piątek, 20 września 2013

Rozdział 20

<Leah>


- Dzień dobry, zamknięte - uśmiechnęłam się w stronę Liam'a, któremu otworzyłam właśnie drzwi.
- Myślałem, że bar jest też w dzień czynny - zaczął się droczyć - Potrzebuję zalać smutki w alkoholu.
 - Ta jasne - prychnęłam, po czym poszłam w głąb lokalu, a przyjaciel za mną - Co do picia? - spytałam kiedy usiadł przy stoliku.
- Nie wypada tak z rana pić, więc... - chłopak przez chwilę się namyślał - Jakiś sok poproszę.
Uśmiechnęłam się znowu. Nie wiem jak oni to robią, ale zawsze poprawiają mi humor.
- Co właściwie dziś robisz skoro lokal jest normalnie zamknięty?
- Wczoraj była tu duża impreza, a ja się zgłosiłam aby po niej posprzątać - wytłumaczyłam się bez namyślenia.
Ostatnimi czasy potrzebuję kasy. W końcu sama muszę płacić za czynsz.
- Myślałaś o zostawieniu tej pracy? - pytanie Liam'a mnie zdziwiło.
- Tak, a żyć będę z powietrza? - zapytałam.
Wzruszyłam ramionami, po czym podeszłam do baru i nalałam soku pomarańczowego do szklanki
- Proszę - posunęłam napój w stronę Liam'a, który akurat podszedł do lady i usiadł na krzesełku przed nią.
- Mówię serio Leah - ten dalej swoje - Mogę ci płacić za czynsz - zaproponował.
Nie chce go wykorzystywać. On tego nigdy nie pojmie?
- Posłuchaj nie mogę się na to zgodzić - westchnęłam, opierając łokcie o ciemny blat - Naprawdę.
- Nawet dla mnie? - popatrzył na mnie z nadzieją w oczach.
Serio? Takie argumenty?
- Liam, przestań - wywróciłam oczami, na co on się uśmiechnął.
- Jak chcesz - dopił sok do końca, po czym zapłacił - Mamy wywiad w radiu, więc muszę cię opuścić.
Nie będę kłamać. Nie chcę, żeby sobie poszedł. Zostań.
- Szkoda - westchnęłam - Pozdrów chłopaków - obeszłam barek dookoła, aby przytulić go.
- Na pewno się ucieszą - szepnął mi w objęciach.
Kiedy Liam mnie przytulał czułam się tak... Bezpiecznie? Jakby cały świat wydawał się dobry. Bez porażek, uzależnień, niedoskonałości. On tworzył mój perfekcyjny świat.
- Cześć - kiedy chłopak się ode mnie odsunął i wyszedł z lokalu zrobiło mi się zimno. Jakby przyszła zima. Pocieszałam się obrazem jego uśmiechu w pamięci.
Spojrzałam na zegarek, ponieważ dochodziła trzynasta, a ja wszystko posprzątałam postanowiłam iść. Dzisiaj na szczęście nie pracuję i będę mogła sobie odpocząć.
Ruszyłam do szatni, aby zmienić robocze ciuchy na normalne. Ubrałam czarną bokserkę, na to gruby, ciemno zielony sweter i kremowe rurki. Przed samymi drzwiami założyłam czarne trampki i przerzuciłam przez ramię torebkę.
Na zewnątrz było dość chłodno, głównie przez mocno wiejący wiatr. Zamknęłam bar, po czym chowając klucze do torebki poszłam w stronę cmentarza.
Od pogrzebu Justin'a nie byłam w tamtym miejscu. Po prostu bałam się stanąć z tymi emocjami. Najgorszymi emocjami, które zdawały się wyniszczać mnie od środka.
Nie ważne w jaki sposób straciłeś przyjaciela. On zawsze zabiera ze sobą cząstkę ciebie. Niszczy równowagę twojego życia, a ty powoli się sypiesz. Jak budowla, z której samego dołu wyjęto jeden klocek. Jeden mały klocek nazwany inaczej zaufaniem.
Do cmentarza szłam jakieś pół godziny. O tej porze roku nie ma tu za wiele ludzi. Głównie jacyś starcy, który utracili swoje połówki lub długoletnich przyjaciół.
To nie fair. Bratnie duszę powinny umierać razem.
Z oddali zauważyłam jakąś postać stojącą przy nagrobku Justin'a.
Blond włosy, drobna postawa. Odziana w czarny płaszcz, tego samego koloru rurki, szary sweter i kremowe, zimowe koturny.
To zabawne, że w dzień lata może być tak zimno. W końcu to Anglia. Pogoda jest zmienna jak kobieta.
Podeszłam bliżej nieznajomej. Z każdym krokiem byłam coraz bardziej pewna, że to Nicole. Tylko jak ona śmiała tu przyjść?
- Co tu robisz? - zapytałam szeptem o to, co tak mnie dręczyło.
Dziewczyna obróciła się do mnie. Jej oczy były lekko czerwone, a na policzkach linie odznaczały widoczne ślady łez.
Przez jakiś czas patrzyłyśmy się na siebie. Czułam, że jestem coraz bardziej zła, że chcę całą winę za śmierć Justin'a zrzucić na nią. Żeby przestało mnie boleć. Ale nie przestanie.
- J-ja - blondynka się za jąkała. Nie miała pojęcia co powiedzieć, jak powiedzieć.
Podeszłam bliżej grobu Walker'a.
Spojrzałam na szary, marmurowy kamień, na której widocznie wyryty został napis:
"Justin Walker. Zginął młodo, ale wciąż jest wśród nas. Zapamiętany na zawsze."
Lekko się uśmiechnęłam. Pamiętam, że Justin zawsze mi mówił, że chce zostać zapamiętany. Nie chciał zniknąć jak każdy inny, o którym w końcu się zapomina. Specjalnie dla niego chciałam wyryć taki napis.
- Zapamiętany na zawsze - usłyszałam delikatny głos Nicole.
Blondynka wpatrywała się w nagrobek, koło którego leżało trochę kwiatów i zniczy.
- Justin mi powiedział, że zostanie ze mną na zawsze - zaczęła cicho mówić - W ten dzień... Przyszedł do mnie i był taki poważny i smutny - widziałam, że do oczu zbierają się jej łzy - Jednocześnie biło od niego tą jego energią, którą zarażał - blado się uśmiechnęła - Powiedział, że ma mi coś ważnego do przekazania. Pomyślałam, że to znowu jakiś jego szalony pomysł - zaśmiała się desperacko, a na jej policzkach rozbłysły krople łez - Prosił mnie, abym zrozumiała, a ja mu obiecałam. Boże, przecież ja mu obiecałam - pokręciła głową, a pojedyncze kosmyki włosów przykleiły się do skóry jej policzków.
Poczułam smutek, żal, złość, poczucie winy, gniew. Tyle emocji. Naraz.
- Opowiedział mi o narkotykach. Przestraszyłam się, ponieważ kiedyś mój ojciec brał. Justin znał tą historię i wiedział, że nienawidzę narkomanów - spojrzała na mnie - Dlatego zwlekał. Ale w końcu się odważył. A ja? Powiedziałam, że go nienawidzę. Przecież on był taki dobry - szepnęła, chowając twarz w dłoniach.
Ta historia. Jej emocje. Wszystko znajdywało się teraz we mnie.
- Był dobry - uśmiechnęłam się blado, podchodząc do niej. Objęłam ją jedną ręką, a Nicole od razu wtuliła się we mnie, cicho szlochając. Także zaczęłam płakać. Przyglądałam się nagrobkowi i dalej nie rozumiałam tej chorej pomyłki.
Przecież ona go naprawdę lubiła. Nie wiedziała, że psychika Justin'a jest już kompletnie zniszczona i wystarczył jeden błąd, a cykająca bomba wybuchła.
- Wiesz, jemu na tobie zależało - zaczęłam ją pocieszać. Przestałam być nagle na nią zła.
Nicole odsunęła się ode mnie i wytarła czerwone policzki z łez.
- Mi też na nim zależało - odparła - Może nie znałam go bardzo długo, ale miał dobre serce.
- Często o tobie opowiadał, podobno dobrze gotujesz - zaczęłam jej mówić cokolwiek, aby rozproszyć tą złą atmosferę.
Blondynka, jakby przez chwilę o czymś myślała, po czym lekko się uśmiechnęła.
- Justin był beznadziejnym kucharzem - zaśmiała się.
- To prawda - przyznałam jej rację - Aż dziwne, że jego marzeniem, było założyć restaurację.
- Naprawdę? - dziewczyna się zdziwiła. Widząc te wesołe iskierki w jej oczach wiedziałam, że zmierzam w dobrym kierunku.
- Tak - zaśmiałam się - Musiał ci nie mówić, ale chciał tego.
- Wow - westchnęła dziewczyna, patrząc na grób - On zupełnie nie odszedł, prawda? - zapytała się, po chwili ciszy.
- Nie sądzę - uśmiechnęłam się lekko - Pewnie stoi gdzieś niedaleko z popcornem w ręce i ma z nas niezły ubaw.
- Ha, ha - dziewczyna wyglądała na widocznie rozbawioną - Zapewne tak. Lubił komedio - dramaty.
Przez chwile panowała miła cisza. Nie musiałam pytać Nicole, a i tak wiedziałam, że teraz o nim myśli.
- Muszę iść - zwróciła się do mnie.
- Ja też stąd pójdę - westchnęłam - Jest bardzo zimno.
- Rzeczywiście - zaczęłyśmy iść w kierunku bramki wyjściowej.
Jeszcze raz obróciłam się w stronę nagrobka i lekko uśmiechnęłam. Możliwe, że już nikt nie nazwie mnie 'rudą', ale jestem tą samą osobą. Może nie szybko się pozbieram, ale warto poczekać.
Szłam z Nicole, gadając na różne tematy. Kiedy nasze drogi rozchodziły się, wymieniłyśmy się telefonami i obiecałyśmy sobie zadzwonić.
Nie sądziłam, że to wszystko tak wyglądało. Byłam lekko zaskoczona.
Pojechałam metrem do chłopaków. Mam nadzieję, że już są. Zapukałam w drewniane drzwi. Po jakimś czasie zobaczyłam Zayn'a.
- Hej - uśmiechnął się szeroko, po czym mocno przytulił.
Dopiero teraz usłyszałam jakąś muzykę dobiegającą z domu.
- Wejdź - objął mnie na wysokości ramion, zamknął drzwi i wprowadził do salonu.
Zdziwił mnie widok tańczącego na kanapie Harry'ego i Liam'a. Po drugiej stronie był Tomlinson z Horan'em.
- Co tu się dzieję? - zapytałam, coraz bardziej rozbawiona sytuacją.
- Tańczymy sobie, nie widać? - Lou odpowiedział, jakby była to najoczywistsza rzecz. Razem z Niall'em wrócili do bansów, a ja spojrzałam na Malik'a.
- To przez ten wywiad w radiu - westchnął Zayn.
Mulat podszedł do wieży i wyłączył muzykę. Usłyszałam jęki chłopaków, na które mimowolnie się zaśmiałam.
- Leah potem z nami zatańczy - Horan chyba chciał sam się pocieszyć. Blondyn z szerokim uśmiechem podszedł i wtulił się w moją sylwetkę.
Przywitałam się z resztą chłopaków, po czym wszyscy zajęliśmy miejsca na kanapie. Przez większość czasu rozmawialiśmy, opowiadali mi o audycji w radiu. Przez cały czas sądziłam, że coś jest nie tak.
- Chcecie mi o czymś powiedzieć? - zapytałam w końcu, a widząc ich przerażenie wiedziałam, że moje przypuszczenia były prawidłowe.
- Dużo rozmawialiśmy dzisiaj w czasie podróży - zaczął Zayn.
- Nawet nic nie jadłem - wtrącił się z uśmiechem Irlandczyk.
- To jest nie ważne - jęknął Harry, po czym spojrzał na mnie - Mamy do ciebie biznes.
- W sumie nie masz wyboru, musisz się zgodzić - Lou też postanowił coś dodać od siebie.
- Zamieszkaj z nami - słowa Liam'a mnie zamurowały. Ja zamieszkać z nimi?
- Nie - pokręciłam głową.
- Tak - Louis mówił do mnie powoli i wyraźnie, jakbym byłą ułomna.
- Co ci szkodzi? - Zayn próbował mnie przekonać. Super ich jest pięciu, ja jedna.
- No po prostu nie powinnam z wami - zaczęłam się wykręcać - Mam mało opłacalną pracę, nie będę na waszym utrzymaniu.
- Przecież jesteśmy bogaci - westchnął Harry.
- Moglibyśmy kupić ci osobny dom, ale tu nawet nie chodzi o to - popatrzyłam na mówiącego Liam'a - Chcemy, żebyś byłą z nami. Żebyś miała wsparcie.
To wydaje się takie rozsądne. Ale widzę w tym wiele minusów. Chociaż, czemu nie spróbować? A jeśli ich tylko wnerwię swoją osobą? W sumie gdybym ich wnerwiała to nie zaproponowali by tego...
Kłóciłam się sama z sobą przez jakieś dziesięć minut. W międzyczasie Styles zdążył pogawędzić przez telefon z Lexi, Lou i Zayn zagrać w Fife, Niall pochłonąć dwie kanapki, a Liam opowiadać mi o zaletach tego pomysłu.
- No dobrze - szepnęłam w końcu.
Chodź było to tak cicho reszta to usłyszała i rzuciła się na mnie krzycząc radośnie.
Czyżbym na nowo zdobywała utracone zaufanie?



No i mamy dwudziesty :) Dużo się dzieje, nieprawdaż? To jeszcze nie koniec, gdy Leah będzie mieszkać u chłopaków będzie ciekawiej. Mam nadzieję, że skomentujecie i następny rozdział pojawi się w miarę szybko. Kocham was! <3 /Leah

10 komentarzy:

  1. Jejku i tak nie mogę uwierzyć że Justin nie żyje.. No ale co poradzić:c Jejku zamieszka z nimi jak dobrze. Czekam z niecierpliwością na następny xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozpłakałam się.. Będzie coś jeszcze z Justinem? Nw, Justin Bieber tym razem, albo Jason, bo ja nie chcę czytać o 1D <3

    OdpowiedzUsuń
  3. cudowny cudowny <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowny, cudowny rozdział!!! Czekam na kolejny. Proszę dodaj go jak najszybciej!!!:):)

    OdpowiedzUsuń
  5. Eh.. Szkoda mi Justina, ale no cóż..Trochę, a nawet bardzo zazdroszczę Leah.. Bedzie mieszkać z chłopakami.. Zobaczmy co z tego wyniknie. Czekam z niecierpliwością na następny rozdział. x

    OdpowiedzUsuń
  6. wspaniały *_*


    czekam nn ;)
    KOCHAM TO <3


    całujee lolaa ;*

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj jaki cudowny ;***
    Popłakałam się, tak mi szkoda Leah i tej Nicol :(
    Mam nadzieję, że szybko pojawi się nn
    czekam z niecierpliwością ;**

    OdpowiedzUsuń
  8. Mega! Boże Justin umarł a ja nie mogę znów w to uwierzyć. Kocham re aktorke od Nicole. Kocham was i waszego bloga. Czekam na następne rozdziały ♥
    ostatni-wdech.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. świetny rozdział... :)
    biedny Jus....
    Czekam na naxxta !!!
    Nie mogę się doczekać tego że razem zamieszkają.... :)
    Zapraszam na http://one-direction-vs-siatkowka.blogspot.com
    Jak skomentujesz będę miała strasznego zaciesz !!! :)
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Rozdział per-fect! Niecierpliwie czekam na następny a i od razu przepraszam że moje komentarze się nie zawsze pojawiają ale nie mam kiedy:<
    @BeeMyNialler

    OdpowiedzUsuń