piątek, 25 października 2013

Rozdział 26

<Leah>


- Nie wybaczyła ci? - usłyszałam dochodzący z salonu głos Louis'a.
- Mówiłem ci stary, że to się nie uda - westchnął, jak sądzę Harry - Tylko ją dobiłem.
Na ostatnie słowa loczka skierowałam się z korytarza do salonu.
- Dobiłeś kogo? - zapytałam, patrząc kolejno na Styles'a i Tomlinson'a.
- Leah, proszę nie chcę o tym rozmawiać - chłopak podparł się ręką i pokręcił głową.
- Czemu byłeś u Lexi? - podniosłam głos - Mówiliśmy ci w jakim jest stanie. To wszystko pogarsza.
- Chciałem po prostu ją zobaczyć - bronił się Styles.
Lou siedział obok niego i się nie odzywał. Patrzył na mnie lub na swojego przyjaciela.
- Co ci powiedziała? - zapytałam w końcu dochodząc do wniosku, że krzyczenie na niego i tak nie pomoże.
- Chciałem ją przeprosić, ale nawet nie dała dojść mi do słowa - popatrzył na ziemię - Miałem ochotę ją przytulić. Ona - przerwał, wypuszczając głośno powietrze - Ona miała mnie dość. Cholernie ją skrzywdziłem - dodał, wycierając palcem łzę, która zebrała mu się przy oku.
Pierwszy raz, od dłuższego czasu poczułam żal do Harry'ego. Przez cały ten czas, kiedy Lexi była w szpitalu obwiniałam go o wszystko. Ale on też jest człowiekiem. Też ma uczucia, które Alexis wcześniej zraniła. On też jest bezsilny w tym wszystkim.
- Krzywdzicie siebie nawzajem Harry - usiadłam koło niego. Teraz mówiłam znacznie ciszej - Ty i Lexi nie przyjęliście do siebie, że jest takie coś jak wybaczenie. Po prostu bez zastanowienie niszczycie siebie. Wiem, że się kochacie Harry.
Chłopak lekko się zaśmiał.
- Ona mnie nie kocha - uśmiechnął się smutno - Lexi mnie nienawidzi, a ja na to zasłużyłem.
- Dość tego - Louis wstał z miejsca - Niall! - krzyknął.
Obserwowałam poczynania Tomlinson'a.
- Chodź Styles, idziemy się najebać - poklepał go po plecach - Nie będziesz użalać się nad sobą.
Ci zawsze myślą tylko o alkoholu. Przepraszam bardzo, ale butelka whiskey nie załatwi jego sercowych problemów!
- Faceci - westchnęłam, opierając się o kanapę.
Do salonu wszedł rozpromieniony Niall.
- Co się dzieje? - zapytał Horan, a kiedy zobaczył Harry'ego lekko posmutniał - Co jest stary?
- Idziemy na imprezę - uśmiechnął się Lou - Idziesz z nami?
- Pewnie, Niall Horan najlepszym towarzyszem do picia - odparł uradowany Irlandczyk - Idziesz Leah?
Popatrzyłam na niego, analizując słowa.
- Nie, dzięki - pokręciłam głową - Ktoś będzie się musiał wami zając jak wrócicie.
- Zapewne - zaśmiał się Louis, popychając Harry'ego ku wyjściu - Idźcie już.
Oboje wyszli.
- Louis - zwróciłam się do szatyna.
- Tak? - uśmiechnął się, po czym zaczął szukać swojego portfela.
- To na pewno dobry pomysł? - zapytałam.
- Leah, spokojnie - podszedł do mnie - Jemu potrzeba trochę zabawy.
Cały Louis. Zabawa lekarstwem na wszystko.
- No dobrze - mruknęłam - Bawcie się dobrze.
- Tak zamierzam - udał się w stronę drzwi, a ja za nim - Jak Zayn i Liam wrócą, spytaj, czy chcą do nas dołączyć.
Kiwnęłam z uśmiechem głową.
- Niech zadzwonią, cześć - zamknął za sobą drzwi.
- Pa - odpowiedziałam, co i tak było bez sensu, bo mnie nie słyszał.
Zaczęłam przechadzać się po domu. Ostatnio okropnie się czułam. Jakbym miała zachorować na jakąś bardzo poważną chorobę. Miałam ciągłe dreszcze, było mi zimno lub gorąco. Nie wspomnę już o paskudnych worach pod oczami, spowodowanych bezsennymi nocami.
Po dłuższym myśleniu, sądzę, że wszystko mnie przytłacza. Wiele problemów kumuluje się w jednym momencie, teraz. Kiedyś sobie z tym wszystkim radziłam. Co ja gadam? Wcześniej brałam narkotyki i po prostu nie zauważałam tych trudności. Uciekałam.
Spojrzałam w stronę kuchni. Może? Nie. Nie chcesz tego Leah. Wytrzymałaś już długo. Chociaż z drugiej strony... Oni na pewno mają jakieś słabe leki. Przecież nie mogę! Ale sobie nie radzę! Może mi pomoże? Tylko ostatni raz.
Poszłam w stronę kuchni, przerywając przy tym idiotyczną kłótnię z samą sobą. Podeszłam do szafki koło zlewu i zaczęłam ją przeglądać. Gdzie oni trzymają apteczkę? Znalazłam białe pudełeczko na wyższej półce. Stanęłam na palcach i szybko po niego sięgnęłam. W środku były jakieś bandaże, plastry, gaziki i plastikowy słoiczek pełen jakiś tabletek. Odłożyłam wszystko na miejsce, zostawiając oczywiście ostatnią z wymienionych rzeczy.
Ręce zaczęły mi się okropnie trząść. Czułam coś w rodzaju...głodu?
Obróciłam pudełeczko i wyczytałam, że to lek na ból głowy. Takie tabletki najlepiej by było rozwalić i wciągnąć nosem. Tylko gdzie znajdę jakiś młotek, czy coś.
Słysząc trzask drzwi upuściłam pudełeczko, które uderzyło o podłogę. Cenne tabletki rozsypały się po całej kuchni. Tylko nie to!
- Leah? - w progu drzwi zobaczyłam Zayn'a. Chłopak był w lekkim szoku - Co ty robisz? - podszedł bliżej mnie.
- Przepraszam, muszę to pozbierać - odparłam szybko.
Walnęłam kolanami o podłogę i bez zastanowienia zaczęłam zbierać pastylki. Tylko żeby się nie zmarnowały...
- Leah, proszę zostaw to - słyszałam jak próbuje do mnie mówić spokojnym głosem - Wiesz, że nie możesz.
- Muszę - mruknęłam, ciągle łapiąc tabletki i wkładając je do pudełka. Tak bardzo potrzebowałam ich, teraz.
- Leah! - usłyszałam donośny krzyk Zayn'a, po czym chłopak zaczął się ze mną szarpać - To dla twojego dobra.
Odpychałam go od siebie, szczypałam, drapałam, biłam. Przez cały czas krzyczałam.
Po chwili doszło do mnie co się ze mną dzieje i oparłam się o jedną z szafek. Zaczęłam głośno płakać, a Zayn wtulił mnie do siebie.
- Cicho, już nic się nie dzieje - zaczął mnie głaskać po plecach i lekko kołysać - Niedługo przyjdzie Liam, uspokoisz się...
Moje przerażenie nie ustawało. Podniosłam głowę, aby przyjrzeć się Zayn'owi. Niegdyś idealnie postawione włosy chłopaka były roztrzepane. Jego biały t-shirt był pognieciony, a na rękach były widoczne zadrapania. A to wszystko moja wina...
- Louis pytał, czy idziesz z nimi pić - szepnęłam, uparcie nie patrząc na chłopaka - Zadzwoń do niego i jedź - poprosiłam.
Tak bardzo chciałam, żeby sobie poszedł. Po prostu chciałam.
- Leah, powinienem z tobą zostań - usiadł naprzeciw mnie. Odwróciłam wzrok w innym kierunku - Przynajmniej, póki nie ma Liam'a.
Wstałam i bez słowa opuściłam kuchnię. Sama nie wiem co się ze mną działo. Po prostu po tym co zrobiłam Malik'owi... Przecież ja się tak nigdy nie zachowywałam.
Usiadłam na podłodze w mojej sypialni i oparłam się o łóżko. Siedziałam tak bezczynnie mając nadzieję, że przez następny tydzień nikt do mnie nie wejdzie. Jednak się myliłam. Po upływie około pół godziny drzwi mojego pokoju się otworzyły.
Usłyszałam westchnięcie. To nie było jakieś westchnięcie spowodowane zmęczeniem, czy zdenerwowaniem. To było westchnięcie pełne troski i spokoju. Tylko Liam tak wzdychał.
- Zayn mi powiedział - zaprzestał na chwilę, jakby bał się, że zniszczy jakieś moje uczucia przez tą rozmowę - Wiem co się stało.
Wpatrywałam się tępo w ścianę. Na Liam'a też nie chciałam popatrzeć.
- Leah, proszę - postanowił kontynuować - Nic się nie stało.
- Ale mogło - odwróciłam głowę w jego stronę - Skończyło się tylko na kilku zadrapaniach. Przecież mogłam zrobić mu więcej - mówiłam dość spokojnie - Wiesz do czego zdolny jest narkoman na głodzie? - czułam, że do oczów napływają mi łzy, a w głowie miałam pełno obrazów złego zakończenia mojej szarpaniny z Zayn'em.
- Nie zrobiłabyś mu nic - Payne podszedł bliżej mnie - Wiem to.
- Nic nie wiesz, Liam - pokręciłam głową - Boże co ja zrobiłam....
- Hej, spokojnie - chłopak przyklęknął przede mną i ujął twarz w swoje ręce - Nie jesteś zła. Musisz po prostu dać sobie pomóc.
- A co jeśli dla mnie jest za późno? - spytałam, wreszcie spoglądając w oczy Liam'a - Co jeśli Justin kłamał i dla mnie też już nie ma ratunku? Co jeśli tylko wam zaszkodzę?
- Wiem, że jest ci naprawdę trudno - uważnie badał wzrokiem moją twarz - Ale musisz wiedzieć jedno. Nie możesz mnie zostawić. Moje wyznaczone cele przestałyby istnieć.
- Jakie cele? - spytałam, niezrozumiale patrząc na chłopaka.
- Choćby takie - szepnął, po czym złączył nasze usta.
To był najdelikatniejszy pocałunek w moim życiu. Wyrażał wszystko co dotąd czułam. Było lepiej. Jakby moje problemy przestały istnieć. Podobnie miałam przy braniu narkotyków. Tyle, że prochy nie obiecywały ci troski i nie dawały do zrozumienia, że są zawsze.
Bo on jest zawsze.
Odsunęłam się od jego miękkich warg, delikatnie uwalniając powietrze, które zdążyło zgromadzić się w moich płucach. Spojrzałam w jego oczy. Wyrażały wiele szczęścia.
Usłyszałam sygnał mojej komórki. Przez jakiś czas wpatrywałam się jeszcze w Liam'a, po czym razem z nim wstałam z podłogi. Podeszłam do szafki, na której leżał telefon i zobaczyłam, że mam wiadomość.
- Znów zastrzeżony numer - powiedziałam, przyglądając się ekranowi - Bądź za dwa dni w Starbucks'ie na Olimp Road o 15:00 - odczytałam treść sms-a.
- Zamierzasz iść? - spytał Liam.
- Jestem bardzo ciekawa - westchnęłam, spoglądając na niego - Możesz pójść ze mną.
- Chętnie pójdę - uśmiechnął się, po czym złapał mnie za rękę - Chodź zrobimy sobie kolację. Jak wróci Niall, to już nic nie będziemy mieć.
- Prawda - zaśmiałam się, wychodząc razem z nim, z pokoju.





Jest kolejny rozdział, przepraszam, że musieliście tyle czekać. Leah i Liam coraz bardziej przekonują się o swoim uczuciu, chodź są to małe kroczki :) Podobał się? Liczę na dużo komentarzy, wkrótce finał :x Bay <3 /Leah

środa, 16 października 2013

Rozdział 25

<Alexis>

Nienawidzę tego miejsca. Codziennie ktoś do mnie przychodzi i pyta się jak się czuję. Przez ten tydzień zjadłam chyba więcej niż przez ostatnie kilka miesięcy. Może i czuję się lepiej fizycznie, ale z moją psychiką jest tak samo jak przed omdleniem. Czasami są chwilę, że staram się zapomnieć i wierzyć w to, że wszystko
się jakoś ułoży. Niestety takie myśli szybko znikają i wracam do rzeczywistości. Wiem, że tak dalej już nie może być. Jeśli mam coś ze sobą zrobić to muszę wziąć się w garść. I zrobię to z pomocą przyjaciół lub bez ich. Wydaje mi się, że stałam się dla wszystkich taka obojętna. Jakby przychodzili mnie odwiedzać tylko i wyłącznie, bo tak wypada. Nie chcę, aby ktoś się nade mną użalał. I ja też nie chcę tego robić. Trzeba żyć. Nawet jeśli jest tak cholernie trudno.
- Hej słońce, gotowa ? - zapytał tato wchodząc do mojego szpitalnego pokoju
- Tak. Raczej wszystko spakowałam - odparłam zerkając na czarną torbę, która leżała tuż koło mnie na łóżku.
Ojciec chwycił za nią, po czym pomógł mi podejść do drzwi. Nie wiem, czemu to zrobił, ponieważ mam dużo siły, aby samodzielnie się poruszać.
Jestem taka szczęśliwa, że w końcu mogę stąd wyjść. Leżenie przez tydzień nie jest niczym przyjemnym. Niestety warunkiem wczesnego wypisu było to, że musiałam obiecać, iż będę chodzić do psychologa i stosować się do diety. Na razie nie kontaktowałam się z Kim, ale na pewno jest nieźle wkurzona. Z resztą ja też jestem na siebie bardzo zła. Miałam wrażenie, że wszystko było pod kontrolą. Jednak w jednej chwili mój plan się spieprzył.
- Rozmawiałem z doktorem - zaczął tato przerywając moje myśli - Dał mi telefon do bardzo dobrego psychologa. Ponoć nie jeden raz pomógł takiemu przypadkowi jak twój - poinformował mnie sprytnie uciekającego od słowa, którego jakoś ostatnio każdy przy mnie unikał
- Jakiego przypadkowi ? - zapytałam patrząc się na niego - Dalej, no śmiało powiedz to słowo - powiedziałam unosząc się - przyznaj, że twoja córka jest anorektyczką
Na te słowa mój tato szybko podszedł do mnie i delikatnie mnie otulił. Staliśmy tuż koło jego auta. Głośno szlochałam w jego ramiona nie zważając na to co jest w około mnie.
Starałam się po prostu wypłakać, bo właśnie tego mi brakowało
- Już kochanie, spokojnie - mężczyzna delikatnie pocierał moje ramię
- Chcę, żeby to się już skończyło - westchnęłam odrywając się od torsu mojego ojca
- Poradzimy sobie - pocieszył mnie mój tato - Musisz tylko zacząć jeść kochanie
Nie chciałam poruszyć dalej tego tematu. Przybierał mnie o ból głowy i dreszcze. Nie czekając na nic więcej, wsiadłam na miejsce pasażera i zapięłam pasy. Wszystko wydawało mi się takie ogromne. Jakbym była mała, nic nie warta. Czułam się krucha. Oparłam delikatnie głowę o szybę. Chciałam spać. Spać długo. Bardzo długo.
*Kilka dni później*
Jest lepiej. Tak trochę, ale lepiej. Mimo tego, iż jeszcze nie jem w normalnych ilościach i czasami napada mnie strach przed tym co może być dalej to staram się jak mogę. Chodzę na wizyty do psychologa i nawet mi to pomaga. Jakoś przeżyłam rozmowę z moją menadżerką z czego jestem najbardziej szczęśliwa. Co dziwne czasami dzwoni do mnie i pyta jak się czuję. Może gdzieś tak w środku ma jakieś uczucia.
Jednak największym oparciem jest dla mnie Leah. Niestety nie udaje nam się często widywać. Mimo to rozmawiamy przez skypa i telefonicznie. Z chłopakami mam niestabilny kontakt. Od czasu do czasu, któryś z nich napiszę, jednak nie jest jak dawniej. Oczywiście, że nie jest. I tak to dla mnie dużo, że w ogóle się do mnie odzywają. W końcu wiedzą dobrze o tym, że oszukałam ich przyjaciela.
Mogli się ode mnie odwrócić, a mimo to dalej chcą utrzymywać ze mną kontakt. To naprawdę cudowni ludzi i im też dużo zawdzięczam.
Dzisiejsze popołudnie zaplanowałam na pakowanie się. Jutro z samego rana wylatuję do Miami. Moi rodzice, a w szczególności tata nie uważa, że to dobry pomysł, ale udało mi się ich przekonać. Jadę tam nie tylko z powodu pracy, ale mam wrażenie, że jakoś ten wyjazd pomoże mi zapomnieć. Odetchnąć. Chcę tylko odpocząć od tego zamieszania. Kim zapewniła, że nie będę miała żadnego nacisku i dopilnuje mnie, bym normalnie jadła.
- Alexis, my wychodzimy - poinformowała mnie mama - Jeśli byś czegoś potrzebowała to dzwoń
- Dobra - uśmiechnęłam się do niej leniwie
Odprowadzałam kobietę wzrokiem, kiedy wychodziła z mojego pokoju. Gdy tylko drzwi były zamknięta powróciłam do swojego pakowanie.
Rodzice postanowili jeszcze pojechać na małe zakupy, przed moim wyjazdem. Chcą chyba mnie zaopatrzyć w zapasy jedzenia. No cóż. Rodziny się nie wybiera.
Powoli wyciągałam rzeczy z szafy. Większość była specjalnie kupiona na ten wyjazd. Jak wiadomo w Miami jest cudowna pogoda, natomiast moje ukochane miasto słynie z deszczowej pogody, dlatego nie jestem właścicielką zbyt wielu topów, czy szortów.
Nagle usłyszałam z dołu dzwonek. Przyznam, że byłam zdziwiona i zakłopotana kto mógłby to być. Wyszłam z mojego pokoju i zeszłam szybko po schodach prosto na korytarz.
Bez dłuższego namysłu otworzyłam drzwi.
- Hej - usłyszałam jego głos i od razu poczułam go na swoim ciele. Cała, aż się spięłam - Wpuścisz mnie ?
Bez żadnego słowa odsunęłam się kawałek, by chłopak wszedł do środka. Harry zwinnie mnie ominął i udał się w kierunku salonu. Dopiero teraz zauważyłam, że miał kwiaty.
- Połóż je na stole - odparłam widząc zakłopotanie chłopaka
- Dobra - ułożył delikatnie bukiet tam gdzie mu wskazałam, a następnie na mnie spojrzał - Ja-jak się czujesz ? - za jąkał się
Westchnęłam głośno i przełknęłam ślinę. Czułam jak powoli do moich oczu napływają łzy, dlatego starałam się powoli i spokojnie oddychać
- W porządku - odparłam, po czym lekko się zaśmiałam i nagle przeszło mnie nieznajome uczucie. Jakby złości, gniewu - W sumie to nie jest w porządku
Popatrzyłam na niego i widziałam, że jego oczy mają lekko czerwony odcień
- Alexis ja prze - zaczął jednak ja mu nie pozwoliłam
Nie chciałam tego słuchać. Ja też go przepraszałam. On nie chciał mnie słuchać. Mimo tego, że go bardzo kochałam to coś mnie naszło, żeby się na niego nie rzucić i mówić jak to mi przykro.
- Byłam w szpitalu wiesz - zaczęłam i uśmiechnęłam się do chłopaka - Dokładnie to byłam tam tydzień - westchnęłam i włożyłam swoje ręce do tylnich kieszeni moich spodni przypominając sobie, że chłopak ani razu mnie nie odwiedził - Wiesz, choruję na chorobę zwaną anoreksja. W moim przypadku nie jest ona bardzo groźna, no ale wyglądam jak wyglądam - zakołysałam się nerwowo nadal trzymając mokry płyn w moich gałkach ocznych - I jak tak sobie myślę to jesteśmy kwita Harry. Najpierw ja cię zraniła, teraz ty mnie. Odpłaciłeś się - spojrzał na Loczka
- Nie mów tak - podszedł do mnie - Nigdy bym cię nie skrzywdził Alexis
- Ale to zrobiłeś Harry - nie wytrzymałam, pękłam - Tak bardzo mnie zraniłeś
Zaczęłam płakać i widziałam jak Styles chciał mnie objąć, jednak ja się od niego szybko odsunęłam
- Proszę cię - złamał mu się głos
Czułam jak moje serca ponownie się łamie. Nawet nie wiedziałam, że to w ogóle jest możliwe.
- Nie chcę przejść przez to ponownie - odparłam wycierając łzy - Nie chcę zaczynać od nowa. Boję się, że znów coś się stanie i tym razem tego nie wytrzymam - powiedziałam, a Harry spuścił głowę
Wiedział, że mam rację. Nawet jakbym bardzo chciała to nie mogę tego ponownie poczuć. Boję się, że to mnie zniszczy. Nie potrafię zbudować tego na nowo. Choćby znowu miało by nie wyjść to wiem, że nie będę w stanie normalnie funkcjonować
- Potrzebuję cię Lexi - westchnął rozpaczliwie Loczek
- Przykro mi Harry - odparłam odrywając wzrok od zielonookiego - Żegnaj - chłopak, przez chwilę stał w miejscu jakby musiał przetworzyć to co do niego powiedziałam. Po chwili po prostu wyszedł
Nie mogłam dłużej znieść tego uczucia. Chciałam się go pozbyć za wszelką cenę. Oparłam ręką o drzwi szybko je zamykając. Moje czoło delikatnie opadło na drewnianą strukturę. Organizm nie wytrzymał. Wybuchłam. Zaczęłam płakać, przypominając sobie jak się oddycha. Moje uczucia w jednej chwili wyparowały. Czułam się taka....Nijaka. Szczerze to nie czułam nic. Byłam nikim.


Rozdział trochę smutny. Jak myślicie, czy Harry i Lexi się jeszcze pogodzą ? Piszcie w komentarzach swoje odczucia po dzisiejszym rozdziale. Zapraszam wszystkich do odwiedzenia naszego nowego opowiadania, które zaczniemy zaraz po skończeniu tego. Na razie zapisujcie się tam do informowanych, jeśli oczywiście spodoba wam się zwiastun, który znajdziecie na stronie Blue Wave California /Lexi

Przeczytałeś to proszę zostaw po sobie jakiś komentarz !!!

środa, 9 października 2013

Rozdział 24

<Leah>


- Liam, możesz jechać szybkiej? - poprosiłam, coraz bardziej sfrustrowana.
- Przepraszam Leah, ale nie chcę wylądować na pierwszym lepszym drzewie - odparł tym swoim typowo spokojnym tonem.
Poczułam czyjąś rękę na swoim ramieniu. Był to siedzący obok mnie Zayn.
- Zaraz zobaczysz się z Lexi, na pewno nic jej nie jest - Malik próbował jakoś złagodzić sytuację.
Tylko jak ja mam to wszystko wziąć na spokojnie? Skoro rano zadzwonił do mnie jakiś facet i poinformował, że moja przyjaciółka leży w szpitalu, bo zemdlała. Chce być obok niej, już.
- Na pewno jest dobrze - mruknął siedzący najdalej mnie, zaraz za Zayn'em, Niall.
- Obyś miał rację - westchnęłam, odwracając swój wzrok na przednią szybę, za którą widać było drogę i dużą ilość aut. Na szczęście nie ma korków.
Oprócz wymienionych już osób, w samochodzie siedział także Lou, który swoje miejsce miał obok prowadzącego Payne'a.
- Długo jeszcze? - zapytałam, rozglądając się gdzie jesteśmy.
- Tu masz parking szpitala - Zayn wskazał ręką jakąś bramę wjazdową, w kierunku której po chwili pojechaliśmy.
Kiedy tylko auto zahamowało  odpięłam pasy i podążyłam w stronę wejścia budynku.
- Hej Leah - poczułam czyjąś rękę na nadgarstku, ale po głosie poznałam, że to Liam - Poczekaj na resztę, wiesz, że Niall zawsze mocuje się z pasami.
Zaśmiałam się krótko. Wiem, że tym sposobem Liam chce mnie uspokoić i rozweselić. O dziwo zawsze to jakoś mu się udawało.
- No dobrze - uśmiechnęłam się w stronę chłopaka.
Dołączyła do nas reszta. Weszliśmy do szpitala. W recepcji dowiedzieliśmy się, że mamy kierować się do sali 201 w poszukiwaniu Lexi. Wjechaliśmy windą na odpowiednie piętro i przez jakiś czas błądziliśmy korytarzami, szukając sali.
- Tutaj - mruknął Louis, idąc w drugim kierunku. Widząc drzwi z napisem '201', podążyłam za Tomlinson'em.
Chłopak złapał za klamkę, pociągając ją w dół. Weszliśmy do środka.
Zobaczyłam moją przyjaciółkę. Blondynka leżała po prawej stronie sali, na typowym dla szpitali łóżku. Wokół niej pikała przeróżna aparatura. Jej skóra przypominała kolorem białe ściany tego pomieszczenia. Jedynie sine opuchlizny pod oczami się odznaczały. Kiedy popatrzyła na nas swoimi oczami coś mnie ścisnęło w sercu.
- Hej Lexi - usłyszałam za sobą ciepły głos Niall'a. Chłopak mnie wyminął i podszedł do blondynki. Delikatnie ją przytulił i zajął miejsce na krzesełku zaraz koło łóżka. Ciągle szeroko się do niej uśmiechał.
Ja, razem z resztą stałam w drzwiach i przypatrywałam się Lexi. A raczej pozostałościom z niej.
Ręka, która trzymała dłoń Irlandczyka była o wiele chudsza, niż kiedy ostatnim razem się widziałyśmy. Policzki też stały się mniej wyraziste.
- Wejdziecie? - Alexis spojrzała na nas, lekko się nachylając.
Podeszliśmy parę kroków bliżej, a Liam zamknął drzwi.
- Hej, co u mojego ziomeczka? - Louis złagodził sytuację i podszedł do blondynki. Przytulił ją i zajął miejsce na kanapie, która znajdywała się niedaleko łóżka.
Zayn i Liam powtórzyli czynności swojego przyjaciela i też na końcu zajęli kanapę.
Kiedy ja podchodziłam czułam się dziwnie. Nie wiedziałam co jej powiedzieć. Ponieważ wszyscy spieprzyliśmy, ja spieprzyłam. Kiedy moja przyjaciółka miała poważny problem raczyłam tylko raz pofatygować się do niej. Tylko jeden, jedyny, jebany raz.
Czułam teraz wstyd i ogromną wściekłość do swojej osoby.
- Hej - przysiadłam na boku łóżka i delikatnie się uśmiechnęłam.
Kiedy blondynka nachyliła się w moją stronę zrozumiałam, że chce mnie przytulić. Wtuliłam się w jej ciało. Czułam, że jest o wiele chudsze niż przedtem, samym dotykiem. Nie chciałam jednak pokazać swojego przerażenia i odsunęłam się od niej.
- Jak tam? - spytałam, zerkając na jej twarz.
- Nie za fajnie, jak widać - Lexi oparła się na poduszce i spojrzała na każdego z nas - A jak u was?
- Leah chyba zdążyła przyzwyczaić się do mieszkania z nami - głos zabrał podekscytowany Niall - Często robi mi kanapki, wiesz? W końcu mam jakąś bratnią duszę w domu, a nie tylko tych samolubów - Lexi zaśmiała się na słowa blondyna.
Jak dobrze, że jest tu Horan. Swoim pozytywizmem ukrywa strach i szok innych. Louis, Liam i Zayn tylko wpatrywali się w Lexi. Nawet się nie uśmiechali. Widziałam ten strach i współczucie w ich oczach. Ale blondynka nie mogła tego zobaczyć.
- Czemu nie bronicie się chłopaki? - skierowałam pytanie w ich stronę, skupiając przy tym uwagę na siebie. Posłałam im poważne spojrzenie, mówiące, żeby się ogarnęli i delikatnie uśmiechnęłam.
- Niall i tak zawsze będzie trzymać swojego zdania w sprawie jedzenia - Liam wzruszył ramionami. Przynajmniej się 'obudził'.
- No, ale i tak sądzimy, że wykorzystuje naszą lokatorkę - dodał Zayn, z uśmiechem patrząc na Lexi.
 Payne lekko się zaśmiał, patrząc na Mulata. Po chwili Louis i Liam pokiwali głową, przyznając rację Malik'owi.
- Wykorzystuje? - Niall głośno wciągnął powietrze, wyrażając przy tym swoje oburzenie - Też mi coś. Ty dzięki niej masz z kim palić - odparł Zayn'owi - A Louis ma komu się radzić w sprawach jak zaimponować El - dodał, wskazując ręką na Lou - No, a Liam ma na kogo całymi dniami patrzeć.
Poczułam, że się czerwienie. Liam też wydawał się zakłopotany, za to Niall wyglądał jakby zdradził jakiś wielki sekret.
Słysząc głośny śmiech Lexi, zmusiłam się do popatrzenia na nią.
- To macie ciekawie - zauważyła, z szerokim uśmiechem.
Nastała chwila ciszy. Wiedziałam, że zaraz padnie konkretne pytanie z ust mojej przyjaciółki.
- Harry nie chciał przyjść, mam rację? - popatrzyła na mnie.
Wiem, że prawda ją dobije, ale nie miałam siły kłamać. Jej związek zrujnował się przez kłamstwo, więc powinna mnie rozumieć.
- To nie tak - chciałam dobrać odpowiedniejsze słowa - On jeszcze nie otrząsł się.
- Wiem - słowa Lexi mnie zdziwiły, ale to co powiedziała po chwili było jeszcze bardziej szokujące - spotkałam go ostatnio na zakupach.
- I co? - dopytywał się Niall.
- Nic - blondynka wzruszyła ramionami - Dał mi do zrozumienia, że to już definitywny koniec.
 Harry to idiota. Harry to idiota. Harry to idiota. Harry to idiota. Harry to idiota. Harry to idiota. Harry to idiota. Przysięgam, że jak go spotkam, to go zabije.
- Nie o to mu chodziło - głos zabrał Lou - Hazz po prostu sobie nie radzi z gadaniem o uczuciach i zawsze coś powie na odczep się.
- Tommo ma rację - dodał Liam - Zobaczysz, mu na tobie zależy Lexi.
- Nie sądzę - westchnęła dziewczyna, bawiąc się swoimi palcami.
- Wszystko się poukłada - złapałam jej chudą dłoń i lekko ścisnęłam.
- Musimy już iść - Malik wstał z miejsca.
- No, ale niedługo wpadniemy - Niall uśmiechnął się pocieszająco.
- Super - blondynka odwzajemniła gest Irlandczyka.
Każdy przytulił Lexi i życzył jej zdrowia. Kiedy wyszliśmy z sali głośno westchnęliśmy. Nic do siebie nie mówiąc podążyliśmy do gabinetu jej doktora. Nie trzeba było się domyślać, żeby wiedzieć, że każdy z nas chce znać opinię lekarza na temat zdrowia Alexis.
Liam zapukał w jakieś drzwi z tabliczką, na której widniało nazwisko doktora przydzielonego Lexi.
- Proszę - usłyszeliśmy stłumiony głos z zewnątrz.
Bez wahania weszliśmy do środka. Zayn zamknął za nami drzwi.
- W czy mogę pomóc? - za białym biurkiem, na obrotowym krześle siedział siwiejący już mężczyzna. Sądzę, że miał około ponad pięćdziesiąt lat.
- Jesteśmy przyjaciółmi Alexis Collins - wytłumaczyłam szybko, przyglądając się człowiekowi - Chcieliśmy pogadać o stanie jej zdrowia.
- Nie jest za dobrze - lekarz wstał z krzesła i przechodząc na przód biurka, oparł się o nie.
- Co ma pan na myśli? - zapytał Liam - Co jej jest?
- Oczywiście to są tylko przypuszczenia, ale bardzo prawdopodobne - westchnął - Panna Alexis nie chce rozmawiać z psychologiem, a to dałoby nam pewność, co do tej choroby.
- Jakiej choroby? - Louis wyjął to pytanie z ust każdego z nas. Nienawidzę jak ludzie nie mówią prosto z mostu.
- Mam na myśli anoreksję - odparł krótko.
Poczułam, że całym moim ciałem zawładnęły nieprzyjemne ciarki. Wiedziałam, że Lexi od zawsze miała problemy z jedzeniem. Tylko, że sądziłam, że to po prostu przez jej pracę. Ja widać to siedzi głębiej niej i ma ogromny problem.
Drugi raz dzisiaj znienawidziłam samą siebie za beznadziejną rolę przyjaciółki. Możliwe, gdyby miała mnie przy mnie, nie mogę...
- Dziękujemy, spieszymy się - powiedziałam cicho, po czym minęłam chłopaków i szybko wyszłam z sali. Biegłam korytarzem, potem schodami, aż końcu znalazłam się na parkingu. Zaczęłam iść między autami szukając samochodu Liam'a. Mój brak kondycji dawał o sobie znak poprzez mój płytki oddech.
- Leah! - usłyszałam za sobą krzyki, więc się odwróciłam.
Zobaczyłam czwórkę chłopaków, którzy do mnie dobiegli.
- Powietrza - Niall zatrzymał się przy jakimś aucie, opierając się o niego ręką.
- Palenie daje o sobie znać - westchnął Zayn, krzywiąc się lekko.
- Ja na szczęście mam świetną kondycję piłkarza - uśmiechnął się Louis, klepiąc Malik'a po plecach.
- Jasne, szkoda, że przez połowę drogi szedłeś i tłumaczyłeś się bolącą kostką - powiedział Liam.
- No, a tak naprawdę nie chciało mu się biegać - dodał Zayn.
- Nie nie chciało...
- Dobra - przerwałam ich kłótnie - Gdzie jest samochód?
- Tam - wskazał ręką Liam, po czym ruszyliśmy w jego stronę. W ciszy wsiedliśmy do pojazdu. Liam odpalił silnik i ruszył.
- Chyba zrzuciłem pięć kilo tym maratonem - ciszę przerwał Niall, który ciągle narzekał, łapiąc się za brzuch.
- Ta, sto kilo od razu - mruknął Zayn.
- Mówię prawdę - odparł Irlandczyk, zarzucając rękoma w każdą stronę - Muszę zjeść obiad, bo jeszcze wam zemdleję.
- A tego byśmy nie chcieli - dodał sarkastycznie Lou.
- No właśnie - Niall obdarzył przyjaciela słodkim uśmiechem.
Oparłam głowę o szybę i przyglądałam się widokowi za oknem, nie słuchając rozmowy przyjaciół. Obmyślałam plan. Coś, co mogło pomóc Lexi. Niestety nie jestem w tym dobra.
Kiedy dojechaliśmy pod mieszkanie, od razu wysiadłam i pokierowałam się do domu.
- Styles?! - krzyknęłam w progu, po czym zaczęłam szukać go po pomieszczeniach.
Loczek siedział w salonie, na kanapie i oglądał telewizję. Gdy  tylko mnie zobaczył wyłączył pilotem ekran i wstał. Usłyszałam za sobą kroki chłopaków.
- I co? - spytał mnie poważniejąc. Wiadomo, że chodziło mu o stan zdrowia Lexi.
- Nic idioto, trzeba było jechać z nami - odparłam, stając przed nim.
- Nie wzięlibyście mnie ze sobą - bronił się. Szkoda, że używał głupich argumentów.
Popatrzyłam na niego zdziwionym wzrokiem.
- My? - powtórzyłam - Jesteś jakiś pomylony i nie udawaj, że obchodzi cię co z Lexi - krzyknęłam.
- Chuj ci do tego, czy mnie obchodzi, czy nie - także zaczął krzyczeć - Chce tylko wiedzieć.
- Ej, spokojnie - Liam stanął pomiędzy nami, gdy ja ze Styles'em mierzyliśmy się. Gdyby nie Liam najprawdopodobniej rzuciłabym się na Harry'ego.
- Dla twojej jebanej informacji podejrzewają u niej anoreksję - powiedziałam, przez cały czas patrząc mu w oczy.
Jego wzrok od razu się zmienił. Z wkurzonego, gotowego komuś przywalić stał się zagubiony i zdezorientowany.
- Co? - szepnął, urywając końcówkę słowa.
- Zdziwiony? - westchnęłam, czując, że łzy podchodzą mi do oczu - Jak my wszyscy.
Obróciłam się od niego i mijając chłopaków pobiegłam do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku i pozwoliłam łzą dać upust. Pojedyncze krople spływały po moich policzkach.
Raz jestem wściekła, raz płaczę i zamykam się w sobie. Może to oznaczać tylko jedno. Brak narkotyków daje o sobie znak. Znam dużo przypadków, gdzie głód narkotykowy wręcz przejmuje kontrolę nad człowiekiem. Boje się, że ze mną też tak się stanie. Ale oczywiście nie poproszę nikogo o pomoc.
Usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Trochę zajęło nim zdążyłam wyciągnąć go z kieszeni. Dźwięk się urwał, a na ekranie widniało nieodebrane połączenie. Niestety numer był zastrzeżony i nie mogłam oddzwonić. Kto się do mnie tak dobija?



Podoba się rozdział? Ciekawi was kto wydzwania do Leah? Niedługo wszystko się wyjaśni. Rozdział dodałyśmy nawet szybko, następny też pojawi się niedługo. Musicie tylko skomentować ten, tak pięknie jak poprzedni. Zbliżamy się do końca opowiadani, trochę mi smutno :c No ale przed nami jeszcze trochę ciekawych rozdziałów! Pa, pa. Komentujcie! <3 /Leah

poniedziałek, 7 października 2013

Rozdział 23

<Alexis>

Mam wrażenie jakbym nie mogła oddychać. Jakby coś we mnie umarło. Znikło. Wszystko dookoła jest takie bezsensu. Totalnie niepotrzebne.
Mój organizm niszczy się od środka. A raczej to ja go niszczę. Nie jem od tygodnia. Nie czuję głodu. Jedyne co mogę wyróżnić w swoich emocjach to smutek. Wielki niekończący się smutek. Wyglądam jakby zaraz moje ciało miało rozsypać się na miliony drobnych kawałeczków. Moje serce właśnie tak skończyło. Nie ma go. Został tylko niewielki organ, który bije, ale nawet nie wiem po co. Chcę, żeby przestało. Chcę zasnąć i się nie obudzić. Śnić o tym jak piękny jest świat nie czując nic. Marzę o tym by poczuć chociaż ostatni raz jego usta. Zatraciłam się w tym uczuciu tak bardzo, że o niczym innym nie myślę tylko o Harrym. O cudownych dołeczkach, o namiętnych pocałunkach, o zielonookiej barwie jego oczu.
Wszystko bym oddała, żeby tylko mi wybaczył.
- Alexis, przyjdź na chwilę do salonu - usłyszałam głos mojej rodzicielki
- Daj mi pięć minut - odparłam wygrzebując się z łóżka
Właśnie tak wyglądały teraz moje dni. Bezcelowe leżenie w łóżku i myślenie o chłopaku, którego tak bardzo zraniłam.
Powoli ruszyłam do łazienki. Spojrzałam w lustro. Moje oczy były lekko zaczerwienione. Pod nimi znajdowała się fioletowo-szara smuga, która oznaczała nieprzespane godziny. Odkręciłam kran powodując, że zaczęła lecieć z niego letnia woda. Opłukałam swoją twarz mając nadzieję, że jakoś mi to pomoże wyglądać chociaż odrobinę lepiej. Efekt nie był jakiś zniewalający, ale można było na mnie patrzeć.
Wychodząc z łazienki zgasiłam światło i zeszłam schodami kierując się do salonu. W pomieszczeniu siedzieli już moi rodzice. Tato oglądał chyba jakiś mecz, a mama trzymała w ręku stosik kartek czytając jedną z nich.
- Co chciałaś ? - zapytałam, po czym spotkałam się ze wzrokiem swojej matki
- Dzwoniła Kim - zaczęła odkładając kartki - Mówiła, że podpisałyście jakąś umowę i niedługo wyjeżdżacie na sesje do Miami - odparła, a ja popatrzyłam na nią z lekkim zdziwieniem
O umowie dobrze wiedziałam, w końcu również ją podpisywałam. Natomiast o żadnym wyjeździe mi nie wiadomo
- Miami ? - tata spojrzał z zaciekawieniem na blondynkę
- Tak kochanie - odpowiedziała mu, po czym znów wróciła swoim wzrokiem na mnie
- Kim nic mi nie wspominała o wyjeździe - wytłumaczyłam
- Możliwe, że jakoś nie miała możliwości cię poinformować - westchnęła moja rodzicielka
Na pewno. Kto jak kto, ale Kim zawsze ma możliwości by mnie informować. Zawsze. Dosłownie zawsze dzwoni do mnie z każdą głupotą. Albo pyta czy przypadkiem nie jem nic wysoko kalorycznego, albo sprawdza czy pamiętam o jakieś sesji. Nie ma dnia bez sms od tej wariatki.
- To w takim razie kiedy musi wyjechać ? - wtrącił się tato
- Za jakiś miesiąc powinnyście zaczynać zdjęcia - odparła mama zdejmując okulary, które miała na nosie - Do tego czasu lepiej jak nie będziesz nigdzie imprezować, ani nic z takich rzeczy
Oh spokojnie mamo. O to bym się nie martwiła
- Dobra - przytaknęłam i odwróciłam się kierując się do swojego pokoju
*Następny dzień*
Dzisiejszego dnia umówiłam się z Megan. Przy rozmowie telefonicznej z nią dowiedziałam się, że też wyjeżdża i zamierzamy zrobić małe zakupy z tej okazji. Siedziałam w swoim samochodzie jadąc ulicami Londynu. Dzisiejszego dnia świeciło słońce. Gdy tylko zaparkowałam na parkingu tuż pod centrum handlowym, wysiadłam z auta biorąc ze sobą torebkę. Dobrze, że ubrałam dziś krótkie spodenki i luźny t-shirt, bo jest naprawdę gorąco.
Wchodząc do galerii zobaczyłam Megan i szybko do niej podeszłam. Gdy mnie zauważyła słodki uśmiech wkradł się na jej usta.
- Hej Lexi - pocałowała mnie delikatnie w policzek - Cudowna pogoda - westchnęła
- Może po zakupach pójdziemy na jakąś mrożoną kawę? - zaproponowałam
- Świetny pomysł - odparła ciemnowłosa i złapała mnie pod ramię - A teraz moja droga mamy misje do wykonania
Zaśmiałam się na słowa mojej przyjaciółki, po czym razem ruszyłyśmy do jakiegoś sklepu.
Zakupy trwały naprawdę długo. Moje nogi były całe ociężałe i strasznie żałowałam, że ubrałam buty na koturnie.
Aktualnie siedziałyśmy w małej kawiarence i czekałyśmy na nasze zamówienie.
- Nie mogę się doczekać wyjazdu do Miami - zaczęła entuzjastycznie mówić Megan - Będziemy się codziennie opalać, a i już sprawdziłam parę niezłych klubów nocnych - jakoś specjalnie nie mam ochoty na jakiekolwiek imprezy - Coś nie tak ?
Popatrzyłam na brązowooką i przecząco kiwnęłam głową
- Nie wszystko w porządku - wytłumaczyłam - Ta cała zmiana pogody chyba na mnie źle wpływa
- Daj spokój Alexis - zaśmiała się Meg - Widzę, że się czymś zadręczasz, a nawet wiem kim - potarła moją rękę, która leżała na stoliku, a ja automatycznie w myślach zobaczyłam twarz Harrego
- O to wasze kawy mrożone - podszedł do nas dosyć wysoki kelner z tacką i dwiema szklankami
- Dziękujemy - powiedziałam, po czym mężczyzna odszedł
- Nie zadręczaj się tym. Na pewno jakoś się pogodzicie i wszystko wróci do normy - zapewniała mnie
- Mam nadzieję - uśmiechnęłam się leniwie i wzięłam łyk zimnego napoju przez rurkę
- A teraz pogadajmy o czymś przyjemnym - zaśmiała się Megan, a ja teatralnie przewróciłam oczami - Otóż wszystko mam przygotowane co do najmniejszego dnia na tym wyjeździe i żeby nie było nie chcę słyszeć od ciebie, żadnej odmowy - przymrużyła oczy, a ja szybko pokiwałam głową
- Tak jest szefie - obie się zaśmiałyśmy
Gdy tylko skończyłyśmy pić kawę pożegnałyśmy się. Ruszyłam do swojego samochodu i pierwsze co to wpakowałam na tylne siedzenia worki z zakupami. Po drodze postanowiłam, że wpadnę jeszcze do jakiegoś marketu. Rodzice dziś wychodzą na kolacje, a lodówka jest puściutka.
Nie sądziłam, że środowe po południe może być, aż tak zakorkowane. Stałam na obrzeżach miasta, a przede mną znajdował się długi rząd aut. Westchnęłam cicho i włączyłam radio. Zaczęłam nucić sobie utwory, które aktualnie leciały. Niestety nie jestem osobą cierpliwą i stwierdziłam, że zjadę w najbliższą boczną drogę i znajdę jakieś sklep. Może podczas zakupów korki zmaleją.
Na niewielkim osiedli zauważyłam Tesco. Nie czekając dłużej zaparkowałam i ruszyłam do marketu. Wzięłam wózek i zaczęłam chodzić między półkami wybierając najpotrzebniejsze rzeczy. Przystanęłam na chwilę sięgając po mleko. Gdy tylko produkt miałam w ręce gwałtownie ruszyłam wózkiem wpadając na kogoś
- Przepraszam najmocniej - gdy tylko wypowiedziałam te słowa ujrzałam przed sobą burzę loków. Poczułam jak przez moje ciało przechodzi przyjemny dreszcz - Harry
Widziałam jego zakłopotanie. Szczerze to ja też byłam mocno zakłopotana. Nie wiedziałam co mam zrobić
- Hej - usłyszałam głos Loczka
- Hej - odpowiedziałam mu nadal pusto patrząc w jego brązowe oczy
- To życzę miłych zakupów - westchnął spoglądając na mój wózek
- Harry ja... - ponownie chciałam mu jakoś wytłumaczyć, ale on mi przerwał
- Daj spokój Alexis. Wszystko już sobie wyjaśniliśmy - odparł chłopak chowając telefon do kieszeni - To nie ma sensu - szybko mnie wyminął i odszedł.
Stałam przez chwilę zastanawiając się co mam zrobić. Czemu on nie chce mnie nawet wysłuchać ? Odwróciłam się i jak najszybciej wyszłam w stronę wyjścia. Nie obchodziło mnie nic. Chciałam po prostu znaleźć się w domu. Wsiadłam do auta i szybko odpaliłam silnik. Na szczęście korki się już zmniejszyły. Mimo tego jeździłam dosyć chaotycznie i nie zdziwiłabym się, gdybym zaraz miała dostać mandat. Poszukiwałam jak największą ilość skrótów. Głęboko odetchnęłam znajdując się na podjeździe parceli. Wyszłam z samochodu po drodze szukając kluczy w torebce.
Chwilę siłowałam się z drzwiami jednak udało mi się je otworzyć. Nie miałam pojęcia co robić. Wbiegłam do swojego pokoju i zaczęłam głośno płakać i krzyczeć. Spojrzałam w lustro i zauważyłam swoje blade ciało. Miałam ochotę rozbić szybę. Może dlatego Harry mnie nie chcę ? Dlatego, że jestem gruba i brzydka. Może nigdy mnie nie kochał tylko litował się na de mną. Zaczęłam jeszcze głośno płakać jeżeli w ogóle to możliwe. Wczepiłam swoje palce we włosy i lekko je ciągnęłam. Bezwładnie upadłam na swoje kolana oddychając ciężko i starałam się jakoś uporać z brakiem powietrza w moim organizmie. Powoli uspokajałam się. Przez chwilę miałam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Moje powieki stawały się coraz cięższe, a ja nie wiedziałam co się w około mnie dzieję.
- Alexis - usłyszałam ciche wołanie i po chwili widziałam tylko ciemność.


Dziękuję wszystkim osobom, którzy poświęcają głupią minutkę na skomentowanie rozdziału. Jest to dla nas naprawdę ważne. Jeśli chodzi o opowiadanie to niestety powoli zbliżamy się do końca. Oczywiście zaczniemy prowadzić następnego bloga, czyli już czwartego. Miejmy nadzieję, że wam się spodoba. Link do niego dostaniecie przy następnych rozdziałach. Wracając do dzisiejszej notki. Jak myślicie co się stanie z Alexis i czy pogodzi się z Harrym? /Lexi 


wtorek, 1 października 2013

Rozdział 22

<Leah>


- Śniadanie! - obudziły mnie dość donośne krzyki Liam'a, dobiegające z kuchni.
Wstałam z łóżka, prawie potykając się o moje ubrania. No tak, od wczorajszej przeprowadzki jeszcze nie zdążyłam poukładać ubrań. Po prosto wyrzuciłam je z pudeł na ziemie.
Wyszłam nadal ubrana w piżamę, czyli czarny t-shirt i dresy.
Prawie wpadłam w Niall'a, który w biegu mijał mój pokój.
- Co się dz... - nie zdążyłam nic powiedzieć, ponieważ blondyn już zniknął na schodach.
- Normalny poranek - zobaczyłam Zayn'a w progu jego sypialni, która znajduję się dokładnie na przeciwko mojej.
- Przyzwyczailiście się do tego? - zapytałam, widocznie rozbawiona.
- Tak, musisz zawsze wyczekać pod drzwiami i wysłuchać, czy Niall już przebiegł. Inaczej zostaniesz potrącona - uśmiechnął się.
Malik miał na sobie czarny, lekko wyblakły sweter i tego samego koloru rurki. Jego włosy nie świadczyły o tym, że niedawno wstał.
- Postaram się zapamiętać - odparłam - Idziemy? Bo zaraz Horan wyczyści talerze.
- Szybko się uczysz - zaśmiał się, idąc obok mnie.
Już na schodach czułam zapach jajek. Uśmiechnęłam się na myśl, że zaraz napełnię swój brzuch, który domagał się jedzenia.
- Kogo tu mamy - rozweseliłam się na widok Liam'a - Siadajcie, dzisiaj są omlety.
- Świetnie - mruknęłam, podchodząc do stołu.
- Chodź Leah, będziesz siedzieć koło mnie - Niall poklepał krzesło obok siebie.
- Okej - zasiadłam koło Horan'a i przyjrzałam się jego pustemu talerzowi.
Blondyn miał na sobie szarą bluzę adidas i czarne dresy.
- Skończyłeś już? - zapytałam, lekko się uśmiechając - Dobre było?
- Co? - Horan chyba się...oburzył? - Jeszcze dokładka - dodał dumnie.
- To nic dla Nialler'a - do rozmowy dołączył się Zayn, który siedział na przeciwko mnie.
- Gdzie on to wszystko mieści? - zastanawiałam się, zerkając na nie za dużą sylwetkę chłopaka.
- Zapewne ma tasiemca - z kuchni wyszedł Liam, trzymając dwa talerze - Proszę - postawił jeden przede mną, a drugi przed Zayn'em.
- Dobry rodzinko! - naglę ze schodów zszedł uśmiechnięty Lou. Jak on nas nazwał? Rodziną? Pewnie zwrócił się tylko do chłopaków.
- Hej - uśmiechnęłam się do chłopaka.
- A gdzie Hazz? - spytał, patrząc na każdego z nas.
- Pewnie jeszcze śpi, znasz go - Malik wzruszył ramionami.
- Pójdę po niego - westchnął Tomlinson, po czym wrócił na górę,
- No to ja poproszę jeszcze jednego omleta - Niall podał talerz Payne'owi.
- Nie nażarty - westchnął Liam, łapiąc naczynie. Horan sięgnął po chipsa z jakiejś miski i włożył go sobie do buzi.
Kiedy Payne znikł w kuchni, zaczęłam z Zayn'em jeść. Przyznam, że śniadanie było naprawdę dobre. Odsunęłam od siebie pusty już talerz i oparłam się o krzesło.
Można było usłyszeć z kuchni dźwięk skwierczenia tłuszczu na patelni.
- Było pyszne, dziękuję - uśmiechnęłam się do Liam'a, który akurat niósł dokładkę Horan'a i jakąś porcję. Możliwe, że dla Lou.
- Chcesz jeszcze? - zapytał mnie, podając Niall'owi talerz.
- Nie, starczy - poklepałam się z uśmiechem po brzuchu.
- Ja też już podziękuję - Zayn wstał z miejsca - Jadę do Perrie.
- Pozdrów ją - poprosiłam go.
- Ode mnie też! - krzyknął Niall z pełną buzią.
- Maniery cioto - jęknął Liam.
- Dobra - Horan przełknął głośno zawartość buzi - Przepraszam.
- Jakby co, to dzwońcie - Malik pomachał nam jeszcze, po czym wyszedł.
Chwilę później usłyszeliśmy kroki na schodach.
- I co? - Liam zwrócił się do Lou, który właśnie wszedł.
- Nie chce zejść - odparł, z niezbyt szczęśliwą miną.
- Pójdę z nim pogadać - westchnął Payne, po czym ruszył do Harry'ego.
Właściwie, to co się stało?
- Tutaj jest twoja porcja - zwróciłam się do Tomlinson'a, który wydawał się zamyślony.
Chłopak usiadł na miejscu wcześniej zajmowanym przez Malik'a i zaczął jeść.
- Ten Hazz to jednak idiota - westchnął Niall, który skończył swoją dokładkę.
- Co się stało? - zapytałam, spoglądając na Lou.
Tomlinson przełknął jedzenie i popatrzył się w moją stronę.
- Harry pokłócił się z Lexi - wytłumaczył mi poważnym głosem - I wygląda na to, że to już koniec - dodał z żalem w oczach.
Przez chwilę wpatrywałam się tępo w chłopaka, analizując to, co przed chwilą powiedział. Jak to? Zerwali? To koniec? Przecież to nie może być koniec. Oboje przy sobie się zmienili. Przecież Harry tak bardzo wpłynął na życie Lexi...
- Czemu? - zapytałam w końcu - Czemu już nie są razem? - sprostowałam.
- Harry nie chciał mówić - Lou opowiadał, grzebiąc widelcem w omlecie - Ale jestem pewien, że Liam wszystko z niego wyciągnie - dodał, budząc we mnie lekką nadzieję.
Jednak to mi nie starczało. Musiałam wiedzieć. Teraz.
- Będę się zbierać - wstałam z miejsca - Pojadę do Lexi - wytłumaczyłam chłopakom, którzy z zaciekawieniem mi się przyglądali.
- No dobrze - Niall z uśmiechem kiwnął głową. On też chciałby rozwiązać te problem, widać to po nim.
Bez jakiegokolwiek więcej słowa skierowałam się na piętro. Mijając sypialnie Harry'ego zastanawiałam się jeszcze, czy tam nie wejść, ale stwierdziłam, że Liam sobie sam poradzi. Weszłam do mojego pokoju, wzięłam jakieś ciuchy i poszłam pod prysznic.
Gorąca woda mnie rozluźniła, ale nie pozbyła się z mojej głowy nurtujących pytań o kłótnię moich przyjaciół.
Kiedy wyszłam z kabiny szybko się wysuszyłam i założyłam na siebie ubranie. Przyglądnęłam się swojemu odbiciu w lustrze. Miałam na sobie czerwoną bokserkę i krótkie, czarne szorty.
Przeczesałam swoje rozpuszczone włosy na jedno ramię i wyszłam z pokoju. Z kuchni dobiegały mnie głosy lecącej wody. Weszłam do pomieszczenia.
- Będę już szła - powiedziałam w stronę Niall'a, który mył naczynia. Louis siedział obok na blacie i patrzył się na swojego blond przyjaciela.
- Podwiozę cię - zaproponował z uśmiechem Tomlinson.
- Nie, nie trzeba - zaprzeczyłam ruchem głowy.
- Przestań Leah, on i tak nic nie robi - odezwał się Niall - Widzisz? Nawet nie pomoże w myciu naczyń.
Zaśmiałam się.
- Przecież nadzoruję, czy dobrze robisz! - Lou się bronił, ale w końcu także się zaśmiał - Chodź Leah - zeskoczył z blatu i minął mnie w drzwiach.
- Do potem Niall - pomachałam w stronę Irlandczyka.
- Pozdrów Lexi - uśmiechnął się.
- Okej - pokierowałam się w stronę wyjścia i założyłam na siebie moje czarne trampki.
Na zewnątrz było upalnie. Rozglądnęłam się i zobaczyłam, że Louis siedzi już w aucie. Wsiadłam do pojazdu i z uśmiechem zapięłam pasy.
- Dobrze, że już mam adres Lexi w nawigacji - chłopak się uśmiechnął, chodź tak na prawdę nie wyglądał dziś na szczęśliwego. To w sumie normalne, Harry także zapewne jest zdołowany.
Tomlinson odpalił silnik i ruszył ulicami Londynu. Większość drogi trwała w ciszy. Co jakiś czas spoglądaliśmy na siebie z Louis'em. W końcu przyjaciel zaparkował pod domem blondynki.
- Pozdrów ją - chciałam wyjść, ale Lou złapał mnie za rękę.
- Dobrze - obiecywałam.
- I powiedz, że cokolwiek powiedział Harry to nie prawda - widać było powagę w jego oczach - On zawsze mówi pod wpływem emocji, a potem żałuje.
- Dobrze Lou - uśmiechnęłam się delikatnie, chcąc poprawić humor przyjacielowi.
- To idź już do niej - moja taktyka musiała zadziałać, ponieważ teraz także się uśmiechnął.
Wysiadłam z auta i podeszłam pod dobrze już znane mi drzwi. Zapukałam w drewno.
- Miło mi cię widzieć Leah - powiedział ojciec Lexi, który właśnie otworzył mi drzwi.
- Wzajemnie - uśmiechnęłam się nieśmiało - Jest Alexis?
Mężczyzna kiwnął głową.
- Tak, ciągle siedzi w pokoju - odparł - Wejdź.
Podziękowałam skinieniem głowy i pokierowałam się do sypialni mojej przyjaciółki.
- Lexi? - zapytałam, stojąc przed drzwiami.
- Leah? - usłyszałam szept przyjaciółki.
Bez wahania pociągnęłam klamkę w dół i weszłam do środka.
Blondynka siedziała na łóżku, z podciągniętymi kolanami do klatki piersiowej. Jej oczy były lekko spuchnięte, ale nic więcej nie wskazywało na to, że płakała.
Pomachałam jej, po czym smutno westchnęłam.
- Wszystko okej? - zadałam najbardziej idiotyczne pytanie na świecie, siadając na brzegu łóżka.
- Oprócz tego, że wszystkich okłamuję, mój chłopak stwierdził, że go nie kocham, rodzice się mną nie przejmują, a menadżerka wyzywa mnie od grubasów to jest świetnie - zaśmiała się desperacko, łapiąc za głowę.
- Lexi, co się stało? - podsunęłam się bliżej niej.
- Okłamałam Harry'ego - popatrzyła w moją stronę - Miałam mu wyznać prawdę, ale byłam tchórzem.
- Lexi, przejdzie mu - próbowałam ją pocieszyć.
- Nie przejdzie - dziewczyna smutno zaprzeczyła - On mnie już nie kocha.
- Nie da się tak szybko przestać kochać - objęłam ją jedną ręką. Blondynka wtuliła się we mnie.
- Beznadzieja - westchnęła.
Siedziałyśmy tak jakiś czas i gadałyśmy na różne tematy. Szczerze mówiąc brakowało mi kontaktu z nią. Oprócz Justin'a jedynie Lexi mnie bardzo dobrze znała.
- Będę się zbierać - po jakimś czasie podniosłam się z miejsca.
- Odprowadzę cię do drzwi - zaproponowała blondynka.
Zeszłyśmy na dół, na korytarzu odwróciłam się w stronę Collins.
- Gdzie rodzice? - zapytałam, nie słysząc żadnych głosów w domu.
- Tata był, ale pojechał do pracy - Lexi zaczęłam mi tłumaczyć - A mama miała dziś jakieś ważne spotkanie, niedługo będzie.
- Nie widzą tego jak się trzymasz? - zapytałam. Ona potrzebowała wsparcia. Rodzice też powinni jej pomagać.
- Oni widzą mnie szczęśliwą - westchnęła - Tylko to, że się uśmiecham, nie znaczy, że jestem szczęśliwa - dodała, spoglądając na podłogę.
Zrobiło mi się smutno. Ja miałam teraz chłopaków, z którymi mieszkałam, a Alexis? Nie miała nikogo. Dlatego trzeba jej pomóc.
- Trzymaj się - podeszłam do niej i ją przytuliłam.
- Dziękuję - szepnęła w objęciach, delikatnie głaszcząc mnie po plecach.

Weszłam do domu. Trudno opisać jak nogi mnie w tym momencie bolały i jaka zmęczona byłam. Nie dość, że metro się spóźniało, to jeszcze musiałam iść dwa przystanki pieszo, z powodu awarii.
- Cześć - krzyknęłam, zamykając drzwi.
Nie usłyszałam odpowiedzi. Może nikogo nie ma? To niemożliwe, bo drzwi zostały otwarte.
Rozmyślając nad tym pokierowałam się do salonu. Zdziwiłam się widząc siedzącego na kanapie Harry'ego, który tępo patrzył w ekran telewizora.
- Co robisz? - spytałam, wchodząc w głąb pomieszczenia.
- Oglądam telewizję - odparł, wzruszając ramionami.
Wszystko wydaje się okej. Szkoda tylko, że telewizor jest wyłączony.
- Styles, nic nie leci... - chciałam mu to uświadomić.
- Wiem Leah - westchnął z pretensją.
- To czemu gapisz się na czarny ekran? - zapytałam, stając koło niego.
- Bo lubię? - uniósł głos spoglądając na mnie.
Po chwili wstał i bez słowa mnie minął. Co za dzieciak.
- Leah? - odwróciłam się w stronę progu, w którym pojawił się Liam.
- Hej - uśmiechnęłam się. Usiadłam na kanapie.
-  Coś się stało? - zapytał, zajmując miejsce obok mnie - Minąłem wkurzonego Harry'ego. Jeśli coś ci powiedział, to nie bierz tego na se...
- Spokojnie Liam - przerwałam mu - Wiem co teraz czuje. Rozumiem, że może być poddenerwowany.
- Cieszę się - chłopak obdarował mnie jednym z piękniejszych uśmiechów - Nie wzięłaś telefonu, prawda?
- Tak - opowiedziałam, przypominając sobie, że o nim zapomniałam.
- Dzwonił ktoś, jakiś nieznany numer - Liam miał skupiony wyraz twarzy, jakby przypominał sobie tą sytuację - Nie odebrałem, no ale może znowu oddzwoni.
- Może - sięgnęłam rękę po pilota, który leżał między nami. Liam zrobił to w tym samym czasie ponieważ teraz nasze ręce się spotkały. Swoją dłoń miał położoną na mojej. Poczułam motylki w brzuchu, kiedy spojrzałam w jego oczy.
- Ten... tego - Liam się za jąkał, kiedy zabrałam rękę z pilota.
- Nom, pójdę sprawdzić, czy nie znam tego numeru - wstałam z miejsca i pokierowałam  się do pokoju.
W sypialni od razu zamknęłam drzwi i usiadłam na podłodze. Co właściwie przed chwilą się stało? Czemu odczuwałam takie ciepło i niesamowitą radość w tym momencie?


Rozdział dwa-dwa już jest :) Podoba się? Niedługo życie towarzyskie Leah się rozkręci. Może wiecie już co mam na myśli? Komentujcie, mam nadzieję, że wyrazicie w miarę dużo swojej opinii, ponieważ to nam daję chęć pisania. To wszystko. Rozdział z perspektywy Lexi powinien pojawić się w przeciągu kilku dni <3 /Leah