Czy rzeczywiście będzie tak dobrze? Po moim życiu mogę się wszystkiego spodziewać, więc lepiej się przygotować.


Kolejny rozdział. Cieszycie się, że Leah w końcu powiedziała o swoim uzależnieniu? :) Ciekawi mnie wasza opinia, więc komentujcie! Następny rozdział postaram się dodać o wiele szybciej. Wciąż jeszcze przystosowuje swój organizm do życia szkolnego ;) To nie łatwe ;p. Dziękujemy za komentarze, papa. Kocham! /Leah

wtorek, 3 września 2013

Rozdział 17

<Alexis>

Znacie to uczucie, gdy się nie wie co zrobić. Co powiedzieć. Ja właśnie mam to uczycie. Ta wielka pustka wewnątrz mnie zaczyna mnie trochę przerażać. Bo jeżeli ja czuję się tak okropnie to co musi czuć Leah ?
Stałyśmy tuż nad grobem Justina. Okropny widok. Okropny tydzień. Ostatnio wszystko jest takie inne. Złe. Przykre.
Mam ochotę tylko płakać. Nie wiem ile człowiek może wytrzymać psychicznie, ale wiem, że mi się to na pewno długo nie uda.
Patrzyłam przed siebie i wracając do teraźniejszości mocno ścisnęłam rękę mojej przyjaciółki.
- Wracajmy już - mój głos był wręcz niesłyszalny. Jednak cisza, która panowała na cmentarzu pozwalała wszystko usłyszeć - chłopcy na nas czekają
Popatrzyłam na rudowłosą i widziałam jak delikatnie kiwa głową. Miała na sobie czarne rurki i tego samego koloru sweter oraz obcasy. Jej twarz była blada, a jednocześnie czerwona od płaczu. Odwróciłyśmy się do
wyjścia i zaczęłyśmy bardzo wolno iść.
- To takie żałosne - zaczęła Leah - Ja jestem żałosna
- Hej, słuchaj - złapałam ją za ramię i odwróciłam w swoją stronę - Nie możesz tak żyć ok ? - przystanęłyśmy na chwile - Nie będę ci mówić, że będzie dobrze bo tego nie wiem. Jednak jeśli sama będziesz tego chciała i zrobisz wszystko co w twojej mocy to będzie dobrze. Zobaczysz
- Nie dam rady - powiedziała przyjaciółka patrząc w innym kierunku
- Musisz - przetarłam delikatnie łzy spływające po jej policzku - Damy radę - pochyliłam się nad nią i pocałowałam ją w czoło - Razem
Dając mi, znak, że chyba mam rację lekko uniosła kąciki ust. Można naprawdę to zobaczyć, gdy tylko dobrze się przyjrzysz. Jednak ja to widziałam nawet z takiej odległości jaka teraz pomiędzy nami była. Nie mam zamiaru widzieć jak jedna z najbliższych osób cierpi. To najgorszy widok na tym całym popapranym świecie. Zrobię co w mojej mocy, by wszystko wróciło do normalności. No prawie wszystko.
Doszliśmy na parking, gdzie czekali już na nas Niall, Louis, Zayn , Perrie, Liam, Eleanor i Harry. Wszyscy stali obok samochodu, a gdy tylko nas zobaczyli jakby zastygli w miejscu. W sumie się im nie dziwie. Pewnie wyglądamy jak siedem nieszczęść.
- Leah odwiozę cię do domu - powiedział troskliwie Payne patrząc na moją roztrzęsioną przyjaciółkę. Nadal nasze ręce były mocno splecione
- Nie chcę jechać do domu - westchnęła płaczliwym głosem - Nie chcę być sama
- Możesz pojechać do nas - zaproponował Niall
Dziewczyna zgodziła się, a następnie mocno we mnie wtuliła. Gdy tylko z wszystkimi się pożegnałam razem z moim chłopakiem poszliśmy do jego auta. Jazda do mojego domu była w zupełnej ciszy. Nie miałam ochoty ani ja, ani Harry o poruszanie jakiegoś tematu. To zrozumiałe w tej sytuacji. Bo niby o czym mieliśmy gadać. ? O tym jak nam się podobał pogrzeb ? Szczerze mówiąc nie wiem po co są wyprawiane tego typu uroczystości. To tylko wzmacnia ból spowodowany utratą bliskiej osoby.
Gdy weszliśmy do domu zdjęłam buty i ruszyłam do swojego pokoju. Za sobą słyszałam kroki zielonookiego.
Moi rodzice wyjechali na kilka dni, ale wrócą dziś.
- Jestem okropną przyjaciółką - odparłam siadając na łóżko
- Wcale nie - powiedział Styles i przysiadł koło mnie
- Wcale tak - zaprzeczyłam - zawsze robię coś nie tak. Ja nawet nie potrafię pocieszyć człowieka Harry. Ja, ja nie powiedziałam dziś nic co by mogło pomóc Leah, a nawet ją jeszcze bardziej zdołowałam
Loczek chyba nie wiedział co powiedzieć, bo siedział przez dłuższą chwilę cicho.
- Lexi, to był długi i bardzo męczący dzień. Uwierz mi na pewno zrobiłaś wszystko co mogłaś - zaczął i złapał mnie za rękę - Nie masz prawa mówić o sobie, że jesteś złą przyjaciółką, bo wiem jak bardzo ci na niej zależy
- Nie wydaje mi się - wyszeptałam zabierając drobną dłoń z uścisku mojego chłopaka
- Zobaczysz - westchnął Harry - W przyszłości Leah podziękuję ci za to, że wspierałaś ją w takich momentach - uśmiechnął się do mnie leniwie
- Przecież ja jej nigdy nie wspierałam - wstałam z miejsca i zaczęłam nerwowo chodzić po pokoju - Bo niby kiedy jej pomogłam ? - spytałam patrząc na zielone oczy mojego chłopaka, lecz wcale nie czekałam na odpowiedź - Nigdy. Nigdy mnie przy niej nie było w tych najważniejszych momentach. Nie było mnie, gdy rodzina się od niej odwróciła. Gdy miała złamane serce. Nigdy - zaczerpnęłam się powietrzem na chwile, po czym przywróciłam dramatyczny chód - Zawsze przy niej był Justin. A teraz ? - poczułam jak do moich oczy napływają łzy. ZNOWU - Teraz go nie ma Harry. Nie ma. To takie niesprawiedliwe
- Alexis proszę uspokój się - patrzył na mnie z naprawdę wielką troską Loczek. Z tak wielką, że mogłabym nią wykarmić pół Afryki
-  A Megan ? Powinnam ją ostrzec przed tym całym Fosherem. Powinnam, ale nie ostrzegę. A wiesz dlaczego ? - płakałam i płakałam gadając co mi wpadnie na język - bo jestem beznadziejną przyjaciółką Harry. O dziewczynie to nie wspomnę, bo w tym też nie mam się czym popisać - Styles wstał i podszedł do
mnie stanowczo
Popatrzył na mnie z góry i pociągnął za moje biodra. Przywarłam do jego ciała ciężko oddychając.
- Nigdy więcej tak nie mów dobrze - zaczął delikatnym, a jednocześnie chrypiącym głosem - Jesteś cudowna, rozumiesz. Nie musisz nic mówić Alexis. Sama twoja obecność przy Leah w tak trudnym momencie jest naprawdę czymś ważnym, uwierz mi - cały czas patrzył głęboko w moje ciemne oczy - I chcę, żebyś wiedziała, że jesteś dla mnie idealna. Jesteś i zawsze będziesz kochanie - odparł, a mi jakoś zrobiło się gorąco i bardzo i to bardzo miło. Jeszcze nikt przenigdy nie powiedział mi, że jestem idealna - A teraz idź przebierz się w coś wygodniejszego i połóż się - pocałował delikatnie moje usta i uśmiechnął się tym swoim najcudowniejszym uśmiechem
Ruszyłam do szafy i wyjęłam z niej krótkie, luźne spodenki oraz biały t-shirt z jakimiś nadrukami.
Spoglądnęłam jeszcze na Stylesa, który siedział na łóżku i przeglądał coś w telefonie. Weszłam, wiec do łazienki i przebrałam się. Opłukałam swoją twarz zimną wodą. Miałam nadzieję, że ten wewnętrzny ból niedługo minie. Wychodząc z łazienki popatrzyłam na swojego chłopaka. Nadal był w tej samej pozycji.
- Liam mówi, że z Leahą na razie dobrze - chyba mnie zauważył - Śpi - spoglądnął w moją stronę. Znowu te jego zielone oczy pełne troski - I tobie radzę zrobić to samo - poklepał miejsce obok niego, a ja szybko tam usiadłam - Muszę niestety iść do domu omówić coś z chłopakami. Potrzebujesz czegoś ? - spytał chowając telefon do tylnej kieszeni jego czarnych dżinsów
- Nie - odpowiedział uśmiechając się przy tym lekko
- Zjedz coś potem. Proszę - kiwnęłam głową, a następnie położyłam się wygodnie zakrywając się ciepłą kołdrą - Dobranoc - powiedział Harry praktycznie kucając przede mną. Poczułam jak staję się senna - Kocham cię - usłyszałam ciche wyznanie Loczka i zaraz potem zasnęłam.


Rozdział w końcu się pojawił. Komu smutno, że już nie będzie Justina ?
Jak tam początek roku kochani ? :) Mam nadzieję, że znajdziecie czas na czytanie bloga mimo wszystko. Na pewno rozdziały nie będą rzadziej dodawane. Życzę udanego roku szkolnego i oby szybko zleciał /Lexi