środa, 27 listopada 2013

Rozdział 31. Ostatni.

Z racji, że ten rozdział jest ostatni, to SKOMENTUJCIE chociaż go.
PROSIMY.



*3 lata później*
<Alexis>

Myślałam kiedyś, że życie to najgorsze co dostałam od Boga. Ciągły ból i cierpienie. Borykanie się z problemami, które w głębszym znaczeniu nie mają sensu. Wszystko jest takie czarno białe, a jedyna osoba, której możesz ufać jesteś ty sam. Samiusieńki w tym ogromnym świecie. W pewnym momencie, płacz przestaje wystarczać. Potrzebujesz czegoś lepszego na wyładowanie swoich emocji. Niestety potrafisz zaangażować się w to tak bardzo, że nie wiesz kiedy przestać.
Jest coś co uratuję cię od tej rutyny. Malutki cień nadziei, który pozwala nam wierzyć, że będzie lepiej.
Na przykład przyjaźń. Przyjaźń to coś dla czego warto jest oddychać.
Coś, przez co dzień staje się piękniejszy. Wiem, że dzięki niektórym osobom jestem silniejsza. Louis, Niall, Zayn, Liam. Poznałam ich całkiem przypadkiem, a teraz nie wyobrażam sobie tego wszystkiego bez nich. Są dla mnie jak bracia. Wspierają. Dbają. Mimo, tego iż różnimy się wiekiem, płcią to i tak zawsze są. Tak po prostu.
Od czasu kiedy Fosher zaproponował Megan narkotyki, dziewczyna w końcu przejrzała na oczy. Stara się być ostrożniejsza w dobieraniu towarzystwa. Zgodziła się nawet razem z innymi dziewczynami, które też zostały omotane przez Josha zeznawać przeciwko niemu. Cała sprawa skończyła się pozytywnie, ponieważ gnój dostał wyrok. Ta na pozór zwykła brunetka stała się dla mnie kimś niezwykłym.
Jest jeszcze moja Leah. Rudowłosa dziewczyna, która totalnie przewróciła mój świat do góry nogami. Jest czymś więcej niż zwykłą przyjaciółką. Czuję jakbym znała ją wieki. Wiem o niej wszystko i ona wie o mnie. Chociaż rzadko się teraz spotykamy to nasza przyjaźń rozkwita z dnia na dzień. Staram się, bo wiem, że ona jest tego warta. Nie potrafię opisać słowami jak bardzo jej dziękuję. Jak bardzo jest mi potrzebna. I jak bardzo ją kocham.
Myśl o tym, że to może być koniec jest jedną z najprzyjemniejszych dotychczas, a za razem najbardziej przerażających myśli w moim życiu.
Jednak jest taka mała rzecz, z której jestem dumna. Moja praca była czymś w rodzaju hobby. Okładki gazet ze mną w roli głównej dawały mi poczucie spełnienia. Powodowały uśmiech na mojej twarzy. Wiedziałam w końcu, że to co robię nie idzie na marne. Że ktoś to jednak docenia. Widzi ile czasu, siły oraz zdrowia na to poświęcam. Może są ludzie, którzy jeszcze we mnie wierzą...
Mimo wszystko trzeba najpierw coś mieć, żeby o to walczyć. Ja niestety to coś już dawno straciłam. Straciłam kogoś, kto był dla mnie całym światem.
Nie chcę znowu cierpieć. Znowu płakać. Myśleć, że może być lepiej choć tak naprawdę jestem pewna, że to niemożliwe. Starać się na nowo. Nie chcę już tego czuć. Nie chcę już nigdy być zakochana !
Dlatego często zamykam oczy. Wierzę, że kiedyś to zrobię i nie będę musiała męczyć się z ich otwieraniem. Że kiedyś zrobię to i już nigdy ich nie otworzę. Jeszcze tylko troszkę. Jestem naprawdę blisko.
Jest to taki mały, malusieńki promyczek nadziei w tym moim szarym życiu.
- Panno Collins, dziś jest dzień odwiedzin - weszła do mojej szpitalnej sali pielęgniarka, która uśmiechała się do mnie ochoczo - Przyszedł ktoś do ciebie - odparła nieco już ciszej, a za nią ujrzałam wysoką sylwetkę
Myślałam kiedyś, że życie to najgorsze co dostałam od Boga.
Dziś jestem tego pewna.

<Leah>
- I jak się czuję? - zapytałam, znając już odpowiedź - Jest z nią lepiej? - wiedziałam, że nie, ale liczyłam, że tym razem będę zaskoczona.
- Jest ciężko - usłyszałam ochrypły głos mojego przyjaciela - Ale przynajmniej nie jest tragicznie.
Mimowolnie się uśmiechnęłam. Kiedy Alexis rok temu trafiła do szpitala psychiatrycznego nie chciała rozmawiać z Harry'm. W ogóle. Teraz pozwala mu nawet przychodzić do siebie na wizyty. To postęp.
Po tym, ile moja przyjaciółka przeszła i jak bardzo wykończyła się psychicznie jestem wstanie cieszyć się z takich małych kroczków.
Tak. Lexi nie wygrała z anoreksją. Ta choroba zabiera coraz więcej i więcej z niej. Trudno jest z nią wygrać. Wydawało się, że wtedy, trzy lata temu już miała te wszystkie problemy z chudnięciem za sobą. Ale to wróciło...
Była na szczycie. Na najlepszych okładkach gazet i nagle to wszystko do niej wróciło. Nie chciała się nam pokazywać, unikała nas. Wszystko przez jeden powód. 'Była zbyt gruba'.
I nawet teraz, kiedy jest pod opieką najlepszych specjalistów trudno do niej dotrzeć. Nienawiść do życia siedzi blisko niej. Tak blisko jak anoreksja.
Ale my walczymy. Wierzymy w nią, bo wiemy, że to dużo jej daje. Jesteśmy jej przyjaciółmi. Osobiście nie wyobrażam sobie co by było, gdybyśmy ją stracili...
- Leah? - z rozmyśleń wyrwał mnie Harry.
Zapomniałam nawet, że rozmawiam z nim przez telefon. Często tak mamy, kiedy gadamy o niej.
- Coś ci mówiła? - zapytałam, powoli kończąc rozmowę.
Skręciłam w uliczkę prowadzącą na cmentarz.
- Niewiele - westchnął - Ale obiecała mi, że kiedyś zobaczę ją na wybiegu - poczułam ucisk w sercu na słowa przyjaciela - O, Liam wrócił do domu.
Usłyszałam w tle głos mojego chłopaka. Mimowolnie się uśmiechnęłam.
- No to bawcie się - powiedziałam cicho - Będę w domu za jakieś dwie godziny.
- Liam się pyta, czy ma po ciebie przyjechać? - Harry urwał na chwilę rozmowę czekając na moją odpowiedź.
- Nie, wrócę sama.
- Aha. Mam ci przekazać, że on bardzo cię kocha - czułam jak głos Styles'a napełnia się pozytywną energią.
- Powiedz, że też go kocham - uśmiechnęłam się szczerze - Wszystkich was kocham.
- My ciebie też Leah - westchnął Harry - Pozdrów Justina. Cześć.
- Ok - zaśmiałam się krótko i rozłączyłam.
Weszłam na teren cmentarza. Był środek jesieni. Z wielu drzew pospadały już liście, które teraz zasypywały większą część drogi. Wszystko wydawało się  być szare, nawet niebo zakryte przez chmury, we właśnie tym kolorze. Na szczęście powietrze, pomimo, że mroźne było przyjemne. Mając na sobie czarny płaszcz i czapkę, częściowo zasłaniającą moje rude kosmyki włosów, mogę przyznać, że było dosyć ciepło. Zapewne bez tych dodatków do całego ubioru trzęsłabym się.
Usiadłam na jednej z ławek i przyglądałam się otaczającemu mnie krajobrazowi.
Wiele się zmieniło.
Po tym jak Cece mnie odnalazła widujemy się przynajmniej dwa razy w tygodniu. Siostra zabrała mnie do rodziców. W końcu wytłumaczyłam im wszystko i znowu mam rodzinę.
Byłam na odwyku. Przez tamten czas wydoroślałam, doszłam do wielu wniosków i wybrałam co chcę robić  w życiu. Zaraz po wyjściu z odwyku zaczęłam proponować różnym szkołą współpracę. Teraz odwiedzam różne placówki i opowiadam przygodę, jaką Justin i ja mieliśmy z narkotykami. Uświadamiam tym młodym ludziom ile mogą stracić przez to świństwo.
Ja straciłam wiele. Ale przez to, że w odpowiednim czasie poznałam pięciu cudownych chłopaków na pewno bym nie miała tego, co mam teraz.
Nasza przyjaźń nie zmieniła się. Chłopcy nadal są w zespole, który ciągle nie stracił swojej popularności.
Ja i Liam jesteśmy parą i muszę przyznać, że jest on najlepszym, co mnie spotkało. Kiedy codziennie go widzę mam ochotę skakać z radości, że to akurat mi przydarzyło się takie szczęście.
Dlatego teraz chcę pomóc każdemu innemu. Jednak na pierwszym miejscu stawiam sobie Alexis. Pomoc w wygraniu z jej chorobą jest moim priorytetem życiowym.
Wstałam z miejsca i podeszłam bliżej nagrobka Justina.
Na szarym marmurze widniało imię i nazwisko mojego przyjaciela, a także parę słów. Obok było postawione parę zniczy i leżała mała ilość liści. Rozbawił mnie widok stojącej na nagrobku pustej butelki whiskey. To w zabawny sposób symbolizuje jak bardzo Justin kochał imprezować.
Kucnęłam, aby być bliżej nagrobku.
- Tęsknię czasem, wiesz? - szepnęłam, przyglądając się marmurowej tablicy - Zdziwiłbyś się, ile u mnie się zmieniło. Jak bardzo ja się zmieniłam - zaśmiałam się cicho - Ale nadal jestem twoją najlepszą kumpelą. Brakuje mi ciebie - westchnęłam - Nikt już do mnie nie powie 'ruda' w sposób, jaki ty mówiłeś - przechyliłam głowę na jeden bok, widząc kontury mojej sylwetki, odbijające się w marmurze - Dziękuję, że we mnie wierzyłeś. Wiem, że jesteś ze mnie dumny. Ja sama jestem z siebie dumna - uśmiechnęłam się.
Po chwili poczułam jak pojedyncza łza spływa po moim chłodnym policzku.
- Udało mi się - szepnęłam, uśmiechając się bardziej, przez łzy, których było coraz więcej - Udało nam się Justin.
Wstałam i wyprostowałam się. Przetarłam mokre policzki i z uśmiechem na twarzy, pomachałam w stronę grobu Justina. Odwróciłam się i wróciłam do domu chłopaków, który także był moim domem.
Nazywam się Leah Baker i byłam narkomanką. Czasem mam trudne życie, ale zdecydowanie je kocham. I tak łatwo to się nie zmieni.


Mam nadzieję, że pomimo końca przeczytacie jeszcze parę słów od nas!
Nie odchodźcie!


Znowu kończymy kolejnego już bloga, a ja znowu w to nie wierzę! To był już nasz trzeci blog! Nieprawdopodobne, a jednak :) Mad Reckless Love był inny od naszych po przedniejszych 'dzieł'. Jest bardziej ponury i porusza naprawdę poważne problemy, z którymi boryka się wiele ludzi. Cieszę się, że wybrałyśmy na bohaterki narkomankę i anorektyczkę, ponieważ mogłyśmy przez to wyrazić dużo naszych emocji, wiążącymi się akurat z tymi przypadkami. Moja bohaterka, narkomanka, Leah. Bardzo ją pokochałam. Zżyłam się z nią. Pisanie z perspektywy uzależnionej dziewczyny było ciężkie. Te wszystkie typowe dla narkomanów problemy, samo branie narkotyków - to wszystko było nie lada wyzwaniem do opisania, ale mam nadzieję, że dałam radę ;) W następnym blogu moją bohaterką jest Carly, która nie pasuje ani charakterem, ani wyglądem do Leah. Liczę na to, że Carls pokochacie tak samo jak i rudą ;)
Chciałabym dodać, że pisanie, jest czymś, co sprawia mi ogromną radość. Cieszę się, że mam dla kogo pisać. Nigdy nie chciałabym robić czegoś innego! Dziękuję, że dajecie mi możliwość rozwijania pasji. Kocham was koty, do zobaczenia w Blue Wave California! <3 /Carly (wasza Leah)


Jeeeej, ostatni rozdział. Z jednej strony bardzo się cieszę bo uwielbiam zaczynać nowe opowiadania, a w dodatku nasze następne bardzo różni się od innych ff i  mam cudowną bohaterkę. Wiem, że niektóre osoby przywiązały się do tej historii. Jednak mam nadzieję, że lubicie nasz styl pisania i nadal będziecie czytać nasze blogi bo na razie nie mamy zamiaru z tym kończyć :) Jeżeli ktoś nie zrozumiał to Alexis nie jest z Harrym, ani nie udało jej się wygrać z chorobą. Od początku planowałam trochę smutniejsze zakończenie. Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba za równo z mojej jak i z Leah strony :) No to widzimy się na Blue Wave California słońca. Kocham was i witam jako Vivi :* /(po raz ostatni) Lexi

Dziękujemy za:
20.013 wejść
462 komentarzy
59 obserwatorów

Link do naszego następnego bloga - Blue Wave California

12 komentarzy:

  1. Aż mi się płakać chce ... Szkoda mi Lexi i ciesze się z powodu Rudej. Kocham to jak piszecie <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne i szkoda ze kończycie. Oczywiście czytam kolejnego bloga <3 http://life-is-sad-bro.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. wspaniały ^^
    szkoda, że to koniec ;(

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, że to był ostatni rozdział :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Boze rudej przynajmniej się udało :( szkoda mi lexi:( tak szybko koniec tego bloga jejku jeden z lepszych blogów:( dziękuję wam za pisanie tego bloga kocham was:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jejku jak mnie dawno tu nie było. Szkoda, że to już ostatni rozdział, jednak bardzo mi się podobał. Cieszę się, że Leah udało się wyjść z nałogu. Zakończenie historii Alexis jest smutne, ale podoba mi się. Obie pokazałyście jak ważne są te problemy i choć staramy się z całych sił nie zawsze udaje nam się je rozwiązać. Tak czy siak - wykonałyście kawał dobrej roboty i cieszę się, że trafiłam na Wasze opowiadanie. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wierzę że to koniec :c matko nie było mnie tu już tyle czasu a tu zakończenie :'<
    Ale nie mogę się doczekać waszego następnego ff! ♥ Myślę, że będzie świetne. Uwielbiam wasz styl pisania.
    Modlę się teraz więcej abym znalazła czas na czytanie xd

    Sassie x

    OdpowiedzUsuń
  8. Boże..Niezłe, że to ostatni rozdział, Nie byłam od początku a od połowy, ale czuję więź. Byłam za, bo zawsze czytam bloga jak ktoś u mnie czyta. Tu wchodziłam z ciekawości. Miałam zabić was za to z ciekawości. Cieszę się. Nie wiem co powiedzieć, dzięki za scenę z Justinem. Naprawdę. Ładne jesteście!
    Pozdrawiam was <33

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie spodziewałam się takiego zakończenia! Naprawdę mnie zaskoczylyscie! Rozdział był genialny <3 przykro mi z powodu Alex... będzie jeszcze epilog? Gabrysia Kubala

    OdpowiedzUsuń
  10. Aż nie mogę uwierzyć, że to koniec. :(
    Zgadzam się z powyższym komentarzem. Nie sądziłam, że tak zakończycie bloga. :) Zaskoczyłyście mnie totalnie. <3
    Już miałam napisać, że czekam na kolejny :( , a może tak EPILOG ?!

    OdpowiedzUsuń
  11. Co będę się tu rozpisywała... Boskie :D, przepraszam że wcześniej nie komentowałam, ale zapewniam, że czytałam cały czas <3

    Zajrzyj do mnie i powiedz czy ci dorównuje :D
    http://hey-girl-by-jyychaa.blogspot.com/ sory za ten spam, po prostu chce wiedzieć :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Zapraszam na nowo powstałe opowiadanie o Justinie autorstwa mojej koleżanki! ;* http://why-dont-you-love-me-opowiadanie.blogspot.com/2015_01_06_archive.html

    OdpowiedzUsuń