sobota, 7 września 2013

Rozdział 18

<Leah>


Cisza. Cisza panująca wokół wypełniała dosłownie wszystko. Każde pomieszczenie, światło, nawet oddech. Czasem jesteś w pomieszczeniu pełnym ludzi, a nie masz do kogo się odezwać. Ja teraz przez to przechodzę. Siedzę na kanapie obok moich przyjaciół i wyczuwam ich strach. Lękają się powiedzieć cokolwiek. Jakbym miała pęknąć pod wpływem ich słów. Chyba już jest za późno. Chyba już pękłam.
- Komu chipsów? - cichy, delikatny głos. Widać, że przyjaciel bał się zapytać, jednak to zrobił. Dzięki niemu poczułam, że jestem wśród przyjaciół.
Spojrzałam na Niall'a, który patrzył na mnie jak na tykającą bombę. Kiedy lekko się uśmiechnęłam jego twarz nadała wyraz ulgi.
- Nie dziękuję, nie jestem głodna - możliwe, że powiedziałam to dość cicho i było może wymuszone, ale chciałam ich uspokoić. Ciągle się o mnie martwili, a ja nie chciałam widzieć ich smutku.
- To może gdzieś pojedziemy? - zaproponował Louis - Jakieś kręgle, bilard? - wyliczał po kolei, a ja nieświadomie przestałam go słuchać. Kiedy zaczął się o coś wykłócać z Harry'm byłam stu procentowo pewna, że ignoruję tą rozmowę.
Przyjrzałam się Styles'owi. Siedział na kanapie, obejmując jedną ręką moją przyjaciółkę. Blondynka po swojej drugiej stronie miała Lou, który dalej coś uparcie tłumaczył Harry'emu.
Ja za to siedziałam między Liam'em, a Zayn'em. Koło Malik'a był Niall, który opróżniał paczkę chrupek i przypatrywał się rozmowie przyjaciół.
Czasem myślę, czy aby to dobrze, że się martwią. Bo co jeśli i ich stracę? Jeśli pokocham ich tak bardzo jak Justin'a. Nigdy przecież nie sądziłam, że mój najlepszy przyjaciel mnie opuści. Czułam pustkę i wielki strach. Strach przed utraceniem więcej.
- To co Leah? - usłyszałam troskliwy głos Liam'a - Jak chcesz nie musimy nigdzie iść.
- Ja...
Moją wypowiedź przerwał dźwięk komórki. Dwie sekundy zajęło mi uzmysłowienie, że to mój telefon dzwoni. Wyjęłam go z kieszeni czarnych, przetartych dżinsów i odebrałam:
-Słucham?
- Dzień dobry - po drugiej stronie słuchawki odezwała się kobieta - Dodzwoniłam się do Leah Baker?
- Tak - przeciągnęłam niepewnie. Jakieś nowe niespodzianki?
- Dzwonię ze szpitala - proszę nie - Musimy z panią o czymś porozmawiać, proszę przyjechać.
- Dobrze - mruknęłam, po czym się rozłączyłam.
Zobaczyłam, że każdy z przyjaciół uważnie mi się przygląda.
- Kto dzwonił? - dopiero Malik odważył się zapytać.
- Jakaś kobieta ze szpitala - mówiłam z lekkim zdziwieniem. Stu procentowo prawdziwym zdziwieniem - Powiedziała, że muszę przyjechać. Chcą mi o czymś powiedzieć - dodałam wstając.
- Pojedziemy z tobą - zaproponował Niall, przegryzając jedzenie.
- Zamknij tą mordę jak jesz - nawrzeszczał na niego Harry.
- Uspokój się, bo loczki ci wyprostuję - odparł spokojnie Horan, kontynuując jedzenie.
Mentalnie się zaśmiałam.
- To co? - Lou wstał z kanapy - Impreza w szpitalu?
Każdy z przyjaciół leniwie podniósł się ze swojego miejsca.
- To chyba bez sensu, żeby tyle osób jechało - powiedziałam, patrząc na każdego z nich.
Popatrzyłam z prośbą pomocy, na Alexis. Blondynka lekko się uśmiechnęła.
- Może rzeczywiście nie jest to dobry pomysł - zaczęła, łapiąc Styles'a za rękę - Pojedziemy do mnie? - zaproponowała mu z uśmiechem.
- Sprawdzę, czy mam czas - Harry zaczął się zabawnie droczyć - Chyba dla ciebie znajdę - zmierzył ją, delikatnie pocierając ręką swoją brodę, udając, że się zamyśla.
- Aha - mruknęła Lexi, unosząc przez chwilę brwi.
Zaśmiałam się, przez tą całą sytuację.
- No to my idziemy - Harry na chwilę do mnie podszedł - Trzymaj się Leah - przytulił mnie lekko.
- Dzięki - odsunęłam się od jego silnych ramion, aby wtulić się w ciało mojej chudej przyjaciółki - Dziękuję - szepnęłam w jej objęciach.
- Dla ciebie wszystko - odparła, a ja po prostu byłam pewna, że się uśmiecha.
- Chodź moja dziewczyno - Harry złapał rękę Lexi i pociągnął w stronę wyjścia.
- Jadę do Els - nagle odezwał się Lou, który pisał coś na swoim iPhone'ie.
- Będziesz wieczorem? - zapytał Malik.
- Nie wiem, może będę u niej spać - Tomlinson wzruszył ramionami, po czym podszedł do mnie - Do zobaczenia - przytulił mnie, po czym wyszedł.
Ta cała sytuacja w salonie była dziwna. Każdy mnie przytulał, bo wiedział, jak teraz się trzymam. Właściwie w ogóle się nie trzymam. Jakbym miała w każdej chwili upaść. Oni chyba pilnują, aby to się nie stało.
- Wychodzimy, czy będziemy tak stać w salonie? - zapytał Liam, na którego twarz w końcu zagościł mały uśmiech.
- Pewnie - odparł wesoło Niall, który zaczął biec w stronę drzwi - Ja siedzę koło Leah! - krzyknął jeszcze przed wyjściem.
- Szuka osoby, którą przekona do siebie, aby potem robiła mu kanapki - powiedział mi widocznie rozbawiony Zayn. Zaśmiałam się.
Po jakimś czasie wszyscy siedzieliśmy w samochodzie. Już nie panowała taka cisza, ponieważ Niall się ożywił i co chwila coś opowiadał. Przyjrzałam mu się.
Farbowany blondyn miał na sobie białą bluzę z granatową kieszonką i czarne, nisko opuszczone spodnie. Jego nogi jak zawsze ozdabiały białe adidasy za kostkę.
- Co tak na mnie patrzysz? - wyrwał mnie z rozmyśleń, uśmiechając się.
- Tak o, słodki jesteś - odparłam.
W aucie rozbrzmiał głośny śmiech Zayn'a i Liam'a. Niall'a mina była bezcenna.
- Powiedziałam coś nie tak? - zaśmiałam się, widząc, że Horan dalej jest zły.
- Chłopakowi nie mówi się, że jest słodki - wytłumaczył Zayn, z trudem wypowiadając ostatnie słowo.
- No ale trzeba przyznać, że Niall jest słodki - zaśmiał się prowadzący Liam.
- No - dołączył do niego Malik.
- Koniec tematu - zarządził zdenerwowany Irlandczyk, przez co ja jeszcze bardziej zaczęłam się śmiać.
Droga trwała krótko, przez wesołą atmosferę. Wyszliśmy z auta i przeszliśmy parking, kierując się do wejścia. W środku szpitala od razu uderzyły we mnie okropne wspomnienia.
- W porządku? - zapytał Liam, podchodząc do mnie. Musiałam zatrzymać się w miejscu. Czy moje nogi odmawiają mi posłuszeństwa?
- Choć Leah, wszystko będzie dobrze - uśmiechnął się pocieszająco Zayn.
Nagle znikąd strach przestał tak zajmować mi myśli, a władza nad nogami powróciła.
Podeszliśmy parę kroków do recepcji i powiedzieliśmy o telefonie. Pielęgniarka naprowadziła nas do drzwi, w których czeka kobieta, która dzwoniła.
Zapukałam. Po chwili ujrzałam przed sobą pielęgniarkę, która opatrywała mnie w tamten przerażający dzień.
- Dzień dobry - blondynka średniego wieku uśmiechnęła się - Pamiętasz mnie? Opatrywałam ci ranę na lewym ramieniu. Wtedy, gdy wbiłaś sobie paznokcie.
- Wiem - przerwałam jej. Wszystko, aby tylko nie wracać do tamtego dnia.
- Zapraszam do środka - odsunęła się od progu, robiąc przy tym miejsce na przejściu - Koledzy też mogą wejść, jeśli tylko tego sobie życzysz.
Po ich minach widzę, że się martwią. Nie wytrzymają tyle czasu w niewiedzy na korytarzu.
- Przyjaciele wejdą ze mną - poinformowałam ją, wchodząc do białego gabinetu. Było to bardziej jak coś w rodzaju pomieszczenia szkolnej pielęgniarki. Jedno biurko, stolik, jakaś waga i szafka wypełniona lekami.
Przyglądnęłam się zawartością mebla, dzięki szybką na drzwiczkach szafki. Różnorodne leki. Aż chciałoby się je spróbować. Czy ja właśnie o tym pomyślałam? Definitywnie jest ze mną źle.
- Leah, może chcesz usiąść - powiedziała miło kobieta, wyrywając przy tym z rozmyśleń.
- Nie dziękuję, postoję - odparłam z przekonaniem.
Serio wolałam stać pomiędzy Liam'em, a Niall'em, niż siedzieć przed nią.
- Jak wolisz - odparła, siadając na fotelu za biurkiem.
- Ja chętnie skorzystam z miejsca - Malik, który dotychczas stał za nami podszedł parę kroków do przodu i z uśmiechem na twarzy usiadł na przeciwko pielęgniarki. Teraz siedział, obrócony do nas plecami.
- To co pani chciała? - dziękuję Liam. Od początku to pytanie miałam na końcu języka, ale nie wiedziałam, jak je zadać.
- Ymm - blondynka przez chwilę myślała - Nie powiem, sytuacja jest poważna - zaczęła szukać coś w papierach na swoim biurku - Kiedy opatrywałam ci rękę pozwoliłam sobie na pobranie próbki krwi. Chce ci powiedzieć coś o wynikach.
Zrozumiałam wszystko. Zbadała moją krew, co mogło znaczyć tylko i wyłącznie jedno. Wykryła, że byłam pod wpływem narkotyków. Oczywiście, że brałam dużo wcześniej, ale to nie opuszcza ciała tak szybko.
Ścisnęłam końcówkę swojej koszulki na ramiączkach, nerwowo nią ruszając. Nie chciałam, żeby oni się dowiedzieli. Nie teraz. Nie od niej.
Przyszedł mi do głowy pomysł. A konkretnie osoba. Jedyny przyjaciel z tego towarzystwa, który wiedział o moim problemie.
Spojrzałam na Zayn'a. O dziwo też mi się przyglądał. Domyślił się co ma mi przekazać pielęgniarka. Musiałam popatrzeć na niego jednym ze swoich przerażonych wzroków, ponieważ natychmiast wstał.
- J-ja muszę - za jąkał się niepewnie, nie wiedząc przez chwilę co powiedzieć.
- Coś się stało? - zapytała kobieta, która właśnie znalazła odpowiedni papier. Boże Zayn wymyśl coś!
- Yhm, Liam, Niall - przeciągnął.
- Tak mamy na imię - zaśmiał się Horan. Dziwnie wyglądało jego rozbawienie przy moim i Malik'a przerażeniu.
- Mam ważną sprawę - machnął ręką, po czym podszedł i zabrał ze sobą chłopaków z pokoju.
Kiedy drzwi zamknęły się poczułam lekką ulgę. Nie trwało to długo, ponieważ popatrzyłam na pielęgniarkę i przypomniałam sobie o czym wcześniej mówiła.
Kobieta podeszła do mnie.
- Leah - przerwała, jakby specjalnie chciała nadać tej sprawie poważny charakter - W twojej krwi wykryto narkotyki.
Wciągnęłam nerwowo powietrze, jakbym bała się, że zaraz może go zabraknąć. Co mam powiedzieć? Chociaż teraz w mojej głowie biło pytanie co oni mi za to zrobią?
- Nie możemy ci oczywiście nic za to zrobić - powiedziała spokojnie, jakby czytała mi w myślach - Według prawa są karane osoby za posiadanie narkotyków. W twoim przypadku było to trochę substancji w krwi.
- Więc co pani chciała mi powiedzieć? - zapytałam. Teraz to zupełnie zgłupiałam.
- Chciałabym ci pomóc - uśmiechnęła się delikatnie.
Nie rób sobie ze mnie jaj.
Blondynka podeszła do swojego biurka i sięgnęła po małą karteczkę, wyciągając ją po chwili w moją stronę.
- To wizytówka instytucji, która pomaga ludziom z takimi problemami - sięgnęłam po karteczkę - Możesz tam się zgłosić, na leczenie...
- Nie potrzebuję pomocy - pokręciłam przecząco głową, jakbym była tego bardzo pewna. To jasne, że potrzebuje pomocy.
- Leah, proszę...
- Nie! - krzyknęłam, czując, że robi mi się coraz bardziej ciepło - Dam sobie radę, ale dziękuję za chęci - dodałam cicho, po czym opuściłam pomieszczenie.
Westchnęłam widząc siedzących na krześle przyjaciół. Liam od razu zerwał się z miejsca i do mnie podszedł.
- Leah, wszystko okej? - złapał mnie za ramiona i przyglądał się twarzy, wyszukując jakichkolwiek emocje - Ten idiota Zayn - zaczął szybko - On, wiesz... Jest debilem. Zabrał nas z gabinetu, bo nie chciał sam iść po kawę - dodał - Przepraszam, że wyszliśmy, no ale ten debil...
- Liam, ona już dobrze wie, że jestem debilem - Malik pojawił się koło nas - Powtórzyłeś to słowo setki razy - zaśmiał się.
- On jeszcze się śmieje - Payne puścił moje ręce i popatrzył na niego - Smaczna była kawusia? - dodał podirytowany.
- A dziękuję, przepyszna - odparł Zayn, bezczelnie się uśmiechając.
 - No nie mogę, zaraz mu przyłożę...
Ich kłótnie przerwał mój śmiech. Oboje popatrzyli na mnie tak samo zdziwieni.
- To widzę, że wszystko gra - podszedł do mnie Niall - Leah jest dzielna, mówiłem wam - dodał z uśmiechem, obejmując mnie na wysokości ramion.
- Ty przez cały czas chodziłeś do automatu z jedzeniem, nic nie mówiłeś - zauważył Zayn, co pewnie było prawdą.
- Ja wcale... - zaczął się tłumaczyć Irlandczyk, ale widząc nasze miny poddał się.
Wróciliśmy do samochodu i pojechaliśmy do domu chłopaków.
Przez całą drogę myślałam o tym jak im powiedzieć. Jak to zrobić, żeby mnie nie zostawili? Bo jak oni zareagują? Co powiedzą? Może w ogóle się nie odezwą?
Zaczęłam nerwowo obracać w dłoniach wizytówką. Ten papierek wydawał się parzyć. Jakby specjalnie przypominał mi o tym, że powinnam powiedzieć chłopakom o moim problemie. Jakby krzyczał, że oni mnie opuszczą. Nie mogą. Ja nie mogę. Boże.
- Leah, wysiadamy - głos Malik'a wyrwał mnie z rozmyśleń.
Opuściłam auto i pokierowałam się do domu One Direction. Usiadłam na kanapę. Znowu nastała cisza.
Zayn. Do głowy przyszedł mi Zayn. Przecież on wie. Nie zostawił mnie z tym, ani nie ujawnił mojej tajemnicy chłopakom. A nawet w szpitalu mi pomógł. Może po prostu zwleka z tym i tak, czy siak w końcu mnie zostawi.
- Może zrobię herbaty? - zaproponował Niall, który teraz stał w progu salonu.
- Poczekaj, muszę wam coś powiedzieć - poprosiłam go.
Każdy w pokoju wydał się zdziwiony. Spojrzałam na Zayn'a. On wiedział co chce zrobić. Nawet lekko się uśmiechnął, jakby chciał mnie zachęcić.
Raz się żyje.
- Ja... Ten... Tego... - zaczęłam się jąkać, uparcie patrząc na swoje buty.
- Tak? - zapytał Niall, siadając obok.
- Noo, ja...
- Nie musisz się spieszyć - uspokoił mnie Liam - Jesteś dzielna i silna. Wierzymy w ciebie.
- Nie jestem silna - pokręciłam przecząco głową. Byłam przecież tak bardzo cholernie słaba.
- Jesteś - mruknął Payne, pocieszająco uśmiechając się.
- Nie - zaprzeczyłam.
- Jesteś...
- Liam, kurwa! - krzyknęłam - Biorę narkotyki. Jestem uzależniona. Nie radzę sobie. Nie wmawiaj mi, że jestem silna, bo to pierdolona nieprawda! - wstałam z miejsca - Jestem cholernie słaba. Nie...
Momentalnie zaczęłam płakać. Poczułam, że kręci mi się w głowie od nadmiaru wrażeń i że mam tego wszystkiego dość.
Liam podszedł do mnie i mocno do siebie przytulił.
- Cii - uspokajał mnie głaszcząc po plecach, kiedy ja moczyłam mu koszulkę swoimi łzami. Czułam na sobie wzrok reszty przyjaciół.
- Pomożemy ci słyszysz? - ciągle do mnie mówił, jakby akurat to miało mnie uspokoić - Nie zostawimy cię - o dziwo jego metoda zaczynała działać - Nie zostaniesz z tym sama Leah. Masz nas, Lexi.
- Obiecujesz? - oderwałam się od niego, aby spojrzeć w tą przepełnioną troską twarz. Desperacko szukałam prawdy w jego ciemnych oczach.
- Obiecuję - chyba ją znalazłam. Ten mały błysk w oku. Błysk zapewniający mnie, że nie kłamie.
- Liam ma rację - poczułam rękę Zayn'a na swoim ramieniu - Nie zostawimy cię.
- No - Niall postanowił się dołączyć - Coś wymyślimy.
Poczułam ciepło rozchodzące się po całym moim ciele. Oznaczało to jedno. Zyskałam nowych przyjaciół.
Ale czy jest już czym się cieszyć? Czy rzeczywiście będzie tak dobrze? Po moim życiu mogę się wszystkiego spodziewać, więc lepiej się przygotować.


Kolejny rozdział. Cieszycie się, że Leah w końcu powiedziała o swoim uzależnieniu? :) Ciekawi mnie wasza opinia, więc komentujcie! Następny rozdział postaram się dodać o wiele szybciej. Wciąż jeszcze przystosowuje swój organizm do życia szkolnego ;) To nie łatwe ;p. Dziękujemy za komentarze, papa. Kocham! /Leah

11 komentarzy:

  1. Kurcze nadal nie mogę pojąć, że uśmierciłyście Justina. On był opoką dla Leah. Teraz na szczęście wszyscy już znają jej sekret. No prawie wszyscy. Rozdział mi się podoba i czekam na następny! Mój organizm się nie przyzwyczai łatwo xd
    ostatni-wdech.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Kssskssmhdjsksahw tak bardzo się ciesze że ona im powiedziała! Ja wiedziałam ze oni jej nie zostawią i jej pomogą, oby było tak dobrze jak się zapowiada
    Niecierpliwie czekam nn ;)
    @Fucked_Up_Kid

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejku oni jej pomogą. To się nazywają prawdziwi przyjaciele. Mam nadzieję że uda jej się z tego wyjść. Czekam z niecierpliwością na następny:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Boże, boże cudowny <333
    czekam na nn ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciesze sie ze wreszcie udalo jej sie im powiedziec :D Rozdzial jak zawsze swietny. Uwielbiam <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspaniały. Cieszę się,że Leah powiedziała chłopakom. Czekam na nn.

    OdpowiedzUsuń
  7. wspaniały ;)||

    całujee kochana lolcia ;*
    czekam nn ;d
    wejdź i zajrzyj do mnie, może coś ciekawego znajdziesz ;D

    OdpowiedzUsuń
  8. No jasne, że tak, przecież oni jej pomogą :D Tak myślę :P
    Czytałam to prawie jak w transie i mówię tu całkiem poważnie aż moja mam przyszła sprawdzić co się dzieje bo piosenka skończyła się i nastała głucha cisza co w moim przypadku jest niemożliwe :D
    WoooW udało Ci się <3
    Pisz szybciutko.
    Czekam na nn.
    Domii Styles

    OdpowiedzUsuń
  9. świetny...
    nie wiesz jak się trzęsłam jak to czytałam...
    nareszcie dzielna Leah...
    Zayn to prawdziwy przyjaciel...
    Kiedy dowie się reszta....?
    Z niecierpliwością czekam na nexxta :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Sory za spam, jeśli nie chcesz wejść po prostu usuń mój komentarz. No bo kto lubi spam?

    Treść:
    Siedemnastoletnia Daisy ma powody do radości: właśnie zdała egzaminy, a Will, obiekt westchnień większości dziewczyn w szkole, jest zainteresowany właśnie nią.
    Ale dziwna bransoletka znaleziona na brzegu Tamizy wszystko zmienia. Bo za sprawą tego niezwykłego przedmiotu Daisy spotyka Harry'ego – uwięzionego pomiędzy życiem a śmiercią pięknego chłopaka, w którym zakocha się bez pamięci. Lecz im głębsze uczucie ich łączy, tym częściej Daisy zaczyna wątpić, czy Harry mówi jej prawdę. Zwłaszcza gdy odkryje coś, co przeczy jego słowom i wzbudza w niej lęk. I każe zadać pytanie, czego naprawdę chce jej widmowy ukochany…

    Adres: http://love-comes-with-time-story.blogspot.com

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń